poniedziałek, 8 listopada 2010

Iwona Arent - porażający bezmiar głupoty i ignorancji.

Na wyborczej posłanka Iwona Arent daje popis głupoty i ignorancji. Oto dowody:

"...popieram to, że szkoła katolicka ma prawo odmówić zatrudnienia zadeklarowanej lesbijki. Przyjmijmy hipotetycznie, że zapisuje syna do szkoły katolickiej i płacę niemałe pieniądze a od szkoły oczekuję, że będą tam przestrzegane wartości katolickie. Wymagam pewnych zachowań nauczycieli i ich poglądów. I przychodzi osoba, która publicznie mówi o innych wartościach".

Szkoła - katolicka, buddyjska czy jakakolwiek inna - ma uczyć prawdy. Nauczyciel jest od tego, by przekazywać wiedzę. Orientacja seksualna ma się nijak do przekazywania wiedzy bez względu na to czy robi to zadeklarowana lesbijka czy heteroseksualistka.

"- Nie. Mój syn lubi dziewczyny. I się bardzo z tego cieszę.

A gdyby przyszedł i powiedział, że lubi chłopców?

- Nie wyobrażam sobie tego."

No może czas zacząć, bo jak się ma taką matkę to może się przed nią ukrywać orientację homoseksualną. Poza tym taka matka jak Iwona Arent nie zasługiwałaby na miłość syna geja.

"Nie zna pani homoseksualistów?

- Znam. Mam przyjaciela homoseksualistę. Bardzo się przyjaźnimy. Noce potrafimy przegadać. Wytykam mu, że jest chory, że powinien się leczyć. On się śmieje, że to ja jestem chora. Ale szanujemy się. Nie narzucamy sobie swoich poglądów. On ma męża. Mieszkają w Niemczech. Dobrze im się żyje. Po cichutku.

Po cichutku?

- A po co głośno? Czy ja wychodzę na ulice i krzyczę, że lubię facetów? Oni rozumieją, że mam inne poglądy. Jak mój syn był mały, zawsze trzymali dystans, gdy przyjeżdżali do mnie. Dwóch wujków. Teraz mój syn już wie, że są małżeństwem. Jestem tolerancyjna, zawsze mają otwarte drzwi u mnie. Akceptuję, że są związki homoseksualne, ale czy muszą się z tym obnosić? Przecież ja się z tym nie afiszuję, nie opowiadam jak uprawiam seks. Tak samo nie chciałabym, by mi narzucali na ulicy, tego co robią."

Niezła przyjaźń?! Śmiechu warte, a raczej politowania. To nie jest przyjaźń. Pani Arent nie zna chyba tego słowa. Co do leczenia to znajomy ma rację. To homofobia jest chorobą. Homoseksualizm zaś orientacją seksualną. Normalną orientacją! Twierdzenie czegoś innego jest po prostu brakiem wiedzy. Co do dystansu to raczej Pani Arent go trzymała i trzyma. Żaden gej czy lesbijka nie wychodzi na ulicę mówić jak uprawia seks. To absurd! Mówienie takich rzeczy to kompromitacja. Poza tym homoseksulny związek to także uczucie, oddanie i wspólne życie. Ograniczanie życia przez Panią Arent do seksu to patologia. Co do tolerancji to Arent nie wie co to słowo znaczy.

"Nie muszą mieć ślubu. Wystarczy iść do notariusza, wspólność majątkową założyć i pokazać w szpitalu. To robienie awantury z niczego. Ale chciałam powiedzieć dlaczego szanuję tych moich przyjaciół. Bo nie epatują. Mówią: mamy swoich znajomych, mamy swoje kluby, nam się dobrze żyje. Na ulice nie mamy potrzeby wychodzić."

Notarialne upoważnienia i umowy nie rozwiązują wszystkich problemów. A mówienie o szacunku przez Panią Arent to kpina. Życie nie polega też na tym, by mieć kluby i znajomych homoseksulnych. Dlatego znajomi mieszkają pzoa Polską, gdzie mogą zawrzeć małżeństwo. Nie dziwi mnie, że żyje im się tam dobrze. Mają kluby, znajomych, ale przede wszystkim - i to jest najważniejsze - nie są dyskryminowani przez prawo. Braku konieczności wychodzenia na ulicę nie skomentuję nawet. Proponuję Pani Arent, by sama może zaprzestała wychodzenia na ulicę.

"To zapytam się tak. Co jest w życiu normalne? Coś naturalnego. Związków homoseksualnych naturalnymi nazwać nie można."

W życiu normalny jest homoseksulizm i heteroseksulizm. Związki homosksualne normalnymi nie tylko można nazwać, ale nawet trzeba. Bo co w nich nienormalnego czy nienaturalnego? W moim związku jest wszystko naturalne i normalne - i miłość, i seks i codzienność. Brak akceptacji dla własnego homosksualizmu nie jest normalny i jest przez Światową Organziację Zdrowia umieszczony w klasyfikacji zaburzeń. Prezentowanie pogladów takich jak Pani Arent to wstyd dla niej samej. Arent pokazuje wywiadem dla Gazety Wyborczej co ją cechuje - porażający bezmiar głupoty i ignorancji. Czy Pani Arent nie jest wstyd poniżać innych ludzi i zaprzeczać naukowej prawdzie. Mi byłoby wstyd mówić takie rzeczy. Radziłbym jej najpierw zapoznać się z tym co ma na temat homoseksualizmu do powiedzenia nauka i potem wypowiedać niż kompromitować się publicznie brakiem wiedzy. Współczuję Pani Arent. Takich ludzi jednak szkoda.

3 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  2. Po prostu kolejna prawicowa oszołomka, nie widzę tu nic nadzwyczajnego. :) Typowe mechanizmy przemocy: żyć "po cichutku", żeby nie naruszać heteromatriksu, po co małżeństwa homoseksualne skoro jest notariusz? Po co w takim razie małżeństwa w ogóle? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. @Seraphielos - żeby notariusze za dużo nie zarobili...

    OdpowiedzUsuń