Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prawo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prawo. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 sierpnia 2013

Soczi - bojkotować i protestować

Rosja znalazła się na celowniku i słusznie. I choć nie wierzę w bojkot igrzysk to ideę bojkotu Soczi popieram w pełni. Nie mam wątpliwości, że Soczi 2014 to powtórka Berlina 1936. Żeby bojkot miał sens musiałby jednak objąć szerszą grupę sportowców lub całe komitety olimpijskie a w to nie wierzę, bo pieniądz okazuje się niestety mieć wartość większą niż ludzkie życie. Wierzę jednak, że sportowcy i widzowie olimpijskich zmagań są zdolni do przeprowadzenia protestu. Malowanie paznokci albo udzielanie wywiadów to stanowczo za mało. Oczekuję czegoś więcej. Może jestem zbytnim idealistą, ale czemu nie zademonstrować w sposób bardziej stanowczy i widoczny. To miałoby sens. Myślę, że rosyjska milicja nie zareagowałaby w agresywny sposób, gdyby kilkudzisięciu sportowaców wyszło na ulice Soczi z tęczowymi flagami. A jeżeliby dopuściała się przemocy wobec protestujących Rosja byłaby skompromitowana. To co próbują obecnie czynić Rosja i MKOL to zastraszenie. Mam nadzieję, że to się im nie uda. Być może dzięki Soczi więcej osób zacznie zwracać uwagę na łamanie praw osób LGBT w różnych zakątkach świata. Być może członkowie MKOL nie wpadną już na pomysł organizacji kolejnych igrzysk w homofobicznym kraju. Być może zmuszą ich do tego sponsorzy, przecież jest to dla nich mierna korzyść wspierać igrzyska w państwach takich jak Rosja i tłumaczyć się potem z tego, że nie popierają dyskryminacji i przemocy wobec gejów i lesbijek. Wiele zależy od nas samych, czy zgodzimy się na to, by Samsung, Panasonic i Coca Cola dalej udawały, że nie mają wyboru, a MKOL udawał, że nie jest skorumpowany. Im jesteśmy głośniejsi tym bardziej śmieszna i żałosna staje się próba zastraszenia nas i naszych sprzymierzeńców.

niedziela, 28 lipca 2013

Kozłowska Rajewicz - co robi? nic!

Nie lubię nieuczciwych polityków. Dlatego straciła moją sympatię Pani Rajewicz Kozłowska. Straciła ją przez hipokryzję i wspomnianą nieuczciwość. Śmiem twierdzić, że to nieuczciwość, bo nie wierzę, że osoba na stanowisku Pełnomocnika Rządu ds. Równego Traktowania nie jest obeznana z aktualnie istniejącymi przepisami dotyczącymi mowy nienawiści, a konkretnie ich brakiem w odniesieniu do osób homoseksualnych. W swojej wypowiedzi podczas cotygodniowego dyżuru na Facebooku napisała ona tak: „Przepisów brakuje, ale i te co już są w KK i w KC, przy dobrej woli wystarczyłyby do obrony praw LGBT. Problem w tym, że są one nieumiejętnie stosowane.” Jest to ewidentne kłamstwo. Podam przykład. Jeżeli rzucę obelgę pod adresem katolików, osób czarnoskórych to będę ścigany za popełnienie przestępstwa i nie ma znaczenia, że nie mówiłem o konkretnej osobie. W przypadku istniejących przepisów, jeżeli ktoś powie obelgę o gejach nie będzie ścigany z urzędu tak jak w przypadku mowy nienawiści na tle religijnym czy rasowym. Nawet jeżeli sam wytoczyłbym proces przeciwko osobie, która obraża osoby homoseksualne, to osoba ta nie zostanie ukarana, bo z praktyki sądów wynika jasno, że konieczne jest by wypowiedź była adresowana konkretnie do mnie. Wedle istniejących przepisów na prokuraturze nie ciąży obowiązek ścigania osób podżegających do nienawiści wobec osób homoseksualnych ani też osób dopuszczających się przemocy wobec gejów i lesbijek. Radzę Pani Pełnomocnik przeczytać ostatni tekst Ewy Siedleckiej w Gazecie Wyborczej „Usłyszał ‘Pedały!’ Po chwili leżał na chodniku, kopany w głowę”, która opisuje historię Andrzeja pobitego w ostnim tygodniu. Policja nawet nie zajęła się sprawą, bo nie wedle istniejących przepisów nie musi, wbrew temu co twierdzi Pani Pełnomocnik. Bohater tej historii zgłosił się na pogotowie. Opatrzono go, dano dokument obdukcji. Poszedł z nim na policję. "Niestety - nie kwalifikuję się. Za mało pobity. Rozwalona, spuchnięta warga, ale niezszywana. Nos podrapany, ale niezłamany. Szczęka boli, ale zęby niewybite. Duży guz z tyłu głowy od kopania, ale brak wstrząśnienia mózgu. Nie możemy przyjąć od pana zeznań, może pan założyć sprawę cywilną, za którą zapłaci minimum 300 zł. A pewnie i ponad. Ponadto z góry przegraną, bo kamery monitoringu miejskiego mogły zdarzenia nie zarejestrować, a sprawców nie znam" - opisał swoją historię Andrzej. Prawo stanowi, że jeśli pobicie spowoduje "naruszenie czynności organizmu na okres poniżej siedmiu dni", to nie ściga się go z oskarżenia publicznego. Gdyby Andrzej był ciemnoskóry lub był np. Żydem - policja musiałaby przyjąć zgłoszenie, bo prawo chroni przed atakami na tle rasistowskim i wyznaniowym. Wtedy nie wymaga, by szczęka była złamana, a mózg doznał wstrząśnienia. Przed przemocą ze strony homofoba prawo karne nie chroni. Można też swobodnie "znieważać grupę ludności lub poszczególną osobę" ze względu na jej orientację seksualną lub tożsamość płciową. Można wyzywać od pedałów, porównywać do pedofilów i zoofilów (kilka lat temu sąd w Poznaniu stwierdził, że to nie jest obraźliwe, bo tak uważa część społeczeństwa) - i nie poniesie się żadnej odpowiedzialności. Także cywilnej, bo sądy uznają, że jeśli obraźliwe sformułowania nie dotyczą osoby wymienionej z imienia i nazwiska, to obrazy nie ma. Sądy pozbywają się spraw. A to, że obywatele homo- i transseksualni pozbawieni są równej ochrony prawnej - to już ich kłopot. Np. taki Robert Biedroń, który ciągle obrywa "poniżej siedmiu dni". W końcu sam się prosi: po co się w telewizji pokazuje i opowiada o swojej orientacji? Pobity niedawno Bartłomiej Lis, kurator Muzeum Współczesnego we Wrocławiu, też wyglądał kibolom Śląska Wrocław na "pedała" (zdaje się, że miał za wąskie spodnie). Rząd i prokurator generalny negatywnie zaopiniowali projekt wniesiony do Sejmu przez Ruch Palikota, żeby homofobia, a także nienawiść ze względu na płeć, tożsamość płciową, wiek i niepełnosprawność były w kodeksie karnym traktowane tak samo jak nienawiść na tle rasowym, etnicznym i wyznaniowym. Mimo że i Komitet Praw Człowieka ONZ, i Rada Europy, i unijna Agencja Praw Podstawowych rekomendują traktowanie tych wszystkich nienawistnych motywacji jednakowo. Kibole i "patrioci", którzy na wykładzie prof. Baumana krzyczą: "Raz sierpem, raz młotem czerwona hołotę", na debacie z Biedroniem i Anną Grodzką skandują: "Zakaz pedałowania". Znak "zakaz pedałowania" pojawia się tradycyjnie obok krzyża celtyckiego (symbolu międzynarodówki rasistowsko-nacjonalistycznej) czy falangi (symbol przedwojennego, antysemickiego Ruchu Narodowo-Radykalnego Falanga). Na internetowych stronach organizacji nacjonalistycznych także znajdziemy te znaki. A ONR dwa lata temu zdołał je - łącznie z "zakazem pedałowania" - zarejestrować jako swoje oficjalne symbole (decyzja została uchylona). Z zaatakowanym profesorem Baumanem władza się solidaryzowała. Z identycznie zaatakowanymi tydzień wcześniej Anną Grodzką i Robertem Biedroniem - już nie. Po ostatnim pobiciu Biedronia tylko marszałkini Sejmu Wanda Nowicka wydała potępiające oświadczenie. A europoseł PJN Marek Migalski na swoim blogu napisał: "Pana poglądy uważam za szkodliwe, Pana szefa uważam za wroga polskości, ale pobicie Pana za homoseksualizm jest skandaliczne". Poza tym nikogo ani z rządu, ani z brylujących po mediach celebrypolityków to nie ruszyło. Mimo zapowiedzi szefa MSW Sienkiewicza po napaści na polsko-hinduską rodzinę w Białymstoku, że władza będzie dawać świadectwo solidarności z ofiarami ksenofobii. Jak widać, można dyskryminować nawet ofiary, dzieląc je na warte i niewarte solidarności. "Zwalczanie przestępstw na tle rasistowskim powinno być priorytetem dla prokuratury i policji. Nie zabraknie nam determinacji w zwalczaniu tego zjawiska" - głosi oficjalny komunikat po spotkaniu szefa prokuratury Andrzeja Seremeta i ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza sprzed dwóch tygodni. Ewa Siedlecka spytała Seremeta, dlaczego tylko rasizm? Co z homo- i transfobią? W odpowiedzi zapewnił ją, że temat homofobicznych napaści też był na spotkaniu omawiany. Nie wyjaśnił, dlaczego nie znalazł się w komunikacie. Pisze: "Solidaryzuję się z każdą ofiarą przestępstwa, w tym popełnionego z pobudek homofobicznych. Publiczne wyrażanie takiej solidarności jest znaczące, ale za swoją pierwszorzędną powinność uważam czuwanie nad właściwym prowadzeniem takich spraw". Tylko jakich, skoro napaści na tle homofobii się nie ściga? Dalej prokurator generalny pisze, że zgłosi propozycje, aby przepis uznający za przestępstwo ograniczanie innych osób w ich prawach religijnych uzupełnić o ograniczanie "ze względu na cechy różnicujące", a więc i orientację seksualną. Wszystko pięknie, pod warunkiem że pobicie czy wyzwiska uznamy za "ograniczanie w prawach", co byłoby karkołomnym intelektualnym fikołkiem. RPO Irena Lipowicz proponuje, by w ramach walki z ksenofobią prowadzić edukację - także prokuratorów. Mają być organizowane np. wycieczki do Auschwitz. Ciekawe, czy ktoś wspomni, że osadzano tam i mordowano także za homoseksualizm? Bo na państwowe uroczystości rocznicowe do Auschwitz zaprasza się wszystkie mordowane tam mniejszości, ale nie LGBT. A jak przyjadą sami - wieniec składają po zakończeniu części oficjalnej. Tak właśnie wygląda polska rzeczywistość. Pani Kozłowska Rajewicz pełni funkcję Pełnomocnika ds Równego Traktowania, ale ja mam wrażenie, że zamiast tego jest Pani tubą rządowej propagandy. Jej postawa jest bierna wobec ataków na osoby homoseksualne, które w ostatnim czasie nasiliły się w Polsce. Pani Pełnomocnik chwali się tym, że zorganizowała szereg konferencji dla urzędników wysokiego szczebla i objechała Polskę z konferencjami regionalnymi. Jakoś w mieście gdzie pracuję jej nie było. W Sochaczewie, gdzie mieszkam też jej nie było, a była za to Pawłowicz z homofobicznym odczytem. Zaproponowałem Pani Pełnomocnik przyjazd do ośrodka pomocy społecznej, gdzie pracuję i gdzie moje niektóre koleżanki uważają, że dwóm kobietom wychowującym wspólnie dziecko należy je zabrać., żeby „nie mogły tego robić przy dziecku”. I one mówiły przy mnie z pełną świadomością tego, że jestem homoseksualny. Taka właśnie jest świadomość w miejscach powołanych do pomocy! Przerażające! Znam też przypadek dyrektorki szkoły, która jak ognia boi się tego, że wyjdzie na jaw jej homosekualizm. Burmistrz jednego z podwarszawskich miast przy pracownikach pozwala sobie na homofobiczne teksty, które uznaje za żarty. Obrażania gejów dopuścił się on także będąc w Dani na wymianie partnerskiej wobec pracownika tamtejszej gminy. Dlatego proponuję pracę u podstaw a nie tylko konferencje z urzędnikami wysokiego szczebla. Wpływanie na decydentów na szczeblu krajowym jest ważne, ale oczekuję też szkoleń w ośrodkach pomocy, w szkołach, w szpitalach, w przychodniach, w gminach. Tymczasem jak donosi prasa rządowy program zwalczania dyskryminacji wobec osób homoseksualnych został okrojony i nie zawiera on obecnie już niczego, co poprawiłoby sytuację homoseksualnych obywateli.

piątek, 29 marca 2013

Wanda Nowicka - Premier przeciwny związkom partnerskim

Zmieniła się retoryka Premiera dotycząca związków partnerskich, który w radiu TOK FM, pytany o dalsze losy ustawy, odpowiedział wymijająco, koncentrując się wyłącznie na związkach homoseksualnych i podkreślając, że nasze społeczeństwo nie jest jeszcze gotowe na tak radykalne zmiany w postaci legalizacji związków homoseksualnych. Tymczasem związki partnerskie to dużo szersze pojęcie niż wyłącznie związki homoseksualne, które oczywiście tak samo, jak każde inne zasługują na aprobatę, szacunek i równe prawa.
Odnoszę wrażenie, że jest to świadomy zabieg stylistyczny ze strony Premiera, który zaczyna subtelnie wycofywać się ze swojego poparcia dla związków partnerskich, próbując ograniczyć je wyłącznie do problemów par homoseksualnych, podczas gdy związek partnerski tak samo dotyczyć może osób homoseksualnych, jak i heteroseksualnych. Struktura naszego społeczeństwa wyraźnie wskazuje, że zmiany obyczajowe już się dokonały, ludzie żyją i zakładają rodziny zarówno w oparciu o tradycyjny model małżeństwa, jak i żyjąc w związkach nieformalnych. Każda z tych form jest tak samo wartościowa i zasługuje na stosowanie wobec niej równych zasad.
Okazuje się, że Donald Tusk nie jest już tak jednoznacznym zwolennikiem legalizacji związków partnerskich, łagodzi spór z Gowinem w tej sprawie i zajmuje dużo bardziej zachowawcze, żeby nie powiedzieć lekceważące, stanowisko niż miało to miejsce podczas debaty nad ustawami o związkach partnerskich.

Ze zmiennej postawy Premiera wobec związków partnerskich można niestety wyczytać pewną prawidłowość. W czasie, gdy pojawiła się informacja o formowaniu nowej lewicy, pod hasłem Europa +, Donald Tusk w obawie przed utratą bardziej liberalnej i nowoczesnej części elektoratu, poparł ideę związków partnerskich. Opowiedział się wówczas wyraźnie przeciw polityce Gowina w tym zakresie i zapewnił, że będzie zmierzał do kreowania państwa tolerancyjnego, szanującego różne modele życia i przewidującego równe prawa dla jego obywateli i obywatelek. Nie chciał stracić poparcia tych wyborców, dla których związki partnerskie są sprawą ważną. Tymczasem, gdy okazało się, że projekt powstania nowej lewicy pod patronatem Aleksandra Kwaśniewskiego, jest falstartem (z uwagi na brak konkretnego programu oraz pominięcie kobiet w jego budowaniu), a tym samym, że dotychczasowi liberalni wyborcy Tuska nie mają wcale dobrej programowej alternatywy, Premier odczuł ulgę i przestał o nich zabiegać. Skoro nie mają dokąd odejść, to nie trzeba już się tak starać i silić na stwarzanie pozorów polityki przyjaznej związkom partnerskim.
Dzisiejszy Tusk nie mówi już o wartościach, takich jak równość, tolerancja, otwartość społeczeństwa, niedyskryminacja, poszanowanie praw mniejszości, neutralność światopoglądowa. Szybko wrócił do zachowawczej konserwatywnej retoryki, zasłaniając się miałkim argumentem, jakoby nasze społeczeństwo nie było gotowe na tak radykalne zmiany, przerzucając tym samym odpowiedzialność za brak swojej politycznej konsekwencji na obywateli i obywatelki. Mimo bardzo wyraźnych deklaracji ze strony Donalda Tuska o jego poparciu dla związków partnerskich, które szczególnie silne było po skandalicznym głosowaniu nad ustawami w Sejmie, aktualnie czarno widzę możliwość przegłosowania sprawiedliwego i równego prawa w Sejmie.

czwartek, 21 marca 2013

Rządowe tradycje wg Sikorskiego, Kozłowskiej Rajewicz i Tuska

Kolejna rządowa kompromitacja. Tym razem w wykonaniu Radosława Sikorskiego, który w odpowiedzi na zarzuty wobec abp Głódzia o poniżanie i obrażanie podwładnych odpowiedział: „Uważam, że ten styl, taki trochę wojskowy, powinniśmy uszanować. To jest bardzo sympatyczna postać”. W sprawie zarzutów o pijaństwo dodał, że to wpisuje się w tradycję wojskową. Czy ja mam rozumieć, że w polskim wojsku tradycją jest nadużywanie alkoholu, poniżanie i wykorzystywanie ludzi? Minister, który wypowiada takie słowa powinien zostać zdymisjonowany, bo ośmiesza państwo, rząd i siebie, a przede wszystkim polskich żołnierzy. Znalazł się on w gronie osób popierających Głódzia, do którego należy także Mirosław B., ksiądz skazany za molestowanie i rozpijanie nieletniej. A może dowiem się niedługo od członka rządu, że to także wpisuje się w jakąś polską tradycję. Może szkolnictwa albo opieki nad dziećmi?!
Nie zabłysnęła wczoraj także Pani Pełnomocnik ds. Równego Traktowania, która stwierdziła, że polskie prawo dotyczące osób LGBT jest dobre i postuluje, że najpierw należy zmieniać mentalność, a później prawo. To sprzeczność sama w sobie, bo skoro według Pani Pełnomocnik prawo jest dobre to po co zmiana? Myślę, że Pani Kozłowska Rajewicz jednak zdaje sobie sprawę z tego, że prawo jest złe – brak instytucjonalizacji związków jednopłciowych, brak zakazu dyskryminacji w dostępie do towarów i usług, edukacji, usług medycznych. Co do zmiany mentalności społeczeństwa to przy obecnych działaniach polityków i rządu możemy czekać lata! Przedstawiciele krajów, w których wprowadzono zmiany legislacyjne, podkreślają, że najskuteczniejszym sposobem zmiany nastawienia jest zmiana prawa. Polski rząd nie robi nic ani w kierunku zmiany prawa, ani mentalności. Nie ma ani jednego rządowego projektu, które promowałyby tolerancję i wiedzę na temat osób LGBT. Wszystko, co się w tej sprawie dzieje, robią organizacje pozarządowe. Trzeba przyznać rację Robertowi Biedroniowi, którego zdaniem mówienie o tym, że najpierw trzeba zmienić mentalność, to chowanie głowy w piasek i sposób na ucieczkę od problemu. Tym bardziej dziwią słowa Pani Pełnomocnik, że wypowiedziała je dzień po rezolucji Parlamentu Europejskiego w sprawie prawnego uznania związków jednopłciowych i objęcia osób homoseksualnych prawem antydyskryminacyjnym oraz ochroną przed nienawiścią.

Mam też jako obywatel Polski żal do władz polskich o to, że nadal manipulują one społeczeństwem w sprawie konstytucjonalności związków partnerskich. Jak powiedziała prof. Łętowska w sporze o związki partnerskie nadużywa się prawa, a prawo w Polsce kapituluje przed biznesowymi interesami, ideologicznymi namiętnościami i siłą. W sporze o związki partnerskie mamy do czynienia z manipulacją tych, którzy insynuują niekonstytucyjność takiego rozwiązania. Prof. Łętowska w wywiadzie dla Krytyki Politycznej bardzo ciekawie mówi również o nieprawidłowościachi i manipulacjach ze strony prawników Ministra Gowina i Biura Ekspertyz Sejmowych: „Z tego powodu ja nigdy w życiu nie zrobię niczego dla Biura Analiz Sejmowych. Niedawno właśnie odmówiłam. Wiem, że moja praca albo zostanie przez nich potraktowana nie na serio, albo zgubi się w statystycznym zestawieniu, zostanie przez nich wykorzystana wyłącznie jako alibi dla przedstawionych przez nich opinii większościowych. Ja sobie na to nigdy nie pozwolę. To wszystko jest zakłamane. Od lat powtarzam, że najgorszą rzeczą, jaką prawo może sobie zafundować, jest hipokryzja albo uczestniczenie w hipokryzji. Tylko że demaskowanie tego rodzaju hipokryzji, w której uczestniczą prawnicy działający w logice nadużywania prawa, w logice innych sił, które prawem chcą się posługiwać, wymaga już bardzo wysokiego poziomu przygotowania zawodowego i pewnej odwagi, żeby powiedzieć w określonym momencie, że coś jest nie tak.”

poniedziałek, 11 marca 2013

Pełnomocnik ds częściowo Równego Traktowania a klauzula antydyskryminacyjna w Warszawie

Pełnomocniczka ds. Równego Traktowania wpadła w zachwyt na projektem kaluzuli antydyskryminacyjnej zaproponowanej w Warszawie i poleaca jako dobry przykład do naśladowania. Klauzula antydyskryminacyjna ma być umieszczana w umowach najmu lokali usługowych zawieranych przez miasto z najemcami. Klauzula nie obejmuje jednak zakazu dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. Pani Kozłowskiej Rajewicz to najwidoczniej nie przeszkadza. Poza tym zastanawia mnie, dlaczego Pani Pełnomocnik o ogólnokrajowym rozwiązaniu antydyskryminacyjnym w kwestii dostępu do towarów i usług skoro uznaje rozwiązanie warszawskie za taki świetny pomysł. W końcu to jej zadanie. Entuzjazm Pani Pełnomocnik dziwi mnie równie mocno ze względu na brak orientacji seksualnej w katalogu obejmującym zakaz dyskryminacji. Wybiórczość Pani Pełnomocnik mi się bardzo nie podoba. Pokazała ją już w przypadku posła Godsona, którego porównania homoseksualizmu do pedofilii uznała za pogląd.

sobota, 9 marca 2013

Godson - duch święty w tv

W dzisiejszej „Kropce nad i” przez posła Godsona, znanego chrześcijanina będącego przy okazji posłem PO znów przemówił Duch Święty (Godson uważa, że też jest święty, ale z małej litery). A przemówił w te słowy: „Dzisiaj mówimy o związkach partnerskich, jutro porozmawiamy o małżeństwach gejów, a potem o adopcji dzieci przez takie pary. Gdzie się zatrzymać? Może pojutrze pojawi się lobby pedofilskie, które będzie walczyć o obniżenie wieku inicjacji seksualnej”. Wydaje mi się, że to spora podłość ze strony pana Ducha, choć nie wykluczony jest też inny scenariusz. Może zajęty konklawe i rozliczaniem Benedykta XVI palnął w roztargnieniu bzdurę, która teraz spadnie na bogu ducha winnego pana Godsona? A może zrobił to świadomie, bo syn boży John Abraham zgrzeszył czynem, mową lub zaniedbaniem tak szpetnie, że został ukarany? Tak jak zostali ukarani budowniczy Wieży Babel, gdyż Jahwe obawiał się, że jak już ją zbudują to „nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić". Nie sądzę abyśmy doszli prawdy, a na współpracę obu panów w tym względzie nie liczę.


Jednak należy się czytelnikom, przede wszystkim panom Godsonowi i Duchowi, kilka słów wyjaśnienia. Orientacja seksualna nie jest dewiacją ani chorobą. Nie zagraża nikomu przez sam fakt istnienia. Nie wyrządza krzywdy drugiemu człowiekowi. Nie jest karalna w polskim prawie, tak jak była np. w faszystowskich Niemczech czy stalinowskiej Rosji. Inaczej się to przedstawia w przypadku pedofilii. Ta jest zaburzeniem preferencji seksualnych, czyli choroba. Czyny pedofilne wyrządzają szkodę drugiemu człowiekowi – w tym przypadku dziecku. Czyny takie są ponadto traktowane przez prawo karne jako przestępstwo i zagrożone karą pozbawienia wolności do lat 12. Prawo dające dorosłym osobom homoseksualnym, możliwość zawarcia związku partnerskiego, czy nawet małżeństwa nie jest tym samym czym jest obniżanie wieku legalnego obcowania płciowego. Inicjacja seksualna w końcu, nie jest tym samym co akt seksualny – w tym przypadku pedofilny.

Demokracja w odróżnieniu od tego czym dysponowali autorzy Biblii, jest swego rodzaju umową społeczną. Umową według której obywatele współpracują, dbają o siebie i szanują się nawzajem – przynajmniej z założenia. Ta umowa gwarantuje wszystkim takie same prawa, niezależnie od płci, koloru skóry, wyznania lub jego braku, czy orientacji płciowej. Warto czasem wyjść ze świata starożytnego opisanego na kartach Biblii, spojrzeć przez ramię Jakuba walczącego z aniołem, odwrócić wzrok od zagłady Sodomy i Gomory. Tym bardziej będąc posłem na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej w Roku Pańskim 2013.

poniedziałek, 4 marca 2013

Godson - polityczna kreatura

Pan Godson znów straszy ludzi gejami poprzez odwołania do pedofilii. To straszne, jak nisko upadł ten człowiek, a wraz z nim cała PO. Tak cała PO! A to z tego powodu, że nikt nie wyciąga żadnych konsekwencji z mowy nienawiści jej członków. Ciekawe jak Pan Godson poczułby się, gdybym powiedział o tym, że z powodu przyznania praw czarnoskórym jutro należy się spodziewać praw dla pedofilów. To jest zupłenie to samo. Obrzydliwe. Pan Godson uważa też, że należy bronić Wałęsy, kóry okrył hańbą siebie, kraj i Nagrodę Nobla słowami o gettcie dla gejów. "W sytuacji, gdy trwa nachalne lobby homoseksualistów, często ludzie o konserwatywnych poglądach mogą się irytować" - powiedział w telewizji Godson. Ja bym powiedział więcej, często ludzie tak się irytują, że potrafią nawet przypierdolić. Czy do tego też mają prawo zdaniem posła Godsona? I to wszystko mówi człowiek, który powinnien najlepiej znać znaczenie słowa apartheid i wiedzieć, że 50 lat temu w USA ludzi oburzało to, że czarnoskóry pił wodę z tego samego kubka i mył ręce w tej samej umywalce co biały Amerykanin. Demokracja według Godsona to terror większości, ale nie trudno się dziwić. Pan Godson wie tyle o prawach człowieka i demokracji ile poznał w Nigerii i szkółce niedzielnej swojego kościoła. Kościoła, kóry popiera prawne prześladowania i mordy na osobach homoseksualnych w Afryce. Ciekaw jestem czy Pani Pełnomocnik ds Równego Traktowania nadal uważa, że słowa Godsona to pogląd, który może mieć miejsce w debacie publicznej?

niedziela, 3 marca 2013

Efekt Lisa

Po wczorajszej fali homofobii jaka wylała się w programie Tomasza Lisa lekko zawrzało. I słusznie, ale dla mnie alarm jest i zbyt cichy. Publikuję najciekawsze komentarze na ten temat:

"W dzisiejszym "Tomasz Lis na żywo" zaproszeni do studia zostali: Piróg (ok), Kluzik-Rostkowska (ok), Łepkowska (??), ktoś, kogo nazywali ojcem, a ubrany był w biały habit (nazwiska nie zapamiętałam) (ki diabeł i po co?)oraz "znany i lubiany" homofob Oko - zawód ksiądz. (Swoją drogą dlaczego Lis goszcząc u siebie np. Godsona, jako oponenta nie zaprasza zdeklarowanego rasisty?). Tenże ostatni Oko znaczy, zaczął powoływać się na badania. Podobno dzieci wychowywane w związkach osób tej samej płci mają gorzej, częściej myślą o samobójstwie, zasilają szeregi bezrobotnych. Ciekawe, że nawet się nie zająknął, że jest to nadinterpretacja i sam badacz się do tego przyznał. "

" Proponuję Lisowi, Tomaszowi Lisowi zaprosić do studia Godsona i jakiegoś rasistę! Będzie miał odwagę? Żenujące jest to, że wszyscy wiedzą, że Oko nie dość, że jest po prostu manipulantem, to jeszcze homofobem, a Lis bez żenady go zaprasza. No cóż, Terlikowski się przejadł czy co?" - Trzyczęściowy garnitur

"Intelektualiści" w rodzaju Oko i Gużyńskiego rzucają bzdury, świadczące jak najgorzej o ich intelektualnych możliwościach. Niestety druga strona jest kompletnie nieprzygotowana do dyskusji. Jedni bezkrytycznie walą tym, co gdzies tam zasłyszeli, drugim brakuje zarówno błyskotliwości, jak i wiedzy (to co pierdzielił Piróg, wkurwaiało mnie bardziej niż gadka Oko), żeby odpowiedzieć.


"Koszmarne jest jakieś stałe u Polaków traktowanie wszelkich duchownych, jak inteligentów. Jakoś nie potrafi się przebić, że większość z nich - bez urazy - to wiejskie powołania i pomimo tego, że nauczyli się odprawiać różne hokus-pokus, to są to ludzie bardzo prymitywni. Jakiś dziwny szacunek jakim są otaczani, jest kompletnie nieuzasadniony." - odŚwiętna Teresa

niedziela, 24 lutego 2013

Gowin - naczelny demagog kraju

Pan Radomir Szumełda uaktywnił się społecznie po swoim coming oucie i zaczynam darzyć go coraz większą sympatią i uznaniem. Podobnie do Agnieszki Holland rozpoczął pisanie listów do Gowina i Godsona. Jednak nie o listach Szumełdy, a o odpowiedziach na nie chciałem dziś wspomnieć. Konkretnie o odpowiedzi Gowina. Nie jestem w stanie zgodzić się z jego opinią, że minister w świeckim kraju może się kierować swoimi poglądami religijnymi podczas pracy publicznej. Może mieć poglądy, oczywiście, nikt mu tego nie zabrania. Ale jeżeli poglądy mu stoją na przeszkodzie w byciu bezstronnym ministrem, to nie powinien być ministrem. Minister sprawiedliwości jest od tego, żeby dbać o ład prawny, a nie od posiadania poglądów na tematy z prawem niezwiązane. Musi się on nauczyć oddzielać "ja-Jarosław" od "ja-minister". Jeśli tego nie potrafi to nie powinien sprawować funkcji publicznej. A co do rzekomej niezgodności idei związków partnerskich z konstytucją, to już się paru bardziej zorientowanych niż pan minister specjalistów wypowiadało, więc litości, argument z gatunku "patrzę tak, jak mi wygodnie" jest żałosny. Ciekawe, że jakoś niekonstytucyjne zawieszenie krzyża w Sejmie panu ministrowi nie przeszkadza? Czyżby wybiórcze czytanie zapisów konstytucji? Wolna interpretacja  Przestrzegamy tylko tych zapisów, które nam się podobają? Nie zmienię zdania o ministrze Gowinie. To niebezpieczny ideolog i pozbawiony empatii manipulant. Członkostwo w Opus Dei mówi samo za siebie. Co do pomysłów Gowina dopisywania "czegoś" do istniejących ustaw, jest to niedorzeczne. Chociażby dlatego, że nim ktoś zdąży udowodnić to, że był z drugą osobą w związku to już "rodzinka" zdąży zabrać ciało z kostnicy i wyprawić pogrzeb, nie wspominając o ograbieniu mieszkania. I jak niby miałoby się to udowodnić? Może meldunkiem? W kraju, gdzie połowa ludzi wynajmuje mieszkania i nie jest w nich zameldowana! A może słownym oświadczeniem? Niech Pan Gowin nie będzie śmieszny. Poza tym ja nie wierzę w to, że jak twierdzi Gowin, nie są problemem dla niego regulacje a jedynie kwestia sformalizowania związku. Świadczy o tym wywiad w piśmie Liberte, gdzie jasno powiedział, że jego zdaniem należy rozszerzyć zapis mówiący o wspólnym pożciu o pary homoseksualne i więcej zmian nie potrzeba. Pan Gowin nie wie albo udaje, że nie wie, że każdy zapis dotyczący wspólnego pożycia w prawie polskim już obejmuje pary jednopłciowe i nie rozwiązuje to problemów z wizytą w szpitalu, pogrzebem, dziedziczeniem, podatkami i innymi równie ważnymi kwestiami. Demagogia Gowina sięgnęła apogeum.

środa, 20 lutego 2013

Gowin, Niesiołowski, Tusk - wspólna sprawa

Kolejne dni upadku PO. Wczoraj poseł Niesiołowski pozwolił sobie na chamskie i prostackie wypowiedzi wobec Agnieszki Holland. Dziś pan poseł brnie w zaparte, nie chce przepraszać, bo uważa, że nie ma za co. “Córunia lesbijka” nie jest według niego lekceważącym zwrotem, co pozwala przypuszczać, że dopiero nazwanie Niesiołowskiego “poślątkiem Platformy” mogłoby (ale tylko być może) uruchomić w nim proces autorefleksji. Zupełnie nietrafione jest też straszenie Holland i społeczeństwa powrotem do władzy PiS-u. Wypowiedź Niesiołowskiego warto utrwalić w pamięci, bo jasno wykłada tam wyborczy szantaż, ultimatum i tożsamość Platformy, która jest niczym więcej niż nie-PiSem. Niezły popis bezczelności daje też minister Gowin. Jestem właśnie po wywiadzie z panem Gowinem w piśmie Liberte. Zacytuję: "Problemy, z jakimi zmagają się osoby tej samej płci żyjące w związku, problemy związane z dziedziczeniem, z pochówkiem można rozwiązać na gruncie prawa cywilnego. Moim zdaniem polskie prawo dobrze te rzeczy reguluje". I tu wychodzą na jaw prawdziwe intencje Gowina. Mówi się głośno, że minister Gowin przygotował projekt zmian prawa dla związków nieformalnych. Czyżby? Jasno widać, że nie, bo pan Gowin uważa, że wszystko można przecież załatwić teraz. Świadczy też o tym następujący fragment: "Polskie prawo operuje kategorią wspólnego pożycia. W wielkim uproszczeniu można powiedzieć, że polskie prawo mówi o konkubinatach, odnosząc je do związków heteroseksualnych, moja propozycja, w największym uproszczeniu, polega na tym, by tam, gdzie mowa o konkubinatach heteroseksualnych, wprowadzić także prawa i obowiązki dla par homoseksualnych. To jest nasza propozycja kompromisu." Pan Gowin udaje, że nie wie albo nie wie, że wszędzie już w polskim prawie wspólne pożycie obejmuje związki homoseksualne. To kolejny dowód na to, że pan Gowin żadnych zmian nie chce. Wciąż pan Gowin wykorzystuje opinie osób nieprzychylnym związkom partnerskim i na ich podstawie kategorycznie stwierdza, że zgody na związki być nie może. Całkowicie neguje opinie związkom partnerskim przychylne, jak opinia prof. Łętowskiej. To czysta manipulacja.


Dziś premier Tusk przepraszał za wczorajsze słowa Niesiołowskiego, ale jednocześnie stwierdził, że krytycznie podchodzi do słów Agnieszki Holland o PO. O Gowinie i Godsonie zarówno premier jak i inni członkowie PO milczą i udają, że problemu nie ma. W związku z tymi przeprosinami premiera przypomniał mi się jeden z żydowskich dowcipów opowiedziany przez moją przyjaciółkę:


Pewnego razu, w przedwojennej Warszawie zdarzyło się, że pokłócili się ze sobą dwaj Żydzi - pan Katz z panem Rosenkrantzem. Pokłócili się oni tak bardzo, że sprawa znalazła swój finał w sądzie. Tenże sąd po rozprawie wydał werdykt przyznający rację panu Rosenkrantzowi. Orzeczono karę - pan Katz miał przeprosić publicznie pana Rosenkrantza. Publiczne przeprosiny miały odbyć się w mieszkaniu tego drugiego.

W umówiony dzień zebrali się świadkowie w mieszkaniu Rosenkrantza. Wszyscy, włącznie z gospodarzem czekają niecierpliwie na przybycie Katza i złożenie przezeń oficjalnych przeprosin. Wreszcie jest! Pukanie do drzwi, otwiera je Rosenkrantz, za drzwiami stoi Katz i tak oto mówi:

- Dzień dobry szanownemu panu. Czy tutaj mieszka krawiec Goldberg?

- Nie! Goldberg mieszka piętro wyżej

- Aaaaa, to ja Pana w takim razie bardzo przepraszam!!!

poniedziałek, 18 lutego 2013

Bóg w formie wafelka i w formie makaronu - jeden prawdziwy a drugi wymyślony?

Bardzo mnie zainteresowała sprawa rejestracji Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Ministerstwo najpierw piętrzyło problemy, a następnie zleciło wykonanie ekspertyzy, czy KLPS można uznać za religię. Opinię napisali religioznawcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Opinia ta prawdopodobnie przyczyni się do tego, że Ministerstwo odrzuci wniosek o rejestrację kościoła. Jeśli tak uczyni to KLPS może jeszcze na tym zarobić w Strasburgu. Bo sprawa jest ewidentnie do wygrania w sądzie, a opiniodawcy opinią pogrążyli samych siebie pisząc, że KLPS spełnia wszystkie kryteria wspólnoty religijnej, a jednocześnie nie należy go rejestrować. W opinii czytamy m.in. "Wyznawcy LPS to ateiści, którzy nie kryją się ze swoim ateizmem, i w przeciwieństwie do innych wyznawców "wymyślonych religii " nie traktują swojej poważnie." Biegli w żaden sposób nie uzasadnili swojego stwierdzenia, że członkowie KLPS nie traktują swojej religii poważnie w stosunku do wyznawców wymyślonych religii. Przede wszystkim religia LPS nie jest wymyślona w odróżnieniu od innych monoteistycznych religii. Inne religie też nie są objawione, a wymyślone z chrześcijaństwem na czele. Biegli kilkakrotnie podkreślają parodystyczny charakter religii LPS. Uważają, że święte księgi parodiują biblię, a obrzędy zbytnio przypominają parodię judeochrześcijańskiego dekalogu i obrzędów. Twierdzenia te są całkowicie nieuprawnione. Nikt nie udowodnił objawionego charakteru biblii, wręcz przeciwnie, wszyscy badacze podkreślają zapożyczenia z wcześniejszych wierzeń. Dekalog poza sferą totalitaryzmu w zakresie obowiązku wiernych wobec wspólnoty, zawiera kilka uniwersalnych zaleceń. To, że wyznawcy LPS nie będą zabijać ani kraść jest parodią? Jeśli tak to tak samo parodią judaizmu jest chrześcijaństwo a judaizm innych wcześniejszych religii. Opinia jest w dalszej części równie nielogiczna: "Czy jest możliwe, aby jakaś grupa ludzi w miarę rozsądnych i w miarę wykształconych w sposób poważny traktowała tezę, iż w rzeczywistości istnieje Latający Potwór Spaghetti, który stworzył wszechświat, jest wszechmogący i wszechwiedzący". A czy możliwym jest by znacznie liczniejsza grupa ludzi w miarę rozsądnych i w miarę wykształconych wierzyła w zmartwychwstanie, hurysy w raju, drabinę do nieba, anioły z mieczami w rozmodlonych dłoniach, wniebowzięcie, wskrzeszenie, stuletnie matki i matki - dziewice, chodzenie po wodzie, zamianę wody w wino, ciało Chrystusa ukryte w kawałku ciasta i krew swojego boga w winie, gadające węże, a także istnienie trzech osób w jednej? Okazuje się, że tak. Czym w takim razie bóg w formie wafelka zasługuje bardziej na uznanie i rejestrację niż bóg w formie makaronu? W czym jest lepszy bóg zasiadający w otoczeniu aniołów na tronie w przestworzach od boga latającego?

czwartek, 7 lutego 2013

Tolerancyjny jak Godson

Pan Godson postanowił „uczyć” tolerancji. Jego rozumienie tolerancji jest prymitywne i odstaje od tego, co zwykło się dziś pod tym pojęciem rozumieć. Kolejny raz padły słowa o znoszeniu gejów i lesbijek oraz potępienie miłości homoseksualnej. Godson kolejny raz tłumaczył się z głosowania przeciwko związkom partnerskim tym, że uważa homoseksualizm za grzech. W mojej opinii łamie tym samym konstytucyjną zasadę neutralności państwa i jego organów w sprawach światopoglądowych i religijnych. Ponieważ jest on członkiem Sejmu, a a więc władzy ustawodawczej ma konstytucyjny obowiązek zachowania takiej neutralności. Poza tym grzech nie jest pojęciem, które definiuje rzeczywistość w sposób obiektywny i naukowy. To co dla jednego jest grzechem dla drugiego może być cnotą. Dla mnie grzechem jest to co mówi Pan Godson i dopuszczanie się przez niego dyskryminacji. To sprzeczne z zasadami etyki chrześcijańskiej. Tak samo uważają członkowie wielu wyznań, które nie tylko akceptują związki homoseksualne, ale opowiadają się za promowaniem trwałych małżeństw jednopłciowych. Słowa Godsona obrażają homoseksualnych chrześcijan. Pan Godson posługując się kategorią grzechu podczas debaty politycznej i w głosowaniach stawia się w roli religijnego fundamentalisty. Dopuszczanie w polityce tego, by fantastyczne historie wymyślone kilkanaście tysięcy lat temu, zupełnie odstające od obecnej rzeczywistości i sprzeczne z poznaniem naukowym, determinowały porządek prawny jest nie tylko nieetyczne ale i niebezpieczne. Także dla posła Godsona, bowiem może się zdarzyć, że w parlamencie znajdzie się większość złożona z podobnych mu religijnych ekstremistów, którym wiara nie pozwoli na to, by były zawierane małżeństwa rasowo mieszane.

środa, 6 lutego 2013

Nowe wyrocznie delfickie - Żalek, Gowin i BAS

Chcą nas udupić i na kolejne kilkadziesiąt lat zostawić z potworkiem prawnym a la Żalek a może nawet i bez niego. Już nawet umowa notarialna zaczyna być nie do przeforsowania. Zbytek łaski dla polityków PO. Znaleziono bowiem opinię Biura Analiz Sejmowych dotyczącą związków partnerskich. Wszyscy zachowują się dziś jakby BAS było nową wyrocznią delficką. Zupełnie przestało się liczyć, że wielu konstytucjonalistów, w tym prof.. Łętowska, uznaje brak związków partnerskich za niezgodne z konstytucją. Nowa wyrocznie orzekła i wszyscy klękają jakby BAS było Trybunałem Konstytucyjnym. NIE JEST! Może w końcu ktoś to zauważy i otrzeźwi polityków. Chcę jeszcze raz zaznaczyć, że w Niemczech, na Węgrzech czy w Irlandii istnieją identyczne zapisy konstytucyjne o ochronie małżeństwa jak w Polsce. Nigdzie sądy nie orzekły, że związki partnerskie tę ochronę umniejszają lub jej zagrażają. Gdyby w Polsce zapadł inny wyrok byłoby to kompromitujące dla sądu. Jak na razie kompromitujące są opinie BAS i I Prezesa Sądu Najwyższego oraz zachowanie polityków wobec tych opinii. Nie dajmy się udupić ludziom pokroju Gowina i Żalka. A Pan Dunin zamiast przepraszać za to, że nie znał opinii BAS niech zacytuje opinię prof. Łętowskiej.

wtorek, 5 lutego 2013

Godson, Żalek, Gowin

Żalek przygotował własny projekt czegoś a la związki partnerskie. Niby ma zawierać to samo co projekt Dunina, ale bez rejestracji związku. I tego właśnie nie rozumiem. Tak przeszkadza Żalkowi, Godsonowi i Gowinowi to, że pary według ustawy Dunina miałyby możliwość chwili szczęścia w urzędzie stanu cywilnego? Na tej chwili rejestracji związku miałaby polegać niekonstytucyjność projektu Dunina a brak tej rejestracji przesądzać miałby o konstytucyjności projektu Żalka? Przecież to śmieszne. To mnie przekonuje do tego, że projekt Żalka nie ma na celu pomóc ludziom, a jeszcze bardziej ich upokorzyć. Świadcząo tym też wypowiedzi boskiego posła Godsona. To taka PeOwska Pawłowicz. Pan Godson mówi, że w Poslce związki parterskie sa niepotrzebne bo są małżeństwa. To ja się pytam parafrazując posła: po co nam czarnoskórzy politycy skoro mamy białych? Tak, zdaje sobie sprawę z raistowskiego charakteru tej wypowiedzi. Ale należy zayważyć, że taki sposób myślenia prezentuje właśnie Pan Godson. I on nie zauważa w tym niczego złego. To jest dopiero chore. Pan Godson chyba nie jest świadom albo udaje, że nie wie tego, że amerykańscy rasiści posługiwali się takimi samymi argumentami jak dziś pan Godson by nie dopuścić do tego, by istaniły małżeństwa mieszane. Także powoływano się na biblię i religię. Zupełnie jak dziś Godson. Mówiono o wówczas (a zapewne i przez niektórych do dziś), że skoro bóg porozrzucał różne rasy po rożnych częściach świata to nie jest wolą boga mieszać rasy poprzez mieszane małżenstwa. Jest to obrzydliwe, ale tak samo obrzydliwe jest to co mówi pan Godson dzisiaj o gejach i lesbijkach. Posługiwanie się przez Godsona argumentami ze świata religii jest nieporozumieniem. Od grzechow to jest konfesjonał i kościół a nie parlament. Temu panu się zupełnie pomyliły te miejsca. Nie muszę chyba dodawać, że ile kościołów tyle wizji świata, więc skąd pan Godson ma pewność, że ma rację.

środa, 30 stycznia 2013

Prof.Łętowska o związkach partnerskich

Konstytucyjna ochrona małżeństwa nie czyni związków partnerskich sprzecznymi z konstytucją. Cezary Michalski: Jako prawnika i byłego sędziego Trybunału Konstytucyjnego chciałbym panią zapytać, czy minister sprawiedliwości Jarosław Gowin uniemożliwiając rozpoczęcie w komisjach sejmowych prac nad projektami ustaw o związkach partnerskich miał prawo powołać się na niezgodność tych projektów z konstytucją? Ewa Łętowska: To był argument czysto retoryczny, wypowiedziany w ogniu walki politycznej, z punktu widzenia czysto eksperckiego nie mający żadnej wartości. A to z paru powodów. Po pierwsze, nie ma zakazu kierowania do pracy w komisjach sejmowych projektów ustaw nawet jawnie niekonstytucyjnych. Podkreślam „nawet jawnie niekonstytucyjnych”, bo tego kryterium odrzucone projekty ustaw o związkach partnerskich w żadnym sensie nie spełniają. Nawet jednak nad jawnie niekonstytucyjnymi projektami ustaw proceduje się w komisjach sejmowych właśnie po to, aby ich wady prawne usunąć. Do tego m.in. służy proces legislacyjny w parlamencie. Zresztą akurat w tym parlamencie na brak inicjatyw zupełnie niekonstytucyjnych, nad którymi jednak procedowano, nie możemy się uskarżać. Więc już na tym pierwszym poziomie argument Jarosława Gowina nie miał żadnej wartości merytorycznej? Ale to jest najmniej ważny poziom, bo najważniejsze przekłamanie, którego dopuścił się minister Gowin dotyczy istoty rzekomej „niekonstytucyjności” tych projektów. Proszę zwrócić uwagę na konstrukcję Artykułu 18. Konstytucji. Tam jest powiedziane, że „małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod opieką Rzeczypospolitej Polskiej”. Już nawet dokonując analizy czysto semantycznej widzimy, że małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny to w rozumieniu Artykułu 18. coś innego niż rodzina, a rodzina to jeszcze coś innego niż macierzyństwo i rodzicielstwo. I każdy ten element z osobna znajduje się pod opieką i ochroną Rzeczypospolitej Polskiej. Z tego wynika, że Artykuł 18. dopuszcza ochronę prawną rodziny, która jednak może być rozumiana jako coś innego niż małżeństwo, istotnie zdefiniowane w Konstytucji jako związek kobiety i mężczyzny. Wobec czego twierdzenie, że według Konstytucji rodzina to wyłącznie coś, co jest tożsame z małżeństwem jako związkiem kobiety i mężczyzny jest sprzeczne już z samym dosłownym brzmieniem Artykułu 18. A jak rozumiem, bo pewności nie mam, gdyż wypowiedź ministra Gowina była krótka i nie zawierała żadnej argumentacji, on mógł utożsamić „rodzinę” i „małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny”, co jednak w Artykule 18. nie występuje. Czy jednak z faktu objęcia ochroną przez konstytucję „małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny” wynika niemożność istnienia w polskim ładzie prawnym innych związków, chronionych zresztą na dużo niższym poziomie niż małżeństwo? Oczywiście, że nie. I tu przechodzimy do trzeciego argumentu, który deklaracji Jarosława Gowina nie pozwala traktować jako merytorycznie uzasadnionej na gruncie obowiązującego prawa. Otóż ludzie, którzy się zajmują prawem europejskim, wiedzą, że tam występuje rozróżnienie pomiędzy sytuacją sprzeczności jakiegoś rozwiązania jako zakazanego w prawie unijnym, a sytuacją, w której dany europejski akt prawny (europejski) nie sprzeciwia się czemuś, bo w ogóle nie zawiera wypowiedzi na temat tego rozwiązania faktycznego. Podobnie jest z Konstytucją. Jest oczywiste, że w jej Artykule 18. nie ma wzmianki ani o konkubinatach, ani o małżeństwach jednopłciowych, ani o żadnych innych formach związków partnerskich. Ale z tego, że Konstytucja nie wzmiankuje o konkubinatach, nie wynika, że konkubinatów zakazuje. Trzeba dopiero dowieść, oprzeć na jakimś rozumowaniu, że związki partnerskie czy konkubinaty są wrogie małżeństwu kobiety i mężczyzny, że ich legalizacja małżeństwu kobiety i mężczyzny zagraża. Ja takiego rozumowania u Jarosława Gowina nie dostrzegłam. Może on to zakłada jako oczywistość? Albo akceptuje wypowiedzi niektórych ludzi Kościoła, którzy również uważają za oczywistość, że legalizacja związków homoseksualnych zagraża istnieniu małżeństw heteroseksualnych, choć też żadnego dowodzenia nigdy nie przeprowadzili. Ale skoro u Jarosława Gowina nie ma śladu rozumowania dowodzącego, że konkubinaty, związki partnerskie par heteroseksualnych albo homoseksualnych – albo inne związki jednopłciowe w ogóle nieoparte o współżycie seksualne czy funkcję rozrodczą – zagrażają małżeństwu kobiety i mężczyzny, czyli łamią konstytucyjną zasadę ochrony małżeństwa kobiety i mężczyzny, zatem jego twierdzenie, że projekty ustaw o związkach partnerskich są sprzeczne z konstytucją, nie ma żadnych podstaw. Poza jego autentycznym własnym uprzedzeniem wobec takich związków albo próbą wykorzystania tej sprawy do budowania własnej politycznej pozycji. Wówczas mamy jednak do czynienia z dość prymitywną instrumentalizacją prawa. Kolejny argument: w polskim prawie, zwłaszcza w zakresie zabezpieczenia społecznego, istnieją liczne przepisy i częste orzecznictwo, również Sądu Najwyższego, gdzie w różnych postaciach dokonywano interpretacji „osoby bliskiej” w taki sposób, że objęto ochroną prawną zarówno niektóre formy konkubinatu, jak też związki innego typu, oparte na więzach bliskości, ale w ogóle niezakładające współżycia seksualnego czy funkcji rozrodczej. I tym ludziom przyznawano odszkodowania, gdy tak zdefiniowana osoba bliska poniosła śmierć na skutek wypadku, albo przyznawano jakieś inne świadczenia. Jest też cała pokaźna grupa ludzi – ja się z nią zetknęłam jako sędzia orzekający w Naczelnym Sądzie Administracyjnym – którzy zawarli małżeństwa konfesyjne w okresie pomiędzy 1946 a 1955 rokiem, kiedy nie było obowiązku, żeby ślub kościelny uzależniać od wcześniejszego zawarcia ślubu cywilnego. Sytuacja tych małżeństw nie została uregulowana w momencie wprowadzenia do Kodeksu Rodzinnego małżeństw konkordatowych, którym można przyznać status cywilno-prawnych, nawet jeśli nie towarzyszy im zawarcie ślubu cywilnego. Ale jest tamta grupa osób, o których prawa nikt się nie ujmuje, szczególnie ci, co tak zaciekle walczą ze związkami partnerskimi. Ja sama orzekałam w NSA w sprawie, gdy wdowie po kombatancie, która miała tylko ślub kościelny z tamtego okresu, próbowano odmówić świadczeń, bo uznano, że jej ślub miał tylko charakter konkubinatu. Ten przykład pokazuje całą absurdalność rozumowania, które tylko związkom formalnie określonym jako małżeństwo przyznaje w naszym systemie prawnym ochronę prawną wyłączną i wykluczającą wszystkie inne formy związków. No i wreszcie, gdyby dosłownie brać argumentację Jarosława Gowina i jego zwolenników, należałoby zakwestionować jako sprzeczne z konstytucją rozwody czy separacje, które przecież w bardziej bezpośredni sposób naruszają konstytucyjną zasadę „ochrony małżeństwa kobiety i mężczyzny” niż np. związki partnerskie zawierane przez pary homoseksualne. Zatem oni zaczną teraz atakować rozwody i separacje? Myślę, że nie warto im tego podpowiadać, ponieważ ich wrogość wobec rozdziału prawa świeckiego i nauczania Kościoła poszła tak daleko, że gdyby mieli wystarczającą siłę polityczną, także rozwód i separację zakwestionowaliby jako „działania niekonstytucyjne”. Ja bym powiedziała w ten sposób: minister Gowin należy do polityków, którzy bez żadnego oporu instrumentalizują prawo, a sformułowania w rodzaju „niekonstytucyjności” niewygodnego dla siebie rozwiązania prawnego wykorzystują z ogromną dezynwolturą albo w swojej działalności politycznej, albo do akcentowania swojej pozycji ideowej. Szkodzą w ten sposób zarówno prawu, jak też stosunkom społecznym. Ja przedstawiając tę parostopniową argumentację, przypomniałam, że w naszym systemie prawnym już istnieją rozwiązania, które w pewnym stopniu chronią związki o charakterze konkubinatów, a których nikt przy zdrowych zmysłach nigdy nie nazwał zagrożeniem dla małżeństwa kobiety i mężczyzny. Nikt nie ruszył też na razie z polską konstytucją w ręku na ideologiczną wojnę z rozwodami czy separacjami. I nikt się nie ujął za konkubentami, którzy w latach 1946–1955 wzięli tylko ślub kościelny. Tu trzeba być logicznym, ale w stanowisku Jarosława Gowina logiki nie ma. A może po prostu nie jest to logika prawna, tylko ideowa, bo ten sam problem dotyczy też innych kwestii światopoglądowych, gdzie nadużywany jest argument „sprzeczności z konstytucją”. Jak rozumiem, z polskiej konstytucji nie sposób wywieść rozstrzygnięcia w sprawie aborcji czy metody in vitro? Każde takie „wywiedzenie” będzie tylko polityczną czy ideologiczną instrumentalizacją prawa. Natomiast istnieje pewna zasada prawna, interpretacyjna, metazasada wykładni konstytucji. Jest to zasada „in dubio pro libertate”. Jeżeli konstytucja o czymś milczy, nie wolno jej interpretować jako zakazu dla wolności. Chyba, że dysponujemy siłą polityczną, a Jarosław Gowin widzi za sobą siłę „konserwatywnej większości” w tym parlamencie, siłę swojej frakcji w PO, siłę PSL-u bojącego się wpływu Kościoła na swój elektorat, siłę PiS i SP. Zatem może sobie pozwolić na odrzucenie zasady „in dubio pro libertate”. Myślę, że mamy do czynienia z taką sytuacją, jaka była w czasie Rewolucji Francuskiej. Większość parlamentu to jest „bagno”, ludzie wiotcy, którzy pójdą za aktualnym powiewem tego, co uważają za siłę albo za wiatr historii. Na to się nic nie poradzi. Prawo jest oparte na sile, stanowienie prawa jest oparte na większości parlamentarnej. A za jej jakość odpowiadają przywódcy polityczni, jeśli nabrali sobie ludzi, z którymi nie mogą się później dogadać, to jest ich wina. W ten sposób za Gowina czy Żalka odpowiada Donald Tusk, a za Krystynę Pawłowicz Jarosław Kaczyński. Ale jest też inny morał, że trzeba budować siłę polityczną własną, która tamtej sile mogłaby się skutecznie przeciwstawić. Ależ oczywiście, tyle że ja mniej w tym uczestniczę ze względu na wiek i temperament. Mnie szalenie razi unikanie nazywania rzeczy po imieniu, udawanie, że nie ma jakiegoś problemu, kiedy problem jest, tylko jego zauważenie politycznie się nie opłaca. Ja mogę zrobić tylko jedno, ja mogę sama powiedzieć, że coś jest nie tak. Mogę dostarczyć języka i argumentów. Tych z poziomu prawa faktycznego, a nie prawa używanego instrumentalnie do zastraszenia czy uniemożliwiania ludziom prowadzenia dyskusji.

sobota, 26 stycznia 2013

Sądy i ich wyroki (boskie)

Taki wymiar kary budzi u mnie politowanie i wstyd za polski wymiar „sprawiedliwości”. Warto przypomnieć karę dla księdza pedofila, który miał zapłacić swoim ofiarom zadośćuczynienie w zawrotnej kwocie 600 złotych! Czy innego pedofila w sutannie ze Szczawnicy, który przez dwa lata molestował 13-letnią dziewczynkę zmuszając ją do stosunków, a został skazany jedynie na 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat.
Smutny to kraj, w którym za posiadanie grama marihuany można trafić za kratki, za jazdę na rowerze po 1 piwie można trafić za kratki, za zaległości kilku złotych w ZUSu można trafić za kratki, za niezapłacone mandaty czy grzywny można trafić za kratki, ale jak ma się sutannę, to popełnione przestępstwo staje się błędem, nieporozumieniem, przykrym incydentem, niezręcznością lub czymś niezbyt fortunnym.
Tymczasem Superstacja za satyrę z pedofilskich księży została ukarana karą 70 tys. zł. za obrazę uczuć religijnych.

piątek, 25 stycznia 2013

Mdłości - głosowanie nad projektami ustaw

PO pokazało dziś kolejny raz, że jest partią antyobywatelską. PO sprzeciwiając się związkom partnerskim wystąpiło przeciwko obywatelom, przeciwko prawom dla swoich obywateli. Nie ma co owijać w bawełnę. PO pokazało swoją twarz – homofobiczną, chamską, irracjonalną. PO przyprawia o mdłości i wstyd. Pan Gowin, Pan Godson zakrywając się miłosierdziem odmawiają ludziom podstawowych praw i odbierają prawo do godnego traktowania. Reprezentują ciemnogród i zacofanie. Do tego z ich ust sypie się stek bzdur. Ich niewiedza i niekompetencja przyprawia o zawrót głowy. To na PO spoczywa krzywda ludzi, którzy nie będą mogli pochować ukochanych osób. To na PO ciąży odpowiedzialność za cierpienie tych, którzy nie zastaną dopuszczeni do informacji o swoim chorym partnerze. To na PO ciąży odpowiedzialność za tych, którzy będą musieli zostać bankrutami, by zapłacić podatek po zmarłej najbliższej osobie. Wstydzę się Polski, jaką reprezentują ci posłowie, brzydzę się chamstwem i homofobią, która ich charakteryzuje. Tak – CHAMSTWEM I HOMOFOBIĄ! Pan Gowin chętnie zrobiłby z Polski jeden wielki klasztor. PO powiedziała dziś milionom Polaków WON STĄD. Ja odpowiadam: TO WY WYPIERDALAJCIE Z MOJEGO KRAJU I NIE ZATRUWAJCIE GO SWOJĄ GŁUPOTĄ! Do zobaczenia przy urnach wyborczych.


A wszystkim osobom, które jakimś cudem zachwyciły się "historycznym" wystąpieniem premiera Tuska, radzę spojrzeć, jak pan premier głosował. Był jedynie za projektem PO, w pozostałych głosowaniach wstrzymał się od głosu. A jeszcze wczoraj na twitterze pisał, że ma nadzieję, że Sejm umożliwi prace nad wszystkim projektami. Sprytna sztuczka. Nie nabierzemy się na kłamstwa!

środa, 23 stycznia 2013

Bicie na alarm

Tomasz Lis w ostatnim felietonie popiera związki partnerskie, za co mu chwała i cześć. Ogólnie zgadzam się i popieram, ale smutno mi, kiedy przeczytałem w felietonie to:

"W żadnym projekcie nie ma mowy o prawie par gejowskich do adopcji dzieci, więc tym bardziej arcybiskupia i kościelna histeria są nie na miejscu. Żadna partia takiego pomysłu nie ma, więc nie ma co bić na alarm."

Czemu zdaniem Lisa ktoś miałby prawo bić na alarm, gdyby adopcja przez pary homoseksualne była dostępna? Ja nie widzę takiego powodu, tym bardziej, że prawo nie zabrania obecnie osobom homoseksualnym adpocji dziecka. Weim, praktyka idzie swoją drogą, ale przynajmniej w teorii jest to prawnie możliwe i będę tego bronił. A skoro tak to nie widzę żadnej róznicy, czy adpocji dokona jeden czy dwóch gejów. Poza tym jak ma się owo bicie na alarm w kontekście przytoczonych następnie przez Lisa słów Obamy:

"Nasza podróż nie będzie ukończona do momentu, gdy nasi gejowscy bracia i siostry nie będą przez prawo traktowani tak jak my."

Obama mówił o równym traktowaniu. Równe traktowanie oznacza także prawo do adpocji i prawo do małżeństwa, a nie do kompromisu jak zaleca posłom Tomasz Lis.

Na zakończenie chcę się podzielić newsem z Belgii, gdzie połowa adpotowanych dzieci wychowywana jest przez pary homoskesualne. Połowa!




poniedziałek, 14 stycznia 2013

Zwyczaje polskie - krzyż w Sejmie

Krzyż w Sejmie ma prawo wisieć - tak orzekł dziś sąd. Nie dziwi mnie to. Wszak społeczeństwo jest kołtuńskie to i sądy takie same. Nie mniej jdenak uzasadnienie sądu zatyka dech w piersiach. Sędzia Alicja Fronczyk w uzasadnieniu wyroku powiedziała, że większość społeczeństwa nie uważa, by kwestia krzyża w Sejmie "wymagała jakiegokolwiek rozstrzygnięcia". I to ma być uzasadnienie jakiegoś stanu rzeczy? Większość społeczeństwa uważa, że sprawa nadużywania władzy rodzicielskiej (czy nazywając rzeczy po imieniu przemocy wobec dzieci) też nie wymaga rozstrzygnięcia, a jednak bić nie można. W minionych stuleciach większośc społeczeństwa nie uważała, że kobietom należą się prawa wyborcze, a jednak prawa te kobietom przyznano. Powoływanie się na większość społeczeństwa nie jest argumentem, którym powienien posługiwać się sąd. To pachnie już totalitaryzmem i faszyzmem. Pragnę przypomnieć, że kilkadziesiąt lat temu większość społeczeństwa Niemiec uważała, że Żydom nie należą się prawa obywatelskie, a w USA większość społeczeństwa wypowiadała się negatywnie o prawach osób czarnoskórych. W RPA na przekonaniu o prawie większości do decydowania o mniejszości opierał się apartheid. Czy do takich wzorców sąd ma sentyment? Według sądu nieusuwanie krzyża, zawieszonego bez wiedzy Sejmu w 1997 r., nie jest bezprawne także dlatego, że ma to "zakotwiczenie w zwyczaju", ukształtowanym przez 16 lat jego obecności w Sejmie. Sędzia Fronczyk dodała, że zwyczaj to element prawa cywilnego, którego sąd nie może zlekceważyć. To kolejna kpina z prawa. Zakotwiczenie w zwyczaju ma także przemoc domowa, a ma historię znacznie dłuższą niż 16 lat. Zakotwiczenie w zwyczaju miało także niewolnictwo albo antysemityzm który doprowadził Żydów do haniebnej stodoły. Zakotwiczenie w zwyczaju to nie jest argument, kóry należałoby traktować poważnie. I niepoważnie brzmi sędzia, który ten argument wysuwa.




  



sobota, 12 stycznia 2013

Wyrok we Włoszech w sprawie opieki nad dzieckiem

Media rozpisują się o przełomie we Włoszech. Wśród nich i Gazeta Prawna i Gazeta Wyborcza, nie wspominając o mediach tzw. katolickich. Zabrał głos również Watykan. Chodzi o wyrok Sądu Najwyższego w sprawie przyznania opieki nad dzieckiem lesbijce. Gdyby wnioskować z mediów to możnaby dojśc do wniosku, że para lesbijek we Włoszech adoptowała dziecko, gdy tymczasem sąd potwierdził coś, co jest oczywiste i w Polsce, że biologiczna matka dziecka ma prawo do wychowywania swojego dziecka będąc w związku z kobietą. Sprawa dotyczyła określenia miejsca pobytu dziecka i toczyła się między matką a ojcem dziecka, który uważał, że dziecku będzie lepiej z nim niż z matką i jej partnerką. W całym orzeczeniu sądu nie ma mowy o tym, że prawa do opieki przysługują obu kobietom, ani że druga z kobiet przysposobiła dziecko. Nie było też we Włoszech żadnego zakazu wychowywania własnego dziecka przez osobę homoseksualną, jak sugeruje Gazeta Prawna (ponoć o profilu prawniczym, co szokuje w kontekście tej sprawy!!!). Gdzie więc ten przełom?Rozdmuchanie tej sprawy i jej znaczenia przybrało groteskowy obraz.