Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Homopromocja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Homopromocja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 marca 2013

Godson - duch święty w tv

W dzisiejszej „Kropce nad i” przez posła Godsona, znanego chrześcijanina będącego przy okazji posłem PO znów przemówił Duch Święty (Godson uważa, że też jest święty, ale z małej litery). A przemówił w te słowy: „Dzisiaj mówimy o związkach partnerskich, jutro porozmawiamy o małżeństwach gejów, a potem o adopcji dzieci przez takie pary. Gdzie się zatrzymać? Może pojutrze pojawi się lobby pedofilskie, które będzie walczyć o obniżenie wieku inicjacji seksualnej”. Wydaje mi się, że to spora podłość ze strony pana Ducha, choć nie wykluczony jest też inny scenariusz. Może zajęty konklawe i rozliczaniem Benedykta XVI palnął w roztargnieniu bzdurę, która teraz spadnie na bogu ducha winnego pana Godsona? A może zrobił to świadomie, bo syn boży John Abraham zgrzeszył czynem, mową lub zaniedbaniem tak szpetnie, że został ukarany? Tak jak zostali ukarani budowniczy Wieży Babel, gdyż Jahwe obawiał się, że jak już ją zbudują to „nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić". Nie sądzę abyśmy doszli prawdy, a na współpracę obu panów w tym względzie nie liczę.


Jednak należy się czytelnikom, przede wszystkim panom Godsonowi i Duchowi, kilka słów wyjaśnienia. Orientacja seksualna nie jest dewiacją ani chorobą. Nie zagraża nikomu przez sam fakt istnienia. Nie wyrządza krzywdy drugiemu człowiekowi. Nie jest karalna w polskim prawie, tak jak była np. w faszystowskich Niemczech czy stalinowskiej Rosji. Inaczej się to przedstawia w przypadku pedofilii. Ta jest zaburzeniem preferencji seksualnych, czyli choroba. Czyny pedofilne wyrządzają szkodę drugiemu człowiekowi – w tym przypadku dziecku. Czyny takie są ponadto traktowane przez prawo karne jako przestępstwo i zagrożone karą pozbawienia wolności do lat 12. Prawo dające dorosłym osobom homoseksualnym, możliwość zawarcia związku partnerskiego, czy nawet małżeństwa nie jest tym samym czym jest obniżanie wieku legalnego obcowania płciowego. Inicjacja seksualna w końcu, nie jest tym samym co akt seksualny – w tym przypadku pedofilny.

Demokracja w odróżnieniu od tego czym dysponowali autorzy Biblii, jest swego rodzaju umową społeczną. Umową według której obywatele współpracują, dbają o siebie i szanują się nawzajem – przynajmniej z założenia. Ta umowa gwarantuje wszystkim takie same prawa, niezależnie od płci, koloru skóry, wyznania lub jego braku, czy orientacji płciowej. Warto czasem wyjść ze świata starożytnego opisanego na kartach Biblii, spojrzeć przez ramię Jakuba walczącego z aniołem, odwrócić wzrok od zagłady Sodomy i Gomory. Tym bardziej będąc posłem na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej w Roku Pańskim 2013.

czwartek, 7 marca 2013

Andrea Gallo - można być katolikiem i nie być skurwysynem

‎"Otwarcie homoseksualny papież - to byłoby wspaniałe. Esencja Biblii polega przecież na tym, że wszyscy jesteśmy dziećmi Boga i jako dzieci Boga jesteśmy równi. Homoseksualny ksiądz powinien móc wyrażać swą tożsamość, swą seksualność. Tłumienie seksualności, jej represja, mogą prowadzić do zachowań pedofilnych. Kościół potrzebuje papieża - jawnego geja" - powiedział włoski ksiądz katolicki Don Andrea Gallo, w wywiadzie dla Radio 24. Gallo znany jest we Włoszech, z nietypowej, jak na katolickiego księdza, postawy - od lat wspiera prawa osób LGBT.

środa, 2 stycznia 2013

Szumełda - wywiad dla Wyborczej

Radomir Szumełda z PO udzielił kolejnego wywiadu. Tym razem bardziej poczytnej Gazecie Wyborczej. I tym razem wypadł chyba znacznie lepiej. Odpowiedzi jakby bardziej przemyślane, a i stosunek do PO bardziej racjonalny, a przez to bardziej krytyczny. Najbardziej zawiódł w tym wywiadzie dziennikarz Maciej Sandecki. Pytania tendencyjne, wałkowane przy okazji coming outu każdego cebryty - co na to rodzina, czy nikt nie miał pretensji o publiczny coming out itp. Szumełda to nie tyle celebryta, co jednak polityk więc i bardziej politycznego wywiadu się spodziewałem. Doceniam słowa Szumełdy dotyczące projektu ustawy o związkach partnerskich PO: "Bliższe są mi propozycje Ruchu Palikota, niż te zawarte w projekcie Platformy Obywatelskiej. Projekt Ruchu Palikota likwiduje dyskryminację podatkową mniejszości seksualnych. Dotyczy to dziedziczenia majątku przez partnera i wspólnego opodatkowania. O ile związki heteroseksualne wciąż będą miały wybór, o tyle związki jednopłciowe pozostaną dyskryminowane. A przecież z drugiej strony geje i lesbijki mają identyczne obowiązki podatkowe co wszyscy inni. Nie rozumiem, dlaczego premier Tusk i liberalne skrzydło PO opowiada się za dyskryminacją, która jest niczym innym jak wykluczaniem ogromnej części społeczeństwa. PO powinno trzymać się politycznego centrum, szanować każdego obywatela bez wyjątku, a tymczasem wciąż dryfujemy na prawo."

piątek, 28 grudnia 2012

Chcę homomałżeństw

odŚwiętna Teresa umieściła notkę, która na pierwszy rzut oka wydała mi się ironiczna, ale okazała się być demagogiczna. Przytoczę:

"Chcesz homomałżeństw, bo...
1) heterycy mają taką mozliwość - i co? zazdrościsz im? większość twoich heteroseksualnych znajomych żyje w sformalizowanych związkach? czas od jednego związku do drugiego chcesz mieć uświetniony odpowiednim certyfikatem?
2) możnaby się było wspólnie rozliczać - jesteś tak małostkowy? chcesz oszczędzić na podatkach, żeby mieć kasę na wyjazdy na Teneryfę, czy do Tajlandii?
3) oficjalnie byś mógł mówić "mój mąż" - zamiast mój "misiu", "kotku", "kapibarko"?
4) po śmierci partnera wejdziesz w posiadanie jego nieruchomości - bo partnera się ma, żeby się na tym dorobić?
5) będziesz mógł swobodnie odwiedzać partnera w szpitalu - bo teraz, jeśli ma raka, to nie wiadomo, czy w 2020, kiedy wreszcie rozpocznie się jego leczenie, uda się w jego ostatnich dniach odwiedzić go w szpitalu?
6) listonosz nie poprosi cię o dowód, gdy będziesz odbierać korespondencję partnera - bo teraz jest z tym namolny?
7) teściowa cię pokocha - jak każda teściowa, prawda?
8) utrzesz nosa konserwatystom - a to zmieni ich nastawienie?

9) sąsiedzi spojrzą na was życzliwiej - zaraz po weselu?
10) chcesz żyć w zgodzie z tradycją - jak twoi ojcowie i ojcowie twoich ojców, którzy tylko o tym marzyli?"

Nie lubię żartów z poważnych spraw, zwłaszcza gdy nie są one śmieszne. A za taką poważną sprawę uważam kwestię małżeństw jednopłciowych. Tak samo nie podobałoby mi się, gdyby ktoś napisał identyczną notkę zamieniając parę homoseksualną na parę mieszaną rasowo. Podejrzewam, że twórcę tego spisu "powodów" by to także nie śmieszyło. Nie jest dla mnie zrozumiałym, czemu w przypadku praw gejów i lesbijek ton jest znacznie częściej ironiczny lub lekceważący niż w przypadku praw jekiejkowiek innej mniejszości. Tak, jakby geje i lesbijki byli mniej ludźmi. Wracając do owego spisu:

1) heterycy mają taką możliwość i im zazdroszczę tego i chcę mieć uświetniony certyfikatem związek, związek w którym jestem 9 lat i mam zamiar w nim pozostać co najmniej kilkadziesiąt następnych. Każdy patrzy przez pryzmat własnych doświadczeń. Moje doświadczenia nie są związane z czasem od jednego związku do kolejnego, a z czasem wielu lat w jednym związku.

2) oczywiście, że chciałbym się wspólnie rozliczać i nie uważam tego za małotkowość. Małostkowością może to być dla tych, którzy mają albo bardzo wiele, albo nic. Mnie nie stać na małostkowość.

3) to ważne móc powiedzieć do osoby mój mąż. Misiu i skarbie mówię w zupełnie innych sytuacjach niż te, w których chciałbym mieć możliwość powiedzenia o swoim misiu per mąż.

4) jak się nic nie ma albo sie opływa w bogactwie to może nie jest to istotne czy i co się dziedziczy, ale jak się "coś" ma i potem okazuje się, że przez brak małżeństwa trzeba zapłacić podatek, zachowek, a być może nic się nie dostanie to jest to problem. Jak się mieszka pod mostem to mieszkanie pod mostem nie przeraża, kiedy ma się miliony to też nie jest to groźna wizja, ale jak się ma wspólnie z partnerem jeden dom lub mieszkanie, który trzeba będzie sprzedać, żeby spłacić zachowki i podatki i okaże się, że nie starczy już na własny kąt to i nawet miesjce pod mostem może okazać się koniecznością.

5) nie życzę nikomu, żeby przez brak papierka nie został wpuszczony do osoby, którą kocha. Chyba nie warto nawet dalej komentować tego punktu.  

6) myślę, że poprosi o dowód, chociażby żeby sprawdzić, czy jestem małżonkiem.

7) przynajmniej będę miał teściową. Bez ślubu nie ma teściowej.

8) myślę, że utrę.

9) nie znam sąsiadów

10) tak, jestem sentymentalny. I co w tym złego?

odŚwiętna Teresa pisze, że Ariño sugeruje, że prawo do małżeństw dla osób LGBT jest jak prawo do lotów w kosmos. Niby każdy je chciałby mieć, ale na nic ono komukolwiek. Jednak to zupełnie inne rzeczy. Małżeństwo może i na nic komuś kto jest singlem i taki stan rzeczy mu odpowiada. Ale dla kogoś, kto jest w związku jest to duże ułatwienie i zabezpieczenie na wypadek przykrego zdarzenia losowego typu śmierć, choroba itp. To porównywanie tych dwóch rzeczy jest z kosmosu.






sobota, 22 grudnia 2012

Radomir Szumełda - coming out normalnego geja

Tydzień bawiłem na Teneryfie i zasmakowałem normalnego życia. Pisząc normalnego mam na myśli taki sposób codziennego funkcjonowania, który nie wymaga ciagłego używania słów na "ch" i "k" oraz czasownika na "j", kiedy ogląda się otaczającą rzeczywistość. Niestety musiałem wrócić. Natychmiast po powrocie odpaliłem komuter i czytam, czytam, czytam...,że mamy ponoć wielki coming out w PO. Mogłoby się zdawać, że to krok milowy ku związkom partnerskim. Oto człowiek, który jada z premierem, a dla jego dzieci to najepszy kumpel "przyznał się", że jest gejem. Mowa oczywiście o Radomirze Szumełdzie. "Przyznał się" najlepiej opisuje zaistniałą sytuację. Raczej nie jest to coming out jakiego bym się spodziewał, cóż... Kiedy czyta się wywiad z Panem Radomirem chyba nalezy się cieszyć, że "się przyznał". Lepsze to niż nic, a i widzę dla partii same zalety. Będzie można powiedzieć, że ma się geja, ale takiego normalnego, a nie jakieś palikotowskie przegięte "nie wiadomo co". Dla Pana Radomira Biedroń to nawet nie jest przecież facet. Facet jest bowiem normalny jak on sam, czyli taki po któym "tego" nie widać. Jak sam twierdzi Pan Radomir gdyby sam nie powiedział o swoim gejostwie to by go wszyscy uznawali za heteryka. Rozumiem, że według Pana Radomira tylko taki gej który jest jak heteryk jest godzien uznania. Ale jak tak patrzę na Pana Radomira, a jak słucham to jeszcze bardziej, utwierdzam się w przekonaniu, że do samca alfa to mu jeszcze daleko. Może jakiś Niesiołowski dałby się nabrać na tę jego godną podziwu najnormalniejszą z najnormalniejszych męskość, ale ja jako wytrwany homoseksualista już nie. Przepraszam Pana Radomira jeśli go to urazi, ale pewien rys przegięcia dostrzegam. W odróżnieniu od Pana Radomira dostrzegam, a nie ganię jak on to czyni w odniesieniu do Roberta Biedronia: "Afiszują się ze swoją manierą. Biorą udział w paradach równości. Choć to kompletnie nie moja bajka, to jednak dobrze, że te parady są, bo dzięki nim w ogóle mówi się o potrzebach środowiska LGBT. Ale przecież nie wszyscy geje są zmanierowani. Tymczasem patrząc na Biedronia i wielu innych aktywistów, można odnieść wrażenie, że wszyscy tacy jesteśmy. A to nie jest prawda. Myślę, że większość gejów to "zwyczajni faceci". Tak jak powiedziałem: "faceci". Nie obnosimy się ze swoją orientacją seksualną. Nie widać po mnie homoseksualizmu. Gdybym ci nie powiedział, to byś nie wiedział, prawda?" Widać, nie widać? Panie Radomirze, widać! Prawda? I co z tego? Widocznie ma być widać. I tak też jest dobrze. Ale najwyraźniej Pana coś ten fakt pobolewa skoro tak Pan ten temat drąży i drąży. Zgadzam się z tym, że większość gejów to normalni faceci, ale na Apolla, czy Biedroń jest nienormalnym facetem? Czy maniera odbiera facetowi męskość? Jestem pewien, że super przystojny i nadwyraz urodziwy mężczyzna byłby obiektem pożądania i westchnień Pana Radomira, choćby dłońmi wymachiwał jak holenderski wiatrak. A to dlatego, że byłby urodziwym mężczyzną, czyli urodziwym facetem! ja rozumiem, że można Biedronia krytykować za to, co mówi, ale nie za to, że jest zmanierowany. Faceci, którzy mają problem z zaakceptowaniem zmanierowania u innych w rzeczywistości mają problem z własną męskością. I chyba tak jest także w przypadku Pana Radomira. Irytują mnię te podziały stosowane przez Pana Szumełdę na tych gejów, po których widać i na tych po których nie widać. Tylko kompleksy Pana Szumełdy sprawiają, że brak widocznych oznak gejowstwa urastają u niego do rangi zalet. Czy heteryk po którym widać jego heteroseksualność nie jest negatywnie oceniany przez Pana Radomira. Wszak to nie tylko pewna maniera ale i afiszowanie się, które tak się mu nie podoba. Kolejny raz krew mnie zalewa, kiedy czytam o tym, że parady może są i dobre, bo w ogóle się dzięki nim mówi o potrzebach LGBT, a jednocześnie jest dodane zdanie o tym, że parady to przegięcie, zmanierowanie, czyli przysłowiowy kwiatek w dupie. Czemu ci którzy tak pragną "normalnych" parad nie przyłączą się do nich i nie uczynią ich "normalnymi"? To trochę tak jak pretensja mieszkańca osiedla, który chciałby mieć tuje pod oknem, o to, że sąsiedzi posadzili same kwiaty na wspólnym ogródku. No żesz kurna... trzeba było samemu posadzić sobie tę cholerną tuję, a nie mieć pretensje do innych, że są same kwiatki. I co to za słowo Panie Radomirze "afiszują się"? Afiszują się? Może po prostu są sobą? Nie przyszło to Panu do głowy? I co to za nansenowny argument o tym, że heteroseksualiści nie afiszują się ze swoją orientacją? Kiedy pan premier pokazuje się z żoną na okładkach tabloidów albo bierze z nią ślub kościelny tuż przed wyborami to nie jest afiszowanie się? A kiedy w obrzydliwy i chamski sposób rechocze na sali z Biedronia to nie jest afiszowanie się ze swoim heteroseksualizmem? Na koniec coś co mnie najbardziej zastanawia. "Moje relacje z premierem mają wymiar wyłącznie towarzysko-rodzinny, więc zbyt wiele nie mogę i nie chcę odkrywać, szanując jego i moją prywatność. Zawsze czułem akceptację i sympatię z jego strony. Rozmawiałem z nim o konieczności legalizacji związków partnerskich i odnoszę wrażenie, że w tej sprawie mamy podobny pogląd." Nasuwa mi się pytanie jakiż to pogląd? Jaki pogląd może kryć się w głowie męskiego geja, który nie afiszuje się, nie chodzi na parady, niczego nie żąda i który cieszy się, że PO-wskie salony pozwalają oddychać mu tym samym powietrzem?

środa, 5 grudnia 2012

Ex geje, leczenie homoseksualizmu, seks analny, Odwaga Lublin, HIV i inne

Pisałem dziś rano, że zakaz "leczenia" homoseksualizmu w Kaliforni został wstrzymany. Dzień przyniósł niespodziankę w postaci drugiego wyroku w identycznej sprawie. Inny sędzia w Kaliforni zakaz utrzymał w mocy. Ot, taka ciekawostka. W USA dyskusja o próbach zmiany orientacji nabrała rozmachu. Dyskutowałem dziś na rozmaitych forach, także Frondelku o tej sprawie. Ignorancja ludzi przeszła moje najgorsze podejrzenia. Dlatego czuję się obowiązku wyjaśnić kilka rzeczy i wyprowadzić z błędu ludzi, którzy nie zgadzają się z zakazem "terapii".

"Homoseksualizm jest chorobą"

Nie jest. Został wykreślony z listy zaburzeń przez APA i WHO oraz inne organizacje medyczne.

"Jeśli ktoś chce się leczyć to niech ma do tego prawo"

Można mieć prawo do leczenia czegoś, co jest chorobą. W przeciwnym przypadku nie. Można mówić co najwyżej o próbie zmiany. Nie można jednak oferować zmiany, jeżeli nie ma żadnego dowodu na to, że jest ona możliwa, a wszystkie znane przypadki takich prób nie przyniosły żadnej zmiany.

"Wielu gejów stała się heteroseksualna"

Nie jest znany ani jeden potwierdzony przyapdek zmiany orientacji. Osoba może zmusić się do określonych zachowań seksualnych, jednak pociąg seksualny, obiekt pożądania, pragnienia, myśli i fascynacje pozostają niezmienne.

"Nawet Robert Spitzer przyznał, że gejów można leczyć"

Rober Spitzer przeprowadził badania, którymi udowodnił, że nie znalazł dowodów na zmianę orientacji. Wcześniej wysnute wnioski o tym, jakoby dochodziło do zmiany orientacji (sporadycznie), uznał za błędne i przeprosił za to. Sam fakt, że tej klasy naukowiec przyznał się do błędu o czymś świadczy.

"Skoro ludzie chcą zmiany to lekarze i terapeuci powinni to im umożliwić"

Bzdura. Jeżeli do lekarza zgłosiłby się człowiek, który oświadczyłby, że chce mieć dwa nosy bo cierpi z powodu tego, że ma tylko jeden, to lekarz powienien wmawiać mu, że jeden nos jest chorobą i złem i powienien mieć dwa? Oczywiście, że nie. Tak samo, gdyby do lekarza zgłosił się człowiek i oświadczył, że nie lubi swojej ręki to lekarz powienien mu ją obciąć? Absurd.

"Wykreślenie homoskesulizmu z listy zaburzeń odbyło się w drodze głosowania i u jego podstaw były przesłanki polityczne, zatem nie to ważne"

Prawda jest zupełnie odmienna. Homoseksualizm został wpisany drogą głosowania na listę zaburzeń z powodu religijnych i społecznych uprzedzeń. Wykreślenie go było naprawieniem tego błędu.

"Wykreślenie cukrzycy z listy chorób nie sprawia, że cukrzyca przestaje być chorobą"

Nikt nie ma i nie miał zamiaru wykreślania cukrzycy z listy chorób. Stwierdzenie absurdalne i całkowicie bez związku z homoseksualizmem.

"Seks gejowski jest niezdrowy i istnieje większe ryzyko zakażenia HIV niż w przypadku seksu heteroseksualnego. Dlatego homoskesulizm jest zły"

Kompletna bzdura. Ryzyko zakażenia nie wiąże się z płcią osób uprawiających seks a ryzykiem jaki niesie konkretny rodzaj seksu. Gdyby tak to oceniać to heteroseksulizm powienien był zły, ponieważ najbezpieczniejszy rodzaj seksu dotyczy lesbijek. I najważniejsza sprawa - ktoś z uprawiających seks musi być zakażony, żeby zakażenie drugiej osoby było możliwe. Seks dwóch niezakażonych osób homoseksualnych jest z pewnością bezpieczny i bezpieczniejszy niż heteroseksualny, gdzie jedna z osób jest zakażona HIV.

"Seks analny prowadzi do zniszczenia odbytu i istnieje większe ryzyko raka odbytu"

Seks analny nie prowadzi do żadnych zniszczeń, o ile nie jest brutalny i uprawiany w spsób ekstremalny. Tak samo jaks seks waginalny. Przez stosunki płciowe istnieje ryzko przeniesienia wirusa odpowiadającego za nowotwory. Dotyczy to zarówno stosunków analnych jak i waginalnych. A skoro tak to można byłoby powiedzieć, że seks waginalny jest niezdrowy, bo istnieje większe ryzyko zachorowania na raka szyjki macicy.

"Geje sami chcą być heteroseksualni"

Jeżeli chcą to tylko dlatego, że dotyka ich homofobia. Analogicznie jest z kobietami, które niekiedy mówią, że wolałbyby urodzić się mężczyznami. Wynika z niskiej roli społecznej kobiet w wiel uspołeczeństwach. Jednak to nie znaczy, że są mężczyznami. To jaką mają płeć mają już zapisaną w mózgu w momencie urodzenia.

"Skoro tyle osób się zgłasza na terapię to musi przynosić rezultaty"

Gdyby oceniać rzeczy po liczbie zainteresowanych jakimś zjawiskiem to powinna w Polsce być druga Japonia, Irlandia i jeszcze kilka rozwiniętych gospodarczo krajów. Skala osób mających problemy z samoakceptacją nie świadczy o możliwościach zmiany orientacji a o skali homofobii i uprzedzeń.

"Nawet w krajach takich jak Holandia istnieją ośrodki 'leczące' z gejostwa"

No i co z tego? Homofobia istnieje wszędzie. Nawet w Holandii.

"Polskie grupy jak Odwaga Lublin działają inaczej, nikogo nie zmuszają"

Bzdura. Zmuszają poprzez wpieranie kłamstw, że homoseksulizm jest zły, że jest zaburzeniem i jest wynikiem zaburzeń. Poza tym oferują nieprawdziwą wizję, że homoseksulista może być heteroseksualny. Identycznie jak ekstremistyczne grupy z USA.

"Są geje, którzy mają żony, dzieci i są szczęśliwi"

Oscar Wilde i Jarosław Iwaszkiewicz też mieli. I też udawali, że są w tym układzie szczęśliwi. A jednak nie byli. Posiadanie żony a także uprawianie z nią seksu nie świadczy o tym, że gej stał się heteroseksulny. Powiem jeszcze dobitniej. Zaspokajać seksualnie można się nawet rękę bez udziału fizycznego żadnej osoby, zatem tym bardziej można zmusić się do stosunku z osobą, której płeć nas nie pociąga.

"Dupa jest od srania"

Tak samo, jak penis do sikania, a ręka do chwytania. Poza tym odbyt jest jedną z najbardziej wrażliwych sfer erogennych i nie da się temu zaprzeczyć. Dlatego jest wykorzystywany podczas seksu.

Życzę wszystkim na koniec upojnej nocy.

Rodzice wobec homoseksualizmu dzieci

Jak rodzice przeżywają ujawnienie homoseksualizmu ich dzieci (Stutgarter Zeitung z dnia 01.08.2001)
Sigrid i Uwe Pusch opowiadają co przeżywali gdy ich syn powiedział, że jest gejem. 7 października 1995 roku Sigrid Pusch nigdy nie zapomni. Piękne słoneczne popołudnie, w salonie przygotowana kawa, ciastka. Tego dnia ich 19-letni syn wrócił z dwutygodniowego pobytu na obozie. Kiedy tak siedzą wszyscy razem, matka pyta o wszystko co jej przyjdzie na myśl: czy jest zadowolony?, jaka była pogoda?, jakie było jedzenie? Potem pyta też: "czy na obozie były też fajne dziewczyny?" Rozumie się że takie pytanie jest całkiem naturalne w takich momentach, ich syn ma już 19 lat a jeszcze nigdy dotąd nie przyprowadził do domu żadnej "swojej dziewczyny". Takie pytanie pojawia się wiec natychmiast samo z siebie. Ich syn Helmut odpowiada: "na obozie było dużo fajnych dziewczyn, ale byli też bardzo fajni chłopcy". To tylko jedno zdanie, jakby wskazówka i most zarazem do tego, co Helmut od dawna już nosił w sobie i czego jeszcze nigdy głośno nie powiedział. Nabrał głęboko powietrza, jeszcze raz nabrał powietrza i powiedział do swoich rodziców: " już dawno chciałem wam to zresztą powiedzieć jestem gejem". Wyrzucił to z siebie.
Rodzice niczego nie przeczuwali, nie byli na to przygotowani, prawdziwy szok. " To było dla nas jak zimny prysznic" - opowiada ociec. Zapadła cisza, przez kilka minut siedzieli w milczeniu. W głowie matki przelatywało tysiące myśli: " gej, mój syn jest gejem? Dlaczego? Z jakiej racji? Co ludzie mówią o gejach? Dlaczego to się musiało przytrafić akurat mojemu synowi? Dlaczego zdecydował się on na taką trudną drogę życiową?" Zaraz potem zaświtała jej w głowie nadzieja: " Geje, czy ja znam jakiegoś geja? A tak, w szpitalu gdzie pracuję jeden ze współpracowników, którego spotykam każdego dnia jest gejem, nawet całkiem miły". W kolejnej chwili pojawił się smutek: " Helmut gejem, nie będę miała synowej, nie doczekam się wnuków".
W końcu matka przerwała tą ciszę : "Synku, kochamy Cię". Powiedziała to jakby nie swoim głosem. Powiedziała tak, bo czuła, że musi coś powiedzieć. Z jednej strony syn, którego kocha, który się tak zagmatwał z drugiej zaś mąż, który nic nie mówi od siebie, który ma łzy w oczach, jest pełen złości, wstydu i smutku jednocześnie. Obawiała się, że mąż może powiedzieć jakieś niepotrzebne słowo, coś złego, może się wściec. Matka wiedziała, że musi przerwać jakoś to ogromne napięcie unoszące się w powietrzu. Przypominając sobie tamtą chwilę mówi: " najchętniej to bym rzuciła wtedy filiżanką o ścianę". Jak by tu otworzyć jakiś wentyl, który by zmniejszył to ogromne napięcie, ale takiego wentyla nie było. "Jestem gejem" powiedział syn, wobec tego Ona powiedziała w tym momencie "nic nie jesteś temu winien" powiedziała też "razem popracujemy nad tym i zrobimy z tym porządek".
Ojciec nie powiedział ani słowa. " Nie mogłem powiedzieć jesteś naszym synem, nie mogłem tez zareagować negatywnie, po prostu nie reagowałem wcale". On siedział tam i milczał. Ogarniał go ogromny strach, strach o jedynego syna. "Co z nim teraz będzie? Czy ktoś go nie pobije na ulicy?" Ojciec nie znał żadnego geja, znał tylko dowcipy o gejach, wulgarne komentarze. "Nie chciałem w to uwierzyć, zastanawiałem się: co może za tym tkwić?" Jego syn nie zawsze mówi poważnie, często lubi sobie żartować, często robić kogoś w konia. Pojawiła się iskierka nadziei "może to jest tylko jakaś moda na bycie gejem?" Kolejna "deska ratunku": musimy pójść z nim do lekarza, on musi coś z tym zrobić. "na pewno istnieje jakaś tabletka, która spowoduje, że on się odmieni" te wszystkie myśli grały mu w głowie, ojciec nic nie mówił. Nic, tak długo jak syn siedział z nimi przy stole.
Po pół godzinie Helmut wyszedł. Był umówiony z przyjaciółmi. Był w dobrym nastroju, bo przerwał swoje milczenie. "A my zostaliśmy sami z tym kłopotem" powiedział ojciec. Kiedy syn zamknął za sobą drzwi, kiedy oni nagle zostali sami przy nakrytym stole, na wygodnych krzesłach, w ich domku jednorodzinnym, wtedy uświadomili sobie, że wiele się zmieniło. Przypominając sobie tamtą chwilę, matka mówi: "zaczęliśmy jakby od nowa liczyć czas". I jeszcze siedząc przy stole zaczęli szukać przyczyny tego co zaszło. "całe nasze życie stanęło nam przed oczami". Co to są za ludzie, którzy wychowali syna homoseksualistę?
Pytania, pytania: " jak przeżywaliśmy swoją seksualność?" U mnie w domu mówi matka w okresie mojego dzieciństwa, nie istniał temat seksualność, rozmawiało się tylko o sprawach praktycznych. Czy jesteśmy temu winni? Co zrobiliśmy źle? Gdzie popełniliśmy błąd wychowując syna? Te pytania same się pojawiały. Ojciec myślał "po jego urodzeniu byłem przez dłuższy czas w domu, nie pracowałem, może on jest taki dlatego, że zobaczył najpierw mężczyznę w roli prowadzącego dom. Ojciec jest najważniejszy". "Ja miałem na początku o wiele więcej problemów z akceptacją syna niż moja żona" mówi Ojciec. Mężczyźni przypisują natychmiast swoim synom swój rodzaj seksualności i są bardzo wzburzeni kiedy coś wychodzi nie tak.
Popołudnie samozwątpienia. I nagle pojawia się opór, przede wszystkim u Sigrid. Kiedyś raz już syn uratował jej życie. Zator płucny, syn znalazł ją leżącą na podłodze, zadzwonił po karetkę, w przeciwnym razie już by nie żyła. Ktoś, kto czegoś takiego nie przeżył nie umie tego zrozumieć. Wieczorem 7 października 95 roku matka zdecydowała "Helmut uratował mi życie, teraz ja jestem tu po to żeby mu pomóc, żeby go ratować". Matka ufała kościołowi, należała do koła biblijnego. Podtrzymywała dobre kontakty z przełożonym zboru, z pastorem. Ale nie otrzymała od nich pomocy. Przełożony zboru powiedział że nie zna się na takich problemach i każdy musi sobie z czymś takim poradzić sam. Na kółku biblijnym dostała jasna odpowiedź: " Bóg wie wszystko, człowiek musi tylko wierzyć. Kiedy się tylko usiądzie i intensywnie pomodli, wtedy zmieni się każdą orientację seksualną." Matka daleka była od modlenia się o się o zmianę orientacji seksualnej swego syna. Myślała tylko: "nie tego nie mogę robić, mogę się tylko modlić, żeby mu w życiu wszystko dobrze szło". U pastora było jeszcze gorzej, on zaczął jej mówić o Sodomie i Gomorze, co się stało z miastami, które popełniały taki grzech. I dlatego seksualność nie jest zabawą a troską. " Seksualność przedstawiano jak coś ciemnego, brudnego". Kilka dni później Sigrid opuściła swój kościół. "Nie było co czekać tam na jakąkolwiek pomoc".
Do tych doświadczeń doszło po kilku tygodniach do kolejnego. Syn przyprowadził do domu swoich przyjaciół. Chociaż bardzo wiele nas to kosztowało, pozwoliliśmy tym przyjaciołom zostać z synem na noc. Postawiliśmy jeden warunek : kolacje i śniadanie jemy razem. Uważaliśmy, że lepiej będzie przemóc się niż coraz bardziej tracić kontakt z synem. W trakcie wspólnego posiłku, ci przyjaciele syna opowiadali o sytuacji w swoich domach: jednego ojciec wyrzucił z domu kiedy się dowiedział, że syn jest gejem; drugiego ojciec powiedział, że jego syn nie może być gejem, jeśli ma zamiar być gejem, nie należy do rodziny. Trzeciemu natomiast ojciec przyprowadził na święta dziewczynę do domu, skoro sam nie potrafił sobie żadnej we wsi znaleźć. "Po co ci ludzie maja dzieci?" pyta Sigrid.
Sigrid i Uwe chcą się dowiedzieć jak najwięcej na temat homoseksualizmu. Szukają sprzymierzeńców i w końcu znajdują w organizacji HUK ( Homoseksuele und Kirche Homoseksualiści i Kościół - niemiecka organizacja homoseksualnych chrześcijan). Tutaj nareszcie mogą rozmawiać otwarcie, opowiedzieć o swoich obawach i lękach. Tutaj też poznali parę gejów, którzy są ze sobą ponad trzydzieści lat. "Klaus i Wolfgang to był punkt zwrotny" mówi Ojciec. Jeden w wieku 60 drugi 65 lat (jesteśmy w podobnym wieku) pokazali nam, że świat się nie kończy kiedy okazuje się, że syn woli mężczyzn. Wyjaśnili, że częsta zmiana partnerów jest reakcją na wieloletnie milczenie. Rozmawialiśmy długo o knajpach, scenie, drag quin, dark roomach, seksie i związkach partnerskich. "Długie noce" byli oboje wtajemniczani w ten "bezwzględny świat". To nie zawsze było piękne. Czasami lały się łzy. Pomimo to oboje małżonkowie tego chcieli. Tak jest uczciwie i otwarcie. Pozbywa się człowiek fałszywych wyobrażeń. W końcu przestali się obydwoje obawiać typów w skórach, knajp gejowskich. Zrozumieli też że geje maja prawo do życia seksualnego. "Kiedy zrozumieliśmy co się za tym wszystkim kryje, zapomnieliśmy o naszych troskach".
Także i u Ojca zmieniło się nastawienie do tego wszystkiego. Pół roku trwało zanim przestał się on z tym kryć. Tak jak jego żona chce on z tym wyjść na zewnątrz. Nie chce on walczyć już przeciw skłonnościom swego syna, ale walczyć o należne mu prawa. Ostatni impuls otrzymali od nauczyciela swego syna: " macie dwie możliwości, albo będziecie milczeć, wsuniecie to pod dywan i mocno przydepczecie albo wyjdziecie z tym na zewnątrz, powiecie o tym przyjaciołom, sąsiadom, znajomym, w końcu wszystkim".
Małżonkowie często o tym rozmawiają, opowiadają o tym wszystkim. W rodzinie były różne komentarze, przeważały jednak: "O takich rzeczach się nie mówi". Co w praktyce oznaczało dajcie nam święty spokój. Ale małżonkowie nie zamierzali zostawać tego w świętym spokoju. Najpierw napisali ogłoszenie do gazety, poszukiwali rodziców którzy mieli podobne przejścia. Stworzyli grupę wzajemnej pomocy, gdzie pomagają tym, którzy wybrali podobną drogę do nich. Przede wszystkim chcą osiągnąć jedno: " dobrze by było, gdyby każda para małżeńska mająca dzieci, mogła kiedyś zadać sobie pytanie: a jak to było u nas?".



niedziela, 25 listopada 2012

Homofobia ukryta w tolerancji

Odbyłem wczoraj pogadankę z niezwykle „tolerancyjną” i „otwartą” osobą. Rozmowa była miła i pełna wzajemnych uprzejmości do momentu, gdy rozmówczyni oświadczyła, że ona nie chciałaby mieć syna geja, bo (UWAGA!) chciałaby żeby syn założył normalną rodzinę. Czyli co? Moja jest w jej opinii nienormalna? Powiem szczerze, myślałem, że się przesłyszałem i dlatego poprosiłem o uszczegółowienie odpowiedzi licząc na to, że może doda coś o tym, że obawiałaby się homofobii, złego traktowania syna i stąd heteroseksualny syn miałby łatwiej. Ale nic takiego nie usłyszałem. Po prostu nie chciałaby syna geja, bo chciałby „normalne” dziecko! Usłyszałem za to, że tak w ogóle to jest bardzo tolerancyjna i otwarta, a jej wszyscy znajomi geje to jednostki wybitne, inteligentne, artystycznie uzdolnione i wrażliwe. Stereotyp goni stereotyp, ale nie wnikałem w słuszność tych jej wyobrażeń i jeszcze raz zapytałem, czy nie chciałaby zatem tego by jej syn był właśnie inteligentną artystyczną duszą, skoro tak sobie je ceni. Jednak nie chciałaby, bo nie i już. I tu wyszedł na światło dzienne fałsz. To bardzo typowe dla „tolerancyjnych” ludzi w dzisiejszej Polsce. Jestem tolerancyjny, mam przyjaciół gejów, kocham ich i uwielbiam, ale broń mnie boże przed tym, żeby czasem moje dziecko było „takie”. To jest hipokryzja do kwadratu. Mam nadzieję, że moja rozmówczyni nie będzie miała syna geja, a to dlatego, że nie życzę żadnemu gejowi takiej matki, która kiedyś powiedziałaby mu, że tworzy nienormalną rodzinę i wolałaby mieć heteroseksualnego syna. Rozmowa ta nie daje mi spokoju. Nie chciałbym, by moja rozmówczyni poczuła się urażona, ale ja nie widzę możliwości przejścia do kolejnego etapu znajomości bez zrozumienia i pokonania własnych uprzedzeń. Do homofobii jestem przyzwyczajony, także tej ukrytej w tolerancji. Zwłaszcza takiej, bo jest ona najpowszechniejsza. Jednak nie znaczy to, że ją toleruję i daję na nią swoje przyzwolenie. Uważam, że to co zostało powiedziane i to, co nie zostało dopowiedziane jest dla mnie jako osoby homoseksualnej obraźliwe. Sprawa zaowalowanej homofobii wiąże się z bardzo przykrą sprawą samobójstwa piętnastolatka z Rzymu, która w minionym tygodniu wstrząsnęła Włochami. Nastolatek ten był obrażany i poniżany przez rówieśników z powodu homoseksualizmu. Po śmierci rodzice wydali oświadczenie, że ich syn nie był homoseksualny, argumentując to tym, że gdyby był gejem to by im o tym powiedział. Nie chcą także, by ich syna po śmierci o homoseksualizm podejrzewać. W odpowiedzi na to oświadczenie koledzy, ci sami którzy z powodu homofobicznych zachowań doprowadzili nastolatka do śmierci, napisali w list, w którym stwierdzili, że ich zdaniem nie był on gejem. Czy mam rozumieć, że w ich mniemaniu ma to zrehabilitować jakoś upokarzanego nastolatka? Przecież to absurdalne. Jakimś totalnym wariactwem i hipokryzją jest zarówno to, co mówią teraz rodzice jak i koledzy nastolatka. Mówienie przez rodziców, że syn nie był gejem bo im tego nie powiedział jest nonsensem. Nie powiedział im zapewne wielu rzeczy, w tym tego, że zamierza się zabić. Skoro zdaniem rodziców ich syn był tak blisko związany z nimi i miał do nich pełne zaufanie to czemu nie powiedział im, że jest gnębiony przez rówieśników. Może dlatego właśnie nie powiedział, że ci rodzice, podobnie jak moja znajoma, nie chcieli mieć syna geja. I to nie dlatego nie chcieli, że baliby się homofobii otoczenia, ale dlatego, że w ich mniemaniu normalna rodzina to tylko taka, w której ich syn związany byłby się z kobietą. Losie, chroń gejów przed takimi rodzicami, a mnie przed takimi znajomymi. Myślałem dziś długo nad tym i doszedłem do wniosku, że chciałbym tego, by moje dziecko było homoseksualne, albo nawet transseksualne. Pozwoliłoby to oszczędzić jemu bólu, jakiego mogłoby doświadczyć ze strony takich „tolerancyjnych” rodziców.

sobota, 17 listopada 2012

Konopnicka lesbijką była

Lesbijskiej Konopnickiej nadal Polacy nie mogą przyjąć do wiadomości. Problem ma także jej prawnuczka. To typowy przykład dysonansu poznawczego, a próby zaprzeczaniu homoseksualizmowi pisarki są modelowym przykładem jego redukcji. Bardzo mnie rozbawił Paweł Bukowski, badacz życia i twórczości Konopnickiej dla TVN mówił, że "nigdzie nie figuruje, że niby Konopnicka z Dulębianką", a dalej że "protestuję przeciwko tego typu szerzenia informacji , bo to jest wprowadzanie opinii publicznej w błąd, po prostu deptanie tego dorobku jej". A ja się zastanawim, gdzie ma figurować, że Konopnicka z Dubielanką odbywały stosunki seksualne? Pan Bukowski potrzebuje rejestru stosunków, żeby uwierzyć? Powiem więcej, w większości dzisiaj żyjących homoseksualistów otoczenie nie wie o ich orientacji seksualnej, bo "o takich sprawach się nie mówi". Zapewniam Pana Bukowskiego, że ponad 150 lat temu tym bardziej się nie mówiło, ale to nie znaczy, że "tych spraw" nie było. Dziwni mnie, że Pan Bukowski oczekuje, że dwa wieki wcześniej Konopnicka będzie mówić publicznie o Dulębiance jako swojej partnerce czy kochance, skoro dziś ze względu na homofobię ludzie boją się głośno mówić o swojej orientacji. Nie można się temu dziwić, że się boją, skoro ludzie tacy jak Bukowski uważają, że nazwanie kogoś lesbijką jest obrazą i deptaniem dorobku. Jednak dziwi mnie, że ludzie mają taką pewność tego, że Konopnicka lesbijką nie była i za dowód służy im to, że posiadała dzieci i męża. Ja zapewniam, że wielu gejów i lesbijki wdaje się w związki z osobami płci przeciwnej chociaż nie jest to zgodne z ich naturą i nie czyni ich szczęsliwymi. Żonę i dzieci miał także Oskar Wilde i Jarosław Iwaszkiewicz, a nawet Jörg Haider, a nikt nie zaprzeczy, że kobiety seksualnie ich nie intersowały. Dziwi mnie także pewność heteroseksulizmu Konopnickiej u jej prawnuczki, która powołuje się na fakt, że nikt w rodzinie o tym nie mówił, że obie panie były kochankami. Ja zapewniam Panią Modrzejewską, że nawet dziś w rodzinie się o tym nie mówi, bo homofobia jest tak głęboka wżarta w umysły polskiego społeczeństwa, że stanowi to wciąż temat tabu. Często nawet żony i rodzice nie wiedzą o homoseksualizmie swoich mężów i dzieci, a co dopiero prawnuki ludzi, którzy żyli epoce, gdzie za homoseksulizm groziło więzienie.





czwartek, 15 listopada 2012

Chopinem w same usta

Konopnicka lesbijką? Nie, pfuj ło jezu, jak oni mogą, wstrętne pederasty, jak oni mogą tak obrażać naród (nawet już nie pisarkę, ale wszystkich Polaków) i niszczyć bogoojczyźniany wizerunek matki Polki, co przecież tyle dzieci narodziła. Jak to słyszę, to mam wrażenie, że niektórzy wpadli w histerię. Co by o Konopnickiej nie pisać faktem jest, że Konopnicka tworzyła związek z kobietą i jakaś więź obie panie łączyła. Ciekawe, że obrońcy pseudomoralności tłumaczą to przyjaźnią, platonicznym aseksualnym uczuciem, a jednocześnie jakiekolwiek inne "przyjaźnie" damsko-męskie są natychmiast przez nich uznawane za romanse i miłości. To się nazywa hipokryzja. Najwyższy czas, żeby pewne biografie wyprostować. Ja proponuję zacząć od Fryderyka Chopina, w przypadku którego wiele się pisze o rzekomym romansie z George Sand, choć był to bardziej quasi-matczyno-synowski układ, a rzadko wspomina o miłości Chopina do Tytusa Woyciechowskiego. Jeśli nawet już ktoś odważy się na ten krok to uczucie jakimi się panowie dażyli określa efemizmami takimi jak "głęboka przyjaźń", "młodzieńcze uwielbienie" czy "niezwykłe więzy". Jeśli jednak przeanalizować treść listów obu panów nie ulega wątpliwości, że chodziło jednak o coś więcej. Spotkałem się co prawda z opiniami, że sformułowania zawarte w listach Chopina są jedynie wynikiem mody i stylu pisania w ówczesnej epoce. Jednak nic tego nie potwierdza. Trudno szukać podobnie namiętnej i erotycznej korespondencji między ówcześnie żyjącymi przyjaciółmi, których poza przyjaźnią nie łączyłoby coś więcej. Zdejmijmy w końcu patynę przekłamań z pomników i rozpocznijmy dyskusję na ten temat. Zaczynam korespodencją Chopina. Już same tylko nagłówki listów, szczególnie Chopina, począwszy od zwrotu: „Najdroższy Tytusie”, poprzez „Najdroższe życie moje”, „Najdroższy Tyciu”, czy wręcz przekomarzająco: „Obrzydły Hipokryto” są przesłanką do tego, by kwestionować heteroseksulizm Chopina. W liście z dnia 27 marca 1830 roku pisze natomiast on tak: „Twoje jedno spojrzenie po każdym koncercie byłoby mi więcej, jak wszystkie pochwały gazeciarzów, Elsnerów, Kurpińskich, Soliwów itd.”. Jeszcze bardziej ową „zażyłość” potwierdzają inne jego listy. Chociażby z 21 sierpnia 1830 roku – „Nie chcę od Ciebie niczego, nawet uściśnienia ręki, już na wieki obrzydłeś mi, poczwaro piekielna. Daj buzi. F. Chopin” i 31 sierpnia 1830 roku – „Twoje listy chowam jak wstążeczkę od kochanki. Mam wstążeczkę; napisz do mnie, ja się znów za tydzień z Tobą popieszczę. Twój na zawsze F. Chopin”. Cztery dni później, 4 września, dodaje: „Idę się umywać, nie całuj mię teraz, bom się jeszcze nie umył. – Ty? chociażbym się olejkami wysmarował bizantyjskimi, nie pocałowałbyś, gdybym ja Ciebie magnetycznym sposobem do tego nie przymusił. Jest jakaś siła w naturze. Dziś Ci się śnić będzie, że mnie całujesz. Muszę Ci oddać za szkaradny sen, jakiś mi dziś w nocy sprowadził. F. Chopin, na zawsze amator Hipokryzji personificznej”. Poczym dodaje: „Ściskam Cię serdecznie, „w same-usta” pozwolisz? F. Ch.”.

poniedziałek, 5 listopada 2012

Nie chcę być gejem

Zastanawiałem się długo, czy napisać tę notkę. Niby wszystko w tym temacie było wałkowane milion razy, niby wszystko jest zrozumiałe i oczywiste, a jednak okazuje się, że nie do końca. Rzecz o samoakceptacji i homofobii u osób homoseksulnych. Przyczyną powrotu do rozmyślań nad tym tematem jest blog Mateusza, który dziś serdecznie polecam każdemu. Piszę dziś, bo jeszcze kilka miesięcy temu, kiedy ten blog powstawał i pierwszy raz na niego zajrzałem, uznałem go wręcz za społecznie szkodliwy. Wstyd, żal i cierpienie - te trzy emocje dominowały we wpisach autora bloga. Jak to zgrabnie określił sam Mateusz był to czas wypierania i żałowania. Nie jest tak, że nie rozumiałem tego co czuje Mateusz albo nie rozumiałem przyczyn tych odczuć i emocji, które mu towarzyszyły. Rozumiałem, ale takie krzyżowanie się za to kim się jest zawsze było dla nie nie do zaakceptowania. Ponieważ uważam, że uzewnętrzniona autodestrukcja wpływa bardzo desktukcyjnie na jej obserwatorów, dalszego czytania zaniechałem. Po kilku miesiącach i przeczytaniu wszystkich późniejszych postów jestem mile zaskoczony. Mateusz przebył drogę od autodestrukcji do samoakceptacji. Chwała mu za to, że nie poprzestał na użalaniu się nad sobą i zadawaniu pytań "czemu ja?". Dziś mogę śmiało polecić wszystkim tym, którzy mają jakieś problemy z zaakceptowaniem swojej orientacji. Często myślę ostatnio o ludziach, którzy mają takie dylematy. Zwłaszcza po głupim, homofobicznym i pełnym kłamstw wpisie nauczycielki z Wiązownicy. Ta kobieta nie zdaje sobie chyba sprawy z tego jaki ból sprawia młodym ludziom i jak przyczynia się do niszczenia im życia. Tym bardziej jest to dla mnie bolesne, że jej zachowanie nie spotkało się w zasadzie z żadnymi konsekwencjami, sprostowaniem i przeprosinami. Bo przeprosiny w stylu 'nie chciałem nikogo urazić i szanuję cię ale uważam cię za chorego człowieka' jest dla mnie obrzydliwe w stopniu równym owym nieszczęsnym homofobicznym wpisom nauczycielki. Tak, z tego właśnie rodzi się autodestrukcja i błagalne "Nie chcę być gejem". I choć rozumiem ten mechanizm działania homofobii i wpływu otoczenia na brak samoakceptacji to muszę przyznać, że moja droga do samoakceptacji nigdy nie zawierała tak dramatycznego etapu zakwestionowania własnej orientacji. Ja nawet nie przypominam sobie momentu, kiedy nie akceptowałem swojego homoseksualizmu. Mój proces dojrzewania do bycia gejem bardziej opisałbym słowem odkrywania niż akceptowania. Akceptacja była automatycznie wpisana w ten proces odkrywania. Jeżeli dotykała mnie homofobia reakcją był porządny "wkurw", ale nigdy nie skierowany wobec siebie, ale w stronę homofobicznego wroga. Uważam do dziś, że to jedyna zdrowa reakcja. Karanie siebie za homofobię innych było i jest mi zupełnie obce. Nigdy nie powiedziałem sobie "Nie chcę być gejem". Nawet więcej, kiedy nabrałem pewności, że jestem gejem w głowie przelecialo mi tylko "WOW. THAT'S IT!". Dlatego też, kiedy niedawno przeczytałem tekst o tym, że żeby dokonać coming outu (także tego wewnętrznego, przed sobą samym) niezbędny jest etap zaprzeczania swojej homoseksualności, nie zgodziłem się z jego autorem. Ten etap jest zupełnie niepotrzebny a wręcz szkodliwy. Im trwa dłużej tym dłużej życie przelatuje nam przez palce i tym więcej bezsensownych zranień. Jeśli już takowy istnieje Wszystkim życzę zatem, by mieli za sobą nie tylko okres zaprzeczania, ale by mieli za sobą coming out. Wcześniej niż dokonał tego Mateusz, któremu życzę wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia, szczęśliwszej drodze życia, bo prawdziwej.

PS. Mateuszu, czemu twój blog jest dostępny tylko dla dorosłych? Nie widzę, żeby zawierał treści, których nie mogłyby oglądać osoby niepełnoletnie. Moim zdaniem jest on wręcz fenomenalny dla młodych osób a nawet bardzo młodych, bo to one z racji chociażby mniejszego doświadczenia życiowego najboleśniej odczuwają homofobię.

poniedziałek, 22 października 2012

Twee Vaders

Jutro ukaże się okładka pisma Focus z dużym napisem "Dzieci gejów mają lepiej". Czekam nie tyle na okładkę, co na artykuł poświęcony rodzicielstwu gejów. A w oczekiwaniu na artukuł polecam filmik "Twee vaders". Nie jest najnowszy, pokazuje Holandię sprzed 15 lat ale nie ma to żadnego znaczenia. Komentarz na końcu. Ostatnio Donald Tusk mówił coś o hodowaniu dzieci? Może to właśnie on powinien obejrzeć ten film. W kontekście tego, co jest pokazane na filmie mówienie o hodowaniu dzieci przez gejów jest obrzydliwe i kłamliwe. Ja bym życzył każdej rodzinie zastępczej, by było w niej tyle miłości i oddania co w rodzinie tego holenderskiego małżeństwa.

piątek, 29 czerwca 2012

Mobilizacja

Związki partnerskie przepadły w komisji sejmowej. Wszędzie lament i rozgoryczenie. Rozumiem, ale niech wyniknie z tego coś bardziej konstruktywnego. Mam już dość biadolenia na wszystkich portalach i gotowania się we własnym sosie. To do niczego nie prowadzi. Zakładanie nowych profili na Facebooku, tworzenie akcji i apeli musi czemuś służyć. Żebyśmy stworzyli milion stron na Facebooku i stron poświęconych związkom partnerskim to i tak nie wyniknie z tego nic, a to z prostego faktu, że politycy na nie nawet nie zajrzą. Jedyny sposób na to, by politycy poznali nasze rozczarowanie i wkurzenie po wczorajszej debacie w komisji sejmowej to dotarcie do polityków. Piszcie komentarze na Facebooku i piszcie listy do polityków, przychodźcie pod Sejm albo umawiajcie się z politykami w ich biurach poselskich. Dajmy posłom odczuć, że nas skrzywdzili. Ja zacząłem od mailowania. To kosztuje jedynie pół godziny waszego czasu. Jutro zabieram się do pisania listów. I pamiętajcie: nie bądźcie anonimowi. Podspisujcie się. Anonimowych głosów nikt nie słucha. Dla zainteresowanych: Wojciech Szarama (PIS) -Wojciech.Szarama@sejm.pl Witold Pahl (PO) Witold.Pahl@sejm.pl Damian Raczkowski Damian.Raczkowski@sejm.pl biuro@damianraczkowski.pl Iwona Arent (PIS) Iwona.Arent@sejm.pl biuro@iwona-arent.pl Krzysztof Brejza (PO) Krzysztof.Brejza@sejm.pl Andrzej Buła (PO) Andrzej.Bula@sejm.pl Edward Czesak (PIS) Edward.Czesak@sejm.pl Ewa Drozd (PO) Ewa.Drozd@sejm.pl Beata Kempa (PIS) Beata.Kempa@sejm.pl Jerzy Kozdroń (PO) Jerzy.Kozdron@sejm.pl Krystyna Ozga (PSL) Krystyna.Ozga@sejm.pl Stanisław Pięta (PIS) Stanislaw.Pieta@sejm.pl biuroposelskie-pieta@o2.pl Marek Polak (PIS) Marek.Polak@sejm.pl Lidia Staroń (PO) Lidia.Staron@sejm.pl Jacek Żalek (PO) Jacek.Zalek@sejm.pl biuroposelskie@jacekzalek.pl Barbara Bartuś (PIS) Barbara.Bartus@sejm.pl Borys Budka (PO) Borys.Budka@sejm.pl Renata Butryn (PO) Renata.Butryn@sejm.pl biuroposelskierb@wp.pl Andrzej Dera (SP) Andrzej.Dera@sejm.pl biuro@andrzejdera.pl Andrzej Duda (PIS) Andrzej.Duda@sejm.pl Agnieszka Hanajczyk (PO) Agnieszka.Hanajczyk@sejm.pl biuro@hanajczyk.pl Eugeniusz Kłopotek (PSL) Eugeniusz.Klopotek@sejm.pl Krzysztof Kwiatkowski (PO) Krzysztof.Kwiatkowski@sejm.pl Sławomir Piechota (PO) piechota@piechota.info.pl Stanisław Piotrowicz (PIS) Stanislaw.Piotrowicz@sejm.pl Łukasz Zbonikowski (PIS) Lukasz.Zbonikowski@sejm.pl zbonikowski@poczta.fm

wtorek, 19 czerwca 2012

tak albo tak

Tak, marzy mi się ślub. Coraz bardziej, coraz szybciej chciałbym przeżyc taki moment. Mógłby być taki albo taki albo po prostu taki

czwartek, 24 maja 2012

Damian Niebieski - Znajomi – geje

Spisek został wykryty. Od pewnego czasu wszyscy wiemy, że w kościele jest lobby homoseksualne. Niektórzy wiedzieli już wcześniej, że geje są wszędzie. Ot, wielkie odkrycie. Ich głosy były zbywane prychnięciami i pukaniem się w głowę. Profesja księdza, podobnie jak zawód strażaka czy policjanta, są z zasady przypisywane męskim osobnikom, a więc – nie gejom. Tymczasem homoseksualiści w kościele – jak się okazało – to grupa zwarta, w której rządzą prywatne interesy, sympatie i jeszcze inne, o wiele cieplejsze uczucia. Nie wiem czy były testy, kto jest jakiej orientacji, pewnie trzeba zapytać seminarzystów. Dziwne jest to, że jeszcze nie została odkryta jakaś grupa reakcyjna lesbijek w zakonach kobiecych. Być może dlatego, że jak wszystkie kobiety w kościele nie mają władzy, co automatycznie sprawia, że są nudniejsze i szkoda poświęcać im czas. Geje są ciekawsi. Geje, którzy są księżmi, są jeszcze ciekawsi. Nie rozumiem jednak, skąd sprowadzanie zjawiska kolesiostwa do orientacji homoseksualnej? Czy jej posiadanie równa się z przynależnością do określonego lobby, które rzekomo „niszczy każdego, kto wejdzie mu w drogę”? To tak jakby do homoseksualnej orientacji przypisany był od razu cały pakiet cech/określeń/umiejętności, które dany człowiek posiada, a które uaktywniają się w poszczególnych środowiskach. Brakuje refleksji nad tym, że na zachowanie człowieka wpływ ma o wiele więcej niż to, że jest homoseksualny. To, że jakiś gej nie ustąpi miejsca w autobusie staruszce z wielką siatą ziemniaków i ledwo trzymającej się na nogach nie oznacza, że jest chamem, bo jest gejem. Przykłady można mnożyć. Ale dosyć o kościele. Z hucznych zapowiedzi, że PO przedstawi własny projekt związków partnerskich, jeszcze nic nie wyszło. Rzekomo ma on zostać przedstawiony w maju obok projektu o in vitro. Szkoda, że wakacje za pasem, bo znowu znajdzie się powód do przełożenia ustawy. A to, grilla trzeba będzie na działce zrobić (koniecznie z pieczoną kaszanką i papryką), a to skoczyć na letnie wyprzedaże do centrum handlowego (w przerwach narzekając na powszechne chamstwo i konsumpcję, oblizując przy tym palce po berlince), a to w Kołobrzegu zjeść gofry z bitą śmietaną i jagodami, bo sezon na polskie owoce lasu tuż, tuż. Przeszkody wydają się nie do pokonania. Na szczęście nikomu się nie spieszy. Gejom też nie. A stanowiska zaczynają się polaryzować. Jest minister sprawiedliwości, który otwarcie głosi treści nieprzychylne środowisku LGBT. Jest PiS, które Konstytucję najchętniej wymieniłoby na katechizm kościoła katolickiego. Jest poseł PO, który twierdzi, że tylko małżeństwo daje stabilność związkom. I ja się z tym zgadzam. Naprawdę. Zamiast związków partnerskich, niech instytucja małżeństwa będzie dostępna także dla osób homoseksualnych. Niech ci różowi geje zobaczą, jak to jest żyć z papierkiem w szafce nocnej, niech jeżdżą na nudne i męczące obiady do teściowej, która ciągle podaje tłusty rosół i trzy gołąbki na obiad, choć dobrze wie, że partner jej synka ich nie znosi. Niech wyprowadzą się ze swoich wynajmowanych loftów do mieszkań z wielkiej płyty i przekonają się, jak to jest mieć kredyt hipoteczny i obserwować kurs franka, tuż obok kolejnego zacieku w łazience. Niech wiedzą, co to znaczy być rozwodnikiem – mężczyzną z odzysku, tym razem już oficjalnego, potwierdzonego na drodze sądowej, a nie przy okazji zakładania nowego profilu. Może wtedy się zniechęcą i nie będą zawierać jakichkolwiek, formalnych związków przed majestatem państwa? Część z pewnością tak zrobi. To są tak zwani „moi znajomi geje”. Taki znajomych posiada np. pan Aleksander Nalaskowski, który w wywiadzie dla Rzeczpospolitej pod bardzo znamiennym tytułem „Nie ma genu gejostwa”, zaznacza, że jego znajomi geje wcale nie obrazili się na niego za nazwanie homoseksualizmu – chorym. A nawet jeden napisał: „Wybacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. Rozumiem, że do niektórych jeszcze nie dotarło, że istnieje coś takiego jak gay pride… Rozumiana na różne sposoby, ale w końcu – pride! To już nawet było w Trudnych Sprawach. Pewnie i one zostaną zawieszone na wakacje, podobnie jak zainteresowanie ustawą o związkach partnerskich. Wtedy już tylko pozostanie oglądać powtórki z poprzednich sezonów, do czego wielu „znajomych gejów” np. ministra Gowina tak się przyzwyczaiło, że zapomniało o swoim wpływie na przyszłe scenariusze, a co gorsze uważa, że powtórki są lepsze, bo bezpieczniejsze. Ja niebezpieczeństwo widzę w ich powtarzalności, w zabetonowanej, dobrze znanej rzeczywistości. Wiem, jak „znajomi geje” myślą i wybaczam im, bo nie wiedzą, co czynią. Niestety.

środa, 9 maja 2012

Rzeczy ostateczne

Obejrzałem, poryczałem się i całe moje wspólne życie z Marcinem przeleciało mi w przyśpieszeniu przed oczami. Jak na podglądzie kilka lat w kilka sekund, obrazy przelatywały w myślach. I na koniec myśl, co byłoby gdyby coś mu się stało. Nie oczekiwałbym niczego dobrego po jego rodzicach. Poznałem i dziękuję, wystarczyło, nie chcę takich kontaktów więcej. Jednak w przypadku śmierci, choroby, utraty przytomności to oni byliby bliskimi a ja... no właśnie kim? Ale jestem pewien, że jeżeli spróbowali zrobić mi/nam to, co rodzice chłopaka z filmu to gotów byłbym zrobić im krzywdę. Nie zastanawiałbym się nawet minuty, by bronić prawa mojego i Marcina do bycia rodziną. Bez względu na to, co mówi prawo i co powiedzieliby jego rodzice.

środa, 25 kwietnia 2012

Our hero

- Ocaliłem go, bo wyglądał prawicowo - tak Anders Behring Breivik odpowiedział na pytanie, dlaczego nie zastrzelił 22-letniego syna polskich imigrantów, który był na wyspie Utoya. - Niektórzy ludzie wyglądają bardziej prawicowo od innych. On wydawał się prawicowy, taki miał wygląd. Z tego powodu nie oddałem do niego ani jednego strzału. Gdy na niego spojrzałem, zobaczyłem siebie - wspominał. A teraz news dnia! Mający polskie korzenie Adrian Pracoń jest gejem i działaczem LGBT w Norwegii. Po parze lesbijek, które ocaliły grupę osób z masakry na wyspie Utoya to kolejny homoseksualny bohater w tej sprawie. Narzeczony Praconia również miał wziąc udział w zlocie na wyspie. Na szczęście nie dojechał tam przed strzelaniną. Czemu prasa milczy jednak na temat orientacji seksualnej Praconia i jego partnera? No tak, jeszcze ludzie by się dowiedzili, że bohater Polak i katolik nie jest heteroseksulny.

sobota, 21 kwietnia 2012

Filmowe premiery roku

Kiedy dziesięć lat temu oglądałem film Yossi i Jagger poryczałem się jak dzieciak na zakończenie i nie przypuszczałem, że ta historia będzie miała ciąg dalszy. A jednak! Yossi - chyba najbardziej oczekiwana przeze mnie premiara filmowa tego roku. Druga ta włoskie Good As You. Ale nie spodziewam się, że szybko zawita na polskie ekrany, chociaż kto wie.

niedziela, 8 kwietnia 2012

Zdjęcie dnia



I LIKE IT!

środa, 28 marca 2012

Wzorce męskości

Paulina Papierska na swoim blogu skomentowała program Dawida Wolińskiego i Marcina Tyszki, który od kilku tygodni emitowany jest na TVN.
„Po pierwszym odcinku nie chciałam nic komentować. Stwierdziłam, że każdemu należy się druga szansa. Poczekałam na drugi odcinek. Nie wytrzymałam. To program z tych, kiedy podczas reklamy jest czas, żeby odetchnąć. Trzeciego odcinka już nie obejrzę. Chłopaki po co Wam to? Zajmujecie się takimi ciekawymi rzeczami, a z perspektywy widza wyglądacie jak medialne chorągiewki. Najgorsze jest to, że oberwą na tym homoseksualiści. Napewno ten program nie poprawi wizerunku homoseksualistów. Pogorszy.”
Na blogach i forach oburzenie wśród gejów, którzy oskarżają Wolińskiego i Tyszkę o to, że psują wizerunek gejów. Uważam, że to absurdalne. Ciekawe, że facet może drugiego lać po mordzie, być totalnym idiotą, a mimo to nie psuje wizerunku mężczyznom. Jeśli jednak zaczyna być „przegięty” to staję się oliwą do ognia dla homofobów. Sto razy wolę przegiętego Tyszkę i Wolińskiego niż męskostereotypowego Poniedziałka.