Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polityka. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Kibol w parlamencie
Mamy byłego prezydenta i noblistę (w dziedzinie pokoju!), który chciałby getta dla gejów w parlamencie, a teraz byłego piłkarza w parlamencie, który chciałby wykurzyć gejów z szatni piłkarskich. Z zażenowaniem słucham jak kibol Jan Tomaszewski plecie trzy po trzy o tym, jak to wygoniłby piłkarza geja z szatni i spod prysznica. ‘No pewnie, niech się pedały nie myją z innymi, normalnymi ludźmi, bo zarażą jeszcze kogoś pedalstwem, rzucą się na Tomaszewskiego i zgwałcą jak tylko mydło upadnie na podłogę.’ – to sposób myślenia, który niestety reprezentuje poseł. Prymitywizm Tomaszewskiego przeraża. Pewnie takiemu prymitywnemu kibolowi jak Tomaszewski nawet do głowy nie przyjdzie myśl, że zapewne nie raz ani nie dwa z pedałem kąpał się, był w saunie i przebierał się w szatni. Geje też grają w piłkę nożną i w futbol amerykański. Tomaszewski nie wie tego, bo sączona homofobia taka jak z jego ust zastrasza ludzi i boją się oni ujawnienia. Ale czasy się zmieniają i coraz więcej sportowców ujawnia swoją orientację. W lidze angielskiej co najmniej 8 gejów zadeklarowało homoseksualizm, ale nadal chcą pozostać anonimowi. Również w Niemczech był niedawno wywiad z gejem grającym w lidze niemieckiej, który potwierdził, że zna też innych homoseksualnych piłkarzy. Są już też coming outy jak Robbiego Rogersa. Ronaldo ma go – jak podejrzewam – przed sobą. Wynajęta surogatka do urodzenia dziecka, randkowanie ze znanymi i mniej znanymi gejami, spędzanie wakacji z „przyjacielem” w jednym pokoju, podczas gdy domniemana dziewczyna nocuje w innym hotelu i pokazuje się z Ronaldo tylko na potrzeby fotoreporterów – to mówi wiele. Podejrzewam, że coming out Ronaldo wkopie kiedyś Tomaszewskiego w ziemię ze zdumienia. Ale jak na razie Tomaszewski wciąż tkwi w okowach głębokiego PRL-u i wydaje mu się, że wszyscy geje będą chcieli go macać pod prysznicem, podczas gdy zapewne każdy prędzej porzygałby się na widok jego obleśnej facjaty niż zbliżył się do niego. Komentarza ze strony innych polityków na homofobię Tomaszewskiego brak. Minister sportu milczy, Kozłowska-Rajewicz też milczy. Czy mnie to dziwi? Nie, nie dziwi. Bo czego się spodziewać po państwie, w którym swastyka jest symbolem szczęścia a nazwanie kogoś pasożytniczym ścierwem w ocenie sądu nie powinno nikogo obrażać.
piątek, 16 sierpnia 2013
Soczi - bojkotować i protestować
Rosja znalazła się na celowniku i słusznie. I choć nie wierzę w bojkot igrzysk to ideę bojkotu Soczi popieram w pełni. Nie mam wątpliwości, że Soczi 2014 to powtórka Berlina 1936. Żeby bojkot miał sens musiałby jednak objąć szerszą grupę sportowców lub całe komitety olimpijskie a w to nie wierzę, bo pieniądz okazuje się niestety mieć wartość większą niż ludzkie życie. Wierzę jednak, że sportowcy i widzowie olimpijskich zmagań są zdolni do przeprowadzenia protestu. Malowanie paznokci albo udzielanie wywiadów to stanowczo za mało. Oczekuję czegoś więcej. Może jestem zbytnim idealistą, ale czemu nie zademonstrować w sposób bardziej stanowczy i widoczny. To miałoby sens. Myślę, że rosyjska milicja nie zareagowałaby w agresywny sposób, gdyby kilkudzisięciu sportowaców wyszło na ulice Soczi z tęczowymi flagami. A jeżeliby dopuściała się przemocy wobec protestujących Rosja byłaby skompromitowana. To co próbują obecnie czynić Rosja i MKOL to zastraszenie. Mam nadzieję, że to się im nie uda. Być może dzięki Soczi więcej osób zacznie zwracać uwagę na łamanie praw osób LGBT w różnych zakątkach świata. Być może członkowie MKOL nie wpadną już na pomysł organizacji kolejnych igrzysk w homofobicznym kraju. Być może zmuszą ich do tego sponsorzy, przecież jest to dla nich mierna korzyść wspierać igrzyska w państwach takich jak Rosja i tłumaczyć się potem z tego, że nie popierają dyskryminacji i przemocy wobec gejów i lesbijek. Wiele zależy od nas samych, czy zgodzimy się na to, by Samsung, Panasonic i Coca Cola dalej udawały, że nie mają wyboru, a MKOL udawał, że nie jest skorumpowany. Im jesteśmy głośniejsi tym bardziej śmieszna i żałosna staje się próba zastraszenia nas i naszych sprzymierzeńców.
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
Można, można...Nema problema
"Można, można...Nema problema" - to najczęściej słyszane przez turystę słowa w Chorwacji. I okazuje się, że rzeczywiście można i nema problema, żeby wprowadzić w Chorwacji związki partnerskie łącznie z adopcją dzieci partnera. I to mimo krzyków katolickich bojówek. Taką decyzję podjął dziś chorwacki rząd. Ja się zastanawiam jak to możliwe, że dwa lata temu w Splicie paradzie gejowskiej była trudno przejść przez miasto z powodu ataków faszystów a już w przyszłym roku będzie można zawrzeć związek partnerski z prawami analogicznymi do małżeństwa. Jak to możliwe, że w Polsce po kilkunastu latach parad, dyskusji, akcji związki partnerskie wciąż wydają się odległą perspektywą?
Etykiety:
Polityka
niedziela, 28 lipca 2013
Kozłowska Rajewicz - co robi? nic!
Nie lubię nieuczciwych polityków. Dlatego straciła moją sympatię Pani Rajewicz Kozłowska. Straciła ją przez hipokryzję i wspomnianą nieuczciwość. Śmiem twierdzić, że to nieuczciwość, bo nie wierzę, że osoba na stanowisku Pełnomocnika Rządu ds. Równego Traktowania nie jest obeznana z aktualnie istniejącymi przepisami dotyczącymi mowy nienawiści, a konkretnie ich brakiem w odniesieniu do osób homoseksualnych. W swojej wypowiedzi podczas cotygodniowego dyżuru na Facebooku napisała ona tak: „Przepisów brakuje, ale i te co już są w KK i w KC, przy dobrej woli wystarczyłyby do obrony praw LGBT. Problem w tym, że są one nieumiejętnie stosowane.” Jest to ewidentne kłamstwo. Podam przykład. Jeżeli rzucę obelgę pod adresem katolików, osób czarnoskórych to będę ścigany za popełnienie przestępstwa i nie ma znaczenia, że nie mówiłem o konkretnej osobie. W przypadku istniejących przepisów, jeżeli ktoś powie obelgę o gejach nie będzie ścigany z urzędu tak jak w przypadku mowy nienawiści na tle religijnym czy rasowym. Nawet jeżeli sam wytoczyłbym proces przeciwko osobie, która obraża osoby homoseksualne, to osoba ta nie zostanie ukarana, bo z praktyki sądów wynika jasno, że konieczne jest by wypowiedź była adresowana konkretnie do mnie. Wedle istniejących przepisów na prokuraturze nie ciąży obowiązek ścigania osób podżegających do nienawiści wobec osób homoseksualnych ani też osób dopuszczających się przemocy wobec gejów i lesbijek. Radzę Pani Pełnomocnik przeczytać ostatni tekst Ewy Siedleckiej w Gazecie Wyborczej „Usłyszał ‘Pedały!’ Po chwili leżał na chodniku, kopany w głowę”, która opisuje historię Andrzeja pobitego w ostnim tygodniu. Policja nawet nie zajęła się sprawą, bo nie wedle istniejących przepisów nie musi, wbrew temu co twierdzi Pani Pełnomocnik. Bohater tej historii zgłosił się na pogotowie. Opatrzono go, dano dokument obdukcji. Poszedł z nim na policję. "Niestety - nie kwalifikuję się. Za mało pobity. Rozwalona, spuchnięta warga, ale niezszywana. Nos podrapany, ale niezłamany. Szczęka boli, ale zęby niewybite. Duży guz z tyłu głowy od kopania, ale brak wstrząśnienia mózgu. Nie możemy przyjąć od pana zeznań, może pan założyć sprawę cywilną, za którą zapłaci minimum 300 zł. A pewnie i ponad. Ponadto z góry przegraną, bo kamery monitoringu miejskiego mogły zdarzenia nie zarejestrować, a sprawców nie znam" - opisał swoją historię Andrzej. Prawo stanowi, że jeśli pobicie spowoduje "naruszenie czynności organizmu na okres poniżej siedmiu dni", to nie ściga się go z oskarżenia publicznego. Gdyby Andrzej był ciemnoskóry lub był np. Żydem - policja musiałaby przyjąć zgłoszenie, bo prawo chroni przed atakami na tle rasistowskim i wyznaniowym. Wtedy nie wymaga, by szczęka była złamana, a mózg doznał wstrząśnienia. Przed przemocą ze strony homofoba prawo karne nie chroni. Można też swobodnie "znieważać grupę ludności lub poszczególną osobę" ze względu na jej orientację seksualną lub tożsamość płciową. Można wyzywać od pedałów, porównywać do pedofilów i zoofilów (kilka lat temu sąd w Poznaniu stwierdził, że to nie jest obraźliwe, bo tak uważa część społeczeństwa) - i nie poniesie się żadnej odpowiedzialności. Także cywilnej, bo sądy uznają, że jeśli obraźliwe sformułowania nie dotyczą osoby wymienionej z imienia i nazwiska, to obrazy nie ma. Sądy pozbywają się spraw. A to, że obywatele homo- i transseksualni pozbawieni są równej ochrony prawnej - to już ich kłopot. Np. taki Robert Biedroń, który ciągle obrywa "poniżej siedmiu dni". W końcu sam się prosi: po co się w telewizji pokazuje i opowiada o swojej orientacji? Pobity niedawno Bartłomiej Lis, kurator Muzeum Współczesnego we Wrocławiu, też wyglądał kibolom Śląska Wrocław na "pedała" (zdaje się, że miał za wąskie spodnie). Rząd i prokurator generalny negatywnie zaopiniowali projekt wniesiony do Sejmu przez Ruch Palikota, żeby homofobia, a także nienawiść ze względu na płeć, tożsamość płciową, wiek i niepełnosprawność były w kodeksie karnym traktowane tak samo jak nienawiść na tle rasowym, etnicznym i wyznaniowym. Mimo że i Komitet Praw Człowieka ONZ, i Rada Europy, i unijna Agencja Praw Podstawowych rekomendują traktowanie tych wszystkich nienawistnych motywacji jednakowo. Kibole i "patrioci", którzy na wykładzie prof. Baumana krzyczą: "Raz sierpem, raz młotem czerwona hołotę", na debacie z Biedroniem i Anną Grodzką skandują: "Zakaz pedałowania". Znak "zakaz pedałowania" pojawia się tradycyjnie obok krzyża celtyckiego (symbolu międzynarodówki rasistowsko-nacjonalistycznej) czy falangi (symbol przedwojennego, antysemickiego Ruchu Narodowo-Radykalnego Falanga). Na internetowych stronach organizacji nacjonalistycznych także znajdziemy te znaki. A ONR dwa lata temu zdołał je - łącznie z "zakazem pedałowania" - zarejestrować jako swoje oficjalne symbole (decyzja została uchylona). Z zaatakowanym profesorem Baumanem władza się solidaryzowała. Z identycznie zaatakowanymi tydzień wcześniej Anną Grodzką i Robertem Biedroniem - już nie. Po ostatnim pobiciu Biedronia tylko marszałkini Sejmu Wanda Nowicka wydała potępiające oświadczenie. A europoseł PJN Marek Migalski na swoim blogu napisał: "Pana poglądy uważam za szkodliwe, Pana szefa uważam za wroga polskości, ale pobicie Pana za homoseksualizm jest skandaliczne". Poza tym nikogo ani z rządu, ani z brylujących po mediach celebrypolityków to nie ruszyło. Mimo zapowiedzi szefa MSW Sienkiewicza po napaści na polsko-hinduską rodzinę w Białymstoku, że władza będzie dawać świadectwo solidarności z ofiarami ksenofobii. Jak widać, można dyskryminować nawet ofiary, dzieląc je na warte i niewarte solidarności. "Zwalczanie przestępstw na tle rasistowskim powinno być priorytetem dla prokuratury i policji. Nie zabraknie nam determinacji w zwalczaniu tego zjawiska" - głosi oficjalny komunikat po spotkaniu szefa prokuratury Andrzeja Seremeta i ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza sprzed dwóch tygodni. Ewa Siedlecka spytała Seremeta, dlaczego tylko rasizm? Co z homo- i transfobią? W odpowiedzi zapewnił ją, że temat homofobicznych napaści też był na spotkaniu omawiany. Nie wyjaśnił, dlaczego nie znalazł się w komunikacie. Pisze: "Solidaryzuję się z każdą ofiarą przestępstwa, w tym popełnionego z pobudek homofobicznych. Publiczne wyrażanie takiej solidarności jest znaczące, ale za swoją pierwszorzędną powinność uważam czuwanie nad właściwym prowadzeniem takich spraw". Tylko jakich, skoro napaści na tle homofobii się nie ściga? Dalej prokurator generalny pisze, że zgłosi propozycje, aby przepis uznający za przestępstwo ograniczanie innych osób w ich prawach religijnych uzupełnić o ograniczanie "ze względu na cechy różnicujące", a więc i orientację seksualną. Wszystko pięknie, pod warunkiem że pobicie czy wyzwiska uznamy za "ograniczanie w prawach", co byłoby karkołomnym intelektualnym fikołkiem. RPO Irena Lipowicz proponuje, by w ramach walki z ksenofobią prowadzić edukację - także prokuratorów. Mają być organizowane np. wycieczki do Auschwitz. Ciekawe, czy ktoś wspomni, że osadzano tam i mordowano także za homoseksualizm? Bo na państwowe uroczystości rocznicowe do Auschwitz zaprasza się wszystkie mordowane tam mniejszości, ale nie LGBT. A jak przyjadą sami - wieniec składają po zakończeniu części oficjalnej. Tak właśnie wygląda polska rzeczywistość. Pani Kozłowska Rajewicz pełni funkcję Pełnomocnika ds Równego Traktowania, ale ja mam wrażenie, że zamiast tego jest Pani tubą rządowej propagandy. Jej postawa jest bierna wobec ataków na osoby homoseksualne, które w ostatnim czasie nasiliły się w Polsce. Pani Pełnomocnik chwali się tym, że zorganizowała szereg konferencji dla urzędników wysokiego szczebla i objechała Polskę z konferencjami regionalnymi. Jakoś w mieście gdzie pracuję jej nie było. W Sochaczewie, gdzie mieszkam też jej nie było, a była za to Pawłowicz z homofobicznym odczytem. Zaproponowałem Pani Pełnomocnik przyjazd do ośrodka pomocy społecznej, gdzie pracuję i gdzie moje niektóre koleżanki uważają, że dwóm kobietom wychowującym wspólnie dziecko należy je zabrać., żeby „nie mogły tego robić przy dziecku”. I one mówiły przy mnie z pełną świadomością tego, że jestem homoseksualny. Taka właśnie jest świadomość w miejscach powołanych do pomocy! Przerażające! Znam też przypadek dyrektorki szkoły, która jak ognia boi się tego, że wyjdzie na jaw jej homosekualizm. Burmistrz jednego z podwarszawskich miast przy pracownikach pozwala sobie na homofobiczne teksty, które uznaje za żarty. Obrażania gejów dopuścił się on także będąc w Dani na wymianie partnerskiej wobec pracownika tamtejszej gminy. Dlatego proponuję pracę u podstaw a nie tylko konferencje z urzędnikami wysokiego szczebla. Wpływanie na decydentów na szczeblu krajowym jest ważne, ale oczekuję też szkoleń w ośrodkach pomocy, w szkołach, w szpitalach, w przychodniach, w gminach. Tymczasem jak donosi prasa rządowy program zwalczania dyskryminacji wobec osób homoseksualnych został okrojony i nie zawiera on obecnie już niczego, co poprawiłoby sytuację homoseksualnych obywateli.
niedziela, 2 czerwca 2013
Neutralność prezydencka
Prezydent RP odmówił objęcia partonatu nad Paradą Równości. Tłumaczenie się neutralnością światopoglądową mnie nie przekonuje, zwłaszcza po tym jak wszyscy mogli obejrzeć prezydenta tańczącego z zakonnicami i oazową młodzieżówką na Lednicy. Jak ma się to do słów prezydenta o neutralności i rozdziale państwa od kościoła? Jeżeli neutralnym światopoglądowo są tańce w kółku parafilanym to oczekuję, że prezeydent będzie z takim samym zacięciem pląsał na platformie podczas parady gejowskiej. Wówczas zostałaby zachowana jakaś równowaga. Szansy takiej prezydent sobie jednak nie dał i odrzucił możliwość patronowania imprezie. Takie działanie to zakłamanie. Racje ma Leszek Miller, że zatarła się granica w Polsce między tym co świeckie od tego co religijne. Nie ma już chyba w Polsce imprezy publicznej - od uroczystości z okazji Dnia Niepodległości po oddanie do użytu studzienek kanalizacyjnych w którejś z polskich miejscowości - która odbyłaby się bez udziału księdza katolickiego. Dotknęliśmy granic absurdu.
środa, 1 maja 2013
Dymisja Gowina, czyli przedwczesna radość
Przez tydzień odcięty byłem od wiadomości z Polski. Jakież było moje zaskoczenie, gdy po zajrzeniu do internetu wczoraj przeczytałem o dymisji Gowina. Nie ma co ukrywać, że się ucieszyłem. Mam nadzieję, że to początek drogi na dno tej politycznej kreatury. Ale moja radość nie trwała długo. Kilka minut później poznałem nazwisko nowego ministra. Ma rację Biedroń pisząc o zamianie kijka na kijek. Zupełnie w innym tonie pisze Radomir Szumełda. Na Facebooku wystawił nowemu ministrowi taką laurkę, że doznałem większego szoku niż po newsie o dymisji Gowina. A przecież Biernacki to kolejna klerykalna konserwa. Warto przypomnieć, że znalazł się on wśród tych posłów PO, którzy odrzucili nawet możliwość dyskusji nad związkami partnerskimi w komisji sejmowej. Szumełda jednak ponownie oślepł. Pisze, że jest wdzięczny Biernackiemu za poparcie polityczne jakiego mu udzielił w przeszłości. Szumełda nie zdaje sobie sprawy z tego, że Biernacki wspierał go wówczas gdy Szumełda siedział w szafie. Ciekawe, czy teraz wsparcie byłoby takie samo. A nawet jeśli tak to co to ma do tego, by uzanać Biernackiego za wartościowego polityka? Nic. Nie popieram polityka dlatego, że pozwolił mi się politycznie wybić i wylansować, ale dlatego, że podzielam jego poglądy i wizję rozwoju kraju. W kolejnym poście Szumełda narzeka, że z przykrością rozliczył się z urzędem skarbowym, bowiem ma świadomość tego, że choć płaci takie same podatki jak wszyscy to jest dyskryminowany. Może Pan Szumełda powienien wspomnieć, że jest dyskryminowany właśnie dzięki takim ludziom jak Biernacki. Nie wspomniał. Szkoda. Założę się, że nie minie kilka tygodni a Szumełda będzie pisał o rozczarowaniu nowym ministrem sprawidliwości. I znów będzie głupio, jak pół roku temu kiedy obrażał Biedronia. To przykre, że Szumełda uczepił się PO jak rzep psiego gówna. Przypomina mi to sytuację gejowskich republikanów w USA. Połączenie masochizmu z całą paletą kompleksów.
Etykiety:
Polityka
piątek, 29 marca 2013
Wanda Nowicka - Premier przeciwny związkom partnerskim
Zmieniła się retoryka Premiera dotycząca związków partnerskich, który w radiu TOK FM, pytany o dalsze losy ustawy, odpowiedział wymijająco, koncentrując się wyłącznie na związkach homoseksualnych i podkreślając, że nasze społeczeństwo nie jest jeszcze gotowe na tak radykalne zmiany w postaci legalizacji związków homoseksualnych. Tymczasem związki partnerskie to dużo szersze pojęcie niż wyłącznie związki homoseksualne, które oczywiście tak samo, jak każde inne zasługują na aprobatę, szacunek i równe prawa.
Odnoszę wrażenie, że jest to świadomy zabieg stylistyczny ze strony Premiera, który zaczyna subtelnie wycofywać się ze swojego poparcia dla związków partnerskich, próbując ograniczyć je wyłącznie do problemów par homoseksualnych, podczas gdy związek partnerski tak samo dotyczyć może osób homoseksualnych, jak i heteroseksualnych. Struktura naszego społeczeństwa wyraźnie wskazuje, że zmiany obyczajowe już się dokonały, ludzie żyją i zakładają rodziny zarówno w oparciu o tradycyjny model małżeństwa, jak i żyjąc w związkach nieformalnych. Każda z tych form jest tak samo wartościowa i zasługuje na stosowanie wobec niej równych zasad.
Okazuje się, że Donald Tusk nie jest już tak jednoznacznym zwolennikiem legalizacji związków partnerskich, łagodzi spór z Gowinem w tej sprawie i zajmuje dużo bardziej zachowawcze, żeby nie powiedzieć lekceważące, stanowisko niż miało to miejsce podczas debaty nad ustawami o związkach partnerskich.
Ze zmiennej postawy Premiera wobec związków partnerskich można niestety wyczytać pewną prawidłowość. W czasie, gdy pojawiła się informacja o formowaniu nowej lewicy, pod hasłem Europa +, Donald Tusk w obawie przed utratą bardziej liberalnej i nowoczesnej części elektoratu, poparł ideę związków partnerskich. Opowiedział się wówczas wyraźnie przeciw polityce Gowina w tym zakresie i zapewnił, że będzie zmierzał do kreowania państwa tolerancyjnego, szanującego różne modele życia i przewidującego równe prawa dla jego obywateli i obywatelek. Nie chciał stracić poparcia tych wyborców, dla których związki partnerskie są sprawą ważną. Tymczasem, gdy okazało się, że projekt powstania nowej lewicy pod patronatem Aleksandra Kwaśniewskiego, jest falstartem (z uwagi na brak konkretnego programu oraz pominięcie kobiet w jego budowaniu), a tym samym, że dotychczasowi liberalni wyborcy Tuska nie mają wcale dobrej programowej alternatywy, Premier odczuł ulgę i przestał o nich zabiegać. Skoro nie mają dokąd odejść, to nie trzeba już się tak starać i silić na stwarzanie pozorów polityki przyjaznej związkom partnerskim.
Dzisiejszy Tusk nie mówi już o wartościach, takich jak równość, tolerancja, otwartość społeczeństwa, niedyskryminacja, poszanowanie praw mniejszości, neutralność światopoglądowa. Szybko wrócił do zachowawczej konserwatywnej retoryki, zasłaniając się miałkim argumentem, jakoby nasze społeczeństwo nie było gotowe na tak radykalne zmiany, przerzucając tym samym odpowiedzialność za brak swojej politycznej konsekwencji na obywateli i obywatelki. Mimo bardzo wyraźnych deklaracji ze strony Donalda Tuska o jego poparciu dla związków partnerskich, które szczególnie silne było po skandalicznym głosowaniu nad ustawami w Sejmie, aktualnie czarno widzę możliwość przegłosowania sprawiedliwego i równego prawa w Sejmie.
Odnoszę wrażenie, że jest to świadomy zabieg stylistyczny ze strony Premiera, który zaczyna subtelnie wycofywać się ze swojego poparcia dla związków partnerskich, próbując ograniczyć je wyłącznie do problemów par homoseksualnych, podczas gdy związek partnerski tak samo dotyczyć może osób homoseksualnych, jak i heteroseksualnych. Struktura naszego społeczeństwa wyraźnie wskazuje, że zmiany obyczajowe już się dokonały, ludzie żyją i zakładają rodziny zarówno w oparciu o tradycyjny model małżeństwa, jak i żyjąc w związkach nieformalnych. Każda z tych form jest tak samo wartościowa i zasługuje na stosowanie wobec niej równych zasad.
Okazuje się, że Donald Tusk nie jest już tak jednoznacznym zwolennikiem legalizacji związków partnerskich, łagodzi spór z Gowinem w tej sprawie i zajmuje dużo bardziej zachowawcze, żeby nie powiedzieć lekceważące, stanowisko niż miało to miejsce podczas debaty nad ustawami o związkach partnerskich.
Ze zmiennej postawy Premiera wobec związków partnerskich można niestety wyczytać pewną prawidłowość. W czasie, gdy pojawiła się informacja o formowaniu nowej lewicy, pod hasłem Europa +, Donald Tusk w obawie przed utratą bardziej liberalnej i nowoczesnej części elektoratu, poparł ideę związków partnerskich. Opowiedział się wówczas wyraźnie przeciw polityce Gowina w tym zakresie i zapewnił, że będzie zmierzał do kreowania państwa tolerancyjnego, szanującego różne modele życia i przewidującego równe prawa dla jego obywateli i obywatelek. Nie chciał stracić poparcia tych wyborców, dla których związki partnerskie są sprawą ważną. Tymczasem, gdy okazało się, że projekt powstania nowej lewicy pod patronatem Aleksandra Kwaśniewskiego, jest falstartem (z uwagi na brak konkretnego programu oraz pominięcie kobiet w jego budowaniu), a tym samym, że dotychczasowi liberalni wyborcy Tuska nie mają wcale dobrej programowej alternatywy, Premier odczuł ulgę i przestał o nich zabiegać. Skoro nie mają dokąd odejść, to nie trzeba już się tak starać i silić na stwarzanie pozorów polityki przyjaznej związkom partnerskim.
Dzisiejszy Tusk nie mówi już o wartościach, takich jak równość, tolerancja, otwartość społeczeństwa, niedyskryminacja, poszanowanie praw mniejszości, neutralność światopoglądowa. Szybko wrócił do zachowawczej konserwatywnej retoryki, zasłaniając się miałkim argumentem, jakoby nasze społeczeństwo nie było gotowe na tak radykalne zmiany, przerzucając tym samym odpowiedzialność za brak swojej politycznej konsekwencji na obywateli i obywatelki. Mimo bardzo wyraźnych deklaracji ze strony Donalda Tuska o jego poparciu dla związków partnerskich, które szczególnie silne było po skandalicznym głosowaniu nad ustawami w Sejmie, aktualnie czarno widzę możliwość przegłosowania sprawiedliwego i równego prawa w Sejmie.
czwartek, 21 marca 2013
Rządowe tradycje wg Sikorskiego, Kozłowskiej Rajewicz i Tuska
Kolejna rządowa kompromitacja. Tym razem w wykonaniu Radosława Sikorskiego, który w odpowiedzi na zarzuty wobec abp Głódzia o poniżanie i obrażanie podwładnych odpowiedział: „Uważam, że ten styl, taki trochę wojskowy, powinniśmy uszanować. To jest bardzo sympatyczna postać”. W sprawie zarzutów o pijaństwo dodał, że to wpisuje się w tradycję wojskową. Czy ja mam rozumieć, że w polskim wojsku tradycją jest nadużywanie alkoholu, poniżanie i wykorzystywanie ludzi? Minister, który wypowiada takie słowa powinien zostać zdymisjonowany, bo ośmiesza państwo, rząd i siebie, a przede wszystkim polskich żołnierzy. Znalazł się on w gronie osób popierających Głódzia, do którego należy także Mirosław B., ksiądz skazany za molestowanie i rozpijanie nieletniej. A może dowiem się niedługo od członka rządu, że to także wpisuje się w jakąś polską tradycję. Może szkolnictwa albo opieki nad dziećmi?!
Nie zabłysnęła wczoraj także Pani Pełnomocnik ds. Równego Traktowania, która stwierdziła, że polskie prawo dotyczące osób LGBT jest dobre i postuluje, że najpierw należy zmieniać mentalność, a później prawo. To sprzeczność sama w sobie, bo skoro według Pani Pełnomocnik prawo jest dobre to po co zmiana? Myślę, że Pani Kozłowska Rajewicz jednak zdaje sobie sprawę z tego, że prawo jest złe – brak instytucjonalizacji związków jednopłciowych, brak zakazu dyskryminacji w dostępie do towarów i usług, edukacji, usług medycznych. Co do zmiany mentalności społeczeństwa to przy obecnych działaniach polityków i rządu możemy czekać lata! Przedstawiciele krajów, w których wprowadzono zmiany legislacyjne, podkreślają, że najskuteczniejszym sposobem zmiany nastawienia jest zmiana prawa. Polski rząd nie robi nic ani w kierunku zmiany prawa, ani mentalności. Nie ma ani jednego rządowego projektu, które promowałyby tolerancję i wiedzę na temat osób LGBT. Wszystko, co się w tej sprawie dzieje, robią organizacje pozarządowe. Trzeba przyznać rację Robertowi Biedroniowi, którego zdaniem mówienie o tym, że najpierw trzeba zmienić mentalność, to chowanie głowy w piasek i sposób na ucieczkę od problemu. Tym bardziej dziwią słowa Pani Pełnomocnik, że wypowiedziała je dzień po rezolucji Parlamentu Europejskiego w sprawie prawnego uznania związków jednopłciowych i objęcia osób homoseksualnych prawem antydyskryminacyjnym oraz ochroną przed nienawiścią.
Mam też jako obywatel Polski żal do władz polskich o to, że nadal manipulują one społeczeństwem w sprawie konstytucjonalności związków partnerskich. Jak powiedziała prof. Łętowska w sporze o związki partnerskie nadużywa się prawa, a prawo w Polsce kapituluje przed biznesowymi interesami, ideologicznymi namiętnościami i siłą. W sporze o związki partnerskie mamy do czynienia z manipulacją tych, którzy insynuują niekonstytucyjność takiego rozwiązania. Prof. Łętowska w wywiadzie dla Krytyki Politycznej bardzo ciekawie mówi również o nieprawidłowościachi i manipulacjach ze strony prawników Ministra Gowina i Biura Ekspertyz Sejmowych: „Z tego powodu ja nigdy w życiu nie zrobię niczego dla Biura Analiz Sejmowych. Niedawno właśnie odmówiłam. Wiem, że moja praca albo zostanie przez nich potraktowana nie na serio, albo zgubi się w statystycznym zestawieniu, zostanie przez nich wykorzystana wyłącznie jako alibi dla przedstawionych przez nich opinii większościowych. Ja sobie na to nigdy nie pozwolę. To wszystko jest zakłamane. Od lat powtarzam, że najgorszą rzeczą, jaką prawo może sobie zafundować, jest hipokryzja albo uczestniczenie w hipokryzji. Tylko że demaskowanie tego rodzaju hipokryzji, w której uczestniczą prawnicy działający w logice nadużywania prawa, w logice innych sił, które prawem chcą się posługiwać, wymaga już bardzo wysokiego poziomu przygotowania zawodowego i pewnej odwagi, żeby powiedzieć w określonym momencie, że coś jest nie tak.”
Nie zabłysnęła wczoraj także Pani Pełnomocnik ds. Równego Traktowania, która stwierdziła, że polskie prawo dotyczące osób LGBT jest dobre i postuluje, że najpierw należy zmieniać mentalność, a później prawo. To sprzeczność sama w sobie, bo skoro według Pani Pełnomocnik prawo jest dobre to po co zmiana? Myślę, że Pani Kozłowska Rajewicz jednak zdaje sobie sprawę z tego, że prawo jest złe – brak instytucjonalizacji związków jednopłciowych, brak zakazu dyskryminacji w dostępie do towarów i usług, edukacji, usług medycznych. Co do zmiany mentalności społeczeństwa to przy obecnych działaniach polityków i rządu możemy czekać lata! Przedstawiciele krajów, w których wprowadzono zmiany legislacyjne, podkreślają, że najskuteczniejszym sposobem zmiany nastawienia jest zmiana prawa. Polski rząd nie robi nic ani w kierunku zmiany prawa, ani mentalności. Nie ma ani jednego rządowego projektu, które promowałyby tolerancję i wiedzę na temat osób LGBT. Wszystko, co się w tej sprawie dzieje, robią organizacje pozarządowe. Trzeba przyznać rację Robertowi Biedroniowi, którego zdaniem mówienie o tym, że najpierw trzeba zmienić mentalność, to chowanie głowy w piasek i sposób na ucieczkę od problemu. Tym bardziej dziwią słowa Pani Pełnomocnik, że wypowiedziała je dzień po rezolucji Parlamentu Europejskiego w sprawie prawnego uznania związków jednopłciowych i objęcia osób homoseksualnych prawem antydyskryminacyjnym oraz ochroną przed nienawiścią.
Mam też jako obywatel Polski żal do władz polskich o to, że nadal manipulują one społeczeństwem w sprawie konstytucjonalności związków partnerskich. Jak powiedziała prof. Łętowska w sporze o związki partnerskie nadużywa się prawa, a prawo w Polsce kapituluje przed biznesowymi interesami, ideologicznymi namiętnościami i siłą. W sporze o związki partnerskie mamy do czynienia z manipulacją tych, którzy insynuują niekonstytucyjność takiego rozwiązania. Prof. Łętowska w wywiadzie dla Krytyki Politycznej bardzo ciekawie mówi również o nieprawidłowościachi i manipulacjach ze strony prawników Ministra Gowina i Biura Ekspertyz Sejmowych: „Z tego powodu ja nigdy w życiu nie zrobię niczego dla Biura Analiz Sejmowych. Niedawno właśnie odmówiłam. Wiem, że moja praca albo zostanie przez nich potraktowana nie na serio, albo zgubi się w statystycznym zestawieniu, zostanie przez nich wykorzystana wyłącznie jako alibi dla przedstawionych przez nich opinii większościowych. Ja sobie na to nigdy nie pozwolę. To wszystko jest zakłamane. Od lat powtarzam, że najgorszą rzeczą, jaką prawo może sobie zafundować, jest hipokryzja albo uczestniczenie w hipokryzji. Tylko że demaskowanie tego rodzaju hipokryzji, w której uczestniczą prawnicy działający w logice nadużywania prawa, w logice innych sił, które prawem chcą się posługiwać, wymaga już bardzo wysokiego poziomu przygotowania zawodowego i pewnej odwagi, żeby powiedzieć w określonym momencie, że coś jest nie tak.”
poniedziałek, 11 marca 2013
Pełnomocnik ds częściowo Równego Traktowania a klauzula antydyskryminacyjna w Warszawie
Pełnomocniczka ds. Równego Traktowania wpadła w zachwyt na projektem kaluzuli antydyskryminacyjnej zaproponowanej w Warszawie i poleaca jako dobry przykład do naśladowania. Klauzula antydyskryminacyjna ma być umieszczana w umowach najmu lokali usługowych zawieranych przez miasto z najemcami. Klauzula nie obejmuje jednak zakazu dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. Pani Kozłowskiej Rajewicz to najwidoczniej nie przeszkadza. Poza tym zastanawia mnie, dlaczego Pani Pełnomocnik o ogólnokrajowym rozwiązaniu antydyskryminacyjnym w kwestii dostępu do towarów i usług skoro uznaje rozwiązanie warszawskie za taki świetny pomysł. W końcu to jej zadanie. Entuzjazm Pani Pełnomocnik dziwi mnie równie mocno ze względu na brak orientacji seksualnej w katalogu obejmującym zakaz dyskryminacji. Wybiórczość Pani Pełnomocnik mi się bardzo nie podoba. Pokazała ją już w przypadku posła Godsona, którego porównania homoseksualizmu do pedofilii uznała za pogląd.
sobota, 9 marca 2013
Godson - duch święty w tv
W dzisiejszej „Kropce nad i” przez posła Godsona, znanego chrześcijanina będącego przy okazji posłem PO znów przemówił Duch Święty (Godson uważa, że też jest święty, ale z małej litery). A przemówił w te słowy: „Dzisiaj mówimy o związkach partnerskich, jutro porozmawiamy o małżeństwach gejów, a potem o adopcji dzieci przez takie pary. Gdzie się zatrzymać? Może pojutrze pojawi się lobby pedofilskie, które będzie walczyć o obniżenie wieku inicjacji seksualnej”. Wydaje mi się, że to spora podłość ze strony pana Ducha, choć nie wykluczony jest też inny scenariusz. Może zajęty konklawe i rozliczaniem Benedykta XVI palnął w roztargnieniu bzdurę, która teraz spadnie na bogu ducha winnego pana Godsona? A może zrobił to świadomie, bo syn boży John Abraham zgrzeszył czynem, mową lub zaniedbaniem tak szpetnie, że został ukarany? Tak jak zostali ukarani budowniczy Wieży Babel, gdyż Jahwe obawiał się, że jak już ją zbudują to „nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić". Nie sądzę abyśmy doszli prawdy, a na współpracę obu panów w tym względzie nie liczę.
Jednak należy się czytelnikom, przede wszystkim panom Godsonowi i Duchowi, kilka słów wyjaśnienia. Orientacja seksualna nie jest dewiacją ani chorobą. Nie zagraża nikomu przez sam fakt istnienia. Nie wyrządza krzywdy drugiemu człowiekowi. Nie jest karalna w polskim prawie, tak jak była np. w faszystowskich Niemczech czy stalinowskiej Rosji. Inaczej się to przedstawia w przypadku pedofilii. Ta jest zaburzeniem preferencji seksualnych, czyli choroba. Czyny pedofilne wyrządzają szkodę drugiemu człowiekowi – w tym przypadku dziecku. Czyny takie są ponadto traktowane przez prawo karne jako przestępstwo i zagrożone karą pozbawienia wolności do lat 12. Prawo dające dorosłym osobom homoseksualnym, możliwość zawarcia związku partnerskiego, czy nawet małżeństwa nie jest tym samym czym jest obniżanie wieku legalnego obcowania płciowego. Inicjacja seksualna w końcu, nie jest tym samym co akt seksualny – w tym przypadku pedofilny.
Demokracja w odróżnieniu od tego czym dysponowali autorzy Biblii, jest swego rodzaju umową społeczną. Umową według której obywatele współpracują, dbają o siebie i szanują się nawzajem – przynajmniej z założenia. Ta umowa gwarantuje wszystkim takie same prawa, niezależnie od płci, koloru skóry, wyznania lub jego braku, czy orientacji płciowej. Warto czasem wyjść ze świata starożytnego opisanego na kartach Biblii, spojrzeć przez ramię Jakuba walczącego z aniołem, odwrócić wzrok od zagłady Sodomy i Gomory. Tym bardziej będąc posłem na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej w Roku Pańskim 2013.
Jednak należy się czytelnikom, przede wszystkim panom Godsonowi i Duchowi, kilka słów wyjaśnienia. Orientacja seksualna nie jest dewiacją ani chorobą. Nie zagraża nikomu przez sam fakt istnienia. Nie wyrządza krzywdy drugiemu człowiekowi. Nie jest karalna w polskim prawie, tak jak była np. w faszystowskich Niemczech czy stalinowskiej Rosji. Inaczej się to przedstawia w przypadku pedofilii. Ta jest zaburzeniem preferencji seksualnych, czyli choroba. Czyny pedofilne wyrządzają szkodę drugiemu człowiekowi – w tym przypadku dziecku. Czyny takie są ponadto traktowane przez prawo karne jako przestępstwo i zagrożone karą pozbawienia wolności do lat 12. Prawo dające dorosłym osobom homoseksualnym, możliwość zawarcia związku partnerskiego, czy nawet małżeństwa nie jest tym samym czym jest obniżanie wieku legalnego obcowania płciowego. Inicjacja seksualna w końcu, nie jest tym samym co akt seksualny – w tym przypadku pedofilny.
Demokracja w odróżnieniu od tego czym dysponowali autorzy Biblii, jest swego rodzaju umową społeczną. Umową według której obywatele współpracują, dbają o siebie i szanują się nawzajem – przynajmniej z założenia. Ta umowa gwarantuje wszystkim takie same prawa, niezależnie od płci, koloru skóry, wyznania lub jego braku, czy orientacji płciowej. Warto czasem wyjść ze świata starożytnego opisanego na kartach Biblii, spojrzeć przez ramię Jakuba walczącego z aniołem, odwrócić wzrok od zagłady Sodomy i Gomory. Tym bardziej będąc posłem na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej w Roku Pańskim 2013.
Etykiety:
Homofobia,
Homopromocja,
Polityka,
Prawo
piątek, 8 marca 2013
Pawłowicz i zaburzenia psychiczne
Pawłowicz znów chyba przestała brać proszki, bo jej stan psychiczny pogarsza się coraz bardziej. To już nie tylko brak wiedzy, chamstwo, ignorancja, ale oznak choroby pscyhicznej posłanki. Tym razem chce leczenia gejów. Co więcej chce leczenia gejów z pieniędzy publicznych, a jako przykład organizacji "leczącej" gejów podaje POMOC2002. Pani Pawłowicz należy chyba pokazać efekt takiego "leczenia" - Pan Plichta i Amber Gold. Ja skłaniałbym się ku temu, by ktoś bliski posłance albo jakaś instytucja z urzędu wystąpiły z wnioskiem o przymus leczenia psychiatrycznego Pawłowicz. Jej stan psychiczny zagraża nie tylko jej zdrowiu, ale jednocześnie - co mnie bardziej interesuje - zagraża zdrowiu i życiu innych ludzi.
wtorek, 5 marca 2013
Wałęsa chwali się homofobią
Wczoraj w programie Tomasza Lisa gościła Agnieszka Holland. Jak zawsze spokojna, merytorycznie przygotowana zagięła kilka razy nawet Tomasza Lisa zarzucając mu, że zaprasza do studia ekstremistów takich jak Oko i Terlikowski robiąc ze swojego programu śmietnik. Co jednak mi utkwiło w pamięci to słowa Holland o tym, że homofobia rośnie w siłę i jest coraz gorzej. W pierwszej chwili pomyślałem, że nie ma racji. Taka też była pierwsza reakcja Lisa. Holland zauważyła jednak, że w parlamencie nigdy nie padały tak homofobiczne treści jak obecnie. Nie było tak również kilka lat temu, gdy debatowano nad projektem ustawy Szyszkowskiej. Uświadomiłem sobie nagle, że Holland ma całkowitą rację. Nigdy media i politycy nie pozwalali sobie na taką agresję wobec osób homoseksualnych. Kolejnym dowodem na to jest również to, że dziś Lech Wałęsa umieścił listy przysłane do niego. O zgrozo, według niego mają one usprawiedliwić jego homofobię. Wałęsa, chcąc udowodnić, że poparcie dla jego homofbii nie jest wirtualne, zamieścił na swoim oficjalnym profilu na Blipie kilka listów, które są pełne homofobicznych wpisów. Padają słowa: "pedały", "chorzy na własne życzenie". Oto fragment:
"Również jestem zdania, że pedały i lesbijki to ludzie chorzy na własne życzenie. To zboczeńcy, niech sobie spokojnie żyją, a nie domagają się publicznego okazywania dewiacji. Oni uważają, że bycie pedałem lub lesbijką to zaszczyt i szczycą się tym coraz bardziej. Jak widzę całujących się pedałów czy lesbijki, to już czuję obrzydzenie. Czy na takich widokach mamy wychowywać dzieci, wnuków? Pana głos bardzo się liczy i, aby podtrzymać normalność ludzkości, grzmij pan jak najmocniej" - czytamy w jednym z listów. Pod nim podpis: Słuchacz z Mazur.
Pan Godson dodaje natomiast, że rozumie Wałęsę, bo według niego należało się spodziewać odzewu na homoseksualną propagandę. Natomiast Kuba Wojewódzki otrzymał nastepującą wiadomość od użytkownika Facebooka, którego "uraziła" krytyka, jaką prezenter wystosował pod adresem Lecha Wałęsy: "Ty cioto… Lecha Wałęsę chcesz krytykować padalcu jeden za jego właściwe poglądy? Kim ty ścierwo jesteś, co? Wszystkie pedały powinny znać swoje miejsce… Gdybym miał taką możliwość, wymordowałbym wszystkich pedałów, jak uczynili to w obozach w Oświęcimiu i Brzezince, a także Dachau. Nie odzywaj się męska dziwko, a najlepiej spadaj męska kurwo z wizji… Dla mnie jesteś kompletnym zerem!!!" - napisano w wiadomości.
To wszystko sprawia, że zgadzam się z Agnieszką Holland. Tak źle jeszcze nie było. Najbardziej boli mnie brak właściwej reakcji ze strony polityków. Jedyny, którego doceniam jest Jarosław Wałęsa, syn byłego prezydenta. Myślę, że jemu najtrudniej jest piętnować głupotę Lecha Wałęsy, a jednak wzniósł się ponad rodzinne więzy i skrytykował swojego ojca. inni politycy nabrali wody w usta i udają, że nic się nie stało. To cholernie boli.
To wszystko sprawia, że zgadzam się z Agnieszką Holland. Tak źle jeszcze nie było. Najbardziej boli mnie brak właściwej reakcji ze strony polityków. Jedyny, którego doceniam jest Jarosław Wałęsa, syn byłego prezydenta. Myślę, że jemu najtrudniej jest piętnować głupotę Lecha Wałęsy, a jednak wzniósł się ponad rodzinne więzy i skrytykował swojego ojca. inni politycy nabrali wody w usta i udają, że nic się nie stało. To cholernie boli.
Godson - potwarz, chamstwo, głupota i ciemnota
Godson oponuje przeciwko przyznaniu równych praw mniejszościom strasząc widmem „lobby homo”, które zapowiada pojawienie się „lobby pedofilskiego”. Budowanie takiej konstrukcji logicznej, w której homoseksualizm zapowiada pedofilię, jest tak samo obrzydliwe i głupie, jak dowodzenie bliskich powiązań pomiędzy czarnoskórymi i małpami. Nic się tu nie trzyma kupy, nic nie jest uzasadnione logicznie, ani moralnie. Jest tylko potwarz, chamstwo, głupota i ciemnota. Szczególnie obrzydliwe, gdy powtarzający nie jest tak głupi by w to wszystko wierzyć, ale dość podły, by tę wiarę u innych podsycać. Najwyraźniej Godson pozazdrościł łatwej sławy ekstremistom katolickim, których jad i żółć sprzedają się w mediach politycznych tak samo dobrze, jak krew, czy sperma w brukowcach. - Wojciech Lazarowicz
Całość artykułu tu.
Całość artykułu tu.
poniedziałek, 4 marca 2013
Godson - polityczna kreatura
Pan Godson znów straszy ludzi gejami poprzez odwołania do pedofilii. To straszne, jak nisko upadł ten człowiek, a wraz z nim cała PO. Tak cała PO! A to z tego powodu, że nikt nie wyciąga żadnych konsekwencji z mowy nienawiści jej członków. Ciekawe jak Pan Godson poczułby się, gdybym powiedział o tym, że z powodu przyznania praw czarnoskórym jutro należy się spodziewać praw dla pedofilów. To jest zupłenie to samo. Obrzydliwe. Pan Godson uważa też, że należy bronić Wałęsy, kóry okrył hańbą siebie, kraj i Nagrodę Nobla słowami o gettcie dla gejów. "W sytuacji, gdy trwa nachalne lobby homoseksualistów, często ludzie o konserwatywnych poglądach mogą się irytować" - powiedział w telewizji Godson. Ja bym powiedział więcej, często ludzie tak się irytują, że potrafią nawet przypierdolić. Czy do tego też mają prawo zdaniem posła Godsona? I to wszystko mówi człowiek, który powinnien najlepiej znać znaczenie słowa apartheid i wiedzieć, że 50 lat temu w USA ludzi oburzało to, że czarnoskóry pił wodę z tego samego kubka i mył ręce w tej samej umywalce co biały Amerykanin. Demokracja według Godsona to terror większości, ale nie trudno się dziwić. Pan Godson wie tyle o prawach człowieka i demokracji ile poznał w Nigerii i szkółce niedzielnej swojego kościoła. Kościoła, kóry popiera prawne prześladowania i mordy na osobach homoseksualnych w Afryce. Ciekaw jestem czy Pani Pełnomocnik ds Równego Traktowania nadal uważa, że słowa Godsona to pogląd, który może mieć miejsce w debacie publicznej?
niedziela, 3 marca 2013
Efekt Lisa
Po wczorajszej fali homofobii jaka wylała się w programie Tomasza Lisa lekko zawrzało. I słusznie, ale dla mnie alarm jest i zbyt cichy. Publikuję najciekawsze komentarze na ten temat:
"W dzisiejszym "Tomasz Lis na żywo" zaproszeni do studia zostali: Piróg (ok), Kluzik-Rostkowska (ok), Łepkowska (??), ktoś, kogo nazywali ojcem, a ubrany był w biały habit (nazwiska nie zapamiętałam) (ki diabeł i po co?)oraz "znany i lubiany" homofob Oko - zawód ksiądz. (Swoją drogą dlaczego Lis goszcząc u siebie np. Godsona, jako oponenta nie zaprasza zdeklarowanego rasisty?). Tenże ostatni Oko znaczy, zaczął powoływać się na badania. Podobno dzieci wychowywane w związkach osób tej samej płci mają gorzej, częściej myślą o samobójstwie, zasilają szeregi bezrobotnych. Ciekawe, że nawet się nie zająknął, że jest to nadinterpretacja i sam badacz się do tego przyznał. "
" Proponuję Lisowi, Tomaszowi Lisowi zaprosić do studia Godsona i jakiegoś rasistę! Będzie miał odwagę? Żenujące jest to, że wszyscy wiedzą, że Oko nie dość, że jest po prostu manipulantem, to jeszcze homofobem, a Lis bez żenady go zaprasza. No cóż, Terlikowski się przejadł czy co?" - Trzyczęściowy garnitur
"Intelektualiści" w rodzaju Oko i Gużyńskiego rzucają bzdury, świadczące jak najgorzej o ich intelektualnych możliwościach. Niestety druga strona jest kompletnie nieprzygotowana do dyskusji. Jedni bezkrytycznie walą tym, co gdzies tam zasłyszeli, drugim brakuje zarówno błyskotliwości, jak i wiedzy (to co pierdzielił Piróg, wkurwaiało mnie bardziej niż gadka Oko), żeby odpowiedzieć.
"Koszmarne jest jakieś stałe u Polaków traktowanie wszelkich duchownych, jak inteligentów. Jakoś nie potrafi się przebić, że większość z nich - bez urazy - to wiejskie powołania i pomimo tego, że nauczyli się odprawiać różne hokus-pokus, to są to ludzie bardzo prymitywni. Jakiś dziwny szacunek jakim są otaczani, jest kompletnie nieuzasadniony." - odŚwiętna Teresa
"W dzisiejszym "Tomasz Lis na żywo" zaproszeni do studia zostali: Piróg (ok), Kluzik-Rostkowska (ok), Łepkowska (??), ktoś, kogo nazywali ojcem, a ubrany był w biały habit (nazwiska nie zapamiętałam) (ki diabeł i po co?)oraz "znany i lubiany" homofob Oko - zawód ksiądz. (Swoją drogą dlaczego Lis goszcząc u siebie np. Godsona, jako oponenta nie zaprasza zdeklarowanego rasisty?). Tenże ostatni Oko znaczy, zaczął powoływać się na badania. Podobno dzieci wychowywane w związkach osób tej samej płci mają gorzej, częściej myślą o samobójstwie, zasilają szeregi bezrobotnych. Ciekawe, że nawet się nie zająknął, że jest to nadinterpretacja i sam badacz się do tego przyznał. "
" Proponuję Lisowi, Tomaszowi Lisowi zaprosić do studia Godsona i jakiegoś rasistę! Będzie miał odwagę? Żenujące jest to, że wszyscy wiedzą, że Oko nie dość, że jest po prostu manipulantem, to jeszcze homofobem, a Lis bez żenady go zaprasza. No cóż, Terlikowski się przejadł czy co?" - Trzyczęściowy garnitur
"Intelektualiści" w rodzaju Oko i Gużyńskiego rzucają bzdury, świadczące jak najgorzej o ich intelektualnych możliwościach. Niestety druga strona jest kompletnie nieprzygotowana do dyskusji. Jedni bezkrytycznie walą tym, co gdzies tam zasłyszeli, drugim brakuje zarówno błyskotliwości, jak i wiedzy (to co pierdzielił Piróg, wkurwaiało mnie bardziej niż gadka Oko), żeby odpowiedzieć.
"Koszmarne jest jakieś stałe u Polaków traktowanie wszelkich duchownych, jak inteligentów. Jakoś nie potrafi się przebić, że większość z nich - bez urazy - to wiejskie powołania i pomimo tego, że nauczyli się odprawiać różne hokus-pokus, to są to ludzie bardzo prymitywni. Jakiś dziwny szacunek jakim są otaczani, jest kompletnie nieuzasadniony." - odŚwiętna Teresa
Keith O'Brien - hipokryta roku
Pojawił się kolejny dowód na potwierdzenie tezy, że homofobia występuje najczęściej u osób starających się ukryć się własny homoseksualizm. Uwewnętrzniona homofobia tym razem została ujawniona u kardynała Keitha O’Briena, będącego zwierzchnikiem Kościoła Katolickiego w Wielkiej Brytanii. O’Brien wielokrotnie wygłaszał treści homofobiczne, za co w ubiegłym roku został „wyróżniony” tytułem „Bigota roku”. Kardynał O’Brien posługiwał się – podobnie jak ksiądz Oko – pełnymi nienawiści twierdzeniami o rzekomym złym wpływie homoseksualizmu na zdrowie osób w związkach jednopłciowych i na wychowane przez nie dzieci oraz porównaniami homoseksualizmu do pedofilii. Stał na czele akcji sprzeciwiającej się małżeństwom jednopłciowym w Anglii i Walii oraz Szkocji. W 2012 r. równouprawnienie osób homoseksualnych nazwał „zniewoleniem” i „pogwałceniem praw człowieka”, zaś związki jednopłciowe aberracją. W rozmowie radiowej powiedział, że małżeństwa jednopłciowe są „groteską” i „grożą degeneracją społeczeństwa”. Wiele razy mówił też o tym, że geje i lesbijki stanowią zagrożenie dla dzieci. Kilka tygodni temu pojawiły się oskarżenie kilkunastu księży o to, że kardynał O’Brien dopuszczał się wobec nich „niewłaściwych zachowań”. O’Brien zaprzeczył temu. Sprawy jednak zaszły zbyt daleko i przyparty do muru O’Brien przyznał dziś, że uprawiał seks z księżmi katolickimi. Okazało się, że O’Brien jest osobą homoseksualną i podczas swojej kariery w kościele był aktywny seksualnie uprawiając seks z mężczyznami. Dziś przeprosił za to wiernych i zapowiedział wycofanie się z życia publicznego. Nie przeprosił jednak tych, których najbardziej powinien, czyli gejów i lesbijek. Hipokryzja roku. Człowiek, który sypiał z wieloma mężczyznami, nie był w stanie sam stworzyć stabilnego związku potępiał osoby żyjące w trwałych związkach i wzywał do nienawiści wobec nich. Czekam na więcej ujawnień takiej hipokryzji. Myślę, że nie będę musiał czekać długo. Kościół katolicki tonie we własnym gównie. Niedługo może się okazać, że nie będzie nikogo, kto poda rękę na ratunek. Około roku temu niemiecki teolog David Berger, który jest gejem i został wyrzucony z kościelnej uczelni po coming oucie mówił i pisał w swojej książce, że także Ratzinger jest homoseksualistą a Watykan jest przepełniony gejami. Zaczynam mu teraz wierzyć.
piątek, 1 marca 2013
Lech Wałęsa - ideał sięgnął bruku
Lech Wałęsa, zdobywca pokojowej nagrody Nobla stwierdził w wywiadzie dla TVN, że w polskim Sejmie homoseksualiści powinni siedzieć w ostatniej ławie sali plenarnej, a nie gdzieś na przodzie. - A nawet dalej, za murem - twierdzi Wałęsa.
Pan Wałęsa powienien wiedzieć, że nie tak dawno niemal na całym świecie, a w wielu państwach i dzisiaj, osoby homoseksualne są skazywane na więzienie, a nawet zabijane. Na osobach homosksualnych dokonywano i dokonuje się mordów, które poprzez swą skalę można nazwać ludobójswem. Słowa jakich użył Wałęsa będąc laureatem Nagrody Nobla to hańba nie tylko dla niego, ale i Komitetu Noblowskiego. Lech Wałęsa sprawia, że trudno odczuwać dumę z przynależności do tego samego narodu co on. Można by rzecz - prosty, głupi człowiek, którego słów nikt nie bierze pod uwagę. Powiedzenie "szkoda głową o mur tłuc kto był bucem będzie buc" pasuje jak ulał. Ja nie potrafię jednak być wobec takich słów obojętnym. Znam wielu prostych, niewykształconych ludzi, którzy mają na tyle zrozumienia dla innych ludzi, że rekompensuje on im te braki. Wypowiedzi Pana Wałęsy nie są tylko prostackie, ale wskazują na olbrzymie pokłady chamstwa.
Pan Wałęsa powienien wiedzieć, że nie tak dawno niemal na całym świecie, a w wielu państwach i dzisiaj, osoby homoseksualne są skazywane na więzienie, a nawet zabijane. Na osobach homosksualnych dokonywano i dokonuje się mordów, które poprzez swą skalę można nazwać ludobójswem. Słowa jakich użył Wałęsa będąc laureatem Nagrody Nobla to hańba nie tylko dla niego, ale i Komitetu Noblowskiego. Lech Wałęsa sprawia, że trudno odczuwać dumę z przynależności do tego samego narodu co on. Można by rzecz - prosty, głupi człowiek, którego słów nikt nie bierze pod uwagę. Powiedzenie "szkoda głową o mur tłuc kto był bucem będzie buc" pasuje jak ulał. Ja nie potrafię jednak być wobec takich słów obojętnym. Znam wielu prostych, niewykształconych ludzi, którzy mają na tyle zrozumienia dla innych ludzi, że rekompensuje on im te braki. Wypowiedzi Pana Wałęsy nie są tylko prostackie, ale wskazują na olbrzymie pokłady chamstwa.
poniedziałek, 25 lutego 2013
Tomasz Lis i stare grono "ekspertów"
Dziś u Tomasza Lisa o związkach partnerskich. Do dyskusji zaproszono… 2 księży! Zastanawiam się po co? To tak jakby do dyskusji o kolorach w impresjonizmie zaprosić daltonistów. Ksiądz w roli „eksperta” w każdej dziedzinie w każdym programie irytuje i jest niezrozumiałe. Polska telewizja wygląda tak: aborcja – komentarz księdza, związki partnerskie – komentarz księdza, prawa kobiet – komentarz księdza, pedofilia w kościele – odmowa komentarza i oskarżenia Terlikowskiego o prześladowanie księży. Czy nikt nie zauważa absurdalności tego stanu rzeczy?
Etykiety:
Polityka
niedziela, 24 lutego 2013
Gowin - naczelny demagog kraju
Pan Radomir Szumełda uaktywnił się społecznie po swoim coming oucie i zaczynam darzyć go coraz większą sympatią i uznaniem. Podobnie do Agnieszki Holland rozpoczął pisanie listów do Gowina i Godsona. Jednak nie o listach Szumełdy, a o odpowiedziach na nie chciałem dziś wspomnieć. Konkretnie o odpowiedzi Gowina. Nie jestem w stanie zgodzić się z jego opinią, że minister w świeckim kraju może się kierować swoimi poglądami religijnymi podczas pracy publicznej. Może mieć poglądy, oczywiście, nikt mu tego nie zabrania. Ale jeżeli poglądy mu stoją na przeszkodzie w byciu bezstronnym ministrem, to nie powinien być ministrem. Minister sprawiedliwości jest od tego, żeby dbać o ład prawny, a nie od posiadania poglądów na tematy z prawem niezwiązane. Musi się on nauczyć oddzielać "ja-Jarosław" od "ja-minister". Jeśli tego nie potrafi to nie powinien sprawować funkcji publicznej. A co do rzekomej niezgodności idei związków partnerskich z konstytucją, to już się paru bardziej zorientowanych niż pan minister specjalistów wypowiadało, więc litości, argument z gatunku "patrzę tak, jak mi wygodnie" jest żałosny. Ciekawe, że jakoś niekonstytucyjne zawieszenie krzyża w Sejmie panu ministrowi nie przeszkadza? Czyżby wybiórcze czytanie zapisów konstytucji? Wolna interpretacja Przestrzegamy tylko tych zapisów, które nam się podobają? Nie zmienię zdania o ministrze Gowinie. To niebezpieczny ideolog i pozbawiony empatii manipulant. Członkostwo w Opus Dei mówi samo za siebie. Co do pomysłów Gowina dopisywania "czegoś" do istniejących ustaw, jest to niedorzeczne. Chociażby dlatego, że nim ktoś zdąży udowodnić to, że był z drugą osobą w związku to już "rodzinka" zdąży zabrać ciało z kostnicy i wyprawić pogrzeb, nie wspominając o ograbieniu mieszkania. I jak niby miałoby się to udowodnić? Może meldunkiem? W kraju, gdzie połowa ludzi wynajmuje mieszkania i nie jest w nich zameldowana! A może słownym oświadczeniem? Niech Pan Gowin nie będzie śmieszny. Poza tym ja nie wierzę w to, że jak twierdzi Gowin, nie są problemem dla niego regulacje a jedynie kwestia sformalizowania związku. Świadczy o tym wywiad w piśmie Liberte, gdzie jasno powiedział, że jego zdaniem należy rozszerzyć zapis mówiący o wspólnym pożciu o pary homoseksualne i więcej zmian nie potrzeba. Pan Gowin nie wie albo udaje, że nie wie, że każdy zapis dotyczący wspólnego pożycia w prawie polskim już obejmuje pary jednopłciowe i nie rozwiązuje to problemów z wizytą w szpitalu, pogrzebem, dziedziczeniem, podatkami i innymi równie ważnymi kwestiami. Demagogia Gowina sięgnęła apogeum.
środa, 20 lutego 2013
Gowin, Niesiołowski, Tusk - wspólna sprawa
Kolejne dni upadku PO. Wczoraj poseł Niesiołowski pozwolił sobie na chamskie i prostackie wypowiedzi wobec Agnieszki Holland. Dziś pan poseł brnie w zaparte, nie chce przepraszać, bo uważa, że nie ma za co. “Córunia lesbijka” nie jest według niego lekceważącym zwrotem, co pozwala przypuszczać, że dopiero nazwanie Niesiołowskiego “poślątkiem Platformy” mogłoby (ale tylko być może) uruchomić w nim proces autorefleksji. Zupełnie nietrafione jest też straszenie Holland i społeczeństwa powrotem do władzy PiS-u. Wypowiedź Niesiołowskiego warto utrwalić w pamięci, bo jasno wykłada tam wyborczy szantaż, ultimatum i tożsamość Platformy, która jest niczym więcej niż nie-PiSem. Niezły popis bezczelności daje też minister Gowin. Jestem właśnie po wywiadzie z panem Gowinem w piśmie Liberte. Zacytuję: "Problemy, z jakimi zmagają się osoby tej samej płci żyjące w związku, problemy związane z dziedziczeniem, z pochówkiem można rozwiązać na gruncie prawa cywilnego. Moim zdaniem polskie prawo dobrze te rzeczy reguluje". I tu wychodzą na jaw prawdziwe intencje Gowina. Mówi się głośno, że minister Gowin przygotował projekt zmian prawa dla związków nieformalnych. Czyżby? Jasno widać, że nie, bo pan Gowin uważa, że wszystko można przecież załatwić teraz. Świadczy też o tym następujący fragment: "Polskie prawo operuje kategorią wspólnego pożycia. W wielkim uproszczeniu można powiedzieć, że polskie prawo mówi o konkubinatach, odnosząc je do związków heteroseksualnych, moja propozycja, w największym uproszczeniu, polega na tym, by tam, gdzie mowa o konkubinatach heteroseksualnych, wprowadzić także prawa i obowiązki dla par homoseksualnych. To jest nasza propozycja kompromisu." Pan Gowin udaje, że nie wie albo nie wie, że wszędzie już w polskim prawie wspólne pożycie obejmuje związki homoseksualne. To kolejny dowód na to, że pan Gowin żadnych zmian nie chce. Wciąż pan Gowin wykorzystuje opinie osób nieprzychylnym związkom partnerskim i na ich podstawie kategorycznie stwierdza, że zgody na związki być nie może. Całkowicie neguje opinie związkom partnerskim przychylne, jak opinia prof. Łętowskiej. To czysta manipulacja.
Dziś premier Tusk przepraszał za wczorajsze słowa Niesiołowskiego, ale jednocześnie stwierdził, że krytycznie podchodzi do słów Agnieszki Holland o PO. O Gowinie i Godsonie zarówno premier jak i inni członkowie PO milczą i udają, że problemu nie ma. W związku z tymi przeprosinami premiera przypomniał mi się jeden z żydowskich dowcipów opowiedziany przez moją przyjaciółkę:
Pewnego razu, w przedwojennej Warszawie zdarzyło się, że pokłócili się ze sobą dwaj Żydzi - pan Katz z panem Rosenkrantzem. Pokłócili się oni tak bardzo, że sprawa znalazła swój finał w sądzie. Tenże sąd po rozprawie wydał werdykt przyznający rację panu Rosenkrantzowi. Orzeczono karę - pan Katz miał przeprosić publicznie pana Rosenkrantza. Publiczne przeprosiny miały odbyć się w mieszkaniu tego drugiego.
W umówiony dzień zebrali się świadkowie w mieszkaniu Rosenkrantza. Wszyscy, włącznie z gospodarzem czekają niecierpliwie na przybycie Katza i złożenie przezeń oficjalnych przeprosin. Wreszcie jest! Pukanie do drzwi, otwiera je Rosenkrantz, za drzwiami stoi Katz i tak oto mówi:
- Dzień dobry szanownemu panu. Czy tutaj mieszka krawiec Goldberg?
- Nie! Goldberg mieszka piętro wyżej
- Aaaaa, to ja Pana w takim razie bardzo przepraszam!!!
Dziś premier Tusk przepraszał za wczorajsze słowa Niesiołowskiego, ale jednocześnie stwierdził, że krytycznie podchodzi do słów Agnieszki Holland o PO. O Gowinie i Godsonie zarówno premier jak i inni członkowie PO milczą i udają, że problemu nie ma. W związku z tymi przeprosinami premiera przypomniał mi się jeden z żydowskich dowcipów opowiedziany przez moją przyjaciółkę:
Pewnego razu, w przedwojennej Warszawie zdarzyło się, że pokłócili się ze sobą dwaj Żydzi - pan Katz z panem Rosenkrantzem. Pokłócili się oni tak bardzo, że sprawa znalazła swój finał w sądzie. Tenże sąd po rozprawie wydał werdykt przyznający rację panu Rosenkrantzowi. Orzeczono karę - pan Katz miał przeprosić publicznie pana Rosenkrantza. Publiczne przeprosiny miały odbyć się w mieszkaniu tego drugiego.
W umówiony dzień zebrali się świadkowie w mieszkaniu Rosenkrantza. Wszyscy, włącznie z gospodarzem czekają niecierpliwie na przybycie Katza i złożenie przezeń oficjalnych przeprosin. Wreszcie jest! Pukanie do drzwi, otwiera je Rosenkrantz, za drzwiami stoi Katz i tak oto mówi:
- Dzień dobry szanownemu panu. Czy tutaj mieszka krawiec Goldberg?
- Nie! Goldberg mieszka piętro wyżej
- Aaaaa, to ja Pana w takim razie bardzo przepraszam!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
