sobota, 21 kwietnia 2012
Filmowe premiery roku
środa, 22 lutego 2012
Śmiesznie jest
czwartek, 2 lutego 2012
Kręcimy się w kółko
Niestety odnoszę wrażenie, że wciąż kręcimy się w kółko.
sobota, 7 stycznia 2012
Filmowy piątek
Drugi film jaki wczoraj obejrzałem to Heights. Znów historia skrywanego przed narzeczoną homoseksualizmu. Ale jeśli ktoś nie oglądał to nie będę wdawał się w szczegóły, ponieważ pozbawiłbym widzów elementu zaskoczenia. Z pewnością film wart obejrzenia. Dobrzy aktorzy, dobry scenariusz i dobrze zagrane. Nie będziecie się nudzić.
Zarówno w Doing Time on Maple Drive jak i w Heights irytujące było dla mnie skamlanie głównych bohaterów przed swoimi dziewczynami, że nie są gejami, że to minęło, albo minie, bo je bardzo kochają. Dziwne jest to dla mnie, ale zdaję sobie sprawę z tego, że istnieje wiele osób, którym zasiano tyle homofobii, że fałsz i iluzję postrzegają za prawdę. Zatracając siebie i ukochane osoby. Smutne, ale wciąż obecne w naszym świecie.
Kolejnym filmem, jaki obejrzałem to Adam&Steve. To film do którego wróciłem po kilku latach. Historia przyjemna, choć to nie jest kino, które mnie powala na kolana.
Na sam koniec zostawiłem sobie Bogów i potwory. Nie nudziłem się, ale nie czułem też, że film ten pozostanie długo w mojej pamięci.
środa, 4 stycznia 2012
Coming out po polsku
Bardzo się wzruszyłem oglądając ten film.istoria Rafała, który stracił swojego chłopaka nikogo nie powinna pozostawić obojętnym na zjawisko homofobii. Poza tym jak zwykle swietna Konarzewska i wiele osób spoza gejowskiego mainstreamu, co wychodzi filmowi na dobre. Pewne twarze się już opatrzyły, dlatego dobrze się stało, że w filmie pojawiły się nowe i to z mniejszych miejscowosci. I jeszcze jedno - gratuluję jednemu z bohaterów matki, a drugiemu babci. Genialne kobiety. Gdybym je spotkał kiedys, chociażby na ulicy, ucałowałbym je i uscisnął. Film ten pokazuje także, jak wiele zależy od nas samych. Na wiele przypadków homofobii nie mamy zapewne wpływu, ale jednoczesnie wyraźnie po obejrzeniu filmu widać, że każdy coming out to element edukacji nie tylko rodziny ale i całej społecznosci lokalnej. Dlatego do coming outów drodzy panowie i panie.
wtorek, 3 stycznia 2012
Life is beautiful

Na Polonii 1 "Bananowa młodzież", a dokładniej wątek miłosny pomiędzy Diego i Santiago. Kto nie ma Polonii 1 ma możliwość obejrzenia młodych, bogatych i zakochanych w sobie po uszy chłopaków na YT.
Alke dla mnie prawdziwym hitem jest coś innego, co znalazłem w internecie - koreański serial Life is beautiful. Gejowski odpowiednik TVNowskiej Majki podbił całkowicie moje serce. Dla chętnych poznania historii KyungSoo & TaeSub fragmenty serialu:
Dla mnie genialne. Słodkie aż do wyrzygania i oto chodzi :)
Całość tzn. 63 odcinki z angielskimi napisami do obejrzenia tutaj.
Zupełnie inny weekend

wtorek, 5 kwietnia 2011
Filmy nie nakręcone
niedziela, 13 lutego 2011
Filmowy weekend - Oh! Happy day!/Is it just me?/Wszystko w porządku/Frozen flower/Śniadanie ze Scotem






Wszystko w porządku nieco zaburzyło ten idylliczny nastrój, ale warto było, bo film świetny.



Dzisiaj przed ekranem zapatrzony byłem w genialny Zamarźnięty kwiat, który wpisałem na moją listę TOP MOVIES. Film powala na kolana. Opowiada historię, która toczy się pod koniec ery koreańskiej dynastii Goryeo, politycznie manipulowanej przez dynastię Yuan. Ambitny król dynastii Goryeo formuje Kunryongwe - królewską straż składającą się tylko z młodych i przystojnych wojowników. Hong Lim, dowódca Kunryongwe, urzeka króla i staje się jego towarzyszem życia, co dla królowej jest niechętnym widokiem. Tymczasem obustronne relacje pomiędzy dynastiami Goryeo i Yuan. Co z tego wyniknie i do czego może prowadzić zdrada oraz nieodwajemniona miłość zobaczcie sami. Warto. Nie liczcie na happy end, bo ten film opowiada historię miłości aż po grób, w dosłownym tych słów znaczeniu.



Wieczorem obejrzałem natomiast Śniadanie ze Scotem. Niby film ciekawy i przyjemny, ale... trochę jednak boli i dziwi, gdy ogląda się gejów mających trudności z zaakceptowaniem queerowego dziecka. Po filmie można odnieść wrażenie, że homonormatywność nie służy akceptacji różnorodności, zwłaszcza tej odbiegającej od tego, jaki powinien być homoseksulista, czyli męski i twardy. I po raz kolejny uświadomiłem sobie, że wśród moich znajomych gejów także niemal wszyscy nie akceptują przegięcia i gardzą wszystkim co nie jest homonormatywne. I to jest smutne. Zrozumieć mi to nawet nie jest trudno i wiem z czego to wynika - z homofobii oczywiście, ale zaakceptować tego nie mogę. Mam wrażenie, że homoseksulni mężczyźni są częściej machofundamentalistami od heteroseksualistów. A wszystko po to, by udowodnić heteroseksualnemu otoczeniu coś czego nie trzeba udowadniać, czyli że geje są męscy. W Śniadaniu ze Scotem wyraźnie to widać. Choć to Kanada i geje mogą zawierać małżeństwa i adoptować dzieci to wyczuwa się strach przed uznaniem za ciotę, więc nie ma publicznego przytulania, całowania i okazywania uczuć, jest za to tylko męski hokej i nauka jak zaciskać pięść i się bić. I nie twierdzę, że hokej jest zły, bo jest wręcz przeciwnie i bardzo lubię oglądać mecze. Wiem też kim jest Wayne Gretzky (kto oglądał film będzie wiedział o co chodzi). Umieć przypierdolić jest też rzeczą pożyteczną, ale nie tylko. Czy naprawdę potrzeba odwagi, by się do kogoś przytulić, pocałować i trzymać za rękę. Przecież to absurdalne. Mimo to niestety aktualne.



A na koniec chcę napisać jeszcze o tym, o czym przestrzegałem przed kilkoma dniami, a więc o chodzeniu po nierównościach, czyli konkursie na paradowe hasło. Oczom nie wierzę. Najbardziej idiotyczne z idiotycznych haseł jest czołówce głosowania. Jeśli ten nonsens zostanie wybrany to ja nie wybiorę się na tegoroczną paradę. Nie zamierzam nakłaniać nikogo do chodzenia po nierównościach.
Dunno Y... Na Jaane Kyun


Według opisu Dunno Y... Na Jaane Kyun to homoseksualny melodramat Sanjaya Sharmy odsłaniający kulisy indyjskiego modelingu. "Dunno Y..." to historia młodego chłopaka, który zaczyna pracować w Bombaju jako model. Tam poznaje mężczyznę, w którym się zakochuje i spróbuje ułożyć sobie życie.
Nie wiem jak wy ale ja czekam na ten film z dużym zniecierpliwieniem. Czekam, czekam i ... czekam niestety. Czy ktoś może wie jak i gdzie go zdobyć?
czwartek, 27 stycznia 2011
K!@#a mać!
„Tym się nie zarazi. To nie jest grypa”
Dalej matka chłopca bredzi coś o tym, że podobają się mu dziewczynki, na co nasz bohater odpowiada:
„Więc widzisz, że nie masz się o co bać.”
Autorzy telenoweli zapowiadali, że serial ten ma uczyć tolerancji i wyjaśniać kwestie homoseksualizmu przeciętnemu Kowalskiemu, a wyszło jak zawsze, czyli żenująco. Toż to ukryta homofobia. Czy mam rozumieć, że jeśli chłopcu podobaliby się inni chłopcy to jego matka powinna się bać?!?! Co zaś tyczy się kwestii grypy to czy przeciętny Kowalski ma zrozumieć z tego, że to inna choroba, taka niezaraźliwa? Gratuluję braku rozumu autorowi tych idiotycznych dialogów i przeświadczenia, że ten serial ma jakieś pozytywne przesłanie. Jak to mówią - dobrymi chęciami piekło wybrukowane. Całkowicie przemilczę wątek, w którym nasz bohater w dowód bohaterstwa i "dobra" dziecka postanawia zerwać związek ze swoim ukochanym, bo poleciałyby tu same niecenzuralne słowa.
niedziela, 26 grudnia 2010
Zaplątanie
poniedziałek, 20 grudnia 2010
FoQ





Física o Química - kończy się już 6 seria, niebawem zaczyna 7. Tym którzy nie oglądali polecam. Klimatem coś pomiędzy Mentiras y gordas a Plotkarą :) Warto obejrzeć choćby ze względu na hiszpańskie realia i homowątek, baaaaaaaaaaaaardzo rozbudowany, niezwykle romantyczny i - sam sprawdziłem na sobie - wciagający (mimo całej kiczowatości tego typu produkcji a może właśnie z tej przyczyny).
niedziela, 5 grudnia 2010
Il Compleanno

Il Compleanno to prawdziwa uczta dla zmysłów. Film Marco Filibertiego to osadzona w przepięknych nadmorskich krajobrazach historia grupy przyjaciół odpoczywających na urlopie. Sielankowy nastrój przerywa pojawienie się młodego i pięknego Davida, który rozkochuje w sobie żonatego mężczynę. W roli boskiego Davida brazylijski model Thyago Alves.









poniedziałek, 15 listopada 2010
sobota, 30 października 2010
Nić - filmowe rozczarowanie roku
Dobrze, że na polskim rynku wciąż pojawiają się - jak w tym przypadku - nowi dystrybutorzy. Gorzej, jeśli swoją kinową obecność rozpoczynają od filmu, który potwierdza bolesną prawdę o coraz bardziej płodnym kinie genderowym (co roku tytuły z tego nurtu walczą np. w Berlinie o nagrodę Teddy) Świetnie, jeśli reżyserzy buntują się wobec tabu, ale fatalnie, jeśli przełamywanie schematów odbywa się w sposób tak schematyczny. Bohaterem jest mniej więcej 30-letni Malik (Stahly-Vishwanadan), typ dobrze wychowanego i ułożonego syna, który ma jedną wadę: okazuje się gejem. Domyśla się tego - jak sugeruje Malik - umierający w tle ojciec, domyśla cała rodzina poza arystokratyczną matką (dawno niewidziana na ekranach Claudia Cardinale), która najchętniej posłałaby syna przed ołtarz i bawiła się z wnukami. Co zresztą w końcu się stanie, tyle że w sposób niekonwencjonalny: Malik wspaniałomyślnie ofiaruje swoje nasienie koleżance lesbijce, a nawet się z nią ożeni - wszystko "dla dobra dziecka", które wychowywane będzie między dwiema homoseksualnymi rodzinami, ale też w atmosferze triumfującej mimo wszystko hipokryzji.
"Nić" to kiczowato zrealizowana czytanka urozmaicona perypetiami rodem z telenoweli. Malik ukrywa swoją orientację, więc korzysta z usług męskich prostytutek. Homoseksualna miłość między nim a służącym Balikiem (ach, te przeciągłe spojrzenia!) okaże się "grzeszna" podwójnie - panicz z bogatego domu, który kochankowi musi pożyczać buty, nie tylko będzie się prowadzał z facetem, ale na dokładkę popełni mezalians. I jeszcze tytułowa nić, niemiłosiernie prostacka (i dosłownie pokazana na ekranie) metafora uzależnienia od dystyngowanej rodziny i konwenansu Nowy dystrybutor odważnie - jak na zaściankową Polskę - reklamuje swój cel: chce wprowadzać do kin filmy gejowskie. I dobrze, tyle że filmy nie dzielą się na hetero- i homoseksualne, ale na dobre i złe, o czym przy kolejnych filmowych wyborach warto pamiętać.
Filmu nie polecam i myślę, że lepiej przejść się na spacer niż tracić czas na oglądanie tego kiczu.
wtorek, 26 października 2010
wtorek, 12 października 2010
"Wyśnione miłości"

"Wyśnione miłości" Xaviera Dolana już w kinach. To urzekająco szczeniacki, balansujący na granicy kiczu film o tym wyjątkowym momencie w życiu, kiedy nie ma nic prawdziwszego niż miłosne złudzenie. Nie byłoby w tym ryzykownym filmie spontanicznej energii, gdyby nie zrobił go 21-latek - Xavier Dolan, cudowne dziecko filmowego Quebecu. W filmach i serialach zaczął grać już w wieku pięciu lat. Rok temu pojawił się w Cannes ze znakomitym reżyserskim debiutem "Zabiłem swoją matkę" - zdobył trzy nagrody w sekcji Quinzaine des Réalisateurs i okrzyknięty został objawieniem światowego kina. Gdy kilka miesięcy temu nonszalancko pewny siebie i jednocześnie nieśmiały prezentował w canneńskim Palais des Festivals "Wyśnione miłości", witano go jak gwiazdę na miarę Leonarda DiCaprio czy Gusa Van Santa.
Nie tylko festiwalowa publiczność, ale też zwykli widzowie wypatrują dziś nowego "Do utraty tchu" (Godard to dla Dolana jeden z najważniejszych mistrzów), nowego von Triera, Jarmuscha, Solondza. Kogoś, kto przyjdzie znikąd (Dolan nie ma za sobą szkoły filmowej) i przetasuje powtarzający się od lat zestaw tych samych, reżyserskich gwiazd. Czy Xavier Dolan kimś takim będzie? Szanse ma ogromne.
Zadurzeni w Adonisie
Oba filmy rozpoczyna od cytatów o miłości. "Kochamy swoją matkę, chociaż tego nie wiemy" - brzmi wzięte z Maupassanta motto "Zabiłem swoją matkę". "Wyśnione miłości" zaczynają się z kolei zdaniem z Musseta: "Jedyną prawdą jest miłość bez powodu".
Pierwszy film, w którym Hubert zabija matkę tylko w słowach, to historia domowej wojny, niekończącej się słownej bitwy między matką i synem, który dopiero w finale zawiesi broń, odkryje w sobie ślad synowskiej czułości, bo zobaczy w źle ubranej, apodyktycznej, złośliwej kobiecie swoją własną bezradność. W "Wyśnionych miłościach" odwrotnie - to wobec romantyczno-zmysłowego uczucia trzeba się będzie zbuntować, wykrzyczeć wściekłość na klątwę miłości i iść dalej, by w miłosne złudzenie uwierzyć po raz kolejny.
Wierzą i buntują się na przemian Francis (Xavier Dolan) i Marie (Monia Chokri). On jest gejem, ona lubi mężczyzn. Jednocześnie poznają na imprezie przystojnego Nicolasa (Niels Schneider) z burzą blond włosów, jednocześnie udają, że nie zrobił na nich wrażenia ("nie jest w moim typie") i jednocześnie - przy dźwiękach "Le temps est bon" Isabelle Pierre - się w nim zakochują. Sam Nicolas ("zachowuje się jak zadowolony z siebie Adonis") nie musi właściwie nic robić - fascynuje właśnie dlatego, że w ogóle się nie stara.
Od tego momentu Dolan rozwija historię biseksualnego trójkąta - Francis, Marie i Nicolas razem chodzą do restauracji i oglądają telewizję, razem bawią się w chowanego, wyjeżdżają na weekend do domku ciotki i śpią w jednym łóżku. Ale nie ma żadnego seksu - są tylko drobne gesty, muśnięcia, pocałunki na powitanie czy przypadkiem skrzyżowane podczas snu nogi. Seks jest albo ze sobą (Francis), albo z innymi, zawsze w świetle jaskrawej czerwieni albo zieleni. I jest to seks przeraźliwie smutny. "Było źle?" - pyta anonimowy mężczyzna Marie. "Nie, bardzo wciągająco".
Rolę chóru komentującego niewypowiedziany romans-nieromans odgrywają dowcipne, paradokumentalne wywiady z młodymi ludźmi, którzy przed kamerą spowiadają się ze swoich miłosnych uniesień i zawodów. Sympatyczna brunetka w okularach, która mówi o sobie: „Jestem jak Glenn Close z »Fatalnego zauroczenia «”, opowiada o histerycznym oczekiwaniu na maila od ukochanego: „Gdyby za każdym razem, gdy odświeżam stronę w komputerze, ktoś umierał, ziemia byłaby już wyludniona”. Inna dziewczyna przeprowadza wiwisekcję mentalnej burzy, gdy chłopak spóźnia się na spotkanie pół godziny - wystarczy pół godziny czekania, by przejść od miłości do nienawiści.
Możliwości i konfiguracji jest wiele - jak wyjaśnia jeden z "komentujących", oprócz tego, że mogą cię interesować "cycki" albo "fiuty", istnieją co najmniej cztery inne typy seksualnej orientacji (np. "przeważający gej incydentalnie heteroseksualny", "przeważający hetero incydentalnie homoseksualny" itd.). A jednak w każdym przypadku euforyczne początki i rozstania wyglądają tak samo: przeszkadza nuda, ale i nieznośna intensywność relacji ("nie mogę stracić życia tak przeraźliwie cię kochając"), każdy koniec boli ("Zrujnował mi wszystkie ukochane miejsca - gdy jestem tam teraz bez niego, nudzę się, nie ma żadnej zabawy") i każdy przemija jak "złe wspomnienie".
Kuszący fantazmat
"Wyśnione miłości" chwilami przypominają teledysk, chwilami kanadyjską wersję "Spragnionych miłości" Wong Kar-waia: Dolan uwielbia zwolnione ujęcia i w podobny sposób wykorzystuje muzykę (od "Bang Bang" Dalidy po słynne Preludium z Suity wiolonczelowej nr 1 Bacha), zauroczony jest erotyczną czynnością palenia papierosów ("palenie jest jak zapominanie"), a wyglądającą jak Audrey Hepburn Marie portretuje na ulicy w sukienkach skrojonych zaskakująco podobnie do tych, które w "Spragnionych " nosiła pani Chan.
Wong Kar-wai odbudowywał wiarę w filmowy romans, językiem niedopowiedzenia i sugestii tworzył fascynujący do dziś miłosny mit. Film Xaviera Dolana, świadomie balansujący na granicy kiczu, niemal grafomanii, mocniej zanurzony jest we współczesności i choć kapitalnie oddaje stan ducha wrażliwych dwudziestolatków, fantazmatowi miłości przygląda się z zewnątrz. „Byłam zadurzona w pewnym rodzaju miłości, którą mieliśmy” - mówi jedna z bohaterek, z którymi reżyser przeprowadza quasi- wywiad. „Bo tak naprawdę »to « nie istnieje - nie kochasz osoby, ale koncept, wyobrażenie”.
Nieco pretensjonalny język tego filmu ma swoje mocne alibi: na idealizowanego Nicolasa przez cały czas patrzymy oczami dwójki zakochanych bohaterów. To oni widzą w nim charyzmatycznego cynika, który rozdaje karty i prowadzi grę w uwodzenie, przyciąga i odpycha, podsyca fascynację i "karze" brakiem kontaktu, jeśli w tym trójkącie zrobi się zbyt blisko. To oni - dosłownie - biją się o niego w lesie, w tumanach liści, czemu Nicolas przygląda się jak żenującej zabawie dzieciaków, która mimo wszystko mu pochlebia. Nie przypadkiem chyba grający Nicolasa Niels Schneider w podobnej roli pojawił się w "Zabiłem moją matkę" - również tam był dla szamoczącego się głównego bohatera wcieleniem luzu, młodzieńczej zabawy, braku kompleksów. W finale "Wyśnionych..." widać, że to tylko maska. Ale za to jaka ładna!
Za każdym razem, gdy od mężczyzny Francis słyszy "nie, dziękuję", na ścianie w łazience stawia kreskę "jak Robinson Cruzoe" - właściwie zaczyna brakować już miejsca. Paradoksalnie w "Wyśnionych miłościach", filmie tak jawnie sentymentalnym, ale też błyskotliwie dowcipnym, rozpaczliwa walka o miłość raczej upokarza, niż daje satysfakcję. Narkotyczne zakochanie okazuje się fetyszem, samooszustwem, ale też organiczną potrzebą zanurzenia w tej jednej chwili, kiedy nie ma nic bardziej prawdziwego niż miłosne złudzenie.
Nawet jeśli Xavier Dolan próbuje patrzeć na swoich bohaterów z dystansu, widać, że jako niebywale zdolny reżysersko 21-latek tę potrzebę bezbłędnie rozumie i bezwarunkowo podziela. Czy oznacza to naiwność? Tak, "Wyśnione miłości" to film w jakimś sensie naiwny, a raczej urzekająco szczeniacki, z którego Dolan za kilka lat wyrośnie i jako reżyser pójdzie pewnie zupełnie inną drogą. Na szczęście powstał właśnie teraz.
środa, 1 września 2010
Nić




Nić (Le fil) - to najbardziej oczekiwana przeze mnie premiera tego roku. Film ma wejść do polskich kin ponoć w październiku, a ja już chciałbym mieć go zgranego na płytce.
Opis dystrybutora:
30-letni Malik (Antonin Stahly) wraca z Francji do Tunezji po śmierci ojca. Zamieszkuje razem z matką (Claudia Cardinale) i podejmuje pracę architekta. Malik jest homoseksualny. Ukrywa to przed światem i odczuwa, że sieć własnych kłamstw coraz bardziej go więzi. Kiedy poznaje Bilala (Salim Kechiouche), przystojnego araba, który jest służącym w posiadłości matki. Zakochuje się w nim ze wzajemnością i wówczas wszystko staje się możliwe..To pozytywna wizja tego, jak życie może wyglądać. Mądra, subtelnie opowiedziana historia rozgrywająca się w scenerii tunezyjskiego lata. Nić to to niebanalny romans doprawiony odpowiednią dawką humoru oraz estetycznymi zdjęciami pięknego kraju Południa.
Jeszcze bardziej zachęcający jest trailer:
niedziela, 22 sierpnia 2010
10 lat i Queer as Folk
Dziś obejrzałem pierwsze odcinki brytyjskiej wersji Queer as Folk. Amerykańską wersję serialu obejrzałem już kilka lat temu, więc zabrałem się za europejską. Siedząc dziś przed TV uświadomiłem sobie jak bardzo zmieniła się Wielka Brytania od czasu powstania serialu. Minęło od tego 10 lat, a w Wielkiej Brytanii dokonała się niemal cywilizacyjna rewolucja. Niektóre z problemów ukazanych w serialu wydają się być już wręcz abstrakcyjne jak chociażby - tyle samo słynne co haniebne - Section 28, przepis zakazujący mówienia w szkole o homoseksualizmie, czy też różny wiek dopuszczalności stosunków hetero- i homoseksualnych.. Dziś, po dziesięciu latach Wielka Brytania to zupełnie inny kraj. Związki partnerskie, adopcja dzieci, zakaz dyskryminacji etc. I tak myślę sobie, że może i w Polsce za 10 lat też tak będzie. Czy konieczne jest jednak aż tyle lat? Nie mamy ani Section 28, ani różnych granic wiekowych w dopuszczalności stosunków seksualnych. Ale z drugiej strony mamy 10 lat opóźnienia w stosunku do Wysp i z roku na rok opóźnienie to się zwiększa, co studzi mój optymizm.










