Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ateizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ateizm. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 30 lipca 2013
Franciszek LIGHT
Wszyscy popadli w jakiś obłęd wychwalając nowego papieża Franciszka za słowa o tym, że geje powinni być integrowani ze społeczeństwem i traktowani z szacunkiem. Przecież to banał i puste słowa. Na czym polega integracja w wydaniu katolickim to już historia pokazała w czasach inkwizycji. Dziękuję bardzo za taką integrację. Niech Franciszek przeciwstawi się mordowaniu, torturowaniu i wiezieniu osób homoseksualnych. Niech jasno i wyraźnie potępi karanie aktów homoseksualnych. Wówczas zmienię o nim zdanie. Kilka pustych frazesów o miłości do bliźniego, które nie są poparte żadnymi czynami mnie nie przekonują. Zwłaszcza, że w Afryce to katoliccy księża stoją często za przemocą wobec gejów, a najbardziej homofobiczni politycy afrykańscy żądający karania homoseksualizmu śmiercią są zapraszani do Watykanu i otrzymują papieskie błogosławieństwo dla swoich działań. Szczerze mówiąc mierzi mnie też zachwyt nad skromnością i naturalnością nowego papieża. Franciszek to nic innego jak nowy produkt sztabu watykańskich marketingowców, którzy po sukcesie ruchu oburzonych na zachodzie Europy wyczuli koniunkturę na skromność, prostotę, solidarność i integrację. Ma to być zapewne w zamyśle Watykanu ratunek dla upadającego katolicyzmu jaki dokonał się za czasów plebejsko-konserwatywnego Wojtyły i zupełnie niezrozumiałego Ratzingera, którego łączono głównie w faszyzmem i pedofilią. Wiara w prawdziwą zmianę jest naiwnością. Kościół Franciszka to nadal homofobiczny, zacofany skansen.
Etykiety:
Ateizm
niedziela, 2 czerwca 2013
Neutralność prezydencka
Prezydent RP odmówił objęcia partonatu nad Paradą Równości. Tłumaczenie się neutralnością światopoglądową mnie nie przekonuje, zwłaszcza po tym jak wszyscy mogli obejrzeć prezydenta tańczącego z zakonnicami i oazową młodzieżówką na Lednicy. Jak ma się to do słów prezydenta o neutralności i rozdziale państwa od kościoła? Jeżeli neutralnym światopoglądowo są tańce w kółku parafilanym to oczekuję, że prezeydent będzie z takim samym zacięciem pląsał na platformie podczas parady gejowskiej. Wówczas zostałaby zachowana jakaś równowaga. Szansy takiej prezydent sobie jednak nie dał i odrzucił możliwość patronowania imprezie. Takie działanie to zakłamanie. Racje ma Leszek Miller, że zatarła się granica w Polsce między tym co świeckie od tego co religijne. Nie ma już chyba w Polsce imprezy publicznej - od uroczystości z okazji Dnia Niepodległości po oddanie do użytu studzienek kanalizacyjnych w którejś z polskich miejscowości - która odbyłaby się bez udziału księdza katolickiego. Dotknęliśmy granic absurdu.
niedziela, 31 marca 2013
Tony Bushby - Sfałszowane ewangelie
W IV w. cesarz rzymski Konstantyn zjednoczył wszystkie religijne odłamy pod jednym łącznym bóstwem i nakazał skompilowanie nowych i starych pism w postać jednolitego zbioru, który stał się Nowym Testamentem.
Czego Kościół nie chce abyś wiedział?
Często podkreśla się, że chrześcijaństwo wyróżnia się spośród wszystkich innych religii, gdyż opiera się na pewnych zdarzeniach, które rzekomo miały miejsce w krótkim okresie czasu około 20 wieków temu. Opowieści te przedstawiono w Nowym Testamencie. Zgodnie z nowymi świadectwami jasne staje się, że nie reprezentują one historycznej rzeczywistości. Kościół zgadza się z tym, stwierdzając:
„Nasze pisane źródła wiedzy o początkach chrześcijaństwa i jego wczesnym rozwoju to głównie pisma Nowego Testamentu, których autentyczność musimy, w znacznym stopniu, przyjąć za pewnik” (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom iii, s. 712).
Kościół czyni niezwykłe wyznania o Nowym Testamencie. Na przykład, omawiając pochodzenie tych pism „najwybitniejsze ciało akademickiej opinii, jakie kiedykolwiek się zebrało” (Catholic Encyclopedias, Preface) przyznaje, że Ewangelie „nie sięgają wstecz do pierwszego wieku ery chrześcijańskiej” (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom vi, s. 137, ss. 655-6). To stwierdzenie jest sprzeczne z twierdzeniami duchowieństwa, że najwcześniejsze Ewangelie były stopniowo pisane w dekadach następujących po śmierci ewangelicznego Jezusa Chrystusa. W znaczącej uwadze na marginesie Kościół dalej przyznaje, że „ocalałe manuskrypty [Nowego Testamentu], faktycznie nie datują się wcześniej niż środek czwartego wieku naszej ery” (Catholic Encyclopedia, tamże, ss. 656-7). Jest to jakieś 350 lat po czasie, w którym według Kościoła Jezus Chrystus chodził po palestyńskich piaskach, no i tu prawdziwa historia początków chrześcijaństwa wpada w jedną z największych czarnych dziur historii. Jednakże istnieje powód, dla którego do czwartego wieku nie było Nowych Testamentów: nie były do tego czasu napisane i w tym kontekście znajdujemy dowody na największy przekręt wszechczasów.
Kompilację pism obecnie nazywanych Nowym Testamentem autoryzował brytyjski z urodzenia Konstantyn I Wielki (Flavius Constantinus, Constantine, pierwotnie Custennyn lub Custennin) (272-337). Po śmierci jego ojca w 306 r. Konstantyn został królem Brytanii, Galii i Hiszpanii, a potem, po serii zwycięskich bitew, cesarzem Rzymskiego Imperium. Chrześcijańscy historycy nie odnotowują wyraźnie zamieszania tamtych czasów i pozostawiają Konstantyna zawieszonego w pewnej pustce, wolnego od wszelkich ludzkich wydarzeń wokół niego. W rzeczywistości, jednym z głównych problemów Konstantyna był nieopanowany bałagan wśród kapłaństwa i ich wiara w licznych bogów. Większość współczesnych pisarzy chrześcijańskich zataja prawdę o rozwoju ich religii i ukrywa wysiłki Konstantyna w kierunku okiełznania nagannego charakteru kapłaństwa, których teraz nazywa się „Ojcami Kościoła” (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom xiv, ss. 370-1). Powiedział on, że oni są ‘oszalali’ (Life of Constantine [Życie Konstantyna], przypisywane Eusebiusowi Pamphiliusowi z Cezarei, ok. 335, tom iii, s. 171; The Nicene and Post-Nicene Fathers [Nicejscy i post-nicejscy ojcowie], cytowane dalej jako N&PNF, przypisywane Św. Ambrożemu; wydawcy: Rev. Prof. D.D. Roberts i Principal L.L.D. James Donaldson, 1891, tom iv, s. 467). „Szczególny rodzaj głoszenia” praktykowanego przez nich był wyzwaniem dla ustalonego porządku religijnego (The Dictionary of Classical Mythology, Religion, Literature and Art [Słownik klasycznej mitologii, religii, literatury i sztuki], Oskar Seyffert, Gramercy, Nowy Jork, 1995, ss. 544-5). Starożytne zapisy ujawniają prawdziwą naturę kapłaństwa, zaś niski szacunek, jakim ich darzono, został subtelnie zatuszowany przez współczesnych chrześcijańskich historyków. W rzeczywistości, były to: „...najbardziej prostackie typy, nauczające dziwnych paradoksów. Otwarcie oświadczali, że nikt inny tylko ignorant jest godny wysłuchiwać ich dyskursów ... nigdy nie pojawiali się w kręgach ludzi światlejszych i lepszego gatunku, lecz zawsze starali się mieszać z ignorantami i ludźmi niekulturalnymi, włócząc się po targach i robiąc żarty ... szpikowali swoje cienkie książki starymi bajkami ... a jeszcze mniej rozumieją ... i piszą na papierze nonsensy ... i ciągle robią, nigdy nie kończąc” (Contra Celsum [Przeciw Celsusowi], Orygenes z Aleksandrii, ok. 251, Bk I, s. lxvii, Bk III, s. xliv, passim).
Grupy kapłaństwa stworzyły „wielu bogów i panów” (1 Kor. 8:5) i istniały liczne sekty religijne, każda z odmiennymi doktrynami (Gal. 1:6). Kapłańskie grupy ścierały się z powodu atrybutów swoich rozmaitych bogów a „ołtarz stawał przeciw ołtarzowi” w rywalizacji o słuchaczy (Optatus z Milevis, 1:15, 19, wczesny IV w.). Z punktu widzenia Konstantyna istniało kilka odłamów, z którymi trzeba było się liczyć. W tym godnym pożałowania okresie zamętu podjął się on zorganizowania religii, która obejmowała wszystko. W wieku rażącej ignorancji. Kiedy dziewięć dziesiątych ludzi Europy było analfabetami, ustabilizowanie rozbitych grup religijnych było tylko jednym z problemów Konstantyna. Ugrzecznione uogólnienie, które wielu historyków chętnie powtarza, że Konstantyn „skonsolidował religię chrześcijańską” i później przyznał jej „oficjalną tolerancję,” jest „sprzeczne z faktami historycznymi” i powinno zostać wymazane z naszej literatury na zawsze (Catholic Encyclopedia, red. Pecci, tom iii, s. 299, passim). Mówiąc wprost, w czasach Konstantyna nie było religii chrześcijańskiej a Kościół przyznaje, że opowieść o jego „nawróceniu” i „chrzcie” są „w pełni legendą” (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom xiv, ss. 370-1).
Konstantyn „nigdy nie zdobył solidnej wiedzy teologicznej” i „w wielkiej mierze polegał na swoich doradcach w sprawach religii” (Catholic Encyclopedia, New Edition, tom xii, s. 576, passim). Według Euzebiusza (260-339) Konstantyn zauważył, że w odłamach kapłaństwa „spór narósł do tak poważnego stanu, że potrzebne jest energiczne działanie, aby ustanowić bardziej religijne państwo,” jednak nie potrafił doprowadzić rywalizujące odłamy religijne do ugody (Life of Constantine, tamże, ss. 26-8). Jego doradcy ostrzegali go, że religie kapłanów były „pozbawione podstaw” i wymagały oficjalnego ustabilizowania (tamże).
Konstantyn dostrzegł w tym pogmatwanym systemie fragmentarycznych dogmatów okazję do stworzenia nowej ujednoliconej religii państwowej, neutralnej w idei, i prawnego chronienia jej. Kiedy w 324 r. podbił Wschód, wysłał swojego hiszpańskiego doradcę, Osiusa z Córdoby, do Aleksandrii z listami do kilku biskupów nawołując ich do zawarcia ze sobą pokoju. Misja nie powiodła się i wtedy Konstantyn, prawdopodobnie za radą Osiusa, wydał dekret nakazujący wszystkim kapłanom i ich podwładnym „wsiąść na osły, muły i konie należące do wspólnoty i udanie się do miasta Nicea” w rzymskiej prowincji Bitynia w Azji Mniejszej [współczesny Iznik w Turcji]. Polecono im, aby zabrali ze sobą zeznania z nauk głoszonych motłochowi, „oprawione w skórę,” aby nie uległy uszkodzeniu w czasie długiej podróży, i po przybyciu do Nicei przekazali je Konstantynowi (The Catholic Dictionary [Słownik katolicki], Addis and Arnold, 1917, hasło „Council of Nicaea" [sobór nicejski]). Ich teksty liczyły „w sumie dwa tysiące dwieście trzydzieści jeden zwojów z mitami o bogach i zbawicielach oraz doktrynami głoszonymi przez tych kapłanów” (Life of Constantine, tamże, tom ii, s. 73; N&PNF, tamże, tom i, s. 518).
Pierwszy sobór nicejski i „zagubione zapisy”
W ten sposób zostało zwołane pierwsze w historii kościelne zgromadzenie, które dzisiaj znane jest jako sobór nicejski. Było to dziwaczne wydarzenie, które dostarcza wielu szczegółów o myśleniu wczesnego kleru i przedstawia wyraźny obraz intelektualnego klimatu panującego w tamtym czasie. To właśnie na tym zgromadzeniu narodziło się chrześcijaństwo, a konsekwencje decyzji tam podjętych są trudne do wymierzenia. Około cztery lata przed przewodniczeniem soborowi Konstantyn został inicjowany w religijnym zakonie Sol Invictus, jednym z dwóch prosperujących kultów, który uznawał Słońce jako jedynego Najwyższego Boga (ten drugi kult to perskiego pochodzenia mitraizm). W związku z czczeniem Słońca, polecił Euzebiuszowi zwołać pierwsze z trzech posiedzeń w dniu przesilenia letniego, 21 czerwca 325 r. (Catholic Encyclopedia, New Edition, tom i, s. 792), a „odbyło się ono w holu pałacu Osiusa” (Ecclesiastical History [Historia kościelna], Bishop Louis Dupin, Paris, 1686, tom i, s. 598). W materiałach z przebiegu konklawe kapłanów zebranych w Nicei, Sabinius, biskup Hereclei, który uczestniczył w synodzie, powiedział: „Z wyjątkiem samego Konstantyna i Eusebiusza Pamphilisa, była to zgraja analfabetów, prostych stworzeń, które nic nie rozumiały” (Secrets of the Christian Fathers [Tajemnice chrześcijańskich Ojców], Bishop J. W. Sergerus, 1685, 1897 reprint).
Jest to kolejne jasne przyznanie ignorancji i bezkrytycznej łatwowierności wczesnych duchownych. Dr Richard Watson (1737-1816), pozbawiony złudzeń chrześcijański historyk i kiedyś biskup Llandaff w Walii (1782), pisał o nich jako o „towarzystwie gadających od rzeczy idiotów” (An Apology for Christianity [Przeprosiny dla chrześcijaństwa], 1776, 1796 reprint; także: Theological Tracts [Traktaty teologiczne], dr Richard Watson, hasło „On Councils” [O soborach], tom 2, London, 1786, poprawiony reprint 1791). W oparciu o swoje dogłębne badania soborów Kościoła dr Watson wyciągnął wniosek, że „cały kler na soborze nicejskim był pod władaniem diabła, a zjazd składał się z najniższego motłochu i patronował najobrzydliwszej ohydzie” (An Apology for Christianity, tamże). Właśnie to infantylne ciało odpowiadało za powstanie nowej religii i teologiczne stworzenie postaci Jezusa Chrystusa.
Kościół przyznaje, że żywotne składniki materiałów konferencji nicejskiej są „dziwnie nieobecne w kanonach” (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom iii, s. 160). Niebawem zobaczymy, co się z nimi stało. Jednakże, zgodnie z zachowanymi zapisami, Euzebiusz „zajmował pierwsze miejsce z prawej strony imperatora i wygłosił przemówienie inauguracyjne w imieniu imperatora” (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom v, ss. 619-620). Na soborze nie było brytyjskich kapłanów, ale zjawiło się wielu delegatów z Grecji. „Siedemdziesięciu biskupów ze Wschodu” reprezentowało odłamy azjatyckie a niewielka liczba przybyła z innych rejonów (Ecclesiastical History, tamże). Caecilian z Kartaginy przybył z Afryki, Paphnutius z Teb – z Egiptu, Nicasius z Die (Dijon) – z Galii a Donnus z Stridon – z Panonii.
Właśnie na tym infantylnym zgromadzeniu, przy reprezentacji licznych kultów, 318 „biskupów, księży, diakonów, pod-diakonów, ministrantów i egzorcystów” zebrało się, by debatować i decydować o ujednoliconym systemie wiary, w którym był tylko jeden bóg (An Apology for Christianity, tamże). Przedtem wśród kapłanów krążyła ogromna rozmaitość „dzikich tekstów” (Catholic Encyclopedia, New Edition, „Gospel and Gospels” [Ewangelia Ewangelii]), a wspierały one wielką różnorodność wschodnich i zachodnich bogów i bogiń: Jowe, Jowisz, Salenus, Baal, Thor, Gade, Apollo, Juno, Aries, Taurus, Minerwa, Rhets, Mitra, Theo, Fragapatti, Atys, Durga, Indra, Neptun, Wulcan, Kriste, Agni, Krezus, Pelides, Huit, Hermes, Thulis, Tammuz, Eguptus, Iao, Aph, Saturn, Gitchens, Minos, Maximo, Hecla i Phernes (God's Book of Eskra [Boska księga Eskry], anon., rozdz. xlviii, akapit 36).
Do pierwszego soboru nicejskiego rzymska arystokracja oddawała cześć głównie dwóm greckim bogom – Apollo i Zeusowi – ale znakomita większość zwykłych ludzi ubóstwiało albo Juliusza Cezara, albo Mitrasa (zromanizowaną wersję perskiego Mitry). Cezar został deifikowany przez rzymski Senat po jego śmierci (15 marca 44 r.p.n.e.) a potem czczony jako „Boski Juliusz.” Do jego imienia został dodane słowo „Zbawiciel”, którego dosłowne znaczenie brzmiało „ten, który zasiewa nasienie,” tzn. był to bóg falliczny. Juliusz Cezar został okrzyknięty jako „Bóg przejawiony i uniwersalny Zbawiciel ludzkiego życia,” a jego następca August był nazywany „Bogiem przodków i Zbawicielem całej ludzkiej rasy” (Man and his Gods [Człowiek i jego bogowie], Homer Smith, Little, Brown & Co., Boston, 1952). Imperator Neron (54-68), którego pierwotne nazwisko to Lucius Domitius Ahenobarbus (37-68), został uwieczniony na jego monetach jako „Zbawiciel ludzkości” (tamże). Boski Juliusz jako Rzymski Zbawiciel i „Ojciec Imperium” przez rzymski motłoch przez ponad 300 lat był uznawany za „Boga.” To on widniał jako bóstwo w niektórych tekstach kapłanów, ale nie był uznawany w pismach Wchodu i Zachodu.
Zamiarem Konstantyna na Niceę było stworzenie nowego boga dla jego imperium, który zjednoczyłby wszystkie religijne odłamy wokół jednego bóstwa. Kapłanów poproszono o debatę i zdecydowanie, kim ich nowy bóg będzie. Delegaci przekonywali się wzajemnie, wyrażając osobiste motywy na włączenie określonych pism, które promowały co lepsze cechy ich własnych specjalnych bóstw. W trakcie zgromadzenia krzykliwe odłamy pogrążyły się w gorących debatach, z których wyłoniono 53 bogów do dalszej dyskusji. „Synod ciągle jeszcze nie wybrał Boga, dlatego postanowiono głosować, by rozstrzygnąć ten problem... To głosowanie trwało przez rok i pięć miesięcy” (God's Book of Eskra, przekł. Prof. S. L. MacGuire's, Salisbury, 1922, rozdz. xlviii, akapity 36, 41).
W końcu tego okresu na zgromadzenie ponownie przybył Konstantyn, by się przekonać, że kapłani nie uzgodnili nowego bóstwa, ale w głosowaniach zredukowali liczbę kandydatur do pięciu: Cezar, Kriszna, Mitra, Horus i Zeus (Historia Ecclesiastica, Euzebiusz, ok. 325). W Nicei Konstantyn miał głos decydujący i ostatecznie to on zdecydował za nich o nowym bogu. Aby włączyć brytyjskie odłamy, zarządził, aby połączyć imię wielkiego druidzkiego boga Hesusa z bogiem-zbawicielem Wschodu Kriszną (Kriszna to sanskrycki odpowiednik Chrystusa), tak więc Hesus Kriszna ma być oficjalnym imieniem nowego rzymskiego boga. Odbyło się głosowanie przez podniesienie ręki i większością głosów (161 do 157) przyjęto, że oba bóstwa staną się jednym Bogiem. Stosując się do utrwalonego zwyczaju pogan, Konstantyn wykorzystał oficjalne zgromadzenie i rzymski dekret apoteozy [wyniesienia do boskości], by legalnie deifikować dwa bóstwa jako jedno, a uczynił to poprzez demokratyczny konsensus. Nowy bóg został proklamowany i „oficjalnie” ratyfikowany przez Konstantyna (Acta Concilii Nicaeni [Dokumenty soboru nicejskiego], 1618). Ten czysto polityczny akt deifikacji skutecznie i legalnie posadowił Hesusa i Krisznę wśród bogów rzymskich jako pojedynczy kompozyt. Ten abstrakcyjny twór nadał ziemskie istnienie wymieszanym doktrynom nowej religii imperium; a ponieważ do około dziewiątego wieku w alfabetach nie było litery „J,” z czasem imię to wyewoluowało do „Jezus Chrystus.”
Jak stworzono Ewangelie
Potem Konstantyn kazał Euzebiuszowi zorganizować kompilację jednolitej kolekcji nowych pism opracowaną w oparciu o najważniejsze aspekty religijnych tekstów przedstawionych soborowi. Jego instrukcje to: „Przeszukaj te książki i cokolwiek w nich jest dobre, to zachowaj; ale cokolwiek jest złe, to odrzuć. Co jest dobre w jednej książce, połącz to z tym, co jest dobre w innej. To, co zostanie w ten sposób zebrane, będzie nazywane Księgą Ksiąg. I będzie to doktryną mojego ludu, którą zalecę wszystkim narodom po to, aby nie było już więcej wojen z powodu religii.” (God's Book of Eskra, tamże, rozdz. xlviii, akapit 31.)
„Zaskocz ich” – powiedział Konstantyn; „książki zostały napisane zgodnie z tym” (Life of Constantine, tom iv, ss. 36-39). Euzebiusz połączył „w jedno legendarne historie wszystkich religijnych doktryn świata,” biorąc za wzór standardowe mity o bogach zawarte w manuskryptach kapłanów. Łącząc nadprzyrodzone historie „bogów” Mitry i Kriszny z brytyjskimi wierzeniami połączył skutecznie głoszenia kapłanów Wschodu i Zachodu „w postać nowej uniwersalnej wiary” (ibid.). Konstantyn wierzył, że ten zlepek mitów zjednoczy odmienne i przeciwstawne religijne odłamy pod jedyną reprezentatywną opowieścią. Następnie Euzebiusz zorganizował skrybów, aby wyprodukowali „pięćdziesiąt okazałych kopii ... napisanych na pergaminie w sposób czytelny i w wygodnej przenośnej postaci, starannie i artystycznie wykończonych przez profesjonalnych skrybów” (tamże). „Te polecenia” – powiedział Euzebiusz – „zostały niezwłocznie wykonane ... posłaliśmy mu [Konstantynowi] wspaniale i kunsztownie oprawione tomy w potrójnej i poczwórnej formie” (Life of Constantine, tom iv, s. 36). Były to „Nowe Świadectwa [ang. Testimonies]” i jest to pierwsza wzmianka (ok. 331) Nowego Testamentu w materiałach historycznych.
Po spełnieniu poleceń Konstantyna, zarządził on, aby Nowe Świadectwa były odtąd nazywane „słowem rzymskiego Boga Zbawiciela” (Life of Constantine, tom iii, s. 29) i były oficjalnymi tekstami dla wszystkich kapłanów głoszących kazania w Imperium Rzymskim. Następnie wydał rozporządzenie, aby wcześniejsze manuskrypty kapłanów i zapisy z synodu zostały „spalone” i oświadczył, że „każdy, kto będzie ukrywał tamte pisma, będzie strącony ze swoich barków” (ścięty) (tamże). Jak wskazują źródła historyczne, pisma kapłanów sprzed soboru w Nicei przepadły, zachowały się tylko pewne fragmenty.
Przetrwały również niektóre zapisy z soboru. Dostarczają one niepokojących implikacji dla Kościoła. Niektóre ze starych dokumentów mówią, że pierwszy sobór nicejski zakończył się w połowie listopada 326 r., podczas gdy inne mówią, że walka o ustalenie boga była tak zażarta, że przeciągnęła się „na cztery lata i siedem miesięcy,” poczynając od czerwca 325 r. (Secrets of the Christian Fathers, tamże). Niezależnie kiedy się skończyła, dzikość i gwałtowność, jakie jej towarzyszyły, zostały ukryte pod pretensjonalnym tytułem „Wielki i Święty Synod,” przypisanym zgromadzeniu przez Kościół w XVII w. Wcześniej, jednak, duchowni wyrażali inną opinię.
Drugi synod nicejski w latach 786-787 potępił pierwszy synod nicejski jako „synod głupców i szaleńców” i dążył do anulowania „decyzji podjętych przez ludzi o zaburzonych mózgach” (History of the Christian Church, H. H. Milman, DD, 1871). Jeśli poczyta się dokumenty drugiego soboru nicejskiego i zwróci uwagę na wzmianki „przerażeni biskupi” i „żołdactwo” konieczne do „poskromienia obrad,” określenie „głupcy i szaleńcy” jawi się przykładem przygadywania kotła garnkowi.
Konstantyn zmarł w 337 r., a jego wprowadzenie wierzeń obecnie nazywanych pogańskimi do nowego systemu religijnego przyniosło wiele nawróceń. Później pisarze Kościoła uczynili z niego „wielkiego orędownika chrześcijaństwa,” któremu nadał „status legalnej religii Imperium Rzymskiego” (Encyclopedia of the Roman Empire, Matthew Bunson, Facts on File, New York, 1994, s. 86). Świadectwa historyczne pokazują, że takie postawienie sprawy jest błędne, gdyż to właśnie „własny interes” skłonił go do stworzenia chrześcijaństwa (A Smaller Classical Dictionary [Mniejszy słownik klasyczny], J. M. Dent, London, 1910, s. 161). Ale do XV w. nie było ono nazywane „chrześcijaństwem” (How The Great Pan Died [Jak umarł Wielki Pan], Profesor Edmond S. Bordeaux [watykański archiwista], Mille Meditations, USA, MCMLXVIII, ss. 45-7).
Z kolejnymi wiekami Nowe Świadectwa Konstantyna zostały rozwinięte, dodano „interpolacje” i włączono inne pisma (Catholic Encyclopedia, red.Farley, tom vi, ss. 135-137; także: red.Pecci, tom ii, ss. 121-122). Na przykład, w 397 r. Jan „złotousty” Chryzostom zrestrukturyzował pisma Apoloniusza z Tyany, wędrownego mędrca z pierwszego wieku, i uczynił z nich część Nowych Świadectw (Secrets of the Christian Fathers, tamże). Zlatynizowane imię Apoloniusz to Paweł (A Latin-English Dictionary, J. T. White i J. E. Riddle, Ginn & Heath, Boston, 1880), a Kościół dzisiaj nazywa te pisma Listami Pawła. Osobisty pomocnik Apoloniusza, Damis, asyryjski skryba, jest Demasem w Nowym Testamencie (2 Tym. 4:10).
Hierarchia Kościoła zna prawdę o pochodzeniu Listów, gdyż kardynał Bembo (zm. 1547), sekretarz papieża Leona X (zm. 1521), radził swojemu współpracownikowi, kardynałowi Sadoleto, aby nie brać ich pod uwagę, mówiąc: „odrzuć te bezwartościowe rzeczy, gdyż takie absurdalności nie przystoją poważnemu człowiekowi; one zostały wprowadzone na scenę później przez chytry głos z nieba” (Cardinal Bembo: His Letters and Comments on Pope Leo X [Kardynał Bembo: Jego listy i komentarze na temat papieża Leona X], A. L. Collins, London, 1842 reprint).
Kościół przyznaje, że Listy Pawła są fałszem, stwierdzając: „Nawet autentyczne Listy zostały bardzo zmienione przez wstawianie nowych treści w celu nadania wagi osobistym poglądom autora” (Catholic Encyclopedia, red.Farley, tom vii, s. 645). Podobnie, św. Hieronim (zm. 420) oświadczył, że Dzieje Apostolskie, piąta księga Nowego Testamentu, też zostały „fałszywie napisane” („The Letters of Jerome” [Listy Hieronima], Library of the Fathers, Oxford Movement, 1833-45, tom v, s. 445).
Szokujące odkrycie starożytnej Biblii
Później Nowy Testament przekształcił się w dzieło przesadnej kapłańskiej propagandy, a Kościół twierdził, że zawiera ono zapis interwencji boskiego Jezusa Chrystusa w sprawy ziemskie. Jednakże, spektakularne odkrycie w odległym egipskim klasztorze ujawniło światu rozmiary późniejszych zafałszowań pism chrześcijańskich, które same były jedynie „zbiorem legendarnych historii” (Encyclopédie, Diderot, 1759). 4 lutego 1859 r. w piecowym pomieszczeniu Klasztoru św. Katarzyny na górze Synaj odkryto 346 kartek starożytnego kodeksu, a jego zawartość wstrząsnęła całym chrześcijańskim światem. Wraz z innymi starymi kodeksami miał być spalony w piecu, aby zimą zapewnić ciepło mieszkańcom klasztoru. Napisany greką na oślich skórach, zawierał zarówno Stary jak i Nowy Testament; później archeolodzy określili jego powstanie na około 380 r. Kodeks został odkryty przez dr Constantina von Tischendorfa (1815-1874), błyskotliwego i pobożnego niemieckiego badacza Biblii; nazwał on go Sinaiticus, Biblią Synajską. Tischendorf był profesorem teologii i całe swoje życie poświęcił pochodzeniu Nowego Testamentu. Pragnienie przeczytania wszystkich starych pism chrześcijańskich pchnęło go do dalekiej podróży na wielbłądach do Klasztoru św. Katarzyny.
W swoim życiu Tischendorf miał dostęp do innych powszechnie dostępnych starych Biblii, takich jak Biblia Aleksandryjska (albo Alexandrinus), uznawana za drugą z najstarszych na świecie. Nazwano ją tak, gdyż w 1627 r. została zabrana z Aleksandrii do Brytanii i podarowana królowi Karolowi I (1600-1649). Dzisiaj jest wystawiona obok najstarszej znanej Biblii, Sinaiticus, w British Library w Londynie. W swych badaniach Tischendorf miał też dostęp do Vaticanus, Biblii Watykańskiej, trzeciej najstarszej Biblii na świecie i datowanej na połowę VI w. (The Various Versions of the Bible [Różne wersje Biblii], dr Constantin von Tischendorf, 1874, dostępne w British Library). Była przechowywana w zamknięciu w wewnętrznej bibliotece Watykanu. Tischendorf zabiegał o możliwość sporządzenia ręcznych notatek, ale jego prośba została odrzucona. Jednakże, gdy jego strażnik miał przerwy na odpoczynek, Tischendorf zapisywał fragmenty do porównań na swojej dłoni, a czasami na paznokciach („Are Our Gospels Genuine or Not?” [Czy nasze Ewangelie są autentyczne, czy nie], dr Constantin von Tischendorf, wykład, 1869, dostępny w British Library).
Dzisiaj istnieje kilka innych Biblii napisanych w różnych językach w piątym i szóstym wieku, np. Syriacus, Cantabrigiensis (Bezae), Sarravianus i Marchalianus.
Dreszcz strachu przeszedł przez chrześcijaństwo w ostatnim ćwierćwieczu XIX w., kiedy opublikowano angielskojęzyczne wersje Biblii Synajskiej. Na ich stronach są informacje kwestionujące twierdzenia chrześcijaństwa o historyczności. Chrześcijanie otrzymali niepodważalne dowody o umyślnym fałszowaniu we wszystkich współczesnych Nowych Testamentach. Nowy Testament Biblii Synajskiej był tak różny od wersji wtedy publikowanych, że Kościół gniewnie próbował unieważnić te radykalne nowe dowody, które podważały samo jego istnienie. W serii artykułów opublikowanych w London Quarterly Review [Londyński Przegląd Kwartalny] w 1883 r. John W. Burgon, Dziekan Chichesteru, wykorzystał wszelkie dostępne mu figury retoryczne do ataku na ‘sinaiticusową,’ wcześniejszą i przeciwstawną historię Jezusa Chrystusa, pisząc, że „...bez cienia wątpliwości, Sinaiticus jest skandalicznie zepsuty ... przedstawia najbardziej haniebnie okaleczone teksty, których nigdzie indziej nie da się znaleźć; w jakimś procesie stały się one składnicą największej liczby sfabrykowanych lektur, dawnych omyłek i celowych wypaczeń prawd, które można znaleźć w każdej znanej kopii słowa Bożego.” Zmartwienie dziekana Burgona wynika ze sprzeczności aspektów historii ewangelicznych wydawanych w jego czasach, które rozwinęły się do tego stanu w wyniku przez wieki trwającego majstrowania z materią i tak już w samym punkcie wyjścia niehistorycznego dokumentu.
Rewelacje nadfioletowych testów
W 1933 r. Muzeum Brytyjskie (British Museum) w Londynie zakupiło Biblię Synajską od rządu Sowieckiego za 100000 £, z czego 65000 £ pochodziło z datków publicznych. Przed nabyciem Biblia ta była wystawiona w Rosji w Carskiej Bibliotece w St Petersburgu i „niewielu uczonych rzuciło na nią okiem” (The Daily Telegraph and Morning Post 11 stycznia 1938 r., s. 3). Gdy została wystawiona w 1933 r. jako „najstarsza Biblia świata” (tamże), stała się centrum pielgrzymek nie mających sobie równych w historii Muzeum Brytyjskiego.
Zanim podsumuję jej konfliktowość, należy zauważyć, że ten stary kodeks w żadnym wypadku nie jest wiarygodnym wprowadzeniem do studiów Nowego Testamentu, gdyż zawiera przeobfitość błędów i poważne przeredagowania. Te nieprawidłowości zostały obnażone w wyniku miesięcy testów za pomocą światła nadfioletowego prowadzonych w Muzeum Brytyjskim w połowie lat 1930-tych. Wyniki tych badań ujawniły zamianę licznych ustępów przez przynajmniej dziewięciu różnych redaktorów. Zdjęcia wykonane podczas testów wykazały, że barwnik atramentu zachował się głęboko w porach skóry. Pierwotne słowa dało się odczytać w świetle nadfioletowym. Każdy, kto chce zapoznać się z wynikami testów, powinien sięgnąć po książkę napisaną przez badaczy, którzy wykonali tę analizę – kustoszy Departamentu Manuskryptów w Muzeum Brytyjskim (Scribes and Correctors of the Codex Sinaiticus [Pisarze i korektorzy kodeksu Sinaiticus], H. J. M. Milne i T. C. Skeat, British Museum, London, 1938).
Fałszerstwa w Ewangeliach
Gdy porówna się Nowy Testament i Biblię Synajską z współczesnym Nowym Testamentem można zidentyfikować zawrotną liczbę 14800 redakcyjnych zmian. Poprawki te można rozpoznać poprzez proste porównania, które każdy może i powinien wykonać. Poważne studia początków chrześcijaństwa muszą być oparte na Nowym Testamencie Biblii Synajskiej, a nie współczesnych wydaniach.
Ważny jest fakt, że Sinaiticus zawiera trzy Ewangelie później odrzucone: Pasterz z Hermas (napisana przez dwa wskrzeszone duchy, Charinus i Lenthius), Pismo Barnaby (Barnabasa) i Ody Solomona. Brak miejsca nie pozwala na szczegółowe omówienie tych dziwacznych pism, ani na dyskusję dylematów związanych z różnicami w tłumaczeniach.
Współczesne Biblie to piąte tłumaczenia z tłumaczeń poczynając od wczesnych wydań, a zagorzałe spory między tłumaczami dotyczą różnych interpretacji ponad 5000 starożytnych słów. Jednakże, to co wprawia w zakłopotanie Kościół jest to, czego nie ma w tej starej Biblii, a niniejszy artykuł omawia tylko kilka z tych braków. Jeden z rażących przykładów jest subtelnie ukazany w Encyclopaedia Biblica (Adam & Charles Black, London, 1899, tom iii, s. 3344), gdzie Kościół wyjawia swoją wiedzę o pominięciach w starych Bibliach, mówiąc: „Od dawna i często zauważano, że, tak jak Paweł, nawet najwcześniejsze Ewangelie nic nie wiedziały o cudownym narodzeniu się Zbawiciela.” To dlatego, że nigdy nie było narodzenia z dziewicy.
Jest oczywiste, że gdy Euzebiusz zebrał skrybów, aby przepisywali Nowe Świadectwa, najpierw przygotował pojedynczy dokument, który stanowił przykład czy też kopię-matkę. Dzisiaj nazywa się ją Ewangelią Marka, a Kościół przyznaje, że była to „pierwsza napisana Ewangelia” (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom vi, s. 657), chociaż dzisiaj w Nowym Testamencie pojawia się jako druga. Skryby Ewangelii Mateusza i Łukasza polegali na pismach Marka jako źródle i podstawie swoich kompilacji. Ewangelia Jana jest niezależna od tych pism, a teoria z końca XV w., mówiąca, że była napisana później dla poparcia pism wcześniejszych, jest prawdziwa (The Crucifixion of Truth [Ukrzyżowanie prawdy], Tony Bushby, Joshua Books, 2004, ss. 33-40).
Zatem, Ewangelia Marka w Biblii Synajskiej zawiera historycznie „pierwszą” opowieść o Jezusie Chrystusie i jest to zupełnie różne niż to, co znajdujemy we współczesnych Bibliach. Zaczyna się od Jezusa „w wieku około trzydziestu lat” (Marka 1:9) i nic nie mówi o Maryi, dziewiczych narodzinach ani o masowym zabijaniu małych chłopców przez Heroda. Na początku tego tekstu nie pojawiają się słowa opisujące Jezusa Chrystusa jako „syna Bożego”, tak jak we współczesnych wydaniach (Mark 1:1); nie ma też tam ani w żadnej starej Biblii przytaczanych obecnie linii rodowych śledzących „mesjańską linię krwi” wstecz aż do króla Dawida, jak to robią dzisiejsze tzw. „mesjańskie proroctwa” (jest ich 51). Biblia Synajska zawiera sprzeczną wersję zdarzeń towarzyszących „wskrzeszeniu Łazarza” i ujawnia niezwykłe pominięcie, które później stało się centralną doktryną wiary chrześcijańskiej: pojawień Jezusa Chrystusa po zmartwychwstaniu i jego wniebowstąpienia. W żadnej dawnej Ewangelii Marka nie odnotowano nadprzyrodzonego pojawienia się zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa, ale teraz we współczesnej Biblii występuje opis zawierający ponad 500 słów (Marka 16:9-20).
Mimo mnóstwa dalekosiężnych samousprawiedliwień kościelnych apologetów, nie ma jednomyślności opinii chrześcijańskiej w związku z brakiem odniesień do „zmartwychwstania” w dawnych ewangelicznych relacjach tej historii. W Biblii Synajskiej nie tylko brakuje tych opisów, ale nie ma ich w Biblii Aleksandryjskiej, Biblii Watykańskiej, Biblii Bezae i w dawnym łacińskim manuskrypcie Marka, przez analityków oznaczanym jako „K.” Nie ma ich też w najstarszej armeńskiej wersji Nowego Testamentu, w manuskryptach wersji etiopskiej z VI w. i w Bibliach anglosaksońskich z IX w. Jednak niektóre XII-wieczne Ewangelie mają wersety o zmartwychwstaniu obramowane gwiazdkami, używanymi przez skrybów do wskazywania fałszywych fragmentów w dokumentach literackich.
Kościół utrzymuje, że „zmartwychwstanie jest fundamentalnym argumentem naszej chrześcijańskiej wiary” (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom xii, s. 792), a jednak w żadnej wcześniejszej Ewangelii Marka nie ma zapisów o nadprzyrodzonym ukazaniu się Jezusa Chrystusa. Zmartwychwstanie i wniebowstąpienie Jezusa Chrystusa jest sine qua non („bez czego, nic”) chrześcijaństwa (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom xii, s. 792), co jest potwierdzone przez słowa przypisywane Pawłowi: „Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, wasza wiara jest daremna” (1 Kor. 15:17). Wersety o zmartwychwstaniu w dzisiejszych Ewangeliach powszechnie uważa się za fałszerstwa i Kościół zgadza się z tym, mówiąc: „trzeba przyznać, że zakończenie Marka nie jest autentyczne ... prawie cała ta sekcja jest późniejszą kompilacją” (Encyclopaedia Biblica, tom ii, s. 1880, tom iii, ss. 1767, 1781; także: Catholic Encyclopedia, tom iii, pod nagłówkiem "The Evidence of its Spuriousness" [Dowody nieprawdziwości]; Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom iii, ss. 274-9 pod nagłówkiem "Canons"). Jednak, niezrażony tym Kościół przyjął to fałszerstwo do swoich dogmatów i uczynił zeń podstawę chrześcijaństwa. Ten trend fikcyjnych opowieści o zmartwychwstaniu trwa dalej. Ostatni rozdział Ewangelii Jana (21) jest fałszerstwem z VI wieku – jest całkowicie poświęcony opisowi Jezusa zmartwychwstałego dla jego uczniów. Kościół przyznaje: „Jedyny wniosek, jaki można z tego wyciągnąć to to, że 21-szy rozdział został później dodany i dlatego należy go traktować jako dodatek do tej Ewangelii” (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom viii, ss. 441-442; New Catholic Encyclopedia (NCE), "Gospel of John", s. 1080; także: NCE, tom xii, s. 407).
„Wielkie wtrącenie” i „Wielkie pominięcie”
Współczesne wersje Ewangelii Łukasza zawierają zawrotne 10000 słów więcej niż ta sama Ewangelia w Biblii Synajskiej. Sześć słów mówi o Jezusie „i wzniósł się do nieba,” ale takie stwierdzenie nie pojawia się nigdzie w żadnej z najstarszych Ewangelii Łukasza, które są dzisiaj dostępne ("Three Early Doctrinal Modifications of the Text of the Gospels" [Trzy wczesne doktrynalne modyfikacje tekstów Ewangelii], F. C. Conybeare, The Hibbert Journal, London, tom 1, No. 1, Oct. 1902, ss. 96-113). Dawne wersje nie potwierdzają współczesnych opisów wniebowstąpienia Jezusa Chrystusa, a to zafałszowanie jasno wskazuje na zamierzone oszustwo.
Dzisiaj Ewangelia Łukasza jest najdłuższa z czterech kanonicznych, gdyż teraz zawiera „Wielkie wtrącenie,” zdumiewające XV-wieczne dodanie około 8500 słów (Łukasza 9:51-18:14). Dołożenie tych falsyfikatów do tej Ewangelii zdumiewa współczesnych chrześcijańskich analityków. Kościół mówi o nich: „Charakter tych fragmentów czyni wnioski z nich wyciągane ryzykownymi” (Catholic Encyclopedia, red. Pecci, tom ii, s. 407).
Równie niezwykłe jest to, że najstarsze Ewangelie Łukasza nie zawierają wersetów od 6:45 do 8:26, znane w kręgach duchowieństwa jako „Wielkie pominięcie,” które dotyczy 1547 słów. W dzisiejszych wersjach ta dziura została „zatkana” ustępami z innych Ewangelii. Dr Tischendorf stwierdził, że trzy akapity dotyczące Ostatniej Wieczerzy z nowszych wersji Ewangelii Łukasza pojawiły się w XV w., ale Kościół ciągle rozpowszechnia Ewangelie jako nie skażone „słowo Boga” ("Are Our Gospels Genuine or Not?", tamże)
„Indeks usunięć”
Tak jak w przypadku Nowego Testamentu, równie destrukcyjne były zmiany w pismach wczesnych „Ojców Kościoła,” które zostały zmodyfikowane podczas kopiowania na przestrzeni wieków, a wiele fragmentów zostało celowo napisanych na nowo lub usuniętych.
Przyjmując dekrety Soboru w Trencie (1545-63), Kościół później rozszerzył proces wymazywania i zarządził przygotowanie specjalnej listy konkretnych informacji do usunięcia z wczesnych pism chrześcijańskich (Delineation of Roman Catholicism [Zarys rzymskiego katolicyzmu], Rev. Charles Elliott, DD, G. Lane & P. P. Sandford, New York, 1842, s. 89; także: The Vatican Censors [Cenzorzy Watykanu], Profesor Peter Elmsley, Oxford, s. 327, brak roku pub.).
W 1562 r. Watykan ustanowił specjalne biuro cenzury nazywane Index Expurgatorius. Jego celem były zabranianie publikacji „błędnych fragmentów pism wczesnych Ojców Kościoła,” które były sprzeczne ze współczesną doktryną.
Gdy watykańscy archiwiści natykali się na „prawdziwe kopie Ojców, poprawiali je zgodnie z Indeksem usunięć” (Index Expurgatorius Vaticanus, red. R. Gibbings , Dublin, 1837; The Literary Policy of the Church of Rome [Literaturowa polityka Kościoła Rzymu], Joseph Mendham, J. Duncan, London, 1830, 2-gie wyd., 1840; The Vatican Censors, tamże, s. 328).
Dla nas ważny jest fakt, że Encyclopaedia Biblica ujawnia, iż około 1200 lat chrześcijańskiej historii jest nieznane: „Niestety, przed rokiem 1198 wydane zostało tylko kilka zapisów [Kościoła].” Nie przypadkiem w tym samym roku (1198) papież Innocenty III (1198-1216) zabronił udostępniania wszystkich zapisów wcześniejszej historii Kościoła poprzez ustanowienie Tajnych Archiwów (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom xv, s. 287). Jakieś siedem i pół wieku później, po spędzeniu kilku lat w tych Archiwach, Profesor Edmond S. Bordeaux napisał How The Great Pan Died [Jak umarł Wielki Pan]. W rozdziale zatytułowanym „The Whole of Church History is Nothing but a Retroactive Fabrication” [Cała historia Kościoła to nic tylko działające wstecz fabrykowanie] napisał m.in.:
„Kościół nadał wcześniejsze daty wszystkim późniejszym pracom – niektóre z nich były nowo napisane, niektóre poprawione, a niektóre sfałszowane – które zawierały ostateczną jego historię ... technika polegała na zabiegach powodujących, że znacznie późniejsze prace napisane przez pisarzy Kościoła jawiły się jakoby były sporządzone o wiele wcześniej, tak by mogły stać się dowodami z pierwszego, drugiego i trzeciego wieku” (How The Great Pan Died, tamże, s. 46).
Odkrycia Profesora Bordeaux wspiera fakt, że w 1587 r. papież Sykstus V (1585-90) ustanowił oficjalny watykański wydział publikacji i osobiście powiedział: „Historia Kościoła będzie teraz ustalona ... postaramy się wydrukować nasze własne opracowanie” (Encyclopédie, Diderot, 1759). Zapiski Watykanu ujawniają też, że Sykstus V spędził 18 miesięcy swojego życia jako papież, osobiście pisząc nową Biblię, po czym wprowadził do katolicyzmu „Nowe nauczanie” (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom v, s. 442, tom xv, s. 376). Dowody, że Kościół napisał swoją własną historię znajdują się w Encyklopedii Diderota i ujawnia ona powód dlaczego papież Klemens XIII (1758-69) nakazał zniszczyć wszystkie tomy zaraz po publikacji w 1759 r.
Autorzy Ewangelii obnażeni jako oszuści
Jest jeszcze coś innego w tym scenariuszu i jest to zapisane w Encyklopedii Katolickiej (Catholic Encyclopedia). Nastawienie kleru można zrozumieć zauważając, że sam Kościół przyznaje, iż nie wie, kto napisał jego Ewangelie i Listy, wyznając, że wszystkie 27 pism Nowego Testamentu pojawiło się anonimowo.
„Wychodzi więc na to, że obecnych tytułów Ewangelii nie da się powiązać z ewangelistami ... są one [pisma Nowego Testamentu] podawane z tytułami [z imionami domniemanych autorów], które, jakkolwiek stare, nie wywodzą się od poszczególnych autorów” (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom vi, ss. 655-6).
Kościół utrzymuje, że „tytuły Ewangelii nie miały wskazywać autorstwa,” dodając, że „nagłówki ... zostały do nich dołożone” (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom i, s. 117, tom vi, ss. 655, 656). Zatem, nie są to Ewangelie „według Mateusza, Marka, Łukasza i Jana,” jak się publicznie stwierdza. Wyznanie to ujawnia, że nie ma autentycznych Ewangelii apostolskich i że właśnie te niejasne pisma Kościoła dzisiaj ucieleśniają fundamenty i słupy nośne powstania chrześcijaństwa i jego wiary. Konsekwencje tego są fatalne dla aspiracji do Boskiego pochodzenia całego Nowego Testamentu i demaskują teksty chrześcijańskie jako nie mające żadnego specjalnego autorytetu. Sfabrykowane Ewangelie przez wieki nosiły nadany im przez Kościół certyfikat autentyczności, a obecnie uznany przez niego samego za fałszywy, co stanowi dowód, że pisma chrześcijańskie są w całości błędne.
Po latach badań poświęconych Nowemu Testamentowi dr Tischendorf wyraził wielki niepokój z powodu różnic między najstarszymi i najnowszymi Ewangeliami i trudno było mu zrozumieć „...jak skryby mogli sobie pozwolić wprowadzać tu i tam zmiany, które nie były po prostu zmianami słownictwa, ale miały materialny wpływ na samo znaczenie i, co jest jeszcze gorsze, nie wzdrygali się przed wycinaniem fragmentów lub wstawianiem nowych treści” (Alterations to the Sinai Bible [Zmiany w Biblii Synajskiej], dr Constantin von Tischendorf, 1863, dostępne w British Library, London).
Po latach sprawdzania ważności tego sfabrykowanej natury Nowego Testamentu dr Tischendorf wyznał, że współczesne edycje „zostały zmienione w wielu miejscach” i „nie są do zaakceptowania jako prawdziwe” (When Were Our Gospels Written? [Kiedy nasze Ewangelie zostały napisane?], dr Constantin von Tischendorf, 1865, British Library, London).
Czym więc jest chrześcijaństwo?
Rodzi się ważne pytanie: skoro Nowy Testament nie jest historyczny, czym on jest?
Dr Tischendorf dał część odpowiedzi, gdy w swoich krytycznych zapiskach na temat Biblii Synajskiej liczących 15000 stron napisał, że „wydaje się, że osobę Jezusa Chrystusa uczyniono narratorem wielu religii.” Wyjaśnia to w jaki sposób relacje z hinduskiej starożytnej epopei Mahabharata pojawiły się dosłownie w dzisiejszych Ewangeliach (np.: Mat. 1:25, 2:11, 8:1-4, 9:1-8, 9:18-26) i dlaczego Phenomena greckiego męża stanu Aratusa z Sicyon (271-213 p.n.e.) znajdują się w Nowym Testamencie.
W Ewangeliach znajdują się także wyjątki z Hymnu do Zeusa napisanego przez greckiego filozofa Cleanthesa (ok. 331-232 BC), podobnie jak 207 słów z Thais Menandera (ok. 343-291), jednego z „siedmiu mędrców” Grecji. Cytaty półlegendarnego greckiego poety Epimenidesa (VII lub VI w.p.n.e.) włożono w usta Jezusa Chrystusa, a w Nowym Testamencie przedrukowano siedem ustępów z dziwnej Ody Jowisza (ok. 150 r.p.n.e.; autor nieznany).
Wyznanie Tischendorfa wspierają też watykańskie odkrycia Profesora Bordeaux, które ujawniły alegorię Jezusa Chrystusa wyprowadzoną z baśni o Mitrze, boskim synu Boga (Ahura Mazdy) i mesjaszu pierwszych królów Imperium Perskiego około 400 r.p.n.e. W jego narodzinach w grocie brali udział magowie [zoroastryjscy kapłani starożytnej Persji], którzy szli za gwiazdą ze wschodu. Przynieśli oni „dary złota, kadzidła i mirry” (jak u Mat. 2:11), a noworodka wielbili pasterze. Urodził się w mitraicznym czepku, który papieże imitowali w różnych wzorach aż do XV w.
Mitra, będąc jednym z trójcy, stał na skale, symbolu fundamentów jego religii, i był namaszczony miodem. Po ostatniej wieczerzy z Heliosem i 11 innymi towarzyszami, Mitra został ukrzyżowany, zawinięty w płótno, umieszczony w skalnym grobowcu i zmartwychwstał trzeciego dnia albo około 25 marca (podczas pełni Księżyca w pobliżu wiosennej równonocy), w czasie dzisiaj nazywanym Wielkanocą [ang. Easter, czyt. Ister] od babilońskiej bogini Isztar). Główną doktryną mitraizmu była pełna ognia destrukcja wszechświata, czas, w którym Mitra obiecał osobiście powrócić na Ziemię i uratować godne tego dusze. Wielbiciele Mitry raczyli się w komunijnej uczcie z chleba i wina, uroczystości podobnej do chrześcijańskiej Eucharystii, która jednak poprzedzała tą ostatnią o więcej niż cztery wieki.
Chrześcijaństwo jest adaptacją mitraizmu zespoloną z druidycznymi zasadami Culdee [członkowie ascetycznych społeczności z terenów dzisiejszych wysp brytyjskich], pewnymi egipskimi elementami (przedchrześcijańska Księga Objawień [Apokalipsa] była pierwotnie nazywana Misteriami Ozyrysa i Izis), greckiej filozofii i różnymi aspektami hinduizmu.
Dlaczego nie ma zapisów o Jezusie Chrystusie?
W żadnym uznanym religijnym czy historycznym piśmie skompilowanym między początkiem I w. i daleko w głąb IV w. nie da się znaleźć żadnego odniesienia do Jezusa Chrystusa ani do spektakularnych zdarzeń, jakie według Kościoła towarzyszyły jego życiu. Następujące potwierdzenie pochodzi od Frederica Farrara (1831-1903) z Trinity College w Cambridge:
„To zadziwiające, że historia nie zachowała dla nas ani jednego pewnego lub konkretnego powiedzenia lub okoliczności z życia Zbawiciela ludzkości ... nie istnieje żadne stwierdzenie w całej historii, które mówiłoby, że ktokolwiek widział Jezusa lub rozmawiał z nim. Nic w historii nie jest bardziej zdumiewające niż milczenie współczesnych pisarzy o zdarzeniach przekazywanych w czterech Ewangeliach” (The Life of Christ [Życie Chrystusa], Frederic W. Farrar, Cassell, London, 1874).
Sytuacja ta wynika ze sprzeczności między przekazami historycznymi i Nowego Testamentu. Oto jak skomentował to dr Tischendorf:
„Musimy otwarcie przyznać, że nie mamy żadnego źródła informacji w sprawie życia Jezusa Chrystusa poza pismami kościelnymi skompilowanymi w IV w.” (Codex Sinaiticus, dr Constantin von Tischendorf, British Library, London).
Istnieje wytłumaczenie tej setki lat trwającej ciszy: budowanie chrześcijaństwa nie zaczęło się wcześniej niż po pierwszej ćwiartce IV w. Właśnie dlatego papież Leon X (zm. 1521) nazwał Chrystusa „bajką” (Cardinal Bembo: His Letters... [Kardynał Bembo: Jego Listy...], tamże).
Czego Kościół nie chce abyś wiedział?
Często podkreśla się, że chrześcijaństwo wyróżnia się spośród wszystkich innych religii, gdyż opiera się na pewnych zdarzeniach, które rzekomo miały miejsce w krótkim okresie czasu około 20 wieków temu. Opowieści te przedstawiono w Nowym Testamencie. Zgodnie z nowymi świadectwami jasne staje się, że nie reprezentują one historycznej rzeczywistości. Kościół zgadza się z tym, stwierdzając:
„Nasze pisane źródła wiedzy o początkach chrześcijaństwa i jego wczesnym rozwoju to głównie pisma Nowego Testamentu, których autentyczność musimy, w znacznym stopniu, przyjąć za pewnik” (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom iii, s. 712).
Kościół czyni niezwykłe wyznania o Nowym Testamencie. Na przykład, omawiając pochodzenie tych pism „najwybitniejsze ciało akademickiej opinii, jakie kiedykolwiek się zebrało” (Catholic Encyclopedias, Preface) przyznaje, że Ewangelie „nie sięgają wstecz do pierwszego wieku ery chrześcijańskiej” (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom vi, s. 137, ss. 655-6). To stwierdzenie jest sprzeczne z twierdzeniami duchowieństwa, że najwcześniejsze Ewangelie były stopniowo pisane w dekadach następujących po śmierci ewangelicznego Jezusa Chrystusa. W znaczącej uwadze na marginesie Kościół dalej przyznaje, że „ocalałe manuskrypty [Nowego Testamentu], faktycznie nie datują się wcześniej niż środek czwartego wieku naszej ery” (Catholic Encyclopedia, tamże, ss. 656-7). Jest to jakieś 350 lat po czasie, w którym według Kościoła Jezus Chrystus chodził po palestyńskich piaskach, no i tu prawdziwa historia początków chrześcijaństwa wpada w jedną z największych czarnych dziur historii. Jednakże istnieje powód, dla którego do czwartego wieku nie było Nowych Testamentów: nie były do tego czasu napisane i w tym kontekście znajdujemy dowody na największy przekręt wszechczasów.
Kompilację pism obecnie nazywanych Nowym Testamentem autoryzował brytyjski z urodzenia Konstantyn I Wielki (Flavius Constantinus, Constantine, pierwotnie Custennyn lub Custennin) (272-337). Po śmierci jego ojca w 306 r. Konstantyn został królem Brytanii, Galii i Hiszpanii, a potem, po serii zwycięskich bitew, cesarzem Rzymskiego Imperium. Chrześcijańscy historycy nie odnotowują wyraźnie zamieszania tamtych czasów i pozostawiają Konstantyna zawieszonego w pewnej pustce, wolnego od wszelkich ludzkich wydarzeń wokół niego. W rzeczywistości, jednym z głównych problemów Konstantyna był nieopanowany bałagan wśród kapłaństwa i ich wiara w licznych bogów. Większość współczesnych pisarzy chrześcijańskich zataja prawdę o rozwoju ich religii i ukrywa wysiłki Konstantyna w kierunku okiełznania nagannego charakteru kapłaństwa, których teraz nazywa się „Ojcami Kościoła” (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom xiv, ss. 370-1). Powiedział on, że oni są ‘oszalali’ (Life of Constantine [Życie Konstantyna], przypisywane Eusebiusowi Pamphiliusowi z Cezarei, ok. 335, tom iii, s. 171; The Nicene and Post-Nicene Fathers [Nicejscy i post-nicejscy ojcowie], cytowane dalej jako N&PNF, przypisywane Św. Ambrożemu; wydawcy: Rev. Prof. D.D. Roberts i Principal L.L.D. James Donaldson, 1891, tom iv, s. 467). „Szczególny rodzaj głoszenia” praktykowanego przez nich był wyzwaniem dla ustalonego porządku religijnego (The Dictionary of Classical Mythology, Religion, Literature and Art [Słownik klasycznej mitologii, religii, literatury i sztuki], Oskar Seyffert, Gramercy, Nowy Jork, 1995, ss. 544-5). Starożytne zapisy ujawniają prawdziwą naturę kapłaństwa, zaś niski szacunek, jakim ich darzono, został subtelnie zatuszowany przez współczesnych chrześcijańskich historyków. W rzeczywistości, były to: „...najbardziej prostackie typy, nauczające dziwnych paradoksów. Otwarcie oświadczali, że nikt inny tylko ignorant jest godny wysłuchiwać ich dyskursów ... nigdy nie pojawiali się w kręgach ludzi światlejszych i lepszego gatunku, lecz zawsze starali się mieszać z ignorantami i ludźmi niekulturalnymi, włócząc się po targach i robiąc żarty ... szpikowali swoje cienkie książki starymi bajkami ... a jeszcze mniej rozumieją ... i piszą na papierze nonsensy ... i ciągle robią, nigdy nie kończąc” (Contra Celsum [Przeciw Celsusowi], Orygenes z Aleksandrii, ok. 251, Bk I, s. lxvii, Bk III, s. xliv, passim).
Grupy kapłaństwa stworzyły „wielu bogów i panów” (1 Kor. 8:5) i istniały liczne sekty religijne, każda z odmiennymi doktrynami (Gal. 1:6). Kapłańskie grupy ścierały się z powodu atrybutów swoich rozmaitych bogów a „ołtarz stawał przeciw ołtarzowi” w rywalizacji o słuchaczy (Optatus z Milevis, 1:15, 19, wczesny IV w.). Z punktu widzenia Konstantyna istniało kilka odłamów, z którymi trzeba było się liczyć. W tym godnym pożałowania okresie zamętu podjął się on zorganizowania religii, która obejmowała wszystko. W wieku rażącej ignorancji. Kiedy dziewięć dziesiątych ludzi Europy było analfabetami, ustabilizowanie rozbitych grup religijnych było tylko jednym z problemów Konstantyna. Ugrzecznione uogólnienie, które wielu historyków chętnie powtarza, że Konstantyn „skonsolidował religię chrześcijańską” i później przyznał jej „oficjalną tolerancję,” jest „sprzeczne z faktami historycznymi” i powinno zostać wymazane z naszej literatury na zawsze (Catholic Encyclopedia, red. Pecci, tom iii, s. 299, passim). Mówiąc wprost, w czasach Konstantyna nie było religii chrześcijańskiej a Kościół przyznaje, że opowieść o jego „nawróceniu” i „chrzcie” są „w pełni legendą” (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom xiv, ss. 370-1).
Konstantyn „nigdy nie zdobył solidnej wiedzy teologicznej” i „w wielkiej mierze polegał na swoich doradcach w sprawach religii” (Catholic Encyclopedia, New Edition, tom xii, s. 576, passim). Według Euzebiusza (260-339) Konstantyn zauważył, że w odłamach kapłaństwa „spór narósł do tak poważnego stanu, że potrzebne jest energiczne działanie, aby ustanowić bardziej religijne państwo,” jednak nie potrafił doprowadzić rywalizujące odłamy religijne do ugody (Life of Constantine, tamże, ss. 26-8). Jego doradcy ostrzegali go, że religie kapłanów były „pozbawione podstaw” i wymagały oficjalnego ustabilizowania (tamże).
Konstantyn dostrzegł w tym pogmatwanym systemie fragmentarycznych dogmatów okazję do stworzenia nowej ujednoliconej religii państwowej, neutralnej w idei, i prawnego chronienia jej. Kiedy w 324 r. podbił Wschód, wysłał swojego hiszpańskiego doradcę, Osiusa z Córdoby, do Aleksandrii z listami do kilku biskupów nawołując ich do zawarcia ze sobą pokoju. Misja nie powiodła się i wtedy Konstantyn, prawdopodobnie za radą Osiusa, wydał dekret nakazujący wszystkim kapłanom i ich podwładnym „wsiąść na osły, muły i konie należące do wspólnoty i udanie się do miasta Nicea” w rzymskiej prowincji Bitynia w Azji Mniejszej [współczesny Iznik w Turcji]. Polecono im, aby zabrali ze sobą zeznania z nauk głoszonych motłochowi, „oprawione w skórę,” aby nie uległy uszkodzeniu w czasie długiej podróży, i po przybyciu do Nicei przekazali je Konstantynowi (The Catholic Dictionary [Słownik katolicki], Addis and Arnold, 1917, hasło „Council of Nicaea" [sobór nicejski]). Ich teksty liczyły „w sumie dwa tysiące dwieście trzydzieści jeden zwojów z mitami o bogach i zbawicielach oraz doktrynami głoszonymi przez tych kapłanów” (Life of Constantine, tamże, tom ii, s. 73; N&PNF, tamże, tom i, s. 518).
Pierwszy sobór nicejski i „zagubione zapisy”
W ten sposób zostało zwołane pierwsze w historii kościelne zgromadzenie, które dzisiaj znane jest jako sobór nicejski. Było to dziwaczne wydarzenie, które dostarcza wielu szczegółów o myśleniu wczesnego kleru i przedstawia wyraźny obraz intelektualnego klimatu panującego w tamtym czasie. To właśnie na tym zgromadzeniu narodziło się chrześcijaństwo, a konsekwencje decyzji tam podjętych są trudne do wymierzenia. Około cztery lata przed przewodniczeniem soborowi Konstantyn został inicjowany w religijnym zakonie Sol Invictus, jednym z dwóch prosperujących kultów, który uznawał Słońce jako jedynego Najwyższego Boga (ten drugi kult to perskiego pochodzenia mitraizm). W związku z czczeniem Słońca, polecił Euzebiuszowi zwołać pierwsze z trzech posiedzeń w dniu przesilenia letniego, 21 czerwca 325 r. (Catholic Encyclopedia, New Edition, tom i, s. 792), a „odbyło się ono w holu pałacu Osiusa” (Ecclesiastical History [Historia kościelna], Bishop Louis Dupin, Paris, 1686, tom i, s. 598). W materiałach z przebiegu konklawe kapłanów zebranych w Nicei, Sabinius, biskup Hereclei, który uczestniczył w synodzie, powiedział: „Z wyjątkiem samego Konstantyna i Eusebiusza Pamphilisa, była to zgraja analfabetów, prostych stworzeń, które nic nie rozumiały” (Secrets of the Christian Fathers [Tajemnice chrześcijańskich Ojców], Bishop J. W. Sergerus, 1685, 1897 reprint).
Jest to kolejne jasne przyznanie ignorancji i bezkrytycznej łatwowierności wczesnych duchownych. Dr Richard Watson (1737-1816), pozbawiony złudzeń chrześcijański historyk i kiedyś biskup Llandaff w Walii (1782), pisał o nich jako o „towarzystwie gadających od rzeczy idiotów” (An Apology for Christianity [Przeprosiny dla chrześcijaństwa], 1776, 1796 reprint; także: Theological Tracts [Traktaty teologiczne], dr Richard Watson, hasło „On Councils” [O soborach], tom 2, London, 1786, poprawiony reprint 1791). W oparciu o swoje dogłębne badania soborów Kościoła dr Watson wyciągnął wniosek, że „cały kler na soborze nicejskim był pod władaniem diabła, a zjazd składał się z najniższego motłochu i patronował najobrzydliwszej ohydzie” (An Apology for Christianity, tamże). Właśnie to infantylne ciało odpowiadało za powstanie nowej religii i teologiczne stworzenie postaci Jezusa Chrystusa.
Kościół przyznaje, że żywotne składniki materiałów konferencji nicejskiej są „dziwnie nieobecne w kanonach” (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom iii, s. 160). Niebawem zobaczymy, co się z nimi stało. Jednakże, zgodnie z zachowanymi zapisami, Euzebiusz „zajmował pierwsze miejsce z prawej strony imperatora i wygłosił przemówienie inauguracyjne w imieniu imperatora” (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom v, ss. 619-620). Na soborze nie było brytyjskich kapłanów, ale zjawiło się wielu delegatów z Grecji. „Siedemdziesięciu biskupów ze Wschodu” reprezentowało odłamy azjatyckie a niewielka liczba przybyła z innych rejonów (Ecclesiastical History, tamże). Caecilian z Kartaginy przybył z Afryki, Paphnutius z Teb – z Egiptu, Nicasius z Die (Dijon) – z Galii a Donnus z Stridon – z Panonii.
Właśnie na tym infantylnym zgromadzeniu, przy reprezentacji licznych kultów, 318 „biskupów, księży, diakonów, pod-diakonów, ministrantów i egzorcystów” zebrało się, by debatować i decydować o ujednoliconym systemie wiary, w którym był tylko jeden bóg (An Apology for Christianity, tamże). Przedtem wśród kapłanów krążyła ogromna rozmaitość „dzikich tekstów” (Catholic Encyclopedia, New Edition, „Gospel and Gospels” [Ewangelia Ewangelii]), a wspierały one wielką różnorodność wschodnich i zachodnich bogów i bogiń: Jowe, Jowisz, Salenus, Baal, Thor, Gade, Apollo, Juno, Aries, Taurus, Minerwa, Rhets, Mitra, Theo, Fragapatti, Atys, Durga, Indra, Neptun, Wulcan, Kriste, Agni, Krezus, Pelides, Huit, Hermes, Thulis, Tammuz, Eguptus, Iao, Aph, Saturn, Gitchens, Minos, Maximo, Hecla i Phernes (God's Book of Eskra [Boska księga Eskry], anon., rozdz. xlviii, akapit 36).
Do pierwszego soboru nicejskiego rzymska arystokracja oddawała cześć głównie dwóm greckim bogom – Apollo i Zeusowi – ale znakomita większość zwykłych ludzi ubóstwiało albo Juliusza Cezara, albo Mitrasa (zromanizowaną wersję perskiego Mitry). Cezar został deifikowany przez rzymski Senat po jego śmierci (15 marca 44 r.p.n.e.) a potem czczony jako „Boski Juliusz.” Do jego imienia został dodane słowo „Zbawiciel”, którego dosłowne znaczenie brzmiało „ten, który zasiewa nasienie,” tzn. był to bóg falliczny. Juliusz Cezar został okrzyknięty jako „Bóg przejawiony i uniwersalny Zbawiciel ludzkiego życia,” a jego następca August był nazywany „Bogiem przodków i Zbawicielem całej ludzkiej rasy” (Man and his Gods [Człowiek i jego bogowie], Homer Smith, Little, Brown & Co., Boston, 1952). Imperator Neron (54-68), którego pierwotne nazwisko to Lucius Domitius Ahenobarbus (37-68), został uwieczniony na jego monetach jako „Zbawiciel ludzkości” (tamże). Boski Juliusz jako Rzymski Zbawiciel i „Ojciec Imperium” przez rzymski motłoch przez ponad 300 lat był uznawany za „Boga.” To on widniał jako bóstwo w niektórych tekstach kapłanów, ale nie był uznawany w pismach Wchodu i Zachodu.
Zamiarem Konstantyna na Niceę było stworzenie nowego boga dla jego imperium, który zjednoczyłby wszystkie religijne odłamy wokół jednego bóstwa. Kapłanów poproszono o debatę i zdecydowanie, kim ich nowy bóg będzie. Delegaci przekonywali się wzajemnie, wyrażając osobiste motywy na włączenie określonych pism, które promowały co lepsze cechy ich własnych specjalnych bóstw. W trakcie zgromadzenia krzykliwe odłamy pogrążyły się w gorących debatach, z których wyłoniono 53 bogów do dalszej dyskusji. „Synod ciągle jeszcze nie wybrał Boga, dlatego postanowiono głosować, by rozstrzygnąć ten problem... To głosowanie trwało przez rok i pięć miesięcy” (God's Book of Eskra, przekł. Prof. S. L. MacGuire's, Salisbury, 1922, rozdz. xlviii, akapity 36, 41).
W końcu tego okresu na zgromadzenie ponownie przybył Konstantyn, by się przekonać, że kapłani nie uzgodnili nowego bóstwa, ale w głosowaniach zredukowali liczbę kandydatur do pięciu: Cezar, Kriszna, Mitra, Horus i Zeus (Historia Ecclesiastica, Euzebiusz, ok. 325). W Nicei Konstantyn miał głos decydujący i ostatecznie to on zdecydował za nich o nowym bogu. Aby włączyć brytyjskie odłamy, zarządził, aby połączyć imię wielkiego druidzkiego boga Hesusa z bogiem-zbawicielem Wschodu Kriszną (Kriszna to sanskrycki odpowiednik Chrystusa), tak więc Hesus Kriszna ma być oficjalnym imieniem nowego rzymskiego boga. Odbyło się głosowanie przez podniesienie ręki i większością głosów (161 do 157) przyjęto, że oba bóstwa staną się jednym Bogiem. Stosując się do utrwalonego zwyczaju pogan, Konstantyn wykorzystał oficjalne zgromadzenie i rzymski dekret apoteozy [wyniesienia do boskości], by legalnie deifikować dwa bóstwa jako jedno, a uczynił to poprzez demokratyczny konsensus. Nowy bóg został proklamowany i „oficjalnie” ratyfikowany przez Konstantyna (Acta Concilii Nicaeni [Dokumenty soboru nicejskiego], 1618). Ten czysto polityczny akt deifikacji skutecznie i legalnie posadowił Hesusa i Krisznę wśród bogów rzymskich jako pojedynczy kompozyt. Ten abstrakcyjny twór nadał ziemskie istnienie wymieszanym doktrynom nowej religii imperium; a ponieważ do około dziewiątego wieku w alfabetach nie było litery „J,” z czasem imię to wyewoluowało do „Jezus Chrystus.”
Jak stworzono Ewangelie
Potem Konstantyn kazał Euzebiuszowi zorganizować kompilację jednolitej kolekcji nowych pism opracowaną w oparciu o najważniejsze aspekty religijnych tekstów przedstawionych soborowi. Jego instrukcje to: „Przeszukaj te książki i cokolwiek w nich jest dobre, to zachowaj; ale cokolwiek jest złe, to odrzuć. Co jest dobre w jednej książce, połącz to z tym, co jest dobre w innej. To, co zostanie w ten sposób zebrane, będzie nazywane Księgą Ksiąg. I będzie to doktryną mojego ludu, którą zalecę wszystkim narodom po to, aby nie było już więcej wojen z powodu religii.” (God's Book of Eskra, tamże, rozdz. xlviii, akapit 31.)
„Zaskocz ich” – powiedział Konstantyn; „książki zostały napisane zgodnie z tym” (Life of Constantine, tom iv, ss. 36-39). Euzebiusz połączył „w jedno legendarne historie wszystkich religijnych doktryn świata,” biorąc za wzór standardowe mity o bogach zawarte w manuskryptach kapłanów. Łącząc nadprzyrodzone historie „bogów” Mitry i Kriszny z brytyjskimi wierzeniami połączył skutecznie głoszenia kapłanów Wschodu i Zachodu „w postać nowej uniwersalnej wiary” (ibid.). Konstantyn wierzył, że ten zlepek mitów zjednoczy odmienne i przeciwstawne religijne odłamy pod jedyną reprezentatywną opowieścią. Następnie Euzebiusz zorganizował skrybów, aby wyprodukowali „pięćdziesiąt okazałych kopii ... napisanych na pergaminie w sposób czytelny i w wygodnej przenośnej postaci, starannie i artystycznie wykończonych przez profesjonalnych skrybów” (tamże). „Te polecenia” – powiedział Euzebiusz – „zostały niezwłocznie wykonane ... posłaliśmy mu [Konstantynowi] wspaniale i kunsztownie oprawione tomy w potrójnej i poczwórnej formie” (Life of Constantine, tom iv, s. 36). Były to „Nowe Świadectwa [ang. Testimonies]” i jest to pierwsza wzmianka (ok. 331) Nowego Testamentu w materiałach historycznych.
Po spełnieniu poleceń Konstantyna, zarządził on, aby Nowe Świadectwa były odtąd nazywane „słowem rzymskiego Boga Zbawiciela” (Life of Constantine, tom iii, s. 29) i były oficjalnymi tekstami dla wszystkich kapłanów głoszących kazania w Imperium Rzymskim. Następnie wydał rozporządzenie, aby wcześniejsze manuskrypty kapłanów i zapisy z synodu zostały „spalone” i oświadczył, że „każdy, kto będzie ukrywał tamte pisma, będzie strącony ze swoich barków” (ścięty) (tamże). Jak wskazują źródła historyczne, pisma kapłanów sprzed soboru w Nicei przepadły, zachowały się tylko pewne fragmenty.
Przetrwały również niektóre zapisy z soboru. Dostarczają one niepokojących implikacji dla Kościoła. Niektóre ze starych dokumentów mówią, że pierwszy sobór nicejski zakończył się w połowie listopada 326 r., podczas gdy inne mówią, że walka o ustalenie boga była tak zażarta, że przeciągnęła się „na cztery lata i siedem miesięcy,” poczynając od czerwca 325 r. (Secrets of the Christian Fathers, tamże). Niezależnie kiedy się skończyła, dzikość i gwałtowność, jakie jej towarzyszyły, zostały ukryte pod pretensjonalnym tytułem „Wielki i Święty Synod,” przypisanym zgromadzeniu przez Kościół w XVII w. Wcześniej, jednak, duchowni wyrażali inną opinię.
Drugi synod nicejski w latach 786-787 potępił pierwszy synod nicejski jako „synod głupców i szaleńców” i dążył do anulowania „decyzji podjętych przez ludzi o zaburzonych mózgach” (History of the Christian Church, H. H. Milman, DD, 1871). Jeśli poczyta się dokumenty drugiego soboru nicejskiego i zwróci uwagę na wzmianki „przerażeni biskupi” i „żołdactwo” konieczne do „poskromienia obrad,” określenie „głupcy i szaleńcy” jawi się przykładem przygadywania kotła garnkowi.
Konstantyn zmarł w 337 r., a jego wprowadzenie wierzeń obecnie nazywanych pogańskimi do nowego systemu religijnego przyniosło wiele nawróceń. Później pisarze Kościoła uczynili z niego „wielkiego orędownika chrześcijaństwa,” któremu nadał „status legalnej religii Imperium Rzymskiego” (Encyclopedia of the Roman Empire, Matthew Bunson, Facts on File, New York, 1994, s. 86). Świadectwa historyczne pokazują, że takie postawienie sprawy jest błędne, gdyż to właśnie „własny interes” skłonił go do stworzenia chrześcijaństwa (A Smaller Classical Dictionary [Mniejszy słownik klasyczny], J. M. Dent, London, 1910, s. 161). Ale do XV w. nie było ono nazywane „chrześcijaństwem” (How The Great Pan Died [Jak umarł Wielki Pan], Profesor Edmond S. Bordeaux [watykański archiwista], Mille Meditations, USA, MCMLXVIII, ss. 45-7).
Z kolejnymi wiekami Nowe Świadectwa Konstantyna zostały rozwinięte, dodano „interpolacje” i włączono inne pisma (Catholic Encyclopedia, red.Farley, tom vi, ss. 135-137; także: red.Pecci, tom ii, ss. 121-122). Na przykład, w 397 r. Jan „złotousty” Chryzostom zrestrukturyzował pisma Apoloniusza z Tyany, wędrownego mędrca z pierwszego wieku, i uczynił z nich część Nowych Świadectw (Secrets of the Christian Fathers, tamże). Zlatynizowane imię Apoloniusz to Paweł (A Latin-English Dictionary, J. T. White i J. E. Riddle, Ginn & Heath, Boston, 1880), a Kościół dzisiaj nazywa te pisma Listami Pawła. Osobisty pomocnik Apoloniusza, Damis, asyryjski skryba, jest Demasem w Nowym Testamencie (2 Tym. 4:10).
Hierarchia Kościoła zna prawdę o pochodzeniu Listów, gdyż kardynał Bembo (zm. 1547), sekretarz papieża Leona X (zm. 1521), radził swojemu współpracownikowi, kardynałowi Sadoleto, aby nie brać ich pod uwagę, mówiąc: „odrzuć te bezwartościowe rzeczy, gdyż takie absurdalności nie przystoją poważnemu człowiekowi; one zostały wprowadzone na scenę później przez chytry głos z nieba” (Cardinal Bembo: His Letters and Comments on Pope Leo X [Kardynał Bembo: Jego listy i komentarze na temat papieża Leona X], A. L. Collins, London, 1842 reprint).
Kościół przyznaje, że Listy Pawła są fałszem, stwierdzając: „Nawet autentyczne Listy zostały bardzo zmienione przez wstawianie nowych treści w celu nadania wagi osobistym poglądom autora” (Catholic Encyclopedia, red.Farley, tom vii, s. 645). Podobnie, św. Hieronim (zm. 420) oświadczył, że Dzieje Apostolskie, piąta księga Nowego Testamentu, też zostały „fałszywie napisane” („The Letters of Jerome” [Listy Hieronima], Library of the Fathers, Oxford Movement, 1833-45, tom v, s. 445).
Szokujące odkrycie starożytnej Biblii
Później Nowy Testament przekształcił się w dzieło przesadnej kapłańskiej propagandy, a Kościół twierdził, że zawiera ono zapis interwencji boskiego Jezusa Chrystusa w sprawy ziemskie. Jednakże, spektakularne odkrycie w odległym egipskim klasztorze ujawniło światu rozmiary późniejszych zafałszowań pism chrześcijańskich, które same były jedynie „zbiorem legendarnych historii” (Encyclopédie, Diderot, 1759). 4 lutego 1859 r. w piecowym pomieszczeniu Klasztoru św. Katarzyny na górze Synaj odkryto 346 kartek starożytnego kodeksu, a jego zawartość wstrząsnęła całym chrześcijańskim światem. Wraz z innymi starymi kodeksami miał być spalony w piecu, aby zimą zapewnić ciepło mieszkańcom klasztoru. Napisany greką na oślich skórach, zawierał zarówno Stary jak i Nowy Testament; później archeolodzy określili jego powstanie na około 380 r. Kodeks został odkryty przez dr Constantina von Tischendorfa (1815-1874), błyskotliwego i pobożnego niemieckiego badacza Biblii; nazwał on go Sinaiticus, Biblią Synajską. Tischendorf był profesorem teologii i całe swoje życie poświęcił pochodzeniu Nowego Testamentu. Pragnienie przeczytania wszystkich starych pism chrześcijańskich pchnęło go do dalekiej podróży na wielbłądach do Klasztoru św. Katarzyny.
W swoim życiu Tischendorf miał dostęp do innych powszechnie dostępnych starych Biblii, takich jak Biblia Aleksandryjska (albo Alexandrinus), uznawana za drugą z najstarszych na świecie. Nazwano ją tak, gdyż w 1627 r. została zabrana z Aleksandrii do Brytanii i podarowana królowi Karolowi I (1600-1649). Dzisiaj jest wystawiona obok najstarszej znanej Biblii, Sinaiticus, w British Library w Londynie. W swych badaniach Tischendorf miał też dostęp do Vaticanus, Biblii Watykańskiej, trzeciej najstarszej Biblii na świecie i datowanej na połowę VI w. (The Various Versions of the Bible [Różne wersje Biblii], dr Constantin von Tischendorf, 1874, dostępne w British Library). Była przechowywana w zamknięciu w wewnętrznej bibliotece Watykanu. Tischendorf zabiegał o możliwość sporządzenia ręcznych notatek, ale jego prośba została odrzucona. Jednakże, gdy jego strażnik miał przerwy na odpoczynek, Tischendorf zapisywał fragmenty do porównań na swojej dłoni, a czasami na paznokciach („Are Our Gospels Genuine or Not?” [Czy nasze Ewangelie są autentyczne, czy nie], dr Constantin von Tischendorf, wykład, 1869, dostępny w British Library).
Dzisiaj istnieje kilka innych Biblii napisanych w różnych językach w piątym i szóstym wieku, np. Syriacus, Cantabrigiensis (Bezae), Sarravianus i Marchalianus.
Dreszcz strachu przeszedł przez chrześcijaństwo w ostatnim ćwierćwieczu XIX w., kiedy opublikowano angielskojęzyczne wersje Biblii Synajskiej. Na ich stronach są informacje kwestionujące twierdzenia chrześcijaństwa o historyczności. Chrześcijanie otrzymali niepodważalne dowody o umyślnym fałszowaniu we wszystkich współczesnych Nowych Testamentach. Nowy Testament Biblii Synajskiej był tak różny od wersji wtedy publikowanych, że Kościół gniewnie próbował unieważnić te radykalne nowe dowody, które podważały samo jego istnienie. W serii artykułów opublikowanych w London Quarterly Review [Londyński Przegląd Kwartalny] w 1883 r. John W. Burgon, Dziekan Chichesteru, wykorzystał wszelkie dostępne mu figury retoryczne do ataku na ‘sinaiticusową,’ wcześniejszą i przeciwstawną historię Jezusa Chrystusa, pisząc, że „...bez cienia wątpliwości, Sinaiticus jest skandalicznie zepsuty ... przedstawia najbardziej haniebnie okaleczone teksty, których nigdzie indziej nie da się znaleźć; w jakimś procesie stały się one składnicą największej liczby sfabrykowanych lektur, dawnych omyłek i celowych wypaczeń prawd, które można znaleźć w każdej znanej kopii słowa Bożego.” Zmartwienie dziekana Burgona wynika ze sprzeczności aspektów historii ewangelicznych wydawanych w jego czasach, które rozwinęły się do tego stanu w wyniku przez wieki trwającego majstrowania z materią i tak już w samym punkcie wyjścia niehistorycznego dokumentu.
Rewelacje nadfioletowych testów
W 1933 r. Muzeum Brytyjskie (British Museum) w Londynie zakupiło Biblię Synajską od rządu Sowieckiego za 100000 £, z czego 65000 £ pochodziło z datków publicznych. Przed nabyciem Biblia ta była wystawiona w Rosji w Carskiej Bibliotece w St Petersburgu i „niewielu uczonych rzuciło na nią okiem” (The Daily Telegraph and Morning Post 11 stycznia 1938 r., s. 3). Gdy została wystawiona w 1933 r. jako „najstarsza Biblia świata” (tamże), stała się centrum pielgrzymek nie mających sobie równych w historii Muzeum Brytyjskiego.
Zanim podsumuję jej konfliktowość, należy zauważyć, że ten stary kodeks w żadnym wypadku nie jest wiarygodnym wprowadzeniem do studiów Nowego Testamentu, gdyż zawiera przeobfitość błędów i poważne przeredagowania. Te nieprawidłowości zostały obnażone w wyniku miesięcy testów za pomocą światła nadfioletowego prowadzonych w Muzeum Brytyjskim w połowie lat 1930-tych. Wyniki tych badań ujawniły zamianę licznych ustępów przez przynajmniej dziewięciu różnych redaktorów. Zdjęcia wykonane podczas testów wykazały, że barwnik atramentu zachował się głęboko w porach skóry. Pierwotne słowa dało się odczytać w świetle nadfioletowym. Każdy, kto chce zapoznać się z wynikami testów, powinien sięgnąć po książkę napisaną przez badaczy, którzy wykonali tę analizę – kustoszy Departamentu Manuskryptów w Muzeum Brytyjskim (Scribes and Correctors of the Codex Sinaiticus [Pisarze i korektorzy kodeksu Sinaiticus], H. J. M. Milne i T. C. Skeat, British Museum, London, 1938).
Fałszerstwa w Ewangeliach
Gdy porówna się Nowy Testament i Biblię Synajską z współczesnym Nowym Testamentem można zidentyfikować zawrotną liczbę 14800 redakcyjnych zmian. Poprawki te można rozpoznać poprzez proste porównania, które każdy może i powinien wykonać. Poważne studia początków chrześcijaństwa muszą być oparte na Nowym Testamencie Biblii Synajskiej, a nie współczesnych wydaniach.
Ważny jest fakt, że Sinaiticus zawiera trzy Ewangelie później odrzucone: Pasterz z Hermas (napisana przez dwa wskrzeszone duchy, Charinus i Lenthius), Pismo Barnaby (Barnabasa) i Ody Solomona. Brak miejsca nie pozwala na szczegółowe omówienie tych dziwacznych pism, ani na dyskusję dylematów związanych z różnicami w tłumaczeniach.
Współczesne Biblie to piąte tłumaczenia z tłumaczeń poczynając od wczesnych wydań, a zagorzałe spory między tłumaczami dotyczą różnych interpretacji ponad 5000 starożytnych słów. Jednakże, to co wprawia w zakłopotanie Kościół jest to, czego nie ma w tej starej Biblii, a niniejszy artykuł omawia tylko kilka z tych braków. Jeden z rażących przykładów jest subtelnie ukazany w Encyclopaedia Biblica (Adam & Charles Black, London, 1899, tom iii, s. 3344), gdzie Kościół wyjawia swoją wiedzę o pominięciach w starych Bibliach, mówiąc: „Od dawna i często zauważano, że, tak jak Paweł, nawet najwcześniejsze Ewangelie nic nie wiedziały o cudownym narodzeniu się Zbawiciela.” To dlatego, że nigdy nie było narodzenia z dziewicy.
Jest oczywiste, że gdy Euzebiusz zebrał skrybów, aby przepisywali Nowe Świadectwa, najpierw przygotował pojedynczy dokument, który stanowił przykład czy też kopię-matkę. Dzisiaj nazywa się ją Ewangelią Marka, a Kościół przyznaje, że była to „pierwsza napisana Ewangelia” (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom vi, s. 657), chociaż dzisiaj w Nowym Testamencie pojawia się jako druga. Skryby Ewangelii Mateusza i Łukasza polegali na pismach Marka jako źródle i podstawie swoich kompilacji. Ewangelia Jana jest niezależna od tych pism, a teoria z końca XV w., mówiąca, że była napisana później dla poparcia pism wcześniejszych, jest prawdziwa (The Crucifixion of Truth [Ukrzyżowanie prawdy], Tony Bushby, Joshua Books, 2004, ss. 33-40).
Zatem, Ewangelia Marka w Biblii Synajskiej zawiera historycznie „pierwszą” opowieść o Jezusie Chrystusie i jest to zupełnie różne niż to, co znajdujemy we współczesnych Bibliach. Zaczyna się od Jezusa „w wieku około trzydziestu lat” (Marka 1:9) i nic nie mówi o Maryi, dziewiczych narodzinach ani o masowym zabijaniu małych chłopców przez Heroda. Na początku tego tekstu nie pojawiają się słowa opisujące Jezusa Chrystusa jako „syna Bożego”, tak jak we współczesnych wydaniach (Mark 1:1); nie ma też tam ani w żadnej starej Biblii przytaczanych obecnie linii rodowych śledzących „mesjańską linię krwi” wstecz aż do króla Dawida, jak to robią dzisiejsze tzw. „mesjańskie proroctwa” (jest ich 51). Biblia Synajska zawiera sprzeczną wersję zdarzeń towarzyszących „wskrzeszeniu Łazarza” i ujawnia niezwykłe pominięcie, które później stało się centralną doktryną wiary chrześcijańskiej: pojawień Jezusa Chrystusa po zmartwychwstaniu i jego wniebowstąpienia. W żadnej dawnej Ewangelii Marka nie odnotowano nadprzyrodzonego pojawienia się zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa, ale teraz we współczesnej Biblii występuje opis zawierający ponad 500 słów (Marka 16:9-20).
Mimo mnóstwa dalekosiężnych samousprawiedliwień kościelnych apologetów, nie ma jednomyślności opinii chrześcijańskiej w związku z brakiem odniesień do „zmartwychwstania” w dawnych ewangelicznych relacjach tej historii. W Biblii Synajskiej nie tylko brakuje tych opisów, ale nie ma ich w Biblii Aleksandryjskiej, Biblii Watykańskiej, Biblii Bezae i w dawnym łacińskim manuskrypcie Marka, przez analityków oznaczanym jako „K.” Nie ma ich też w najstarszej armeńskiej wersji Nowego Testamentu, w manuskryptach wersji etiopskiej z VI w. i w Bibliach anglosaksońskich z IX w. Jednak niektóre XII-wieczne Ewangelie mają wersety o zmartwychwstaniu obramowane gwiazdkami, używanymi przez skrybów do wskazywania fałszywych fragmentów w dokumentach literackich.
Kościół utrzymuje, że „zmartwychwstanie jest fundamentalnym argumentem naszej chrześcijańskiej wiary” (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom xii, s. 792), a jednak w żadnej wcześniejszej Ewangelii Marka nie ma zapisów o nadprzyrodzonym ukazaniu się Jezusa Chrystusa. Zmartwychwstanie i wniebowstąpienie Jezusa Chrystusa jest sine qua non („bez czego, nic”) chrześcijaństwa (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom xii, s. 792), co jest potwierdzone przez słowa przypisywane Pawłowi: „Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, wasza wiara jest daremna” (1 Kor. 15:17). Wersety o zmartwychwstaniu w dzisiejszych Ewangeliach powszechnie uważa się za fałszerstwa i Kościół zgadza się z tym, mówiąc: „trzeba przyznać, że zakończenie Marka nie jest autentyczne ... prawie cała ta sekcja jest późniejszą kompilacją” (Encyclopaedia Biblica, tom ii, s. 1880, tom iii, ss. 1767, 1781; także: Catholic Encyclopedia, tom iii, pod nagłówkiem "The Evidence of its Spuriousness" [Dowody nieprawdziwości]; Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom iii, ss. 274-9 pod nagłówkiem "Canons"). Jednak, niezrażony tym Kościół przyjął to fałszerstwo do swoich dogmatów i uczynił zeń podstawę chrześcijaństwa. Ten trend fikcyjnych opowieści o zmartwychwstaniu trwa dalej. Ostatni rozdział Ewangelii Jana (21) jest fałszerstwem z VI wieku – jest całkowicie poświęcony opisowi Jezusa zmartwychwstałego dla jego uczniów. Kościół przyznaje: „Jedyny wniosek, jaki można z tego wyciągnąć to to, że 21-szy rozdział został później dodany i dlatego należy go traktować jako dodatek do tej Ewangelii” (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom viii, ss. 441-442; New Catholic Encyclopedia (NCE), "Gospel of John", s. 1080; także: NCE, tom xii, s. 407).
„Wielkie wtrącenie” i „Wielkie pominięcie”
Współczesne wersje Ewangelii Łukasza zawierają zawrotne 10000 słów więcej niż ta sama Ewangelia w Biblii Synajskiej. Sześć słów mówi o Jezusie „i wzniósł się do nieba,” ale takie stwierdzenie nie pojawia się nigdzie w żadnej z najstarszych Ewangelii Łukasza, które są dzisiaj dostępne ("Three Early Doctrinal Modifications of the Text of the Gospels" [Trzy wczesne doktrynalne modyfikacje tekstów Ewangelii], F. C. Conybeare, The Hibbert Journal, London, tom 1, No. 1, Oct. 1902, ss. 96-113). Dawne wersje nie potwierdzają współczesnych opisów wniebowstąpienia Jezusa Chrystusa, a to zafałszowanie jasno wskazuje na zamierzone oszustwo.
Dzisiaj Ewangelia Łukasza jest najdłuższa z czterech kanonicznych, gdyż teraz zawiera „Wielkie wtrącenie,” zdumiewające XV-wieczne dodanie około 8500 słów (Łukasza 9:51-18:14). Dołożenie tych falsyfikatów do tej Ewangelii zdumiewa współczesnych chrześcijańskich analityków. Kościół mówi o nich: „Charakter tych fragmentów czyni wnioski z nich wyciągane ryzykownymi” (Catholic Encyclopedia, red. Pecci, tom ii, s. 407).
Równie niezwykłe jest to, że najstarsze Ewangelie Łukasza nie zawierają wersetów od 6:45 do 8:26, znane w kręgach duchowieństwa jako „Wielkie pominięcie,” które dotyczy 1547 słów. W dzisiejszych wersjach ta dziura została „zatkana” ustępami z innych Ewangelii. Dr Tischendorf stwierdził, że trzy akapity dotyczące Ostatniej Wieczerzy z nowszych wersji Ewangelii Łukasza pojawiły się w XV w., ale Kościół ciągle rozpowszechnia Ewangelie jako nie skażone „słowo Boga” ("Are Our Gospels Genuine or Not?", tamże)
„Indeks usunięć”
Tak jak w przypadku Nowego Testamentu, równie destrukcyjne były zmiany w pismach wczesnych „Ojców Kościoła,” które zostały zmodyfikowane podczas kopiowania na przestrzeni wieków, a wiele fragmentów zostało celowo napisanych na nowo lub usuniętych.
Przyjmując dekrety Soboru w Trencie (1545-63), Kościół później rozszerzył proces wymazywania i zarządził przygotowanie specjalnej listy konkretnych informacji do usunięcia z wczesnych pism chrześcijańskich (Delineation of Roman Catholicism [Zarys rzymskiego katolicyzmu], Rev. Charles Elliott, DD, G. Lane & P. P. Sandford, New York, 1842, s. 89; także: The Vatican Censors [Cenzorzy Watykanu], Profesor Peter Elmsley, Oxford, s. 327, brak roku pub.).
W 1562 r. Watykan ustanowił specjalne biuro cenzury nazywane Index Expurgatorius. Jego celem były zabranianie publikacji „błędnych fragmentów pism wczesnych Ojców Kościoła,” które były sprzeczne ze współczesną doktryną.
Gdy watykańscy archiwiści natykali się na „prawdziwe kopie Ojców, poprawiali je zgodnie z Indeksem usunięć” (Index Expurgatorius Vaticanus, red. R. Gibbings , Dublin, 1837; The Literary Policy of the Church of Rome [Literaturowa polityka Kościoła Rzymu], Joseph Mendham, J. Duncan, London, 1830, 2-gie wyd., 1840; The Vatican Censors, tamże, s. 328).
Dla nas ważny jest fakt, że Encyclopaedia Biblica ujawnia, iż około 1200 lat chrześcijańskiej historii jest nieznane: „Niestety, przed rokiem 1198 wydane zostało tylko kilka zapisów [Kościoła].” Nie przypadkiem w tym samym roku (1198) papież Innocenty III (1198-1216) zabronił udostępniania wszystkich zapisów wcześniejszej historii Kościoła poprzez ustanowienie Tajnych Archiwów (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom xv, s. 287). Jakieś siedem i pół wieku później, po spędzeniu kilku lat w tych Archiwach, Profesor Edmond S. Bordeaux napisał How The Great Pan Died [Jak umarł Wielki Pan]. W rozdziale zatytułowanym „The Whole of Church History is Nothing but a Retroactive Fabrication” [Cała historia Kościoła to nic tylko działające wstecz fabrykowanie] napisał m.in.:
„Kościół nadał wcześniejsze daty wszystkim późniejszym pracom – niektóre z nich były nowo napisane, niektóre poprawione, a niektóre sfałszowane – które zawierały ostateczną jego historię ... technika polegała na zabiegach powodujących, że znacznie późniejsze prace napisane przez pisarzy Kościoła jawiły się jakoby były sporządzone o wiele wcześniej, tak by mogły stać się dowodami z pierwszego, drugiego i trzeciego wieku” (How The Great Pan Died, tamże, s. 46).
Odkrycia Profesora Bordeaux wspiera fakt, że w 1587 r. papież Sykstus V (1585-90) ustanowił oficjalny watykański wydział publikacji i osobiście powiedział: „Historia Kościoła będzie teraz ustalona ... postaramy się wydrukować nasze własne opracowanie” (Encyclopédie, Diderot, 1759). Zapiski Watykanu ujawniają też, że Sykstus V spędził 18 miesięcy swojego życia jako papież, osobiście pisząc nową Biblię, po czym wprowadził do katolicyzmu „Nowe nauczanie” (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom v, s. 442, tom xv, s. 376). Dowody, że Kościół napisał swoją własną historię znajdują się w Encyklopedii Diderota i ujawnia ona powód dlaczego papież Klemens XIII (1758-69) nakazał zniszczyć wszystkie tomy zaraz po publikacji w 1759 r.
Autorzy Ewangelii obnażeni jako oszuści
Jest jeszcze coś innego w tym scenariuszu i jest to zapisane w Encyklopedii Katolickiej (Catholic Encyclopedia). Nastawienie kleru można zrozumieć zauważając, że sam Kościół przyznaje, iż nie wie, kto napisał jego Ewangelie i Listy, wyznając, że wszystkie 27 pism Nowego Testamentu pojawiło się anonimowo.
„Wychodzi więc na to, że obecnych tytułów Ewangelii nie da się powiązać z ewangelistami ... są one [pisma Nowego Testamentu] podawane z tytułami [z imionami domniemanych autorów], które, jakkolwiek stare, nie wywodzą się od poszczególnych autorów” (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom vi, ss. 655-6).
Kościół utrzymuje, że „tytuły Ewangelii nie miały wskazywać autorstwa,” dodając, że „nagłówki ... zostały do nich dołożone” (Catholic Encyclopedia, red. Farley, tom i, s. 117, tom vi, ss. 655, 656). Zatem, nie są to Ewangelie „według Mateusza, Marka, Łukasza i Jana,” jak się publicznie stwierdza. Wyznanie to ujawnia, że nie ma autentycznych Ewangelii apostolskich i że właśnie te niejasne pisma Kościoła dzisiaj ucieleśniają fundamenty i słupy nośne powstania chrześcijaństwa i jego wiary. Konsekwencje tego są fatalne dla aspiracji do Boskiego pochodzenia całego Nowego Testamentu i demaskują teksty chrześcijańskie jako nie mające żadnego specjalnego autorytetu. Sfabrykowane Ewangelie przez wieki nosiły nadany im przez Kościół certyfikat autentyczności, a obecnie uznany przez niego samego za fałszywy, co stanowi dowód, że pisma chrześcijańskie są w całości błędne.
Po latach badań poświęconych Nowemu Testamentowi dr Tischendorf wyraził wielki niepokój z powodu różnic między najstarszymi i najnowszymi Ewangeliami i trudno było mu zrozumieć „...jak skryby mogli sobie pozwolić wprowadzać tu i tam zmiany, które nie były po prostu zmianami słownictwa, ale miały materialny wpływ na samo znaczenie i, co jest jeszcze gorsze, nie wzdrygali się przed wycinaniem fragmentów lub wstawianiem nowych treści” (Alterations to the Sinai Bible [Zmiany w Biblii Synajskiej], dr Constantin von Tischendorf, 1863, dostępne w British Library, London).
Po latach sprawdzania ważności tego sfabrykowanej natury Nowego Testamentu dr Tischendorf wyznał, że współczesne edycje „zostały zmienione w wielu miejscach” i „nie są do zaakceptowania jako prawdziwe” (When Were Our Gospels Written? [Kiedy nasze Ewangelie zostały napisane?], dr Constantin von Tischendorf, 1865, British Library, London).
Czym więc jest chrześcijaństwo?
Rodzi się ważne pytanie: skoro Nowy Testament nie jest historyczny, czym on jest?
Dr Tischendorf dał część odpowiedzi, gdy w swoich krytycznych zapiskach na temat Biblii Synajskiej liczących 15000 stron napisał, że „wydaje się, że osobę Jezusa Chrystusa uczyniono narratorem wielu religii.” Wyjaśnia to w jaki sposób relacje z hinduskiej starożytnej epopei Mahabharata pojawiły się dosłownie w dzisiejszych Ewangeliach (np.: Mat. 1:25, 2:11, 8:1-4, 9:1-8, 9:18-26) i dlaczego Phenomena greckiego męża stanu Aratusa z Sicyon (271-213 p.n.e.) znajdują się w Nowym Testamencie.
W Ewangeliach znajdują się także wyjątki z Hymnu do Zeusa napisanego przez greckiego filozofa Cleanthesa (ok. 331-232 BC), podobnie jak 207 słów z Thais Menandera (ok. 343-291), jednego z „siedmiu mędrców” Grecji. Cytaty półlegendarnego greckiego poety Epimenidesa (VII lub VI w.p.n.e.) włożono w usta Jezusa Chrystusa, a w Nowym Testamencie przedrukowano siedem ustępów z dziwnej Ody Jowisza (ok. 150 r.p.n.e.; autor nieznany).
Wyznanie Tischendorfa wspierają też watykańskie odkrycia Profesora Bordeaux, które ujawniły alegorię Jezusa Chrystusa wyprowadzoną z baśni o Mitrze, boskim synu Boga (Ahura Mazdy) i mesjaszu pierwszych królów Imperium Perskiego około 400 r.p.n.e. W jego narodzinach w grocie brali udział magowie [zoroastryjscy kapłani starożytnej Persji], którzy szli za gwiazdą ze wschodu. Przynieśli oni „dary złota, kadzidła i mirry” (jak u Mat. 2:11), a noworodka wielbili pasterze. Urodził się w mitraicznym czepku, który papieże imitowali w różnych wzorach aż do XV w.
Mitra, będąc jednym z trójcy, stał na skale, symbolu fundamentów jego religii, i był namaszczony miodem. Po ostatniej wieczerzy z Heliosem i 11 innymi towarzyszami, Mitra został ukrzyżowany, zawinięty w płótno, umieszczony w skalnym grobowcu i zmartwychwstał trzeciego dnia albo około 25 marca (podczas pełni Księżyca w pobliżu wiosennej równonocy), w czasie dzisiaj nazywanym Wielkanocą [ang. Easter, czyt. Ister] od babilońskiej bogini Isztar). Główną doktryną mitraizmu była pełna ognia destrukcja wszechświata, czas, w którym Mitra obiecał osobiście powrócić na Ziemię i uratować godne tego dusze. Wielbiciele Mitry raczyli się w komunijnej uczcie z chleba i wina, uroczystości podobnej do chrześcijańskiej Eucharystii, która jednak poprzedzała tą ostatnią o więcej niż cztery wieki.
Chrześcijaństwo jest adaptacją mitraizmu zespoloną z druidycznymi zasadami Culdee [członkowie ascetycznych społeczności z terenów dzisiejszych wysp brytyjskich], pewnymi egipskimi elementami (przedchrześcijańska Księga Objawień [Apokalipsa] była pierwotnie nazywana Misteriami Ozyrysa i Izis), greckiej filozofii i różnymi aspektami hinduizmu.
Dlaczego nie ma zapisów o Jezusie Chrystusie?
W żadnym uznanym religijnym czy historycznym piśmie skompilowanym między początkiem I w. i daleko w głąb IV w. nie da się znaleźć żadnego odniesienia do Jezusa Chrystusa ani do spektakularnych zdarzeń, jakie według Kościoła towarzyszyły jego życiu. Następujące potwierdzenie pochodzi od Frederica Farrara (1831-1903) z Trinity College w Cambridge:
„To zadziwiające, że historia nie zachowała dla nas ani jednego pewnego lub konkretnego powiedzenia lub okoliczności z życia Zbawiciela ludzkości ... nie istnieje żadne stwierdzenie w całej historii, które mówiłoby, że ktokolwiek widział Jezusa lub rozmawiał z nim. Nic w historii nie jest bardziej zdumiewające niż milczenie współczesnych pisarzy o zdarzeniach przekazywanych w czterech Ewangeliach” (The Life of Christ [Życie Chrystusa], Frederic W. Farrar, Cassell, London, 1874).
Sytuacja ta wynika ze sprzeczności między przekazami historycznymi i Nowego Testamentu. Oto jak skomentował to dr Tischendorf:
„Musimy otwarcie przyznać, że nie mamy żadnego źródła informacji w sprawie życia Jezusa Chrystusa poza pismami kościelnymi skompilowanymi w IV w.” (Codex Sinaiticus, dr Constantin von Tischendorf, British Library, London).
Istnieje wytłumaczenie tej setki lat trwającej ciszy: budowanie chrześcijaństwa nie zaczęło się wcześniej niż po pierwszej ćwiartce IV w. Właśnie dlatego papież Leon X (zm. 1521) nazwał Chrystusa „bajką” (Cardinal Bembo: His Letters... [Kardynał Bembo: Jego Listy...], tamże).
Etykiety:
Ateizm
niedziela, 3 marca 2013
Keith O'Brien - hipokryta roku
Pojawił się kolejny dowód na potwierdzenie tezy, że homofobia występuje najczęściej u osób starających się ukryć się własny homoseksualizm. Uwewnętrzniona homofobia tym razem została ujawniona u kardynała Keitha O’Briena, będącego zwierzchnikiem Kościoła Katolickiego w Wielkiej Brytanii. O’Brien wielokrotnie wygłaszał treści homofobiczne, za co w ubiegłym roku został „wyróżniony” tytułem „Bigota roku”. Kardynał O’Brien posługiwał się – podobnie jak ksiądz Oko – pełnymi nienawiści twierdzeniami o rzekomym złym wpływie homoseksualizmu na zdrowie osób w związkach jednopłciowych i na wychowane przez nie dzieci oraz porównaniami homoseksualizmu do pedofilii. Stał na czele akcji sprzeciwiającej się małżeństwom jednopłciowym w Anglii i Walii oraz Szkocji. W 2012 r. równouprawnienie osób homoseksualnych nazwał „zniewoleniem” i „pogwałceniem praw człowieka”, zaś związki jednopłciowe aberracją. W rozmowie radiowej powiedział, że małżeństwa jednopłciowe są „groteską” i „grożą degeneracją społeczeństwa”. Wiele razy mówił też o tym, że geje i lesbijki stanowią zagrożenie dla dzieci. Kilka tygodni temu pojawiły się oskarżenie kilkunastu księży o to, że kardynał O’Brien dopuszczał się wobec nich „niewłaściwych zachowań”. O’Brien zaprzeczył temu. Sprawy jednak zaszły zbyt daleko i przyparty do muru O’Brien przyznał dziś, że uprawiał seks z księżmi katolickimi. Okazało się, że O’Brien jest osobą homoseksualną i podczas swojej kariery w kościele był aktywny seksualnie uprawiając seks z mężczyznami. Dziś przeprosił za to wiernych i zapowiedział wycofanie się z życia publicznego. Nie przeprosił jednak tych, których najbardziej powinien, czyli gejów i lesbijek. Hipokryzja roku. Człowiek, który sypiał z wieloma mężczyznami, nie był w stanie sam stworzyć stabilnego związku potępiał osoby żyjące w trwałych związkach i wzywał do nienawiści wobec nich. Czekam na więcej ujawnień takiej hipokryzji. Myślę, że nie będę musiał czekać długo. Kościół katolicki tonie we własnym gównie. Niedługo może się okazać, że nie będzie nikogo, kto poda rękę na ratunek. Około roku temu niemiecki teolog David Berger, który jest gejem i został wyrzucony z kościelnej uczelni po coming oucie mówił i pisał w swojej książce, że także Ratzinger jest homoseksualistą a Watykan jest przepełniony gejami. Zaczynam mu teraz wierzyć.
poniedziałek, 18 lutego 2013
Bóg w formie wafelka i w formie makaronu - jeden prawdziwy a drugi wymyślony?
Bardzo mnie zainteresowała sprawa rejestracji Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Ministerstwo najpierw piętrzyło problemy, a następnie zleciło wykonanie ekspertyzy, czy KLPS można uznać za religię. Opinię napisali religioznawcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Opinia ta prawdopodobnie przyczyni się do tego, że Ministerstwo odrzuci wniosek o rejestrację kościoła. Jeśli tak uczyni to KLPS może jeszcze na tym zarobić w Strasburgu. Bo sprawa jest ewidentnie do wygrania w sądzie, a opiniodawcy opinią pogrążyli samych siebie pisząc, że KLPS spełnia wszystkie kryteria wspólnoty religijnej, a jednocześnie nie należy go rejestrować. W opinii czytamy m.in. "Wyznawcy LPS to ateiści, którzy nie kryją się ze swoim ateizmem, i w przeciwieństwie do innych wyznawców "wymyślonych religii " nie traktują swojej poważnie." Biegli w żaden sposób nie uzasadnili swojego stwierdzenia, że członkowie KLPS nie traktują swojej religii poważnie w stosunku do wyznawców wymyślonych religii. Przede wszystkim religia LPS nie jest wymyślona w odróżnieniu od innych monoteistycznych religii. Inne religie też nie są objawione, a wymyślone z chrześcijaństwem na czele. Biegli kilkakrotnie podkreślają parodystyczny charakter religii LPS. Uważają, że święte księgi parodiują biblię, a obrzędy zbytnio przypominają parodię judeochrześcijańskiego dekalogu i obrzędów. Twierdzenia te są całkowicie nieuprawnione. Nikt nie udowodnił objawionego charakteru biblii, wręcz przeciwnie, wszyscy badacze podkreślają zapożyczenia z wcześniejszych wierzeń. Dekalog poza sferą totalitaryzmu w zakresie obowiązku wiernych wobec wspólnoty, zawiera kilka uniwersalnych zaleceń. To, że wyznawcy LPS nie będą zabijać ani kraść jest parodią? Jeśli tak to tak samo parodią judaizmu jest chrześcijaństwo a judaizm innych wcześniejszych religii. Opinia jest w dalszej części równie nielogiczna: "Czy jest możliwe, aby jakaś grupa ludzi w miarę rozsądnych i w miarę wykształconych w sposób poważny traktowała tezę, iż w rzeczywistości istnieje Latający Potwór Spaghetti, który stworzył wszechświat, jest wszechmogący i wszechwiedzący". A czy możliwym jest by znacznie liczniejsza grupa ludzi w miarę rozsądnych i w miarę wykształconych wierzyła w zmartwychwstanie, hurysy w raju, drabinę do nieba, anioły z mieczami w rozmodlonych dłoniach, wniebowzięcie, wskrzeszenie, stuletnie matki i matki - dziewice, chodzenie po wodzie, zamianę wody w wino, ciało Chrystusa ukryte w kawałku ciasta i krew swojego boga w winie, gadające węże, a także istnienie trzech osób w jednej? Okazuje się, że tak. Czym w takim razie bóg w formie wafelka zasługuje bardziej na uznanie i rejestrację niż bóg w formie makaronu? W czym jest lepszy bóg zasiadający w otoczeniu aniołów na tronie w przestworzach od boga latającego?
sobota, 26 stycznia 2013
Sądy i ich wyroki (boskie)
Taki wymiar kary budzi u mnie politowanie i wstyd za polski wymiar „sprawiedliwości”. Warto przypomnieć karę dla księdza pedofila, który miał zapłacić swoim ofiarom zadośćuczynienie w zawrotnej kwocie 600 złotych! Czy innego pedofila w sutannie ze Szczawnicy, który przez dwa lata molestował 13-letnią dziewczynkę zmuszając ją do stosunków, a został skazany jedynie na 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat.
Smutny to kraj, w którym za posiadanie grama marihuany można trafić za kratki, za jazdę na rowerze po 1 piwie można trafić za kratki, za zaległości kilku złotych w ZUSu można trafić za kratki, za niezapłacone mandaty czy grzywny można trafić za kratki, ale jak ma się sutannę, to popełnione przestępstwo staje się błędem, nieporozumieniem, przykrym incydentem, niezręcznością lub czymś niezbyt fortunnym.
Tymczasem Superstacja za satyrę z pedofilskich księży została ukarana karą 70 tys. zł. za obrazę uczuć religijnych.
Smutny to kraj, w którym za posiadanie grama marihuany można trafić za kratki, za jazdę na rowerze po 1 piwie można trafić za kratki, za zaległości kilku złotych w ZUSu można trafić za kratki, za niezapłacone mandaty czy grzywny można trafić za kratki, ale jak ma się sutannę, to popełnione przestępstwo staje się błędem, nieporozumieniem, przykrym incydentem, niezręcznością lub czymś niezbyt fortunnym.
Tymczasem Superstacja za satyrę z pedofilskich księży została ukarana karą 70 tys. zł. za obrazę uczuć religijnych.
poniedziałek, 14 stycznia 2013
Zwyczaje polskie - krzyż w Sejmie
Krzyż w Sejmie ma prawo wisieć - tak orzekł dziś sąd. Nie dziwi mnie to. Wszak społeczeństwo jest kołtuńskie to i sądy takie same. Nie mniej jdenak uzasadnienie sądu zatyka dech w piersiach. Sędzia Alicja Fronczyk w uzasadnieniu wyroku powiedziała, że większość społeczeństwa nie uważa, by kwestia krzyża w Sejmie "wymagała jakiegokolwiek rozstrzygnięcia". I to ma być uzasadnienie jakiegoś stanu rzeczy? Większość społeczeństwa uważa, że sprawa nadużywania władzy rodzicielskiej (czy nazywając rzeczy po imieniu przemocy wobec dzieci) też nie wymaga rozstrzygnięcia, a jednak bić nie można. W minionych stuleciach większośc społeczeństwa nie uważała, że kobietom należą się prawa wyborcze, a jednak prawa te kobietom przyznano. Powoływanie się na większość społeczeństwa nie jest argumentem, którym powienien posługiwać się sąd. To pachnie już totalitaryzmem i faszyzmem. Pragnę przypomnieć, że kilkadziesiąt lat temu większość społeczeństwa Niemiec uważała, że Żydom nie należą się prawa obywatelskie, a w USA większość społeczeństwa wypowiadała się negatywnie o prawach osób czarnoskórych. W RPA na przekonaniu o prawie większości do decydowania o mniejszości opierał się apartheid. Czy do takich wzorców sąd ma sentyment? Według sądu nieusuwanie krzyża, zawieszonego bez wiedzy Sejmu w 1997 r., nie jest bezprawne także dlatego, że ma to "zakotwiczenie w zwyczaju", ukształtowanym przez 16 lat jego obecności w Sejmie. Sędzia Fronczyk dodała, że zwyczaj to element prawa cywilnego, którego sąd nie może zlekceważyć. To kolejna kpina z prawa. Zakotwiczenie w zwyczaju ma także przemoc domowa, a ma historię znacznie dłuższą niż 16 lat. Zakotwiczenie w zwyczaju miało także niewolnictwo albo antysemityzm który doprowadził Żydów do haniebnej stodoły. Zakotwiczenie w zwyczaju to nie jest argument, kóry należałoby traktować poważnie. I niepoważnie brzmi sędzia, który ten argument wysuwa.
środa, 9 stycznia 2013
Totalitaryzm
Terlikowski u Lisa. Ogladałem niestety tego chama napedzając tym samym koniunkturę programowi. A nie powinienem i czuję z tego powodu wyrzuty sumienia. Nabijanie oglądalności przy użyciu przygłupiastego oszołoma jest obrzydliwe ze strony prowadzących programy publicystyczne. Przyznaję tu rację Magdalenie Środzie, która wystosowała apel o niezapraszanie Terlikowskiego do mediów. Co gorsza język nienawiści propagowany przez Terlikowskiego to język kościoła katolickiego. Głos reprezentantów kościoła katolickiego niczym nie różni się od faszystowskiej propagandy. To język III Rzeszy. I dlatego kościół powienin być tak jak faszyści rozliczany z tego co mówi. Państwo powinno wyciągnąć prawne konsekwencje oraz karać za obrażanie i wzywanie do nienawiści. Efektem głoszonej nienawiści przez katolickich hierachów są między innymi komentarze, które dziś znalazłem pod tekstem dotyczącym Anny Grodzkiej. Nie sądziłem nawet, że w Polsce jest tak źle. Obelgi, groźby, wysyłanie do szpitala albo komory gazowej. Na takie zachowania daje przyzwolenie kościół katolicki. Nie tylko daje przyzwolenie na obrażanie, ale sam obraża. Bezkranie, w imię wolności słowa. Jednocześnie za obrazę obrazu czy książki związanych z kultem religijnym można w Polsce iść do więzienia na kilka lat. Czy to nie jest totalitaryzm?
poniedziałek, 7 stycznia 2013
3 króli i brak rodziału kościoła od państwa
Święto Trzech Króli. W Polsce masowo organizowano marsze, do większości z nich dołożyły się samorządy. Czy powinny? - Możemy sfinansować byle jaką religijną imprezę, uzasadniając, że taka przecież kultura, a do tego finansowanie kleru ma tradycję setek lat. Tyle że czasy się zmieniają.
Możemy sfinansować byle jaką religijną imprezę, uzasadniając, że taka przecież kultura, a do tego finansowanie kleru ma tradycję setek lat. Tyle że czasy się zmieniają, rozumienie prawa się na świecie (przynajmniej tym bardziej cywilizowanym świecie) zmienia, wymyślono nawet Prawa Człowieka, które przecież od zawsze, teoretycznie zgodnie z ideami chrześcijańskimi, powinny być realizowane.
Podejście do religii i rozumienie w tym względzie roli państwa ewoluuje na wielką skalę od czasów reformacji, która do Polski prawie nie doszła w swoim czasie i, jak widać, do dziś nie dochodzi.
A podobne tradycje, jak chrześcijaństwo, mają w Europie i inne idee czy zjawiska. To są naprawdę dłuuugie korzenie naszej cywilizacji. Tradycje ma brak poszanowania kobiet, zwierząt czy bicie dzieci. Bardzo głęboko zakorzeniony jest nacjonalizm. Obywatele są nieuczciwi? To też tradycja.
Od tradycji chrześcijańskiej zgrabnie odejmuje się kościelne prześladowania wolnomyślicieli, palenie na stosach, inkwizycję, wojny, nazywając to skazami. Udział kultury chrześcijańskiej w kontekście praw kobiet i zwierząt uważa się za żaden, pomimo tego, że jest zasadniczy. Ba! Zależności w rozwoju gospodarczym zależą w bardzo dużej mierze od danej religii, o czym solidne opracowania istnieją już od dwóch wieków.
Nie mamy problemu, jako kraj, z rozdzieleniem sfery światopoglądowej w sferze faszyzmu czy komunizmu. Nie mamy problemu z określeniem, czy ustrój feudalny dla chłopa był dobry czy zły i co w zakresie Praw Człowieka można, a czego nie.
Jednak kwestie rozumienia równouprawnienia płci, orientacji seksualnych, koloru skóry itd. w Polsce dopiero raczkują. Niestety, o takim samym raczkowaniu możemy mówić w kwestii rozumienia neutralności światopoglądowej i rozdzielności Kościołów od państwa.
Czy dokładanie z publicznej kasy do ramadanu byłoby dla katolików akceptowalne, jeśli ich święta by nie były dofinansowywane? Czy w ogóle dokładanie do imprez o zabarwieniu światopoglądowym (dodam - innym niż katolicki), byłoby akceptowalne? W normalnej sytuacji? Nie. Żadnej religii i żadnego światopoglądu.
To jest religijna impreza, która, owszem, wpisała się w kulturę miasta i Polski, ale to nie jest żadne uzasadnienie, a tylko pokazuje mentalność, która, miejmy nadzieję, zmieni się jak najszybciej.
sobota, 3 listopada 2012
Oko - zauważyłem
Odświętna Teresa w lipcu napisał, że prawdopodobnie nie zauważyłem, co Pan Oko ma do powiedzenia o homoseksualnej mafii. Ja Oko zauważyłem, ale byłem zajęty zbyt bardzo piciem rakiji i objadaniem się burkami nad Adratykiem, a do tego odcięty od netu, przez co nie zauważyłem wpisu blogowego kolegi, a i jakoś kometować Pana Oko nie miełem już siły (zmęczenie zbyt dużą dawką tępoty w otaczającej rzeczywistości). Dziś nadrobiłem zaległości, przeczytałem wpisy kolegi z czasu mych letnich nieobecności, zauważyłem wpis mnie się tyczący i uznałem, że czas się jakoś do tematu ustosunkować. Co się tyczy Pana Oko to jest on obrzydliwą kreaturą i to tyle co mam o nim do powiedzenia. Co do homoseksulanej mafii w tej skorumpowanej organizacji totalitarnej o której mówi Oko to myślę, że mafią nazwać należy przede wszystkim całą tę organizację, a ta jak sądzę składa się głównie z heteroseksulistów. Gej świetnie pasuje Panu Oko do odwrócenia uwagi od skandali, które dzieją się w tej szowinistyczno-homofobicznej strukturze. To taki nowy rodzaj Żyda dla katolików. Myślę, że gdyby warunki temu nieco bardziej sprzyjały to i stodoła by się szybko znalazła. Ujawnianie skandali w KK mnożą się ostatnio w szybkim tempie. Doprowadzenie do śmierci własnego dziecka przez księdza na plebanii, kradzież przez zakonnicę piwa w Żabce, jazda po pijanemu przez biskupa warszawskiego, rysowanie samochodów przez zakonnicę to pikuś przy aferach, które dzieją się w katolickim półświatku. Zaznaczyć chciałbym przy okazji, że w wymienionych przypadkach z pierwszych stron tabloidów nie ma gejów. Ja zdanie na temat księży gejów mam. Księża, którzy z jednej strony wspierają choćby nawet milczeniem katolicką homofobię, a z drugiej prowadzą homoseksulne życie erotyczne budzą moje obrzydzenie. Zaznaczam od razu, że obrzydzenie moje budzi jednak nie to, że są aktywnie seksualnie, ale to, że wspierają homofobię. Po części nawet rozumiem, że może być im trudno. To w sumie tak jakby być Żydem w strukturach NSDAP. Ale do jasnej cholery, ja nie zapisałbym się do NSDAP bez względu na to czy byłbym Żydem czy Niemcem. Jeśli coś szkodzi KK to nie są homoseksualiści, ale homofobia. Dlatego z uznaniem odnoszę do takich reprezentantów KK, którzy otwarcie mówią o tym, że są homoseksulni, akceptują homoseksualizm swój i innych i starają się reformować tę organizaję. Zapewne nie jest to łatwe, ale znoszenie niewolnictwa, walka o prawa wyborcze kobiet też nie były łatwe. Z zainteresowaniem przeczytałem ostatnio o coming oucie włoskiego księdza. Don Mario Bonfanti z okazji dnia wychodzenia z szafy napisał na Facebooku "Jestem szczęśliwym księdzem gejem". Bonfanti oficjalnie popiera małżeństwa homoseksulne, a także sam ich udzielał, co spowodowało jego zsyłkę do prowincjonalnej parafii. Okazuje się, że to nie pierwszy przypadek. Wcześniej coming outu dokonał w Hiszpanii Jose Mantero. Okazuje się, że jednak można. Co do księży gejów to jest niewielkie moje rozeznanie w tym temacie, ale mimo to wiem, że mój dawny znajomy umawiał się z zakonnikami z Niepokalanowa. Drugi bardzo często odwiedzał podsochaczewską parafię. Inny opowiadał, że jako nastolatek spotykał się z księdzem w Sochaczewie. Ja osobiście nie umawiałem się na randki z księżmi i własnych doświadczeń w tym temacie nie mam, ale przyznać jednoczęsnie muszę, że ja takich amantów nie szukałem. Chcę powiedzieć, że mnie nie bulweruje to, że ci ludzie chcą prowadzić aktywne życie seksualne. Mnie bulwersuje to, że nie słyszę od nich potępienia homofobii ziejącej z KK. Wracając do Pana Oko i kończąc ten wpis to jego problem polega nie na tym, że istnieje mafia homoseksualna, ale na tym, że mafia nie składa się z samych heterosekualistów.
piątek, 2 listopada 2012
Terlikowski oddaj kasę
"Tak, jestem gotów oddać te pieniądze (a nawet lokal Frondy i jej dotacje), ale pod jednym warunkiem. Najpierw musicie sprawić, że dziecko Agaty, które zginęło na skutek waszych działań, waszych kłamstw i oszczerstw, odzyska życie" - pisze Tomasz Terlikowski w odpowiedzi na dzisiejszy tekst Wojciecha Maziarskiego "Terlikowski, oddaj kasę!", w którym oskarża Terlikowskiego o przyczynienie się do łamania praw człowieka w Polsce. Odpowiedź Terlikowskiego przygnębia. Łatwo o taki gest, gdy się wie,że warunek jest nie do spełnienia. Terlikowski pomylił się o kilka wieków, w średniowieczu pasowałby jak trza! Zacietrzewiony wyraz twarzy, cedzenie przez zaciśnięte zęby - ot kwintesencja karykatury katolika i katolicyzmu. Kiedy słucham Terlikowskiego trudno nie odnieść wrażenie, że ten człowiek jest zaburzony psychicznie. Mam wrażenie, że chamstwo i prymitywizm które wyziera z jego postawy życiowej to objaw choroby. Jako ciekawostka fragment z bloga Terlikowskiego z ubiegłego roku:
"01.11.2011 10:25 37
Łańcuch pokoleń
5.15 pobudka. To moja najstarsza córka oznajmiła, że już pora jechać na groby. Argument, że jest ciemno w ogóle jej nie przekonał. Wstałem dwadzieścia minut później. I tak zaczął się jeden z najpiękniejszych dni w roku. Uroczystość Wszystkich Świętych.
W samochodzie odmawialiśmy różaniec za babcie i dziadków (a w zasadzie dla niej to za pradziadków i prababcie). Potem jeszcze o brzasku, gdy alejki cmentarza oświetlały głównie znicze i lampy szliśmy na grób jednej z prababci. Marysia od początku domagała się, by zapalić też znicz na pustym grobie. Wspólnie modliliśmy się uzyskując odpust. A na koniec tego niesamowitego poranka jeszcze msza święta, z mocnym kazaniem."
No i co? Na mój ogląd wymaga to interwencji lekarza specjalisty.
poniedziałek, 25 czerwca 2012
Inkwizytorzy XXI w.
Kolejny dzień myślę o niesprawiedliwym i nie mieszczącym się w ramach demokratycznego państwa wyroku skazującego Dorotę Rabczewska. Chociaż to ona została ukarana ta kara boli również mnie. Wyrok sądu to lincz na ateistycznej i zdroworozsądkowej części społeczeństwa. Próba zastraszenia przez organ państwa, co napawa mnie licznymi obawami. Biblia to książka, która jest przepełniona nie tylko historiami z kręgu fantastyki, ale jest książka która zwiera w sobie zło. Biblijne przesłanie etyczne każdy współczesny, cywilizowany człowiek uznać musi za coś wyjątkowo ohydnego. Tak naprawdę dziwić by się należało, gdyby Biblia zła nie była. Jest przecież świadectwem czasów, w których powstawała – czasów okrutnych, gdy nawet w cywilizowanej Grecji najwyższą zasadą etyczną było prawo Mojry, zgodnie z którym rację – także rację moralną – miał ten, kto zwyciężył w boju. Zdumiewające natomiast jest to, że ten zabytek plemiennej mentalności jest po dziś dzień uważany za podstawowe źródło wartości moralnych. Thomas Jefferson, uważał, że „Bóg Mojżesza to istota o strasznym charakterze – okrutna, mściwa i niesprawiedliwa”. Dzisiaj, mądrzejsi o 200 lat trudnej historii, dostrzegamy więcej mrocznych stron biblijnego protagonisty: „to typ zawistny, małostkowy, z manią na punkcie kontrolowania innych i niezdolny do wybaczania, mściwy i żądny krwi zwolennik czystek etnicznych, mizogin, homofob i rasista, dzieciobójca o skłonnościach ludobójczych, nieznośny megaloman, kapryśny i złośliwy tyran.” Z tą charakterystyką Dawkinsa zgodzi się każdy, kto zada sobie trud przeczytania opowieści o słowach i uczynkach Jehowy, pod warunkiem tylko, że nie będzie czytać na przysłowiowych kolanach. Bóg Mojżesza to bez wątpienia kanalia. Z przerażeniem obserwuje, kiedy sąd państwa, które ma aspiracje należeć do kręgu cywilizacji zachodniej jest bezkrytyczny wobec nonsensów i zła zawartych w Biblii i poddaje się chrześcijańskiemu lobby, narzucając milczenie tym, którzy ośmielają się dostrzegać zło zawarte w chrześcijaństwie. Zasady moralne zawarte w Biblii są przykładem ideologii okrucieństwa i śmierci, która śmiało może być porównywana do ideologii propagowanych przez najgorsze totalitaryzmy w dziejach świata. Nie zgdadzam się na milczenie w tej kwestii. Chrześcijaństwa to ideologia, przez którą przez dwa tysiące lat zabijano i upokarzano ludzi. Kontynuowanie działań inkwizycji katolickiej przez świecki sąd w XXI w. jest tyleż samo obrzydliwe co niedopuszczalne.
Etykiety:
Ateizm
wtorek, 19 czerwca 2012
Doda a zaniepokojenie
Wyrok uznający Dodę winną obrazy uczuć religijnych został utrzymany w mocy. - To bardzo zaskakujące i niepokojące. Obyśmy nie doszli do momentu, w jakim są wyznawcy islamu, którzy są w stanie próbować zabić za karykatury związane z narracją religijną islamu - komentuje dla tokfm.pl Jacek Tabisz, Prezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów.
Dorota Rabczewska została w poniedziałek prawomocnie skazana na 5 tys. zł grzywny za obrazę uczuć religijnych poprzez określenie autorów Biblii jako "naprutych winem i palących jakieś zioła". Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał taki wyrok sądu I instancji.
- Jesteśmy bardzo zdziwieni i oburzeni tym wyrokiem. Obraza uczuć religijnych to bardzo dziwna kategoria wyroku, przecież ludzie mają dużo więcej uczuć niż religijne, więc czemu akurat te są chronione? - pyta Jacek Tabisz.
W zasadzie większość katolików nie zgadza się ze Starym Testamentem
- Każdy, kto czytał Biblię, wie, że bohaterowie tej opowieści robią różne dziwne rzeczy. Np. nie lubią homoseksualistów, są skłaniani przez Boga do zabijania wszystkich mieszkańców miast w Ziemi Obiecanej - wylicza nasz rozmówca. - Czytelnik tej księgi może odnieść wrażenie, że jej autorzy albo źle usłyszeli Boga, albo ten Bóg w ogóle nie istnieje - dodaje.
Zdaniem Tabisza "uwaga" Rabczewskiej wypływała z lektury Biblii i nie była w żaden sposób obraźliwa. - W zasadzie większość katolików też się nie zgadza z tym, co jest napisane zwłaszcza w Starym Testamencie a propos norm moralnych - uważa prezes Racjonalistów.
Skazywać za słowa "głupi Homer"!
- Jakby to było, gdyby ktoś powiedział, że Homer był głupi. Czy z uwagi, że ktoś nie lubi Homera, należy go skazywać na więzienie albo ogromną grzywnę? - pyta retorycznie.
- Bardzo bym nie chciał, żebyśmy doszli do takiego momentu, do jakiego doszli wyznawcy islamu. Oni są w stanie próbować zabić osoby, które rysują karykatury związane z narracją religijną islamu - ostrzega nasz rozmówca.
"Obrazą uczuć" przejmują się jedynie ateiści.
Zdaniem prezesa Stowarzyszenia Racjonalistów, kategoria "obrazy uczuć religijnych" powinna być zniesiona, bo godzi w wolność słowa.
- Jeżeli ktoś jest przekonany, że Bóg, w którego wierzy, jest prawdziwy, to w ogóle nie powinien się tym przejmować. Wydaje mi się, że przejmują się tym ludzie, którzy są podobnie jak my ateistami, ale nie chcą się do tego przed sobą przyznać - podsumowuje.
Osobiście czuję się tym bardzo tym wyrokiem zaniepokojony. Biblia to książka jak każda inna. Ma prawo się nie tylko nie podobać ale i jej autorzy (których nawet nie znamy) mają prawo podlegać krytyce. Ktoś kto czytał tę książkę musi przyznać, że zawarte w niej treści są zupełnie nie do zaakceptowania, nawet dla gorliwych wyznawców chrześcijaństwa. Bzdury i nonsensy, od których roi się w tej lekturze, mogą skłaniać nawet do wniosku, że ktoś je piszący nie był zrównoważony psychicznie, chyba że traktujemy to w kategoriach powieści fantasy.
Dorota Rabczewska została w poniedziałek prawomocnie skazana na 5 tys. zł grzywny za obrazę uczuć religijnych poprzez określenie autorów Biblii jako "naprutych winem i palących jakieś zioła". Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał taki wyrok sądu I instancji.
- Jesteśmy bardzo zdziwieni i oburzeni tym wyrokiem. Obraza uczuć religijnych to bardzo dziwna kategoria wyroku, przecież ludzie mają dużo więcej uczuć niż religijne, więc czemu akurat te są chronione? - pyta Jacek Tabisz.
W zasadzie większość katolików nie zgadza się ze Starym Testamentem
- Każdy, kto czytał Biblię, wie, że bohaterowie tej opowieści robią różne dziwne rzeczy. Np. nie lubią homoseksualistów, są skłaniani przez Boga do zabijania wszystkich mieszkańców miast w Ziemi Obiecanej - wylicza nasz rozmówca. - Czytelnik tej księgi może odnieść wrażenie, że jej autorzy albo źle usłyszeli Boga, albo ten Bóg w ogóle nie istnieje - dodaje.
Zdaniem Tabisza "uwaga" Rabczewskiej wypływała z lektury Biblii i nie była w żaden sposób obraźliwa. - W zasadzie większość katolików też się nie zgadza z tym, co jest napisane zwłaszcza w Starym Testamencie a propos norm moralnych - uważa prezes Racjonalistów.
Skazywać za słowa "głupi Homer"!
- Jakby to było, gdyby ktoś powiedział, że Homer był głupi. Czy z uwagi, że ktoś nie lubi Homera, należy go skazywać na więzienie albo ogromną grzywnę? - pyta retorycznie.
- Bardzo bym nie chciał, żebyśmy doszli do takiego momentu, do jakiego doszli wyznawcy islamu. Oni są w stanie próbować zabić osoby, które rysują karykatury związane z narracją religijną islamu - ostrzega nasz rozmówca.
"Obrazą uczuć" przejmują się jedynie ateiści.
Zdaniem prezesa Stowarzyszenia Racjonalistów, kategoria "obrazy uczuć religijnych" powinna być zniesiona, bo godzi w wolność słowa.
- Jeżeli ktoś jest przekonany, że Bóg, w którego wierzy, jest prawdziwy, to w ogóle nie powinien się tym przejmować. Wydaje mi się, że przejmują się tym ludzie, którzy są podobnie jak my ateistami, ale nie chcą się do tego przed sobą przyznać - podsumowuje.
Osobiście czuję się tym bardzo tym wyrokiem zaniepokojony. Biblia to książka jak każda inna. Ma prawo się nie tylko nie podobać ale i jej autorzy (których nawet nie znamy) mają prawo podlegać krytyce. Ktoś kto czytał tę książkę musi przyznać, że zawarte w niej treści są zupełnie nie do zaakceptowania, nawet dla gorliwych wyznawców chrześcijaństwa. Bzdury i nonsensy, od których roi się w tej lekturze, mogą skłaniać nawet do wniosku, że ktoś je piszący nie był zrównoważony psychicznie, chyba że traktujemy to w kategoriach powieści fantasy.
poniedziałek, 21 maja 2012
Wincenty Elsner - Apostazja - jest problem, czy go nie ma?
Przecież można nie chodzić do kościoła, nie wpuszczać księdza po kolędzie, nie chrzcić dzieci - tak prosto widzi to wielu. Czy naprawdę problem "być albo nie być" w Kościele rzymsko-katolickim został wymyślony przez antyklerykalny Ruch Palikota?
Parę faktów:
Fakt 1.
Zapomniana i rzadko cytowana Ustawa o gwarancjach wolności sumienia i wyznania z dnia 17 maja 1989 r. mówi, że:
- Wolność sumienia i wyznania obejmuje swobodę wyboru religii lub przekonań... (art. 1, ust. 2)
- Korzystając z wolności sumienia i wyznania obywatele mogą w szczególności:
- należeć lub nie należeć do kościołów i innych związków wyznaniowych... (art. 2, ust. 2a)
I tu ciekawostka: prawo do należenia lub nienależenia do kościoła dopisano do ustawy dopiero w 1998 roku.
Przepisy prawa bywają zagmatwane, tutaj jednak wszystko wydaje się jasne. Dlatego zaskakującym jest:
Fakt 2.
Zdaniem prawnika ks. prof. Dariusza Walencika w świetle aktualnego stanu prawnego, nie jest możliwe wystąpienie z Kościoła katolickiego, można najwyżej z Kościołem zerwać kontakty (porzucić wiarę bądź zaprzestać praktykowania). (...) Katolikiem jest się od momentu chrztu do momentu śmierci, niezależnie od tego, czy się utraciło wiarę i czy się zachowuje związek z Kościołem bądź nie. Powrócono więc do doktryny wyrażającej się w starożytnej paremii semel catholicus, semper catholicus - "kto raz zostaje katolikiem, zostaje nim na zawsze" - twierdzi ks. prof. Dariusz Walencik. (czytaj całość: na portalu wiara.pl).
Takie współczesne "przywiązanie" raz ochrzczonego do Kościoła rzymsko-katolickiego zawdzięczamy Benedyktowi XVI. I to całkiem niedawno:
Fakt 3.
9 kwietnia 2010 roku weszło w życie motu proprio papieża Benedykta XVI Omnium in mentem, które m.in. usunęło z kodeksu prawa kanonicznego wzmianki o formalnym akcie wystąpienia z Kościoła. W rezultacie nie można już dłużej formalnie wystąpić z Kościoła katolickiego - Kościół całkowicie wycofał się z przywiązywania prawnego znaczenia do pojęcia "formalny akt wystąpienia z Kościoła". Oznacza to także - z punktu widzenia prawa kanonicznego - odzyskanie pełnej mocy kanonu 11, mówiącego o tym, że ustawom kościelnym podlegają wszyscy ochrzczeni w Kościele katolickim. (źródło: Wikipedia).
Szybkimi krokami zbliżamy się więc do realiów państw wyznaniowych z jedyną - "prawdziwą" religią. Zwłaszcza, że:
Fakt 4.
Kościół niesłusznie łączy apostazję, czyli wystąpienie z Kościoła rzymsko-katolickiego z deklaracją światopoglądu ateistycznego. To samo zresztą można zarzucić wielu popularyzatorom apostazji, zbyt często popełniają ten błąd. Apostazja to wystąpienie z Kościoła rzymsko-katolickiego. Koniec. Kropka. Jeszcze dziś można zostać muzułmaninem, wyznawcą Buddy lub świadkiem Jehowy.
W wielu sprawach otworzyliśmy się na świat, ale tutaj tkwimy jeszcze w średniowiecznym zaścianku, ze stosem dla heretyków w tle. A może być inaczej:
Fakt 5.
W USA istnieje wiele bardzo różnych kościołów. Wierni mają świadomość, że przynależność do tego lub innego kościoła to ich wybór. Zresztą dość często zmieniają kościoły, szukając takiego, który najlepiej potrafi zaprowadzić ich do swojego Boga (posłuchajmy Jacka Kaczmarskiego). I przeprowadzka do innego kościoła wcale nie otwiera piekielnych bram i nie powoduje anatemy.
Kościół rzymsko-katolicki, szczególnie w Polsce, twierdzi, że ma monopol na prawdę. To dlatego, że:
Fakt 6.
Polski Kościół katolicki anno domini 2012 jest instytucją szczególnie zamkniętą, nawet w porównaniu z Kościołami katolickimi w innych krajach. Rządzony przez Dziwisza, Głódzia, Michalika i Rydzyka. Przyzwyczajony do "unii tronu i ołtarza". Zawsze w III Rzeczypospolitej dostawał to co chciał i wymuszał na politykach takie zachowania, które były z jego punktu widzenia i jego interesów najlepsze. I dziś hierarchowie nie są w stanie nawet wyobrazić sobie podmiotowości wiernych. Takiej jak to wydawało się możliwe pięćdziesiąt lat temu - na Soborze watykańskim II.
Nieodparcie nasuwa się porównanie do lat 1980-81 - faktycznego początku końca systemu totalitarnego. Ówcześni komuniści też nie byli w stanie pojąć, że jakiś związek może być niezależny. I wówczas, i teraz motorem zmian była i jest odwaga.
Fakt 7.
Nie mamy w Polsce dziewięćdziesięciu paru procent katolików. Tak jak nigdy nie mieliśmy paru milionów komunistów. Ale jesteśmy jako społeczeństwo bardzo w ten katolicyzm "uwikłani". Bo ślub, bo chrzciny, bo dziecko na religii w szkole, bo pogrzeb musi być z księdzem, bo sąsiedzi patrzą. Strasznie trudno jeszcze dziś stanąć naprzeciw tym wszystkim rytuałom, tradycjom, zwyczajom. I powiedzieć - basta. Konformizm zawsze pozostanie najwygodniejszy. I pozwala zapalić panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek. A otwarta deklaracja poglądów wymaga odwagi!
Ale bariera strachu będzie się obniżać. Bo to dopiero nieśmiałe początki. Początki układania sobie relacji z Kościołem dla tych wszystkich, których od dawna w tym Kościele faktycznie nie ma. Osoby homoseksualne pamiętają jakim niewyobrażalnym aktem desperacji był kiedyś "coming-out". Prawie jak dziś apostazja.
Jest więc problem apostazji, czy go nie ma? Mówienie o apostazji nie jest wypowiedzeniem wojny Kościołowi katolickiemu. To dyskusja o wolności człowieka, o jego tożsamości i o wzajemnej tolerancji. A więc:
Wniosek 1.
Apostazja, czyli decyzja o rezygnacji z członkostwa w Kościele katolickim i przystąpieniu do innego kościoła lub nie - to prywatna decyzja każdego. Każdy ją może podjąć sam.
Wniosek 2.
Prawo każdego do swobodnego decydowania o przynależności do któregoś kościoła, wystąpieniu z kościoła, to konstytucyjne gwarancje wolności sumienia i wyznania. I nikt, ani w Polsce, ani w Watykanie, nie może tego zakwestionować, zabraniać ani utrudniać.
Wniosek 3.
Traktujmy wszystkich tych, którym ze względów formalnych, zawodowych lub środowiskowych utrudnia lub wręcz uniemożliwia się opuszczenie kościoła, każdego kościoła, nie tylko katolickiego, jako swoistych więźniów sumienia. Często ludzie z małych miasteczek i wsi, środowisk zdominowanych przez kler, są takimi "więźniami" Kościoła. I im wszystkim należy się nasze wsparcie, solidarność i pomoc. Nawet jeśli sami pozostajemy w Kościele. Nawet jeśli nie podzielamy ich poglądów i decyzji.
Tylko tak możemy zbudować Nowoczesne Państwo.
Etykiety:
Ateizm
wtorek, 24 kwietnia 2012
Kto zmącił idyllę?
W Tygodniku Powszechnym artykuł o tym, jak to gej-katolik zmącił idyllę w austriackim miasteczku. Zrozumienie dla geja-katolika wykazali nawet starsi mieszkańcy miasteczka. „Cała wioska bawiła się na jego weselu” – mówiła pewna 90-letnia staruszka. Austriackie Stützenhofen przypomina kurort w Beskidach. Schowana między górami wioska jest położona o rzut kamieniem od granicy z Czechami. Uciekinierom od cywilizacji oferuje zbawczy spokój i ciszę. Leżakowanie w słońcu, górskie wędrówki i wino z miejscowych winnic. Pełna idylla – świadczą o niej nawet kiczowate krasnale wylegujące się w ogródkach. Miejscowy proboszcz mógłby uważać się za szczęśliwca. Tymczasem pochodzący z Polski ks. Gerhard Świerzek zakasał sutannę i wziął nogi za pas. Od tej pory w Stützenhofen nic już nie jest takie jak dawniej. Do miasteczka zjechali dziennikarze z całego świata. Przepytują miejscowych, szukają proboszcza. A wszystko za sprawą jednego geja. W niedzielę 18 marca w całej Austrii odbyły się wybory do rad parafialnych. W Stützenhofen kandydował m.in. 26-letni Florian Stangl. Z zawodu terapeuta i rehabilitant, prywatnie – czarujący człowiek i gej, żyjący w związku partnerskim. Proboszcz Świerzek, w obawie przed skandalem, długo namawiał go do wycofania kandydatury. Zachęcał do lektury Katechizmu i wypowiedzi polskiego papieża. Stangl jednak co niedzielę ustawiał się w kolejce do komunii, ignorując fakt, że żyje w tzw. związku niesakramentalnym. Co więcej Stangl wszedł do rady z największą liczbą głosów. Ze 142 parafian zagłosowało na niego aż dziewięćdziesięciu sześciu. Polski ksiądz potępił wybór jako niezgodny z prawem kanonicznym, podkreślił jednak, że personalnie nie atakuje homoseksualisty. Decyzją biskupa Wiednia Stangl został na swoim stanowisku. Polski ksiądz nie potrafił się z tym pogodzić i postanowił odejść. I w tym miejscu historia w Tygodniku Powszechnym się kończy. Sprawa jednak ma swoją kontynuację. Polski ksiądz, który przedstawiał siebie jako autorytet moralny i oskarżał Stangla o tzw. życie w grzechu, okazał się kłamcą. O ile Stangl jawnie żył ze swoim partnerem i zalegalizował swój związek to Świerzak przez kilka lat związany był potajemnie z jedną z parafianek - Evą-Marią Mahrer. Oburzona zachowaniem Świerzaka wobec Stangla i mieszkańców wsi ogłosiła niedawno, że przez lata była kochanką polskiego księdza. Ale takie szczegóły umykają widać katolickiej prasie. No i kto tu zmącił idyllę? Czy przez geja? Ja widzę, że idyllę zmącił ktoś inny.
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Klauzula głupoty
Debata na temat klauzuli sumienia dla farmaceutów osiągnęła już dawno poziom śmieszności, ostatnio przekroczyła zaś próg grozy. Absurdalne są wszystkie próby uzasadniania tego idiotyzmu za pomocą twierdzeń typu „katolik nie może sprzedawać środków antykoncepcyjnych”. Może czy nie może to jest wyłącznie jego prywatna sprawa. Warto zauważyć, że katolik może, ale nie musi pracować w aptece, służbie zdrowia, sklepie, kopalni, w banku. To jest również jego prywatna sprawa. Prawo do korzystania ze środków antykoncepcyjnych to osobista sprawa obywatela w demokratycznym, świeckim kraju i wyłącznie jego wybór. I nikt nie ma prawa ingerować w decyzję tych osób, które chcą środki antykoncepcyjne kupić. Jeśli ktoś jest przeciwny sprzedaży środków antykoncepcyjnych to nie wybiera zawodu aptekarza. I nikt nie ma prawa do zmuszania ich do bycia aptekarzem. Może prowadzić sklep z ziołami lub kiosk i sprzedawać polopirynę i proszki od bólu głowy. Nikt nie zmusza wegetarian do sprzedaży mięsa. Mają prawo być przeciwko zabijaniu zwierząt, ale nie mają prawa odmówić klientowi sprzedaży mięsa ze względu na przekonania etyczne. Tak samo świadkowie Jehowy nie mają prawa odmówić transfuzji krwi rannemu, który jej potrzebuje w szpitalu.
Etykiety:
Ateizm
poniedziałek, 5 marca 2012
Toksyczny ojciec
Nakładem wydawnictwa Czarna Owca na polskim rynku ukazała się książka "Ojciec nieświęty" autorstwa Piotra Szumlewicza. Jest to zbiór wywiadów ze znanymi postaciami polskiego życia publicznego na temat mrocznych stron pontyfikatu Jana Pawła II. Myślę, że to ciekawa i potrzebna pozycja. Wśród wywiadów znalazła się też rozmowa z Jerzym Krzyszpieniem, pt. "Toksyczny ojciec lesbijek i gejów". "Krzyszpień bada kolejne encykliki i wypowiedzi papieża na temat środowisk LGBT. Z jego analiz wynika, że polski papież nie tylko był niechętny emancypacji osób LGBT, ale też w wielu swoich wypowiedziach bronił dyskryminacyjnych, homofobicznych poglądów" - opowiada Szumlewicz.
"W języku instytucji katolickich określenie "ojciec" oznacza autorytet i władzę. Ludziom wpaja się przekonanie, że choć są dorośli i mają lub mieli ojca, potrzebują człowieka, wobec którego w sprawach moralności mają odgrywać rolę dzieci. Dla lesbijek i gejów wyznania rzymskokatolickiego Jan Paweł II był ojcem toksycznym. Jego nauczanie, a więc i nauczanie instytucji, której przewodził, było - i jest - wobec nich powtarzającym się aktem psychicznej przemocy ukrywającym się pod płaszczykiem mowy o moralności" - czytamy w rozmowie z Jerzym Krzyszpieniem.
W mojej ocenie Wojtyła był prostym, zacofanym człowiekiem, któremu przypisuje się niezasłużenie koronę wielkiego. Wyrządził wiele zła, chociażby tym, w jaki sposób wypowiadał się o gejach i lesbijkach. W Polsce większość ludzi ma wizerunek dobrego dziadka. Jest on całkowicie fałszywy i wynika z tego, że nikt nie czytał ani nie słuchał tego, co mówił Wojtyła. Większość Polaków tylko śpiewa Arkę i śmieje się z głupawych anagdotek o kremówkach, a niewielu wgłębia się w to, ile zła ten człowiek uczynił. W oczach większości Polaków Wojtyła to taka "dobra ciocia", która kochała wszystkich i którą wszyscy kochali. Co najwyżej miał złych doradców. Niewiele ma to wspołnego z rzeczywistością. Wystarczy jechać na zachód Europy, by się przekonać, co inni o nim myślą. Jesteśmy w tym umiłowaniu łojca świętego totalnie zaślepieni. Także geje, którzy komentując książkę o Wojtyle piszą nawet tak: "A ja tam lubię mojego toksycznego ojca. I jestem dumny że był dobrym papieżem i polakiem. Nie potrafię go nienawidzić tylko dlatego że on nie lubił homoseksualistów." Ja to skomentuję jednym słowem - przerażające! Typowa postawa "pańszczyźnianego chłopa", który krzyczy jaki to jego pan łaskawy, gdy go pan leje go po mordzie. To zupełne zatracenie rozumu.
"W języku instytucji katolickich określenie "ojciec" oznacza autorytet i władzę. Ludziom wpaja się przekonanie, że choć są dorośli i mają lub mieli ojca, potrzebują człowieka, wobec którego w sprawach moralności mają odgrywać rolę dzieci. Dla lesbijek i gejów wyznania rzymskokatolickiego Jan Paweł II był ojcem toksycznym. Jego nauczanie, a więc i nauczanie instytucji, której przewodził, było - i jest - wobec nich powtarzającym się aktem psychicznej przemocy ukrywającym się pod płaszczykiem mowy o moralności" - czytamy w rozmowie z Jerzym Krzyszpieniem.
W mojej ocenie Wojtyła był prostym, zacofanym człowiekiem, któremu przypisuje się niezasłużenie koronę wielkiego. Wyrządził wiele zła, chociażby tym, w jaki sposób wypowiadał się o gejach i lesbijkach. W Polsce większość ludzi ma wizerunek dobrego dziadka. Jest on całkowicie fałszywy i wynika z tego, że nikt nie czytał ani nie słuchał tego, co mówił Wojtyła. Większość Polaków tylko śpiewa Arkę i śmieje się z głupawych anagdotek o kremówkach, a niewielu wgłębia się w to, ile zła ten człowiek uczynił. W oczach większości Polaków Wojtyła to taka "dobra ciocia", która kochała wszystkich i którą wszyscy kochali. Co najwyżej miał złych doradców. Niewiele ma to wspołnego z rzeczywistością. Wystarczy jechać na zachód Europy, by się przekonać, co inni o nim myślą. Jesteśmy w tym umiłowaniu łojca świętego totalnie zaślepieni. Także geje, którzy komentując książkę o Wojtyle piszą nawet tak: "A ja tam lubię mojego toksycznego ojca. I jestem dumny że był dobrym papieżem i polakiem. Nie potrafię go nienawidzić tylko dlatego że on nie lubił homoseksualistów." Ja to skomentuję jednym słowem - przerażające! Typowa postawa "pańszczyźnianego chłopa", który krzyczy jaki to jego pan łaskawy, gdy go pan leje go po mordzie. To zupełne zatracenie rozumu.
sobota, 3 marca 2012
Obrzydliwość katolicyzmu
Wspieranie homoseksualizmu jest przeciwne naszej kulturze i wierze – tak kard. Robert Sarah, przewodniczący Papieskiej Rady „Cor Unum”, skomentował niedawny apel sekretarza ONZ Ban Ki-moona, który wezwał kraje afrykańskie, by uchyliły wszelkie przepisy zakazujące zachowań homoseksualnych.
Pochodzący z Gwinei purpurat w rozmowie z amerykańskim portalem katolickim „National Catholic Register” stwierdził, że katoliccy biskupi z Afryki muszą stanowczo zagregować na takie słowa. Wezwał też, by pomogli im biskupi z Ameryki, sami reagując na oenzetowskie naciski wywierane na kontynent afrykański. Były arcybiskup Konakry określił uwagi sekretarza ONZ jako „głupie”. Niedawno odnosząc się do papieskiego orędzia na Wielki Post 66-letni afrykański purpurat kurialny podkreślił, że troska o bliźniego obejmuje odpowiedzialność nie tylko za jego dobro materialne, ale także moralne i duchowe. Reagowanie na „pewne modne idee” określił jako część profetycznej misji Kościoła. Powiedział, że Kościołem kieruje „szczera troska o ludzkość i świat”, a nie „pragnienie potępienia czy obwiniania”.
Obrzydliwe, obrzydliwe, obrzydliwe. Kolejny głos na szczycie katolickiej hierarchii, który w imię fałszywie rozumianej troski o dobro człowieka pozwala go zabijać, więzić i obrażać. Brak mi słów na opisanie tej obrzydliwości. Kościół katolicki to jedna z najbardziej niemoralnych, niebezpiecznych i faszystowskich organizacji jakie znam. To jest tego dowodem.
Pochodzący z Gwinei purpurat w rozmowie z amerykańskim portalem katolickim „National Catholic Register” stwierdził, że katoliccy biskupi z Afryki muszą stanowczo zagregować na takie słowa. Wezwał też, by pomogli im biskupi z Ameryki, sami reagując na oenzetowskie naciski wywierane na kontynent afrykański. Były arcybiskup Konakry określił uwagi sekretarza ONZ jako „głupie”. Niedawno odnosząc się do papieskiego orędzia na Wielki Post 66-letni afrykański purpurat kurialny podkreślił, że troska o bliźniego obejmuje odpowiedzialność nie tylko za jego dobro materialne, ale także moralne i duchowe. Reagowanie na „pewne modne idee” określił jako część profetycznej misji Kościoła. Powiedział, że Kościołem kieruje „szczera troska o ludzkość i świat”, a nie „pragnienie potępienia czy obwiniania”.
Obrzydliwe, obrzydliwe, obrzydliwe. Kolejny głos na szczycie katolickiej hierarchii, który w imię fałszywie rozumianej troski o dobro człowieka pozwala go zabijać, więzić i obrażać. Brak mi słów na opisanie tej obrzydliwości. Kościół katolicki to jedna z najbardziej niemoralnych, niebezpiecznych i faszystowskich organizacji jakie znam. To jest tego dowodem.
poniedziałek, 6 lutego 2012
Richard Dawkins - Wykład w Berkeley
8 Marca 2008 roku na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, Richard Dawkins wygłosił wykład na temat swojej książki "Bóg urojony". Wszystkie bilety wstępu na to wydarzenie sprzedały się na pniu. Tłumy ludzi, którym nie udało się kupić biletu, do ostatniej chwili z nadzieją czekały przed Wheeler Auditorium na ewentualne wejściówki. Zapraszam.
Etykiety:
Ateizm
Przemoc dla Jezusa
Pewnego ranka obudziłem się. Dwaj mężczyźni byli w moim domu... Stali tam też moi rodzice i mówili: "Kochamy cię, David. Kochamy cię ". Mężczyźni związali mnie, zaciągnęli związanego do ich samochodu... Zostałem wysłany na obóz, bo jestem gejem, a moi rodzice, oni po prostu tego nie akceptują... -to słowa nastoletniego Davida przymusem wysłanego na obóz chrześcijański, gdzie miał się zamienić w heteroseksualistę. Stosowano wobec nastolatka przemoc fizyczną i psychiczną. Wszystko dla Jezusa!
Myślicie, że to dawne złe czasy? Nic bardziej mylnego. XXI wiek i Stany Zjednoczone. Opowiada o tym Kidnapped for Christ, szokujący dokument o amerykańskich nastoletnich gejach i lesbijkach siłą porywanych i wysyłanych przez rodziców do Domikany, skąd nie mieli szans na ucieczkę.
Myślicie, że w Poslce jest lepiej? Też się mylicie. Odbyłem niedawno rozmowę, z chłopakiem, który pozwolił się styranizować lubelskiej "Odwadze". Przyznał, że w grupie były osobe nieletnie, które szantażem i siłą zostały przez rodziców skierowane na ten pseudokurs odgejowienia. Nikomu orientacji nie zmieniono, za to zabrano im możliwość szczęśliwego dorastania. Takie historie bardzo przeżywam. Nie potrafię się pogodzić z tym, że istnieją rodzice, którzy potrafią niszczyć własne dzieci. I to bezkarnie. A za tym wszystkim stoi jak w większości przypadków religia. Czasami odnoszę wrażenie, że byłoby lepiej gdyby religia była rzeczą zakazaną. Jest niebezpiecznym narzędziem w rękach fanatyków, a od religii do totalitaryzmu jest bardzo blisko. Często granica między jednym a drugim nie istnieje.
Polecam do obejrzenia także inny dokument - Jesus Camp, który opowiada o organizowanych w Stanach Zjednoczonych obozach wyznaniowych dla dzieci - "Kids on Fire". Ewangeliccy fanatyczni kaznodzieje wkładają wiele starań w stworzenie "Armii Boga", której "żołnierzy" rekrutuje się wśród najmłodszych Amerykanów. Dzieci są, bowiem najbardziej podatne na indoktrynację.
Myślicie, że to dawne złe czasy? Nic bardziej mylnego. XXI wiek i Stany Zjednoczone. Opowiada o tym Kidnapped for Christ, szokujący dokument o amerykańskich nastoletnich gejach i lesbijkach siłą porywanych i wysyłanych przez rodziców do Domikany, skąd nie mieli szans na ucieczkę.
Myślicie, że w Poslce jest lepiej? Też się mylicie. Odbyłem niedawno rozmowę, z chłopakiem, który pozwolił się styranizować lubelskiej "Odwadze". Przyznał, że w grupie były osobe nieletnie, które szantażem i siłą zostały przez rodziców skierowane na ten pseudokurs odgejowienia. Nikomu orientacji nie zmieniono, za to zabrano im możliwość szczęśliwego dorastania. Takie historie bardzo przeżywam. Nie potrafię się pogodzić z tym, że istnieją rodzice, którzy potrafią niszczyć własne dzieci. I to bezkarnie. A za tym wszystkim stoi jak w większości przypadków religia. Czasami odnoszę wrażenie, że byłoby lepiej gdyby religia była rzeczą zakazaną. Jest niebezpiecznym narzędziem w rękach fanatyków, a od religii do totalitaryzmu jest bardzo blisko. Często granica między jednym a drugim nie istnieje.
Polecam do obejrzenia także inny dokument - Jesus Camp, który opowiada o organizowanych w Stanach Zjednoczonych obozach wyznaniowych dla dzieci - "Kids on Fire". Ewangeliccy fanatyczni kaznodzieje wkładają wiele starań w stworzenie "Armii Boga", której "żołnierzy" rekrutuje się wśród najmłodszych Amerykanów. Dzieci są, bowiem najbardziej podatne na indoktrynację.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
