poniedziałek, 22 października 2012

Analizy w sprawie karania mowy nienawiści

Jak donosi Pracownia Różnorodności Polski rząd - ten sam, którego premier powiedział, że "sam w sobie nie ma za grosz tolerancji dla homofobów" - nie chce karać za mowę nienawiści ani inne przestępstwa motywowane homofobią. Taki wniosek płynie ze stanowiska rządowego wobec projektu zmiany art. 119, 256 i 257 kodeksu karnego, złożonego przez opozycję a przygotowanego przez organizacje LGBTQ. Analogiczne stanowisko zajęło Biuro Analiz Sejmowych. Z kolei Prokurator Generalny i Krajowa Rada Sądownictwa nie mają niczego przeciw zmianie prawa. Przeczytawszy opinię "rządową" i "sejmową" odnoszę wrażenie, że ich twórcy nie za bardzo wiedzieli jak ten projekt skrytykować. Stąd wyszły im gnioty, paplanina bez składu i ładu, belkot pseudoprawniczy. Najbardziej mnie rozśmieszyły zarzuty, że chroniony już w prawie katolog cech takich jak narodowość, rasa, wyznanie, przynależność polityczna, światopogląd jest zbiorem cech naturalnych, pierwotnych, zaś orientacja seksualna, płeć i tożsamość płciowa nie. Nie mający wykształcenia prawniczego ani nawet żadnego innego człowiek wie, że płeć, orientacja seksualna czy nasza tożsamość płciowa są cechami bardziej pierwotnymi a zarazem niezmiennymi niż np. przynależność polityczna czy wyznanie. Przedstawione opinie wyglądają tak jakby ktoś chciał udowodnić, że koń jest ptakiem dowodząc, że kopyta to skrzydła. Wszystko to przypomina mi bardzo zabiegi rosyjskich władz, które starają się udowodnić, że są demokratyczne i szanują prawa człowieka. A jak jest każdy wie.

Monika Płatek - Rodzina

Rozmawiałam z miłym i mądrym politykiem. Naprawdę. To wciąż okazuje się jeszcze możliwe: miły i mądry polityk i dobra z nim rozmowa. Zostałam zapytana, czy ustawowe uznanie i zagwarantowanie praw związkom partnerskim (zarówno jednopłciowym jak i dwupłciowych) wymaga zmiany art. 18 Konstytucji, który stanowi, że małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczpospolitej Polski [RP]. Mam nadzieję, że wspólnie doszliśmy do wniosku, że uznanie związków partnerskich (zarówno jedno jak i dwupłciowych) nie tylko nie wymaga zmian w Konstytucji lecz, co więcej, wymóg uznania tych związków zawarty jest i wypływa wprost z treści i ducha art. 18 Konstytucji. Przepraszam, ale będzie trochę o przepisach. Gwarantuję, że będzie prosto i krótko i obiecuję, że warto. Tekst art. 18 Konstytucji brzmi: „Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczpospolitej Polskiej”. Można byłoby próbować odczytać ten artykuł tak, że tylko małżeństwo rozumiane jako związek kobiety i mężczyzny znajdują się pod ochroną i opieką RP. To oznaczałoby, że małżeństwo rozumiane jako związek kobiety i kobiety lub jako związek mężczyzny i mężczyzny choć intelektualnie i prawnie dopuszczalne nie korzystałoby z takiej opieki jaką doświadcza małżeństwo złożone z kobiety i mężczyzny. Takie odczytanie stawiałoby jednak treść art. 18 Konstytucji w sprzeczności z treścią art. 32. 1 Konstytucji, który stanowi, że „wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania”. Zapis ten wyklucza dopuszczalność dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. Możliwe jest więc uszczegółowienie jaka forma małżeństwa doznawać będzie ochrony i opieki, niemożliwe natomiast jest dyskryminowanie ludzi ze względu na orientację seksualną. Jeszcze dobitniej wyraża to art. 32.2 Konstytucji wyliczając, iż „nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”. Z jakiejkolwiek, a więc także ze względu na orientację seksualną. Integralność człowieka, jego życie osobiste i jakość tego życia są nierozerwalnie związane z wchodzeniem w związki, co ma wymiar zarówno polityczny, społeczny, jak i gospodarczy. Czyli art. 18 Konstytucji przewiduje, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, ale nie wyklucza tym samym i tego, że możliwe jest małżeństwo jako związek kobiety z kobietą lub mężczyzny z mężczyzną. Czy jednak nie ma w tym sprzeczności skoro sformułowanie takie prowadziłoby do dyskryminacji osób ze względu na orientację seksualną oraz pozostawiało poza nawiasem prawa, partnerskie związki osób heteroseksualnych, które z najróżniejszych powodów nie zawarły małżeństwa? I tu najlepiej widać w jaki sposób robi się nas często w przysłowiowego konia! Pozorne problemy z dopuszczalnością uznania związków partnerskich (zarówno jedno jak i dwupłciowych) nie wynikają z treści art. 18 Konstytucji, ale z wyrywkowego, niechlujnego jej czytania, niekiedy z fobii, kompleksów i lęków, a niekiedy z działania na określone zamówienie polityczne oraz z prób odczytywania tego artykułu w oderwaniu od całego jego brzmienia i ducha Konstytucji i oraz art. 32. Konstytucja w art. 18, w równym stopniu co małżeństwo, rozumiane jako związek kobiety i mężczyzny, chroni rodzinę, macierzyństwo i rodzicielstwo. Macierzyństwo dotyczy sytuacji szczególnej uwzględniającej fakt, iż kobieta i tylko ona jest zdolna do rodzenia nowych ludzi. Pozostawanie w związku może, ale nie musi być z tym związane, przy czym może to być związek z osobą różnej lub tej samej płci. Rodzicielstwo dostrzega nie tyle fakt, że zapłodnieniu towarzyszy połączenie komórek żeńskich i męskich, co proces wychowania dzieci. Rodzicielstwo może być samotne, może odbywać się w związku małżeńskim i rodzice mogą być przy okazji biologicznymi rodzicami dziecka/dzieci. Mogą, ale nie muszą, podobnie jak nie muszą być w związku małżeńskim lub w związku różnopłciowym. Konstytucja nie różnicuje – ma na uwadze proces i zapewnienie dziecku i osobom pełniącym role rodziców godnych warunków. Świadczą o tym dobitnie i inne artykuły Konstytucji, które dotyczą rodziny i matki i dziecka (art. 71 i art. 72 Konstytucji). Przepisy Konstytucji nie definiują samego pojęcia rodziny. W rzeczy samej nie czyni tego także kodeks rodzinny. Definicja rodziny znajduje się w ustawie o pomocy społecznej, która najszerzej dotyka problemów z którymi stykają się ludzie żyjący w tym, co określa się rodziną – najmniejszą komórką społeczną. Art. 6 pkt. 14 Ustawy o pomocy społecznej stanowi, że „rodzina to osoby spokrewnione lub niespokrewnione pozostające w faktycznym związku wspólnie zamieszkujące i gospodarujące”. To więc, co ma znaczenie, to nie administracyjna decyzja o zawarciu małżeństwa, ale faktyczne wspólne życie. Nie ma w Konstytucji miejsca na czynienie różnic w ochronie i opiece państwa ze względu na płeć partnerów. Próby, niezwykle mętne, podjęte co przykre, przez Trybunał Konstytucyjny, by definicję rodzinę zawęzić do biologicznych rodziców dziecka związanych administracyjnym węzłem małżeństwa są niestosowne, nieżyciowe, kontr-produkcyjne, nieprzyjemnie zalatują demagogią i stanowią przykład kiepskiego czytania przepisów. Można się zgodzić, że definicja „rodziny” przyjęta na potrzeby ustawy o pomocy społecznej nie musi być definicją wiążącą inne ustawy, ale nie można uznać, że w rozumieniu Konstytucyjnym rodzina to – „trwały związek kobiety i mężczyzny nakierowany na macierzyństwo i odpowiedzialne rodzicielstwo” [Wyrok z dnia 2012-07-09 P-59/11]. Tak zawstydzająco złe odczytanie Konstytucji. Dlaczego? Bo racjonalny ustawodawca gdyby rzeczywiście chciał ograniczyć rozumienie rodziny do tak zawężonej grupy, postawiłby kropkę tam gdzie postawił przecinek i ograniczył art. 18 do treści, iż małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczpospolitej Polskiej. Nie powtarzałby się bez sensu, gdyby myślał tak wąskotorowo, dopisując po raz wtóry w tym przepisie rodziny, macierzyństwa i rodzicielstwa, bo te pojęcia zawarte by były już w członie, który dotyczy małżeństwa. Zrobił to i wpisał rodzinę, macierzyństwo i rodzicielstwo nie z gadulstwa lecz ze zrozumienia sytuacji i rozróżnienia między wąsko ujętym rozumieniem małżeństwa a wszystkimi, których chroni art. 18 Konstytucji. Robiąc ukłon w kierunku tradycjonalistów, wśród których nie brakuje i homofobów zachował się nadal zgodnie z wymogami państwa praworządnego i demokratycznego, który przestrzega praw większości z uwzględnieniem praw mniejszości i związki inne niż małżeństwa heteroseksualne zmieścił w słowie rodzina (gdzie dzietność nie ma znaczenia), i dodatkowo uwzględnił ochronę i opiekę związaną z macierzyństwem i rodzicielstwem, a niekoniecznie związaną z małżeństwem rozumianym jako związek kobiety i mężczyzny. Nie trzeba więc zmieniać Konstytucji. Związki partnerskie (zarówno jedno jak i różnopłciowe), te nastawione i nienastawione na rodzicielstwo uwzględnione są w Konstytucji i zasługują na taką samą ochronę i opiekę Rzeczpospolitej Polski, co małżeństwo rozumiane jako związek kobiety i mężczyzny. Myślę, że redaktor Anna Laszuk chciałaby o tym rozmawiać na antenie Tok FM i mam nadzieje, że uda nam się to wyjaśnić chociaż tą drogą, poza anteną, i innym, tak, jak udało się to z miłym i mądrym politykiem.

niedziela, 14 października 2012

I padł na nich blady strach?

Zastanawia mnie czemu w ostatnich tygodniach w polskim kościele katolickim tyle ataków na inicjatywę wprowadzenia związków partnerskich, wszak jego przedstawiciele twierdzą, że nie ma ona żadnych szans uchwalenia w parlamencie. A może jednak według nich ma? Dziś "arcykapłan" Gocławski pytał, czy naród jest w stanie obronić świętą instytucją małżeństwa mężcyzny i kobiety. Pusty śmiech mnie ogarnia, kiedy słyszę taki bełkot, gdyż dokonując równouprawnienia związków hetero- i homoseksualnych nikt nikogo nie ma zamiaru zmuszać do rejestrowania w urzędach stanu cywilnego związków jednopłciowych, ani zabraniać zawiernia małżeństw z osobami odmiennej płci. Mnie jednak najbardziej zastanawia skąd to wzmożone zainteresowanie sprawą. Czy to działanie "na wszeleki wypadek", próba odwrócenia uwagi od śmietany z kolan, czy może jednak to, że wizja postępu w sprawie związków partnerskich staje się coraz bardziej realna? Mam nadzieję, że to ostatnie.

sobota, 13 października 2012

POlityka

Po ostatnim głosowaniu w sprawie aborcji trudno oprzeć się wrażeniu, że zbliża się zmierzch hegemonii Platformy obywatelskiej. Liberalna maska opadła, ukazała się konserwatywna facjata partii i uśmiech posła Żalka. Myślę, że duża część wyborców poczuła się oszukana przez PO. Przy okazji upadła zasada PO "wszyscy wszystko wszystkim". W moim odczuciu było to do przewidzenia. PO było partią zadowalającą każdego, czyli tak naprawdę nikogo. Jedyne co zmuszało ludzi do głosowania na PO były naiwna nadzieja u jednych i strach przed PiS u drugich. Głosowanie w sprawie aborcji jasno pokazało tym pierwszym, że na zmiany społeczne nie ma co liczyć w przypadku PO, a a tym drugim, że PO i PiS nie różnią się wiele. Dalsze prowadzenie polityki w stylu "za a nawet przeciw" przez PO nie jest już możliwe. Kwestie światopogladowe to istotny element polityku, wcześniej czy później trzeba się nimi zająć. Nie da się w nieskończoność uciekać w banał o "tematach zastępczych". Owe "tematy zastępcze" wprost proporcjonalnie do siły ich unikania stają się coraz bardziej zasadniczymi dla społeczeństwa. Jeśli Platforma Obywatelska nie zajmie się nimi i nie zdecyduje na krok naprzód to jej upadek będzie kwestią niedługiego czasu.

wtorek, 9 października 2012

Szkoła - wkurw roku

Czytam i nie wierzę własnym oczom. Haśko na swoim profilu na Facebooku napisała, że "homoseksualizm trzeba leczyć", by tacy ludzie byli szczęśliwi, a wcześniej na lekcji gimnazjalistom mówiła, że jednym ze skutków pornografii jest... homoseksualizm. Wizytator kuratorium pojechał na kontrolę do gimnazjum, by sprawdzić, czy nauczycielka prawidłowo realizuje podstawę programową, która mówi m.in. o nauczaniu szacunku do drugiej osoby. I co? - Nasz wizytator stwierdził, że nauczycielka prawidłowo realizuje program rekomendowany przez Ministerstwo Edukacji Narodowej - mówi "Gazecie" Mariola Kiełboń z rzeszowskiego Kuratorium Oświaty. Dalej jest bardziej nieciekawie. Nauczycielka przyznała się, że słowo "trzeba" było niefortunne i powinna była użyć słowa "można" leczyć homoseksualizm, jeżeli ktoś tego chce i jest na to gotowy. Ona nie chciała nikogo urazić, a na tej lekcji szacunek do innego człowieka był realizowany - przekazuje Mariola Kiełboń. Nauczycielka przyznała, że niepotrzebnie pisała w tej sprawie na Facebooku. Na lekcji korzystała z podręcznika "Wychowanie ku dorosłości", który jest rekomendowany przez MEN. W tym podręczniku są zdania, że według Kościoła katolickiego homoseksualizm można leczyć, jeśli ktoś tego chce - dodaje Kiełboń. Elżbieta Haśko stwierdziła też, że homoseksualizm jest takim samym problemem, jak pracoholizm czy uzależnienie od internetu. - Że to jest inny rodzaj choroby leżący gdzieś w psychice. Nie chciała obrazić ludzi o innej orientacji seksualnej. Tak przynajmniej się tłumaczyła - mówi Mariola Kiełboń. Kuratorium i szkoła twierdzą, że sprawa jest załatwiona. Według nich to w zasadzie się nic nie stało. A stalo się i to stało się wiele złego. Co gorsza tłumaczenia Pani Haśko są tak samo homofobiczne jak jej wcześniejsze wypowiedzi. W zasadzie sedno wypowiedzi nie uległo zmianie, a jedynie dobór słów. Nie o to przecież powinno chodzić. Mowa nienawiści chodźby była wierszem pisana nadal jest mową nienawiści, a kłamstwo kłamstem. Ignorancja zaś ignorancją. Pani Haśko przedstawia głos kościoła rzymskokatolickiego jako prawdę naukową, a to jest rzeczą niemoralną. Prawdę naukową zaś zupełnie ignoruje. Dziwi w tym wszystkim również fakt, że kuratorium nie zauważyło , że pani H. powołuje się na wycofaną z obiegu wersję podręcznika.

środa, 11 lipca 2012

Monika Płatek o Terlikowskim

Nie mam zamiaru komentować słów Pana Terlikowskiego dwóch mamach jasia, komorach gazowych i holokauście. Jak mówi, że tego nie napisał, to ja to przyjmuje do wiadomości. Mam potrzebę skomentowania tego, co nie przeczy, że napisał. Zgadzam się, że dziecko jest celem samym w sobie. Rozumiem, że jeśli więc jeszcze raz jakiś polityk lub dziennikarz syknie o znikomej dzietności Polek, które się ni...e wykazują patriotyzmem i dbałością o przyszłe emerytury oraz gdy dzieci będzie wykorzystywał do uzasadniania absurdalnie nietrafnych opinii, mogę liczyć na ostry sprzeciw także Pana Terlikowskiego. Nie rozumiem Pana Terlikowskiego. Jeśli dobro dziecka jest najważniejsze, i jeśli jest ono dla Pana Terlikowskiego ważne to dlaczego wiedząc o przejawach homofobii już w przedszkolu i szkole nie tylko nic nie robi, aby z tym walczyć, ale jeszcze to podtrzymuje. Jaś będzie się miał o.k. jeśli skończymy z dyskryminowaniem par homoseksualnych. To jedna z najprostszych do zrobienia rzeczy na świecie - dzieci kopiują dorosłych. Jak zauważą, że Pan Terlikowski wyzbył się tych szkodliwych nawyków, pójdą jego śladem. To pestka i mówienie, że to niszczy rodziny oznacza, że Pan Terlikowski stara się na osoby żyjące w jednopłciowych związkach przerzucać odpowiedzialność za problemy, których one nie stwarzają i najczęściej rozwiązać nie mogą. W przedszkolu i w szkole dzieci, które w domu doświadczają alkoholizmu jednego z rodziców, przemocy, która się w domu dzieje, są nadużywane seksualnie, poniżane i bite w imię ich wychowania, lub które są po prostu niekochane mają często przechlapane, podobnie jak bywa, że i dzieci rodzica, najczęściej tatusia, który poszedł w siną dal, często tuż op spłodzeniu - i jak bardzo trzeba te dzieci traktować instrumentalnie, by mówić o tym, że to pary homoseksualne niszczą rodzinę? Chodzi więc naprawdę o dobro dziecka? Czy może jednak o to, by przy pomocy figury retorycznej poszukać uzasadnienia dla własnych fobii?

piątek, 29 czerwca 2012

Mobilizacja

Związki partnerskie przepadły w komisji sejmowej. Wszędzie lament i rozgoryczenie. Rozumiem, ale niech wyniknie z tego coś bardziej konstruktywnego. Mam już dość biadolenia na wszystkich portalach i gotowania się we własnym sosie. To do niczego nie prowadzi. Zakładanie nowych profili na Facebooku, tworzenie akcji i apeli musi czemuś służyć. Żebyśmy stworzyli milion stron na Facebooku i stron poświęconych związkom partnerskim to i tak nie wyniknie z tego nic, a to z prostego faktu, że politycy na nie nawet nie zajrzą. Jedyny sposób na to, by politycy poznali nasze rozczarowanie i wkurzenie po wczorajszej debacie w komisji sejmowej to dotarcie do polityków. Piszcie komentarze na Facebooku i piszcie listy do polityków, przychodźcie pod Sejm albo umawiajcie się z politykami w ich biurach poselskich. Dajmy posłom odczuć, że nas skrzywdzili. Ja zacząłem od mailowania. To kosztuje jedynie pół godziny waszego czasu. Jutro zabieram się do pisania listów. I pamiętajcie: nie bądźcie anonimowi. Podspisujcie się. Anonimowych głosów nikt nie słucha. Dla zainteresowanych: Wojciech Szarama (PIS) -Wojciech.Szarama@sejm.pl Witold Pahl (PO) Witold.Pahl@sejm.pl Damian Raczkowski Damian.Raczkowski@sejm.pl biuro@damianraczkowski.pl Iwona Arent (PIS) Iwona.Arent@sejm.pl biuro@iwona-arent.pl Krzysztof Brejza (PO) Krzysztof.Brejza@sejm.pl Andrzej Buła (PO) Andrzej.Bula@sejm.pl Edward Czesak (PIS) Edward.Czesak@sejm.pl Ewa Drozd (PO) Ewa.Drozd@sejm.pl Beata Kempa (PIS) Beata.Kempa@sejm.pl Jerzy Kozdroń (PO) Jerzy.Kozdron@sejm.pl Krystyna Ozga (PSL) Krystyna.Ozga@sejm.pl Stanisław Pięta (PIS) Stanislaw.Pieta@sejm.pl biuroposelskie-pieta@o2.pl Marek Polak (PIS) Marek.Polak@sejm.pl Lidia Staroń (PO) Lidia.Staron@sejm.pl Jacek Żalek (PO) Jacek.Zalek@sejm.pl biuroposelskie@jacekzalek.pl Barbara Bartuś (PIS) Barbara.Bartus@sejm.pl Borys Budka (PO) Borys.Budka@sejm.pl Renata Butryn (PO) Renata.Butryn@sejm.pl biuroposelskierb@wp.pl Andrzej Dera (SP) Andrzej.Dera@sejm.pl biuro@andrzejdera.pl Andrzej Duda (PIS) Andrzej.Duda@sejm.pl Agnieszka Hanajczyk (PO) Agnieszka.Hanajczyk@sejm.pl biuro@hanajczyk.pl Eugeniusz Kłopotek (PSL) Eugeniusz.Klopotek@sejm.pl Krzysztof Kwiatkowski (PO) Krzysztof.Kwiatkowski@sejm.pl Sławomir Piechota (PO) piechota@piechota.info.pl Stanisław Piotrowicz (PIS) Stanislaw.Piotrowicz@sejm.pl Łukasz Zbonikowski (PIS) Lukasz.Zbonikowski@sejm.pl zbonikowski@poczta.fm

środa, 27 czerwca 2012

Deratyzacja

Ekscytacja projektami ustawy o związkach partnerskich (lub umowach) trwa na dobre, a tymczasem Solidarna Polska składa projekt, który pozwalałby na zakazywanie manifestacji organizowanych przez homoseksualistów, choć nie tylko. Posłuchałem dziś posła Dery w TOK FF i wyjść ze zdziwienia nie mogę, że prawnik nie wie tego, że istnieje coś takiego jak wolność zgromadzeń. Dla Dery parady to nie tylko promowanie homoseksualizmu, ale także seks na ulicach, obsceniczność i wulgarność. Ciekawe skąd on to wie, bo ja bywam na paradach i wiem, że ani wulgarnie ani obscenicznie, a co najwyżej nijako. Poza tym gdyby nawet parady promowały homoseksualizm (choć to absurdalne i zawsze podkreślam, że homoseksualizmu nie trzeba promować, jest rozchwytywany bez reklamy) to co z tego?

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Inkwizytorzy XXI w.

Kolejny dzień myślę o niesprawiedliwym i nie mieszczącym się w ramach demokratycznego państwa wyroku skazującego Dorotę Rabczewska. Chociaż to ona została ukarana ta kara boli również mnie. Wyrok sądu to lincz na ateistycznej i zdroworozsądkowej części społeczeństwa. Próba zastraszenia przez organ państwa, co napawa mnie licznymi obawami. Biblia to książka, która jest przepełniona nie tylko historiami z kręgu fantastyki, ale jest książka która zwiera w sobie zło. Biblijne przesłanie etyczne każdy współczesny, cywilizowany człowiek uznać musi za coś wyjątkowo ohydnego. Tak naprawdę dziwić by się należało, gdyby Biblia zła nie była. Jest przecież świadectwem czasów, w których powstawała – czasów okrutnych, gdy nawet w cywilizowanej Grecji najwyższą zasadą etyczną było prawo Mojry, zgodnie z którym rację – także rację moralną – miał ten, kto zwyciężył w boju. Zdumiewające natomiast jest to, że ten zabytek plemiennej mentalności jest po dziś dzień uważany za podstawowe źródło wartości moralnych. Thomas Jefferson, uważał, że „Bóg Mojżesza to istota o strasznym charakterze – okrutna, mściwa i niesprawiedliwa”. Dzisiaj, mądrzejsi o 200 lat trudnej historii, dostrzegamy więcej mrocznych stron biblijnego protagonisty: „to typ zawistny, małostkowy, z manią na punkcie kontrolowania innych i niezdolny do wybaczania, mściwy i żądny krwi zwolennik czystek etnicznych, mizogin, homofob i rasista, dzieciobójca o skłonnościach ludobójczych, nieznośny megaloman, kapryśny i złośliwy tyran.” Z tą charakterystyką Dawkinsa zgodzi się każdy, kto zada sobie trud przeczytania opowieści o słowach i uczynkach Jehowy, pod warunkiem tylko, że nie będzie czytać na przysłowiowych kolanach. Bóg Mojżesza to bez wątpienia kanalia. Z przerażeniem obserwuje, kiedy sąd państwa, które ma aspiracje należeć do kręgu cywilizacji zachodniej jest bezkrytyczny wobec nonsensów i zła zawartych w Biblii i poddaje się chrześcijańskiemu lobby, narzucając milczenie tym, którzy ośmielają się dostrzegać zło zawarte w chrześcijaństwie. Zasady moralne zawarte w Biblii są przykładem ideologii okrucieństwa i śmierci, która śmiało może być porównywana do ideologii propagowanych przez najgorsze totalitaryzmy w dziejach świata. Nie zgdadzam się na milczenie w tej kwestii. Chrześcijaństwa to ideologia, przez którą przez dwa tysiące lat zabijano i upokarzano ludzi. Kontynuowanie działań inkwizycji katolickiej przez świecki sąd w XXI w. jest tyleż samo obrzydliwe co niedopuszczalne.

czwartek, 21 czerwca 2012

Brawo...

Ciekawie i konkretnie Marzena Chiń na swoim blogu:

Jak podaje TOK FM, Robert Biedroń na swoim profilu na Facebook'u zamieścił odpowiedź na wiadomość, którą tam dostał od jakiegoś homofoba. Jakiś pan Robert P. (Biedroń podał jego imię, nazwisko i adres e-mailowy - red.) przesłał mi na Facebooku taką oto odkrywczą wiadomość: "Odbyt jest do sr...nia, nie do je...nia" (w oryginale kropek nie było - red.). Ciekawe, po ilu eksperymentach odkrył te prawidłowość? Na jego profilu można znaleźć dwa zdjęcia. Jedno z nich prezentujące dumnie jego synka z ciekawym motywem religijnym w tle. W kontekście ww., jakże twórczej wiadomości, nie mogłem się oprzeć pokusie prezentacji owego zdjęcia... - napisał Biedroń. Miał do tego prawo. Facebook jest miejscem publicznym, w którym dobrowolnie zostawiamy informacje na swój temat – łącznie z licznymi galeriami, które są dostępne z możliwością udostępniania dalej jeśli użytkownik tego nie zastrzeże. Są opcje odpowiedz, udostępnij, prześlij dalej. Jest nawet opcja zostawiania wpisów na tablicach "znajomych". Nie wiem na co liczył ten cham, ale zapominając, ze Facebook jest zaprzeczeniem anonimowosci, nabluzgał posłowi a przede wszystkim ubliżył czlowiekowi. Pewnie byłoby bardziej oczekiwane i akceptowalne społecznie, gdyby Biedroń podkulił ogon, usunął wiadomość i w ogóle na nią nie zareagował, bo przecież pedał to gorszy gatunek człowieka i nawet dziecko w Polsce wie, że bezkarnie można mu dokopać albo wyśmiać. A tu niespodzianka, pedał i nie znosi z pokorą jak mu ktoś ubliża. Dziwo jakieś. A że przy okazji naświetlił nieco osobę pana zainteresowanego odbytami z wielką Matką Boską nad łóżkiem, to już nie tylko mogło się nie spodobać ale i wkurzyć niektórych. Może z powodu unaocznienia hipokryzji i zakłamania. Jak w tym przysłowiu – uderz w stół…


Tylko pytanie, kto na kim się mści i kto wykorzystuje do tego dziecko? Wedle sugestii "rzutkiego" tytułu tekstu: Biedroń "walczy z homofobią". I mści się na dziecku. - Biedroń. Jednak moim zdaniem dziennikarz, który upublicznił je poza facebook’iem, gdzie było zamieszczone przez dumnego tatusia w celu pochwalenia się nim przed innymi użytkownikami portalu. I świetnie zdjęcie spełniło swoją rolę. Myślę, że tatuś żywo zainteresowany funkcjonalnością odbytów jest wdzięczny, że dzięki posłowi on i przy okazji jego dziecko i wystrój mieszkania mają swoje 5 minut.
Szkoda, że mamy tylko jednego Biedronia, który niestety stał się chłopcem do bicia w tej kadencji. Jak będziemy bardziej widoczni w życiu publicznym, może więcej osób się zastanowi czy nie zrobi z siebie publicznego idioty zanim na gejach czy lesbijkach da upust swojej życiowej frustracji .

wtorek, 19 czerwca 2012

tak albo tak

Tak, marzy mi się ślub. Coraz bardziej, coraz szybciej chciałbym przeżyc taki moment. Mógłby być taki albo taki albo po prostu taki

Gran Canaria

Ostatni tydzień spędziłem na Gran Canarii. Powinienem być przeszczęśliwy. A jednak po powrocie do kraju jest dokładnie odwrotnie. Zasmakowawszy tamtejszej otwartości ludzi i piękna wyspy, wszystko tutaj w Polsce wydaje mi się brzydkie i bylejakie. Nie byliśmy jedyną parą gejów w samolocie. Leciały z nami co najmniej cztery inne, a do tego co najmniej jedna para lesbijek. Na plaży czy w restauracjach natykalismy się na nich, jak też na inne pary homo z Polski. Wszystkie zachowywały się tam tak normalnie i spontanicznie - trzymały za ręce, całowały, pstrykały fotki w objęciach, przytulały na plaży - czyli innymi słowy "pozwalały" sobie na to, na co w Polsce by się nie odważyły ze względu na homofobię. I trudno tego nie rozumieć. Świadkiem homofobicznych uwag ze strony Polaków byłem już na na lotnisku. Przykre było, gdy stojący za mną mężczyzna "chichotał" sobie z dziećmi, żoną i znajomymi o pedałach, których zauważył w kolejce. Myślę, że moja krótka aczkowiek cięta odpowiedź na to zachowanie wprawiła tę rodzinkę w zdumienie, ale raczej nie zawstydzenie. Choć powinna. To smutne, że polscy geje i lesbijki są zmuszeni wyjechać zagranicę, by poczuć się komfortowo i dobrze (chciałoby się powiedzieć jak w domu). Gran Canaria to wymarzony kierunek dla homoturystów. Geje są widocznie wszędzie i to w ilości gigantycznej. Pewnie stąd niemal wszystko jest przygotowane pod homoseksualnego turystę - od plaży poprzez sklep po "tęczowe" wino w supermarkecie. Po 24 godzinach w Polsce bardzo mi brakuje tej wakacyjnej normalności i otwartości. Chyba bardziej nawet niż tych cudownych krajobrazów i nieopuszczającego nas przez cały wyjazd  słońca.

Doda a zaniepokojenie

Wyrok uznający Dodę winną obrazy uczuć religijnych został utrzymany w mocy. - To bardzo zaskakujące i niepokojące. Obyśmy nie doszli do momentu, w jakim są wyznawcy islamu, którzy są w stanie próbować zabić za karykatury związane z narracją religijną islamu - komentuje dla tokfm.pl Jacek Tabisz, Prezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów.

Dorota Rabczewska została w poniedziałek prawomocnie skazana na 5 tys. zł grzywny za obrazę uczuć religijnych poprzez określenie autorów Biblii jako "naprutych winem i palących jakieś zioła". Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał taki wyrok sądu I instancji.
- Jesteśmy bardzo zdziwieni i oburzeni tym wyrokiem. Obraza uczuć religijnych to bardzo dziwna kategoria wyroku, przecież ludzie mają dużo więcej uczuć niż religijne, więc czemu akurat te są chronione? - pyta Jacek Tabisz.
W zasadzie większość katolików nie zgadza się ze Starym Testamentem
- Każdy, kto czytał Biblię, wie, że bohaterowie tej opowieści robią różne dziwne rzeczy. Np. nie lubią homoseksualistów, są skłaniani przez Boga do zabijania wszystkich mieszkańców miast w Ziemi Obiecanej - wylicza nasz rozmówca. - Czytelnik tej księgi może odnieść wrażenie, że jej autorzy albo źle usłyszeli Boga, albo ten Bóg w ogóle nie istnieje - dodaje.
Zdaniem Tabisza "uwaga" Rabczewskiej wypływała z lektury Biblii i nie była w żaden sposób obraźliwa. - W zasadzie większość katolików też się nie zgadza z tym, co jest napisane zwłaszcza w Starym Testamencie a propos norm moralnych - uważa prezes Racjonalistów.
Skazywać za słowa "głupi Homer"!

- Jakby to było, gdyby ktoś powiedział, że Homer był głupi. Czy z uwagi, że ktoś nie lubi Homera, należy go skazywać na więzienie albo ogromną grzywnę? - pyta retorycznie.
- Bardzo bym nie chciał, żebyśmy doszli do takiego momentu, do jakiego doszli wyznawcy islamu. Oni są w stanie próbować zabić osoby, które rysują karykatury związane z narracją religijną islamu - ostrzega nasz rozmówca.
"Obrazą uczuć" przejmują się jedynie ateiści.
Zdaniem prezesa Stowarzyszenia Racjonalistów, kategoria "obrazy uczuć religijnych" powinna być zniesiona, bo godzi w wolność słowa.
- Jeżeli ktoś jest przekonany, że Bóg, w którego wierzy, jest prawdziwy, to w ogóle nie powinien się tym przejmować. Wydaje mi się, że przejmują się tym ludzie, którzy są podobnie jak my ateistami, ale nie chcą się do tego przed sobą przyznać - podsumowuje.

Osobiście czuję się tym bardzo tym wyrokiem zaniepokojony. Biblia to książka jak każda inna. Ma prawo się nie tylko nie podobać ale i jej autorzy (których nawet nie znamy) mają prawo podlegać krytyce. Ktoś kto czytał tę książkę musi przyznać, że zawarte w niej treści są zupełnie nie do zaakceptowania, nawet dla gorliwych wyznawców chrześcijaństwa. Bzdury i nonsensy, od których roi się w tej lekturze, mogą skłaniać nawet do wniosku, że ktoś je piszący nie był zrównoważony psychicznie, chyba że traktujemy to w kategoriach powieści fantasy.

czwartek, 7 czerwca 2012

5 lat - duńska sprawa

Nie jest to niespodziewane. Oczekiwania się spełniły. Dania stała się dziś kolejnym państwem, które umożliwiło parom jednopłciowym zawieranie małżeństw. Stało się to po przeszło 20 latach istnienia w tym kraju rejestrowanych związków partnerskich. A my w Polsce wciąż borykamy się z tym, by rozpocząć debatę na temat związków partnerskich, rozwiązania jakby nie spojrzeć w stylu apartheidu. Zakładając, że związki partnerskie będą w Polsce wprowadzone za dobrych kilka lat, jeśli nie kilkanaście, a następnie upłynie następnych kilkadzisiąt zanim bęzie możliwe zawarcie małżeństwa to z obliczeń moich wynika, że raczej tego momentu już nie dożyję. Czas biegnie, a z każdym rokiem coraz mniej we mnie optymizmu co do tempa wprowadzenia jakiegokolwiek systemu rejestracji związków homoseksualnych w Polsce. Smutne jest to, że gdzieś w połowie lat 90. byłem przeświadczony, że będą one rzeczywistością w przeciągu 5 lat. Identycznie myślałem na przełomie wieków. Tak samo pzrez całą pierwszą dekadę nowego stulecia. I dziś również stawiam na 5 lat. Ale to doświadczenie ciągłego prognozowania 5 lat stawia coraz większy znak zapytania.

środa, 6 czerwca 2012

Turystyka

Zbliża się sezon urlopowy. Kiedy rozmawiam ze znajomymi gejami przeraża mnie to, gdzie chcieliby oni spędzać swoje wakacje. Egipt, Tunezja, Maroko, Dubaj, Syria… mógłbym wymieniać dalej. Wspólny mianownik tych turystycznych „rajów” to homofobia. Dziwię się ludziom, którzy wybierają na letni wypoczynek państwa, w których mogą za stosunki homoseksualne trafić do więzienia (i to w najlepszym przypadku). A jeszcze bardziej idiotyczne jest przekonywanie niektórych, że wszyscy Arabowie to marzą tylko, żeby przelecieć blondwłosego Słowianina, bez względu na własną orientację seksualną. Ci ludzie nie wiedzą co mówią. Z Emiratów Arabskich co chwilę dochodzą wieści, że kolejny Europejczyk został aresztowany za seks homoseksualny. A jednak mam przyjaciół, którzy śnią, żeby się tam znaleźć. Ja bojkotuję kraje, które nie przestrzegają podstawowych praw człowieka. Prędzej wybrałbym Świętochłowice na wycieczkę niż Tunezję, nie wspominając już o Emiratach. Wspieranie turystyki takich państw uważam za obrzydliwe.

wtorek, 5 czerwca 2012

Homofobizacja rzeczywistości

Rzeczywistość w Polsce się „homofobizuje”. Atmosfera brunatnieje. Właśnie przeczytałem, że rzeszowski senator Solidarnej Polski Kazimierz Jaworski chce, by mieszkańcy mieli prawo decydowania, czy chcą oglądać na ulicach np. manifestację homoseksualistów. Jest już gotowy projekt ustawy w tej sprawie. Hmmmm? Nie wiem co powiedzieć na to oszołomstwo? Mowę odejmuje. Mowę odjęło mi też wczorajsze obejrzenie Kropki nad i z udziałem Terlikowskiego, który oznajmił, że "czysta lesbijka prawie w ogóle nie występuje w naturze". Ciekawe, że ten przygłup nie dopuszcza myśli o "czystej" lesbijce, a dopuszcza o "czystym" geju. Czyżby z własnego doświadczenia? Terlikowski wygląda faktycznie jak sfrustrowany nadmiarem masturbacji przed gejowskim pornolem i strachem przed tym, że się wyda jego pedalstwo. Dziwię się jak można w ogóle dyskutować z tak obłąkaną osobą jak Terlikowski w programie telewizyjnym. On się nadaje na kozetkę psychoterapeuty i rozmowy o jego problemach osobowościowych. Wywlekanie ułomności tego człowieka na światło dzienne jest kompromitujące dla programu i stacji telewizyjnej. Poza tym boleję nad Panem T., że nie potrafi czerpać przyjemności z seksu analnego. Coraz częściej odnoszę jednak wrażenie, że potrafi, ale boi się do tego przyznać i w tym tkwi źródło jego frustracji. Wielka Za to była Kazia Szczuka. Przybijam „piątkę”, choć współczuję, że musiała rozmawiać z kimś takim.

niedziela, 3 czerwca 2012

Antymoralność

24 maja Parlament Unii Europejskiej przegłosował projekt "Rezolucji w sprawie zwalczania homofobii w Europie". Jak głosowali Polacy? Jak zawsze niestety. 12 polskich europarlamentarzystów poparło rezolucję, 29 było przeciw! Wśród przeciwników rezolucji Polacy stanowili 1/3. No i co? Nie żyjemy w kraju homofobów?! Żyjemy! Wśród przeciwników rezolucji znalazł się także Jerzy Buzek. Tak, tak. Ten sam, który przed klilkoma laty, gdy był przewodniczącym Parlamentu Europejskiego nagrał film przeciwko dyskryminacji osób LGBT z okazji Dnia Przeciwko Homofobii. Teraz, gdy kamery już nie patrzą postanowił zapewne zagłosować w zgodzie ze swoim "sumieniem". Zgniłym. Co to za moralność, która pozwala na to, by ludzi prześladowano, bito i nimi poniewierano. To antymorlaność.

wtorek, 29 maja 2012

Prawda w oczy kole

Politycy zabrali się za ośmieszanie, deprecjonowanie i pozbawianie walorów rzetelności materiału przygotowanego przez dziennikarzy BBC o polskim rasiźmie i antysemityzmie. Polscy politycy i dziennikarze są oburzeni i krzyczą, że Polska jest szkalowana i przedstawiana w złym świetle. I to wszystko w dowód patriotyzmu. Dla mnie patriotyzmem jest coś innego. Patriotyzmem jest zdolność do powiedzenia prawdy o narodzie, nawet najbardziej bolesnej. A jaka jest prawda wystarczy spojrzeć na bloki i mury polskich miast. Na niemal każdym antysemicki bazgroł, z którego nikt nie robi żadnego problemu. Ksenofobiczne i rasistowskie napisy tak upowszechniały, że niewielu przeszkadzają. Proponuję tym, którzy twierdzą, że BBC pokazała nieprawdę stanąć na moment przed jakimś blokiem, na przystanku, usiąść w parku i posłuchać. Słowo „żyd” jest odmieniane przez wszystkie przypadki, żeby ośmieszyć kogoś, wskazać kto jest winien, kto powinien za to zapłacić, komu należy przyjebać, a kogo by się powiesiło. I nikt mi nie wmówi, że to nic nie znaczy. Znaczy i to bardzo wiele. JESTEŚMY NARODEM KSENOFOBÓW I RASISTÓW.

czwartek, 24 maja 2012

Damian Niebieski - Znajomi – geje

Spisek został wykryty. Od pewnego czasu wszyscy wiemy, że w kościele jest lobby homoseksualne. Niektórzy wiedzieli już wcześniej, że geje są wszędzie. Ot, wielkie odkrycie. Ich głosy były zbywane prychnięciami i pukaniem się w głowę. Profesja księdza, podobnie jak zawód strażaka czy policjanta, są z zasady przypisywane męskim osobnikom, a więc – nie gejom. Tymczasem homoseksualiści w kościele – jak się okazało – to grupa zwarta, w której rządzą prywatne interesy, sympatie i jeszcze inne, o wiele cieplejsze uczucia. Nie wiem czy były testy, kto jest jakiej orientacji, pewnie trzeba zapytać seminarzystów. Dziwne jest to, że jeszcze nie została odkryta jakaś grupa reakcyjna lesbijek w zakonach kobiecych. Być może dlatego, że jak wszystkie kobiety w kościele nie mają władzy, co automatycznie sprawia, że są nudniejsze i szkoda poświęcać im czas. Geje są ciekawsi. Geje, którzy są księżmi, są jeszcze ciekawsi. Nie rozumiem jednak, skąd sprowadzanie zjawiska kolesiostwa do orientacji homoseksualnej? Czy jej posiadanie równa się z przynależnością do określonego lobby, które rzekomo „niszczy każdego, kto wejdzie mu w drogę”? To tak jakby do homoseksualnej orientacji przypisany był od razu cały pakiet cech/określeń/umiejętności, które dany człowiek posiada, a które uaktywniają się w poszczególnych środowiskach. Brakuje refleksji nad tym, że na zachowanie człowieka wpływ ma o wiele więcej niż to, że jest homoseksualny. To, że jakiś gej nie ustąpi miejsca w autobusie staruszce z wielką siatą ziemniaków i ledwo trzymającej się na nogach nie oznacza, że jest chamem, bo jest gejem. Przykłady można mnożyć. Ale dosyć o kościele. Z hucznych zapowiedzi, że PO przedstawi własny projekt związków partnerskich, jeszcze nic nie wyszło. Rzekomo ma on zostać przedstawiony w maju obok projektu o in vitro. Szkoda, że wakacje za pasem, bo znowu znajdzie się powód do przełożenia ustawy. A to, grilla trzeba będzie na działce zrobić (koniecznie z pieczoną kaszanką i papryką), a to skoczyć na letnie wyprzedaże do centrum handlowego (w przerwach narzekając na powszechne chamstwo i konsumpcję, oblizując przy tym palce po berlince), a to w Kołobrzegu zjeść gofry z bitą śmietaną i jagodami, bo sezon na polskie owoce lasu tuż, tuż. Przeszkody wydają się nie do pokonania. Na szczęście nikomu się nie spieszy. Gejom też nie. A stanowiska zaczynają się polaryzować. Jest minister sprawiedliwości, który otwarcie głosi treści nieprzychylne środowisku LGBT. Jest PiS, które Konstytucję najchętniej wymieniłoby na katechizm kościoła katolickiego. Jest poseł PO, który twierdzi, że tylko małżeństwo daje stabilność związkom. I ja się z tym zgadzam. Naprawdę. Zamiast związków partnerskich, niech instytucja małżeństwa będzie dostępna także dla osób homoseksualnych. Niech ci różowi geje zobaczą, jak to jest żyć z papierkiem w szafce nocnej, niech jeżdżą na nudne i męczące obiady do teściowej, która ciągle podaje tłusty rosół i trzy gołąbki na obiad, choć dobrze wie, że partner jej synka ich nie znosi. Niech wyprowadzą się ze swoich wynajmowanych loftów do mieszkań z wielkiej płyty i przekonają się, jak to jest mieć kredyt hipoteczny i obserwować kurs franka, tuż obok kolejnego zacieku w łazience. Niech wiedzą, co to znaczy być rozwodnikiem – mężczyzną z odzysku, tym razem już oficjalnego, potwierdzonego na drodze sądowej, a nie przy okazji zakładania nowego profilu. Może wtedy się zniechęcą i nie będą zawierać jakichkolwiek, formalnych związków przed majestatem państwa? Część z pewnością tak zrobi. To są tak zwani „moi znajomi geje”. Taki znajomych posiada np. pan Aleksander Nalaskowski, który w wywiadzie dla Rzeczpospolitej pod bardzo znamiennym tytułem „Nie ma genu gejostwa”, zaznacza, że jego znajomi geje wcale nie obrazili się na niego za nazwanie homoseksualizmu – chorym. A nawet jeden napisał: „Wybacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. Rozumiem, że do niektórych jeszcze nie dotarło, że istnieje coś takiego jak gay pride… Rozumiana na różne sposoby, ale w końcu – pride! To już nawet było w Trudnych Sprawach. Pewnie i one zostaną zawieszone na wakacje, podobnie jak zainteresowanie ustawą o związkach partnerskich. Wtedy już tylko pozostanie oglądać powtórki z poprzednich sezonów, do czego wielu „znajomych gejów” np. ministra Gowina tak się przyzwyczaiło, że zapomniało o swoim wpływie na przyszłe scenariusze, a co gorsze uważa, że powtórki są lepsze, bo bezpieczniejsze. Ja niebezpieczeństwo widzę w ich powtarzalności, w zabetonowanej, dobrze znanej rzeczywistości. Wiem, jak „znajomi geje” myślą i wybaczam im, bo nie wiedzą, co czynią. Niestety.

Nie widać dyskryminacji?

Ponoć dyskryminacji gejów i lesbijek zdaniem prawicowych polityków nie ma. To wydumany problem, który ma na celu wzbudzenie współczucia w społeczeństwie i rodzaj lobbingu na rzecz przywilejów, niedorzecznych oczywiście, jak twierdzą pustosłowia a la Terlikowski. I jak to się ma do rzeczywistości? Ano nijak. Niedawno miała miejsce głośna sprawa zwolnienia ze względu na orientację seksualną w IKEA, potem w supermarkecie, a dziś media donoszą o ochroniarzu, który stracił pracę bo jak uważa jego szef „ochroniarz nie może być pedałem”. I chyba nikt nie ma wątpliwości, że te ujawnione przypadki to nawet nie jest promil faktycznej liczby dyskryminacji jaka ma miejsce w miejscach pracy w Polsce.