wtorek, 9 listopada 2010

Ukojenie

Kolejny raz sięgam do Richarda Dawkinsa. Działa na mnie kojąco. I postanowiłem dzielić się cytatami. Uważam, że warto zawsze i wszędzie. "Bóg urojony" Dawkinsa jest dla mnie prawdziwą skarbnicą myśli.

*Bóg Starego Testamentu jest prawdopodobnie najmniej przyjazną postacią całej literatury pięknej: zazdrosny i dumny z tej zazdrości; małostkowy, niesprawiedliwy, nie znający przebaczenia pedant; roszczeniowy, krwiopijczy zwolennik czystek etnicznych; mizoginiczny, homofobiczny, rasistowski, mordujący dzieci, ludzi w ogóle, czy też synów w szczególności, zsyłający plagi, megalomański, sadomasochistyczny, kapryśnie manifestujący brak zrozumienia despota.[...] Atakowanie tak łatwego celu nie byłoby fair.

*Co mnie osobiście najbardziej zadziwia w katolickiej mitologii, to nawet nie jej niewyobrażalna kiczowatość, ale raczej szokująca nonszalancja, z jaką ludzie ją wzbogacają o najdrobniejsze detale. To doprawdy bezwstydna wynalazczość.
*(...) czy, jeśli ukojenie, jakie daje religia, opiera się na neurologicznie więcej niż nieprawdopodobnej przesłance, iż możemy jakoś przetrwać śmierć własnych mózgów, naprawdę chcemy takiego ukojenia bronić?

*Dobór naturalny wbudował w dziecięcy mózg skłonność do wierzenia w to, co mówią rodzice i starszyzna plemienna. Takie posłuszeństwo oparte na zaufaniu sprzyja przeżyciu (...). Od posłuszeństwa opartego na zaufaniu blisko jednak do bezwarunkowego podporządkowania, a skutkiem jest podatność na zarażenie «umysłowym wirusem».

*(...) niektóre feministyczne teolożki (...) próbują dochodzić rekompensaty wielowiekowej niesprawiedliwości, oznajmiając, że Stwórczynią była Ona, ale w sumie, czy naprawdę jest jakaś różnica między nieistniejącym mężczyzną a nieistniejącą kobietą? Choć z drugiej strony nie wykluczam, że w tej egzotycznej krzyżówce feminizmu i teologii płeć może być rzeczywiście atrybutem istotniejszym niż istnienie.

*Odkryłem, że całkiem dobrą strategią, gdy ktoś pyta mnie, czy jestem ateistą, jest uświadomić mu, że on również jest ateistą, wszak nie wierzy w Zeusa, Apollona, Amona Ra, Mitrę, Baala, Thora, Wotana, Złotego Cielca ani w Latającego Potwora Spaghetti. Ja po prostu poszedłem o jednego Boga dalej.

*Papież Jan Paweł II stworzył więcej świętych niż wszyscy jego poprzednicy przez ostatnie siedem stuleci razem wzięci, szczególną sympatię żywił zaś do Dziewicy Maryi. Jego politeistyczne ciągotki ujawniły się w dramatycznych okolicznościach. W roku 1981 w Rzymie dokonano zamachu na papieża, a swoje ocalenie Jan Paweł II przypisał wstawiennictwu Matki Bożej Fatimskiej. «Jedna ręka trzymała pistolet, a inna prowadziła kulę» – powiedział później. Ktoś mógłby, co prawda, spytać, dlaczego nie poprowadziła jej tak, by pocisk w ogóle chybił. Ktoś inny mógłby napomknąć, że zespół chirurgów, którzy przez sześć godzin operowali papieża, też zasługuje na pewną wdzięczność – choć zapewne matczyna dłoń kierowała również ich skalpelami. Ale najważniejsze w tym wszystkim jest, że zdaniem papieża to nie po prostu Matka Boża «prowadziła kulę». To konkretnie Matka Boża Fatimska! A co robiły w tym czasie Najświętsza Panienka z Lourdes, Nasza Pani z Gwadelupy, Matka Boska z Medjugorje, Matka Boska z Akity, Matka Boska z Zeitoun, Dziewica z Garabandal, Matka Boża z Knock – czy akurat miały inne sprawy na głowie?

*(...) rabin Nowego Jorku oświadczył: «Pan Einstein jest bez wątpienia wielkim uczonym, ale jego poglądy religijne są głęboko sprzeczne z judaizmem». «Ale»? «Ale»?! Dlaczego nie «i»?

*To banał (i to jak większość banałów niezgodny z prawdą), że nauka odpowiada na pytania jak, tylko teologia zaś dysponuje narzędziami umożliwiającymi odpowiedź na pytania dlaczego. Cóż to niby jest «pytanie dlaczego»? Nie każde pytanie rozpoczynające się od «dlaczego» w ogóle jest sensownym, uprawnionym pytaniem. Dlaczego jednorożce są puste w środku? Na niektóre pytania po prostu nie warto odpowiadać. Jaki jest kolor abstrakcji? Jak pachnie nadzieja? Fakt, że jakieś pytanie można sformułować w pełni zgodnie z gramatycznymi regułami języka, nie oznacza, że ma ono jakikolwiek sens, ani że warto się nim poważnie zajmować. Więcej – nawet jeśli pytanie jest poważne i nauka nie potrafi na nie odpowiedzieć, to wcale nie oznacza, że odpowiedź zna religia.

*Twierdzić, iż owa pierwsza przyczyna, wielkie nieznane, odpowiedzialne za to, że istnieje raczej coś niż nic, to istota, która potrafiła zaprojektować Wszechświat i przemawiać do miliardów ludzi równoczesne, to nic więcej niż ucieczka od odpowiedzialności, od odpowiedzialności za znalezienie prawdziwego wyjaśnienia. To przeraźliwa demonstracja samozadowolenia i oportunizmu, przeczące nie tylko zdrowemu rozsądkowi poszukiwanie haka zwisającego z nieba.

*Jeśli jedna osoba ma urojenia, mówimy o chorobie psychicznej. Gdy wielu ludzi ma urojenia, nazywa się to Religią.

i jeszcze jeden długi cytat, ale myślę, że bardzo ważny (za Bertrandem Russellem):


Wielu ludzi wierzących mówi tak, jakby to na sceptykach spoczywał obowiązek udowodnienia nieprawdziwości głoszonych przez nich dogmatów, a nie na wierzących ciężar dowodu. Oczywiście to pomyłka. Gdybym stwierdził, że gdzieś tam, pomiędzy Ziemią a Marsem, krąży wokół Słońca po eliptycznej orbicie porcelanowy czajniczek, nikt nie byłby w stanie zakwestionować prawdziwości tego stwierdzenia (oczywiście musiałbym być wystarczająco przewidujący, by dodać, że czajniczek jest zbyt mały, by dało się go dostrzec nawet za pomocą najpotężniejszych teleskopów). Gdybym jednak obwieścił, że skoro moich poglądów nie można zakwestionować, to jest przejawem absurdalnych i nieracjonalnych uprzedzeń odrzucanie ich przez innych ludzi, uznano by – skądinąd słusznie – że prawię nonsensy. Jednakże, jeśliby istnienie czajniczka potwierdzały starożytne księgi, które jako uświęconą prawdę odczytywano by nam co niedzielę, i których treść wkładano by w dziecięce główki w każdej szkole, odmowa wary w istnienie czajniczka uznana by została za przejaw podejrzanej ekscentryczności, osobnika weń wątpiącego wysłano by zaś do psychiatry w czasach bardziej oświeconych, a oddano inkwizycji w epokach wcześniejszych.

poniedziałek, 8 listopada 2010

Arent skomentowana

Nie tylko mnie zszokowały wypowiedzi Iwony Arent. Na forach internetowych zawrzało. Oto ujawniona przez internautów cała prawda o tej kobiecie:

"Posłanka Iwona Arent cierpi na chorobę, na którą cierpi prawica na całym świecie - a którą można krótko określić - "Nie wyobrażam tego sobie". Wszystko inne jest konsekwencja tego zdania."

"Każdy ma prawo do głupoty - ale jako osoba prywatna. Natomiast ograniczanie lub wykluczenie możliwości wyboru, i to w majestacie prawa, nie ma z demokracją nic wspólnego. Proponowałabym tej Pani wyemigrowac do Iranu lub Pakistanu. Islam, podobnie jak katolicyzm bazuje na na starym testamencie, a życie w tych krajach naprawde pobożne.
P.S. Wiara zaczyna sie tylko tam, gdzie konczy sie wiedza."

"Co jest w życiu normalne? Coś naturalnego." A najbardziej naturalne jest całowanie biskupa w pierścień. Idź się babo lecz.

"Jest dumna z tego, że jest ograniczoną umysłowo homofobką, kobietą traktowaną przez Kościół jakby była upośledzona i z tego, że ona - paradoksalnie - ten Kościół popiera!"

"Pora wykopać z Sejmu w następnych wyborach panie i panów, którzy są w nim po to, aby realizować swój katolicyzm. To również dla ich dobra. Nie będą mieć religijnych dylematów."

"Taka mloda a taka glupia! I ktos taki ma szanse na zatwierdznie lub odrzucanie postulatow sejmowych. Strach ogarnia jak sie widzi te " jezyczki uwagi" , ktore beda szkodzic modernizacji Polski w XXI WIEKU !!!!!!"

"Debilizm i prostytucja polityczna widocznie polaczyla sie w jej glowie z dewocja."

Ja mam dla chętnych internautów propozycję. Nie musicie pisać co sądzicie o Pani Arent jedynie na forach internetowych. Możecie wysłać swoje przemyślenia i uwagi bezpośrednio do niej mailem. Na stronie Arent można znaleźć takie adresy:
biuro@iwona-arent.pl
iwona.arent@sejm.pl

Iwona Arent - porażający bezmiar głupoty i ignorancji.

Na wyborczej posłanka Iwona Arent daje popis głupoty i ignorancji. Oto dowody:

"...popieram to, że szkoła katolicka ma prawo odmówić zatrudnienia zadeklarowanej lesbijki. Przyjmijmy hipotetycznie, że zapisuje syna do szkoły katolickiej i płacę niemałe pieniądze a od szkoły oczekuję, że będą tam przestrzegane wartości katolickie. Wymagam pewnych zachowań nauczycieli i ich poglądów. I przychodzi osoba, która publicznie mówi o innych wartościach".

Szkoła - katolicka, buddyjska czy jakakolwiek inna - ma uczyć prawdy. Nauczyciel jest od tego, by przekazywać wiedzę. Orientacja seksualna ma się nijak do przekazywania wiedzy bez względu na to czy robi to zadeklarowana lesbijka czy heteroseksualistka.

"- Nie. Mój syn lubi dziewczyny. I się bardzo z tego cieszę.

A gdyby przyszedł i powiedział, że lubi chłopców?

- Nie wyobrażam sobie tego."

No może czas zacząć, bo jak się ma taką matkę to może się przed nią ukrywać orientację homoseksualną. Poza tym taka matka jak Iwona Arent nie zasługiwałaby na miłość syna geja.

"Nie zna pani homoseksualistów?

- Znam. Mam przyjaciela homoseksualistę. Bardzo się przyjaźnimy. Noce potrafimy przegadać. Wytykam mu, że jest chory, że powinien się leczyć. On się śmieje, że to ja jestem chora. Ale szanujemy się. Nie narzucamy sobie swoich poglądów. On ma męża. Mieszkają w Niemczech. Dobrze im się żyje. Po cichutku.

Po cichutku?

- A po co głośno? Czy ja wychodzę na ulice i krzyczę, że lubię facetów? Oni rozumieją, że mam inne poglądy. Jak mój syn był mały, zawsze trzymali dystans, gdy przyjeżdżali do mnie. Dwóch wujków. Teraz mój syn już wie, że są małżeństwem. Jestem tolerancyjna, zawsze mają otwarte drzwi u mnie. Akceptuję, że są związki homoseksualne, ale czy muszą się z tym obnosić? Przecież ja się z tym nie afiszuję, nie opowiadam jak uprawiam seks. Tak samo nie chciałabym, by mi narzucali na ulicy, tego co robią."

Niezła przyjaźń?! Śmiechu warte, a raczej politowania. To nie jest przyjaźń. Pani Arent nie zna chyba tego słowa. Co do leczenia to znajomy ma rację. To homofobia jest chorobą. Homoseksualizm zaś orientacją seksualną. Normalną orientacją! Twierdzenie czegoś innego jest po prostu brakiem wiedzy. Co do dystansu to raczej Pani Arent go trzymała i trzyma. Żaden gej czy lesbijka nie wychodzi na ulicę mówić jak uprawia seks. To absurd! Mówienie takich rzeczy to kompromitacja. Poza tym homoseksulny związek to także uczucie, oddanie i wspólne życie. Ograniczanie życia przez Panią Arent do seksu to patologia. Co do tolerancji to Arent nie wie co to słowo znaczy.

"Nie muszą mieć ślubu. Wystarczy iść do notariusza, wspólność majątkową założyć i pokazać w szpitalu. To robienie awantury z niczego. Ale chciałam powiedzieć dlaczego szanuję tych moich przyjaciół. Bo nie epatują. Mówią: mamy swoich znajomych, mamy swoje kluby, nam się dobrze żyje. Na ulice nie mamy potrzeby wychodzić."

Notarialne upoważnienia i umowy nie rozwiązują wszystkich problemów. A mówienie o szacunku przez Panią Arent to kpina. Życie nie polega też na tym, by mieć kluby i znajomych homoseksulnych. Dlatego znajomi mieszkają pzoa Polską, gdzie mogą zawrzeć małżeństwo. Nie dziwi mnie, że żyje im się tam dobrze. Mają kluby, znajomych, ale przede wszystkim - i to jest najważniejsze - nie są dyskryminowani przez prawo. Braku konieczności wychodzenia na ulicę nie skomentuję nawet. Proponuję Pani Arent, by sama może zaprzestała wychodzenia na ulicę.

"To zapytam się tak. Co jest w życiu normalne? Coś naturalnego. Związków homoseksualnych naturalnymi nazwać nie można."

W życiu normalny jest homoseksulizm i heteroseksulizm. Związki homosksualne normalnymi nie tylko można nazwać, ale nawet trzeba. Bo co w nich nienormalnego czy nienaturalnego? W moim związku jest wszystko naturalne i normalne - i miłość, i seks i codzienność. Brak akceptacji dla własnego homosksualizmu nie jest normalny i jest przez Światową Organziację Zdrowia umieszczony w klasyfikacji zaburzeń. Prezentowanie pogladów takich jak Pani Arent to wstyd dla niej samej. Arent pokazuje wywiadem dla Gazety Wyborczej co ją cechuje - porażający bezmiar głupoty i ignorancji. Czy Pani Arent nie jest wstyd poniżać innych ludzi i zaprzeczać naukowej prawdzie. Mi byłoby wstyd mówić takie rzeczy. Radziłbym jej najpierw zapoznać się z tym co ma na temat homoseksualizmu do powiedzenia nauka i potem wypowiedać niż kompromitować się publicznie brakiem wiedzy. Współczuję Pani Arent. Takich ludzi jednak szkoda.

niedziela, 7 listopada 2010

YES WE CAN!!! YES WE KISS!!!

Jadąc dzisiaj na uczelnię miałem nieszczęście usłyszeć w wiadomościach Polskiego Radia takie absurdy, że rozsądkowo myślącemu człowiekowi włos się na głowie jeży. Wiadomości te były poświęcone (samo to wyrażenie oddaje już doskonale istotę rzeczy) wizycie tzw. papieża w Hiszpanii. Dla redaktora słowo papież to jednak zbyt świecka terminologia. Z tego zapewne powodu mówił ojciec święty, w odróżnieniu od poprzedniego, który był według redaktora nie tylko świętym ojcem ale dodatkowo naszym. Dalej było tylko gorzej. Można było wysłuchać nonsensów, jak to Zapatero wprowadził totalitaryzm i dyktaturę - czyli w rzeczywistości zasady równości obywateli i pluralizmu - , prześladuje katolików - czyli w rzeczywistości uczynił religię przedmiotem nieobowiązkowym, co w demokratycznym państwie jest przecież oczywistym standardem i należy do podstawowych praw człowieka i obywatela - , a poza tym niszczy rodzinę - czyli w rzeczywistości kończy z łamaniem praw człowieka umożliwiając parom homoseksualnym zawieranie małżeństw, co jest przecież wzmocnieniem rodziny poprzez dostęp do niego dyskryminowanej dotąd w tej kwestii grupy społecznej. Próba dowodzenia, że małżeństwa zawierane przez osoby tej samej płci osłabiają małżeństwa zawierane przez osoby różnej płci, czy też w ogóle ideę małżeństwa, jest skazane na porażkę. To, że para jednopłciowa zawrze związek małżeński ma się nijak do par różnopłciowych, ani nie sprawi, że małżeństw heteroseksualnych będzie mniej ani więcej, a ich ranga nie będzie ani większa ani mniejsza. Wartość małżeństwa jako instytucji natomiast może tylko wrosnąć, ponieważ ma szansę z niego skorzystać większa liczba obywateli. Dla wysłannika Polskiego Radia w Barcelonie przykład poszanowania praw człowieka i postęp cywilizacyjny, jaki dokonał się w Hiszpanii, to jednak przykład tzw. kultury śmierci, pojęcia tyleż samo głupiego co nic nie znaczącego, wymyślonego przez katolickich ideologów na opisanie rzeczy, które stoją im na przeszkodzie w dalszym wypaczaniu umysłów ludzi poprzez głoszone przez nich nonsensy. Katoliccy demagodzy z uporem maniaka zaprzeczają naukowej prawdzie o tym, że homoseksualizm jest jednym z normalnych wariantów seksualności, a przez to sami wyrzucają się poza margines. Redaktorzy Polskiego Radia pielęgnują jednak tę katolicką głupotę z wielką czcią i oddaniem. W dzisiejszych wiadomościach Hiszpania przedstawiona została jako kraj sterroryzowany przez homoseksualistów, feministki i ateistów. Byłoby to może i śmieszne, gdyby puszczone zostało w radiu w programie satyrycznym, ale jeśli jest to mówione w wiadomościach to jest to smutne, gdyż świadczy o kompletnym braku logiki i niezrozumieniu rzeczywistości, która jest całkowicie odmienna od przedstawianej w radiu. Przedstawione w wiadomościach dane o tym, że w Hiszpanii 56 proc. katolików nigdy nie chodzi na mszę, a tylko 13 proc. utrzymuje, że uczestniczy w niej co niedzielę, zostały przez wysłannika Polskiego Radia w Barcelonie sprowadzone do „zapaterowskiej” manipulacji. Dla niego nie jest ważne, że statystyki przeprowadzane przez wiele różnych i niezależnych ośrodków badawczych wskazują na laicyzację Hiszpanii. Według niego można ufać tylko katolickim badaniom, ale tych nie ujawnił. Zupełnie jak w dyktaturze – jeden wódz, jedna organizacja, która ma monopol na wszystko, łącznie z wynikami badań opinii publicznej. Katolicyzm nie różni się tu niczym od islamskich fundamentalistów. Jedyna różnica jest taka, że zachodni świat, podążając za głosem rozumu i rozsądku, postanowił ograniczyć wpływ religijnych szaleństw na władzę, przez co katoliccy fundamentaliści nie mają już możliwości prześladowania ludzi, zaś islamscy w krajach islamskich nadal tę możliwość mają. Historia wskazuje jednak, że gdy katolicyzm – a także inne chrześcijańskie nurty – posiadały możliwość prześladowania ludzi to chętnie z tego korzystały, tak jak wszystkie inne totalitaryzmy. Gdy się słucha Polskiego Radia odnieść można jednak wrażenie, że Polska gdzieś się w tej drodze za głosem rozumu i rozsądku zgubiła. Swoją drogą ciekawe czemu na antenie radia nie zaprezentowano danych dotyczących laicyzacji Hiszpanii sporządzonych przez katolickie instytucje? Odpowiedź jest prosta - potwierdziłyby tylko, że Hiszpania wyzwala się spod jarzma katolickiego totalitaryzmu. W Polskim Radiu o tym jednak nie usłyszałem. Usłyszałem za to, że wizyta papieża w Hiszpanii to wielki sukces, że wszyscy byli happy, religijne orgazmy podczas nabożeństw i ubogacenie uciemiężonego ateizmem narodu. Dokładnie tak jak kiedyś podczas wizyty Breżniewa w Polsce. Wówczas też tłumy Warszawiaków witały przywódcę bratniego narodu, rzucały kwiaty pod nogi i umacniała się jedynie słuszna ideologia. I wówczas też mówiono, że nie można wierzyć przesiąkniętemu moralną zgnilizną Zachodowi, który wskazywał, że Polacy pragną wolności. Wtedy jedynie sondaże zlecane przez PZPR właściwie odzwierciedlały nastroje społeczne. Dziś zaś tyko katolickie. Tak jak w latach 80. ruchy społeczne w Polsce były według władz jedynie garstką opłacanych przez zachodnich kapitalistów zdrajców narodu, tak dziś według wysłannika Polskiego Radia w Hiszpanii, protestujący na ulicach przeciwko wizycie papieża to garstka wypromowanych przez laickie media wrogów nie tylko narodu, ale wręcz całej ludzkości. Podobnie Polskie Radio relacjonowało niedawną wizytę B16 w Wielkiej Brytanii. To wskazuje wyraźnie, że Polskie Radio – jak kiedyś było tubą PZPR - jest dziś tubą w rękach Watykanu , wciąż bez jakichkolwiek zasad obiektywizmu i rzetelności.

Na odtrucie

Protest w Londynie podczas wizyty B16
















Protest podczas wizyty B16 w dniu wczorajszym i dzisiejszy flashmob podczas wizyty B16 w Barcelonie pod ciekawym hasłem YES WE CAN!!! YES WE KISS!!!













sobota, 6 listopada 2010

Can you pay attention to my hands mister?

Eliasz napisał na swoim blogu, że nie mógł się powstrzymać. Gdy ja obejrzałem ten filmik też nie mogłem się powstrzymać i go umieściełem. Nie wiem co jest w tym filmiku słodsze, czy chłopak, czy to co mówi (jak trafnie napisał Eliasz bez zbędnych słów). Po prostu miodzio. Od razu w sercu jakoś radośniej. No i przyznać trzeba, że gdy patrzy się na takie słodkie ciałko to trudno skupić się na rękach, nie wspominając już o napisach.

piątek, 5 listopada 2010

Etyka fińska i polska

Ponad 30 tys. Finów odeszło w ciągu dwóch tygodni z Kościoła luterańskiego z powodu nie dość stanowczego sprzeciwu hierarchów wobec homofobii. To najpoważniejszy kryzys Kościoła luterańskiego w Finlandii od lat, skoro w całym roku 2009 z Kościoła odeszło 42 tys. ludzi. I zarazem wielki test jego jedności, gdyż mimo obowiązującej linii liberalnej biskupi są podzieleni w sprawie wyświęcania gejów i błogosławieństw dla związków partnerskich.

W odróżnieniu od sąsiedniej Szwecji, gdzie sprawy te nie wywołują żadnych kontrowersji, a biskupem Sztokholmu została lesbijka żyjąca w związku partnerskim, w Finlandii nie brak polityków i ludzi Kościoła niechętnych homoseksualistom. Burzę wywołał kilka tygodni temu szefowa Partii Chrześcijańsko-Demokratycznej Päivi Räsänen. W debacie telewizyjnej powiedziała, że osoba, która żyje w związku homoseksualnym, wie, że robi coś złego z chrześcijańskiego punktu widzenia. I mówił, że homoseksualizm to grzech.

Na co luterański biskup Tampere Matti Repo oświadczył, iż nigdy nie brał pod uwagę możliwości błogosławienia związków homoseksualnych, gdyż jest to sprzeczne z nauczaniem Biblii. Przez ponad tydzień sprawa nie schodziła z czołówek gazet i była tematem rozmów Finów, których sprawy Kościoła z reguły niewiele obchodzą. - Odejście tylu tysięcy ludzi to protest przeciw stwierdzeniom użytym w debacie telewizyjnej. Jako Kościół nie poradziliśmy sobie w tym programie - mówi "Gazecie" biskup Helsinek Irja Askola. - Nie przedstawiliśmy dość jasno stanowiska. Przecież rok temu konferencja biskupów luterańskich zdecydowała, że homoseksualista - lesbijka czy gej - może pracować w strukturach Kościoła - dodaje.

Askola, od września pierwsza fińska kobieta biskup i zarazem gorąca zwolenniczka otwierania się Kościoła luterańskiego na homoseksualistów, przyznaje, że tak ostra reakcja ludzi bardzo ją poruszyła i zaskoczyła. - Wciąż zastanawiamy się, jak odczytywać to, co się stało - mówi. Ale zaraz dodaje: - Kościół musi stanąć w obronie praw człowieka. Homoseksualizm nie jest grzechem, grzechem jest homofobia.

Fińscy komentatorzy podkreślają, że Kościół luterański, do którego z racji statusu Kościoła państwowego należy 80 proc. z 5 mln Finów, traci na tych kontrowersjach podwójnie: zarówno wiernych, jak i pieniądze. Utrzymuje się bowiem z podatku kościelnego płaconego przez członków Kościoła. Każdy wierny płaci średnio kilkaset euro rocznie; w 2009 roku do kasy Kościoła wpłynęło z tego tytułu 859 mln euro. Odejście 30 tys. ludzi oznacza stratę rzędu 5-6 mln euro. A to w kasie spora wyrwa.

Jeszcze 10-15 lat temu tak masowy exodus w tak krótkim czasie byłby nie do pomyślenia. I to nie tylko z powodów obyczajowych (w Finlandii zwykło się mówić, że dobry policjant, urzędnik czy nauczyciel to zarazem dobry luteranin), ale również technicznych. Deklarację o rezygnacji trzeba było wypełnić na papierze i przynieść do magistratu. Dzięki zmianie przepisów sprzed kilku lat można zrobić to szybko i bez rozgłosu w internecie, korzystając z serwisu stworzonego siedem lat temu przez wolnomyślicieli i ateistów z Tampere.

Eroakirkosta.fi, co można przetłumaczyć dosłownie na: "Odejdź z Kościoła", przyjmuje zgłoszenia o rezygnacji mailem i odsyła je do odpowiednich urzędów. O ile w 2003 roku serwis pośredniczył w 3,7 proc. rezygnacji, to w roku 2009 było to już 90 proc. Petri Karisma z serwisu Eroakirkosta.fi przyznaje, że wpadka Kościoła w sprawie homofobii była na tyle potężna, że nie wiadomo ilu ostatecznie wiernych odejdzie Niektórzy szacują, że z Kościoła może odejść 60-100 tys. członków - mówi Karisma.

A w Polsce tymczasem od kilku miesięcy trwa latanie oszołomów po Krakowskim Przedmieściu w Warszawie z krzyżem w jego obronie, tylko za bardzo nie rozumiem przed kim. W Polsce krzyż pełni rolę dziwcznego talizmanu, który trzeba wiszać i stawiać wszędzie gdzie się da, a zdjęcie go albo nie powieszenie go - nawet u siebie w domu - w wielu miejscach kraju spotka się zapewne z oburzeniem rodziny, znajomych i sąsiadów. Więc - czy się wierzy czy się nie wierzy - chrzci się dzieci, urządza jajeczka i wigilie w pracy, a jak ktoś spróbuje tego nie zrobić to zaczynie się wytykać go palcami, a w najlepszym przypadku okaże mu się współczucie i litosć. W Polsce krzyż i wiara jest sprawą publiczną, a nawet narodową. Polacy z jednej strony niby się śmieją z oszołomstwa z Krakowskiego Przedmieścia i kojarzy im się to z obciachem, ale jednoczesnie większość społeczeństwa niewiele się od niego różni, jesli w ogóle się różni. Większosć powie, jakie to niepoważne i głupie bronić krzyża przed pałacem prezydenckim, ale ta sama większosć wydrapałaby oczy koledze z pracy, gdyby próbował tam zdjąć krzyż ze ściany. A przecież pokój w pracy czy urzędzie to takie samo miejsce publiczne jak Krakowskie Przedmieście. Ale do większości to nie dociera. Większosć przyzna, że wiara to prywatna sprawa każdego, ale jednoczesnie obrazi się na współpracowników, którzy nie chcą przygotować wspólnie z nimi zakładowej wigilii. Większosć Polaków uzna też zapewne, że orientacja seksualna jest sprawą prywatną każdego. Jednak jak się okazuje, prywatną powinna według nich zostać tylko orientacja homoskesualna. Podobnie jest i u mnie w pracy. Wszyscy bowiem wiedzą, że jedna z koleżanek ma męża, inna konkubenta, a jeszcze inna miała ale się z nim rozstała. I wszyscy o tym głośno rozmawiają. Jeśli natomiast księgowy ma męża to zapada cisza. Można co najwyżej poplotkować z najlepszą psiapsiółką, który z nich jest kobietą a który mężczyzną w związku, bo oficjalnie to przecież preferencje seksualne są prywatną sprawą i nie można ich rostrząsać na forum publicznym. Zupełnie nie rozumiem też, czemu homoskesualny partner musi kojarzyć się heterykom tylko z seksem. Może gdyby krzyż i wielowiekowy "dorobek" chrzescijaństwa nie przysłaniał im rozumu to tak by nie było i dostrzegliby też rzecz oczywistą, że w związku dwóch mężczyzn obaj są mężczyznami. I nie musieliby już o tym plotkować. I to wszystko jasno wskazuje, jaka przepasć dzieli nasod Finladii. Tam społeczeństwo jest zbulwersowane homofobią kościoła, a w Polsce przygląda się przepychankom wokół krzyża, zaś problem homofobii - i to nie tylko w kościele - kwitowany jest milczeniem, bo i nawet homofobia kojarzy się jebaniem (bo przecież dotyczy gejów), a sprawy łóżkowe przecież to sprawa prywatna a takich nie rozstrząsa się publicznie. Zdanie takie podziela także pani pełnomocnik ds równego traktowania, więc homofobią się nie zajmuje, chyba że zostanie do tego "przymuszona" przez osobę, która wytknie jej błędy oraz brak kompetencji i wiedzy. Powie wówczas publicznie, że wie kto jest partnerem tej osoby, jakby miało to w jakiś sposób ją zdyskredytować. Absurd goni absurd. I chyba jeszcze długo się to niestety nie zmieni. Przeczytałem dziś artykuł, w którym prof. Kazimierz Kik, politolog, zwraca uwagę na "zapóźnienie" Polaków w procesie ich europeizacji, które - jego zdaniem - sięga jakichś 20-30 lat. No i niestety to prawda.

A na koniec jeszcze jeden news. U Rzecznika Praw Obywatelskich odbyło się spotkanie, podczas którego zastanawiano się co zrobić z brakiem lekcji etyki w szkołach. Impulsem był czerwcowy wyrok Trybunału w Strasburgu w sprawie Grzelak przeciwko Polsce, w którym trybunał orzekł, że "kreska" z religii/etyki na świadectwie, gdy nie ma lekcji etyki, łamie prawo do milczenia w sprawach sumienia i wyznania. W polskich warunkach oznacza to, że uczeń nie jest katolikiem. Reprezentująca MEN Grażyna Płoszajska mimo pytań Ireny Lipowicz nie potrafiła przedstawić konkretnych planów resortu, co zrobić, by prawo do lekcji etyki nie było teoretyczne. Wyjaśniła za to, że etyka w rozumieniu MEN to po prostu lekcje wychowawcze, na których propaguje się właściwe postawy etyczne. Słysząc to ręce opadają a oczy się szeroko otwierają ze zdumienia, jak można takie nonsensy przekazywać. Żaden pomysł ministerstwa mnie nie już chyba nie zdziwi, nawet najgłupszy, nawet taki, żeby lekcje etyki prowadzili księża i katecheci na lekcji religii w wyznaczonych ławkach. Tylko czekam aż ktoś z rządu ogłosi, że to doskonały pomysł. A do tego jaki oszczędny - i klasy nie trzeba dodatkowo tworzyć, ani nikogo dodatkowo zatrudniać. W sumie już obecnie niewiele do takiego absurdu brakuje. Poniższy obrazek - choć satyryczny - wydaje mi się bardzo prawdziwy.

It Gets Better: Dan and Terry

Bóg nie istnieje

Bóg nie istnieje. Jest tylko natrętnym, szkodliwym urojeniem, wiara w boga, to niczym nieuzasadniony, irracjonalny proces niemyślenia, natomiast religia to tylko zwykły zabobon nie posiadający żadnych racjonalnych podstaw i który wpędza ludzkość w obłęd wojen religijnych, nietolerancji i terroryzmu.

czwartek, 4 listopada 2010

La Comisión Europea aclara que una institución religiosa no puede despedir a un profesor debido a su orientación sexual

La comisaria de Justicia de la Unión Europea, Viviane Reding, ha expresado por escrito que la normativa europea contra discriminación en el trabajo, si bien otorga un trato especial a las instituciones religiosas, no permite a éstas rechazar la contratación de profesores por su orientación sexual.
La aclaración se produce como respuesta a dos preguntas formuladas a la Comisión por los eurodiputados Michael Cashman (laborista británico) y Raül Romeva (Iniciativa per Catalunya Verds), miembros del intergrupo LGTB del Parlamento Europeo. La interpelación de los eurodiputados se produjo después de unas declaraciones de Elżbieta Radziszewska, Plenipotenciaria del Gobierno de Polonia para la Igualdad de Trato, que afirmó que la Directiva Europea 2000/78/EC permite a instituciones educativas religiosas discriminar contra el personal docente en base a su orientación sexual. Declaraciones que dieron lugar a un lamentable episodio, que dosmanzanas recogió, cuando Radziszewska desveló en televisión la homosexualidad de un oponente con el que mantenía un debate sobre el tema.
De un modo algo ambiguo, la comisaria Reding explica que, si bien la normativa europea permite a las organizaciones religiosas seleccionar a su personal en función de la aceptación de sus principios, la Comisión “no acierta a comprender de qué modo la orientación sexual de un profesor puede constituir un requisito laboral genuino y determinante”.
Elżbieta Radziszewska ha contestado en un comunicado a la comisaria. Radziszewska, que parece haber moderado el tono, coincide con Reding en que nadie puede ser despedido debido “únicamente” a su orientación sexual, pero insiste en que sí puede serlo si esa persona expresa públicamente “deslealtad” a los principios de una determinada iglesia, organización religiosa o institución en la que los principios éticos o religiosos jueguen un papel importante…

Polish Minister for Equal Treatment sends censorship requests to organisations and media

Following reports that the European Commission disagreed with her interpretation of EU law, Polish Government Plenipotentiary for Equal Treatment Elżbieta Radziszewska formally requested that Polish media and non-governmental organisations take down articles reporting on this disagreement.
The Polish Minister previously argued that EU law allowed Catholic schools to discriminate against teachers on the basis of their sexual orientation. Following a request for clarification by Michael Cashman MEP, the European Commission explained that it ‘fails to see how a teacher’s sexual orientation could reasonably constitute a genuine and determining occupational requirement’, in disagreement with Mrs Radziszewska’s views.
On the 29th October, the office of Mrs Radziszewska sent out requests for correction to entities reporting on this disagreement, including national newspaper Gazeta Wyborcza, national organisation Campaign Against Homophobia, and the editors of two Polish websites.
In her letter, the Plenipotentiary for Equal Treatment argues: “It is incorrect to claim that ‘The Minister is wrong’, which is written in the article ‘Radziszewska is wrong says the European Commission’.” The letter formally requests that the articles be withdrawn.
Michael Cashman, Ulrike Lunacek and Raül Romeva MEPs responded to the censorship threats in an open letter.
Michael Cashman MEP, Co-president of the European Parliament’s Intergroup on LGBT Rights, reacted: “It’s not the role of the Minister to interpret EU law in compliance with her faith. She must acknowledge that she was wrong on this occasion—and that the Commission, EU law, and EU jurisprudence all disagree with her.”
Ulrike Lunacek MEP, Co-president of the Intergroup on LGBT Rights, continued: “A free media featuring divergent views is a cornerstone of democracy, as much as freedom to receive and impart information is a fundamental right protected throughout the EU. Attempts to intimidate or censor the media and civil rights organisations are worrying, and unworthy of any member of government in a democratic society.”

Polen: Homophobe Politikerin will Medien ruhigstellen

Die polnische Gleichstellungsbeauftragte Elżbieta Radziszewska gängelt Medien, die über Meinungsverschiedenheiten zwischen Polen und der EU bei Homo-Rechten berichtet haben.Die Politikerin der konservativen Bürgerplattform von Ministerpräsident Donald Tusk hat Gegendarstellungen von der linksliberalen Tageszeitung "Gazeta Wyborcza", der Homo-Gruppe Kampania Przeciw Homofobii (Kampagne gegen Homophobie, KPH) sowie von zwei weiteren Nachrichten-Websites gefordert. Diese hatten letzte Woche berichtet, dass EU-Jusitzkommissarin Viviane Reding der Gleichstellungsbeauftragten in der Frage der Gleichbehandlung von Schwulen und Lesben widersprochen hatte.Radziszewska hatte vor einem Monat erklärt, dass katholische Schulen nur heterosexuelle Lehrer an Schulen anstellen sollten - und das auch legal sei. Die Kommissarin in Brüssel wertete eine solche Ungleichbehandlung aber als einen Verstoß gegen die EU-Antidiskriminierungsrichtlinien, wurde berichtet.Radziszewska fordert die gescholtenen Medien und die Homo-Gruppe nun auf, die Artikel zurückzuziehen und Gegendarstellungen zu drucken. Sie bestreitet, dass die EU-Kommission sich jemals kritisch über ihre Ansichten geäußert hatte. Die Politikerin zeigt sich besonders erbost über die Überschrift: "Radziszewska hat unrecht, sagt die Europäische Union".
Tatsächlich hat der Chef der schwul-lesbischen Intergruppe im Europaparlament, der britische Sozialdemokrat Michael Cashman, bereits vor einem Monat Kommissarin Reding über Radziszewskas Ansichten informiert. Deren Antwort wurde bereits am 26. Oktober veröffentlicht. Darin erklärt Reding im Namen der Kommission, dass der Europäische Gerichtshof zwar noch nicht in einem solchen Fall geurteilt habe. Allerdings sehe die Kommission keinen Grund dafür, "warum die sexuelle Orientierung eines Lehrers eine Voraussetzung" für die Anstellung sein könne. "Es ist nicht die Aufgabe der Gleichstellungsbeauftragten, EU-Gesetze so zu interpretieren, dass sie mit ihrem Glauben übereinstimmen", erklärte der Europaabgeordnete Cashman am Mittwoch. "Sie muss einsehen, dass sie in diesem Fall unrecht hat - und dass die Kommission, die EU-Gesetze und die EU-Rechtsprechung ihr widersprechen.In Polen gibt es seit 2003 ein Antidiskriminierungsgesetz, das Schwulen und Lesben den gleichen Zugang zum Arbeitsmarkt garantiert. Allerdings argumentieren konservative polnische Politiker, dass sich Glaubensgemeinschaften nicht an das Gleichbehandlungsgebot halten müssen.

Radziszewska wstydu nie ma

Posłowie z nieformalnej grupy zajmującej się prawami osób LGBT w Parlamencie Europejskim, Michael Cashman, Ulrike Lunacek oraz Raül Romeva, napisali list otwarty do minister Elżbiety Radziszewskiej. Odnoszą się w nim do "prób ocenzurowania" przez pełnomocnika informacji o stanowisku Viviane Reding wobec kwestii orientacji seksualnej a odmówienia zatrudnienia w szkołach wyznaniowych.

W ubiegłym tygodniu, po zaprezentowaniu w mediach interpretacji unijnych przepisów przez Viviane Reding, która wyraźnie wskazywała na to, że nie szkoły wyznaniowe nie mają prawa do zwalniania nauczycieli z powodu orientacji seksualnej, Radziszewska wysłała do mediów protest z żądaniem sprostowania, jakoby opublikowały one nieprawdziwą informację o tym, że "Komisja Europejska uznała interpretację Dyrektywy 2000/78/WE przez polskiego Pełnomocnika Rządu do spraw Równego Traktowania za błędną". Radziszewska zarzuciała mediom manipulację i brak dziennikarskiej rzetelności. Minister Radziszewska, w przysłanym liście stwierdziła, że Viviane Reding w swojej odpowiedzi nie odnosiła się bezpośrednio do słów pełnomocnika o możliwości niezatrudnienia zadeklarowanej lesbijki w szkole katolickiej - list miał raczej charakter ogólny, a ponadto napisała, że "Komisarz Viviane Reding na ww. zapytanie potwierdza podawaną przeze mnie wielokrotnie interpretację przepisów zawartych w dyrektywie". List od Radziszewskiej dostała m.in. Gazeta Wyborcza, KPH, Inna Strona i Polgej. List taki zakrawa na kpinę, bowiem interpretacja przepisów antydyskryminacyjnych przez Komisarz Viviane Reding była pochodną tego, co Radziszewska powiedziała, a ponadto Viviane Reding wyraźnie wskazała, że Radziszewska racji nie ma. Jest szczytem ignorancji i zakłamania twierdzenie przez Radziszewską, że Viviane Reding podziela jej opinię w sprawie dyskryminacji osób homoskesualnych przez szkoły wyznaniowe. Komisja Europejska bardzo jasno dała do zrozumienia bowiem, że nie ma związku między pracą nauczyciela w szkole wyznaniowej a orientacją homoseksualną, a co się z tym wiąże dyskryminacja jest tutaj zakazana. Po Radziszewskiej spodziewałbym się, że po swoim błędzie zapadnie się pod ziemię albo chociaż przeprosi i sprostuje swoje wypowiedzi. Tymczasem okazuje się, że Radziszewska nie tylko nie przyznaje się do błędu, ale jeszcze próbuje cenzurować media.

Dlatego wczoraj na stronach unijnej grupy zajmującej się prawami osób LGBT pojawił się artykuł oraz odnośniki do wspomnianego wyżej listu otwartego. "Polski minister ds. Równego Traktowania wysyła cenzorskie żądania do mediów i organizacji" - donosi tytuł artykułu. Michael Cashman podkreślił także, że "Rolą ministra nie jest interpretowanie unijnego prawa zgodnie z jej przekonaniami. Musi przyjąć do wiadomości, że w tym przypadku nie miała racji - oraz, że Komisja, prawo unijne oraz unijne prawoznawstwo w tym miejscu się z nią nie zgadzają". Posłowie wyraźnie w liście zaznaczają, że pytanie skierowane do Komisji Europejskiej odnosiło się do wypowiedzi minister Radziszewskiej odnośnie interpretacji dyrektyw unijnych, które pozwalają szkołom wyznaniowym odmówić pracy "zadeklarowanej lesbijce-nauczycielce". Posłowie przywołują także odpowiedź Reding, która napisała, że "Komisja nie dostrzega, żeby orientacja seksualna nauczyciela mogła stanowić istotny i determinujący wymóg zawodowy". "Jesteśmy zaniepokojeni faktem, że prośba o wycofanie relacji opublikowanych przez wspomniane wcześniej media może być odebrana przez nie jako groźba, zwłaszcza przez te o słabszej pozycji, jak innastrona.pl i polgej.pl". Kopię listu wysłanego do Radziszewskiej można znaleźć na stronie Parlamentu Europejskiego.

środa, 3 listopada 2010

wtorek, 2 listopada 2010

Bubel równościowy przyjęty przez Sejm

Z niewielkim zainteresowaniem ze strony mediów, czy też wręcz milczeniem, spotkało się przyjęcie przez Sejm ustawy o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania. 392 posłów poparło ustawę minister Radziszewskiej, pięcioro było przeciwko, czterech wstrzymało się od głosu. To poparcie dla projektu mnie zdumiewa. Stworzono bowiem kolejną prowizorkę prawną, którą trudno będzie naprawić przez następne lata. Ustawa z punktu widzenia osób homoseksualnych nie zapewnia żadnej nowej ochrony. Jest powtórzeniem tego, co już znajduje się w przepisach prawa pracy. Czytając ustawę można zastanawiać się nawet, czy nie zachęca ona pośrednio do dyskryminacji lub ją wręcz sanakcjonuje, bowiem ustawa wyłącza gejów i lesbijki spod ochrony przed dyskryminacją w takich dziedzinach jak edukacja, dostęp do dóbr i usług, zabezpieczenie społeczne, czy opieka zdrowotna. Ustawa nie wypełnia zapisów antydyskryminacyjnych Konstucji. Art. 32 Konstytucji nie różnicuje bowiem zakresu ochrony w stosunku do poszczególnych grup społecznych – zakazana jest wszelka dyskryminacja w życiu politycznym, społecznym i gospodarczym. Ustawa natomiast przyznaje ochronę przed dyskryminacją różnym wybranym grupom w różnych obszarach, co może sugerować, że dyskryminacja innych grup i w innych obszarach jest dopuszczalna. A przecież Konstytucja wyraźnie wskazuje, że nikt nie może być dyskryminowany. Tylko Art. 8 ust. 1 zawiera w sobie zakaz nierównego traktowania ze względu ma wszystkie zawarte w projekcie przesłanki, choć i tak jest to - inaczej niż w Konstytucji - zamknięty katalog. Zakaz ten obowiązuje jedynie w zakresie zatrudnienia i kształcenia zawodowego, co przecież już w polskim prawodastwie istnieje.
Zgodnie z uzasadnieniem projektu, „Art. 8 ust. 2 przewiduje możliwość wyłączenia części przepisów projektu ustawy w zakresie podejmowania środków koniecznych w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, zdrowia albo wolności i praw innych osób, jednak tylko ze względu na religię lub wyznanie, światopogląd, niepełnosprawność, wiek lub orientację seksualną. Przepis ten nawiązuje do art. 2 dyrektywy Rady 2000/78/WE, który wyłącza jej zastosowanie we wskazanym zakresie. Wyłączenia mają ponadto swoje uzasadnienie w ochronie innych wartości konstytucyjnych”.
Jak słusznie zauważyła Koalicja na Rzecz Równych Szans, która w czerwcu wydała opinię na temat projektu ustawy, trudno zgodzić się z takim stanowiskiem.
Po pierwsze, przepis art. 2 ust. 5 dyrektywy 2000/78/WE potwierdza jedynie obowiązywanie w systemach prawnych różnych państw klauzul ograniczających korzystanie z wolności i praw człowieka i zasady proporcjonalności sensu largo, stwierdzając, że dyrektywa „nie narusza środków przewidzianych przepisami krajowymi, które w społeczeństwie demokratycznym są niezbędne dla zapewnienia bezpieczeństwa publicznego, obrony porządku i zapobiegania działaniom podlegającym sankcjom karnym, ochrony zdrowia i ochrony praw i wolności innych osób”. Przepis ten nie stanowi upoważnienia do wprowadzania wyjątków od zasady równego traktowania.
Po drugie, projektodawca niekonsekwentnie wymienił przesłanki nierównego traktowania. Dyrektywa 2000/78/WE, ustanawiająca ogólne warunki ramowe równego traktowania w zakresie zatrudnienia i pracy, wymieniając przesłanki, z powodu których zakazana jest dyskryminacja, wymienia religię lub przekonania, niepełnosprawność, wiek i orientację seksualną. W art. 8 ust. 1 projektu ustawy obok religii znalazło się natomiast także wyznanie i światopogląd, z kolei w art. 8 ust. 2 mającym odniesienie do art. 8 ust. 1, wskazano jedynie na wyznanie i światopogląd.
Po trzecie, nie można analizować treści art. 8 ust. 2 bez odniesienia do obowiązującego w Polsce porządku prawnego, na który składają się w pierwszej kolejności przepisy Konstytucji. Wypada przypomnieć, że klauzula ograniczająca korzystanie z wolności i praw konstytucyjnych, a więc także z prawa do równego traktowania, została przewidziana w art. 31 ust. 3 Konstytucji i ma ona charakter uniwersalny. Unormowanie to odnosi się do wszystkich konstytucyjnie wymienionych wolności i praw, niezależnie od tego, czy przepisy szczegółowe określają odrębne przesłanki ograniczania danej wolności i prawa15. Zgodnie z art. 31 ust. 3 Konstytucji ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie, i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą przy tym naruszać istoty tych praw. Ilekroć przepis szczegółowy wprowadza jakiekolwiek unormowania ograniczeń wolności i praw, to przepis art. 31 ust. 3 Konstytucji będzie pełnił wobec niego rolę uzupełniającą. To znaczy, że znajdą zastosowanie te jego elementy, które nie pokrywają się z uregulowaniem szczegółowym, bądź te, które nie zostały wyraźnie przez to uregulowanie wyłączone.
Przyjmowanie bylejakiej ustawy tylko dlatego, żeby ją przyjąć i uniknąć dzięki temu kary za jej nie przyjęcie, jest pomyłką. Szkoda, że tak się stało.

poniedziałek, 1 listopada 2010

O psychice świętych

O objawieniach, egzorcyzmach i świętości w mózgu z prof. Andrzejem Kokoszką, kierownikiem II kliniki psychiatrycznej na Uniwersytecie Medycznym w Warszawie, rozmawia Jan Stradowski.

Jan Stradowski: Czy mistyczne przeżycia faktycznie są takie częste wśród osób cierpiących na choroby psychiczne?

Prof. Andrzej Kokoszka: – Ja nie posiadam, jako psychiatra, kompetencji odnośnie rozpoznawania stanów mistycznych. Mogę jednak stwierdzić, że doznania o treściach mistycznych są częste nie tylko wśród chorych, ale także zdrowych. Z badań wynika, że ok. 40 proc. populacji przynajmniej raz w życiu przeżyło coś niezwykłego, niewytłumaczalnego. Najczęściej są to wrażenia słuchowe – np. słyszymy, że ktoś wypowiada na głos nasze imię, choć nikogo nie ma w pobliżu. Zdrowy człowiek w takiej sytuacji pomyśli „musiałem się przesłyszeć”. Cierpiący na psychozę dojdzie jednak do wniosku, że skoro nikogo nie widać, to mógł do niego przemówić tylko Bóg, a skoro Bóg zwraca się do niego po imieniu, to musi on być kimś ważnym...

Jan Stradowski: Czytałem niedawno, że osoby cierpiące na schizofrenię rozumują bardziej logicznie niż zdrowe. Logika przeważa u nich nad zdrowym rozsądkiem.

Prof. Andrzej Kokoszka: – To raczej kwestia nadmiernej potrzeby nadawania wszystkiemu znaczeń. Zgodnie z tym podejściem urojenia są po prostu miniteoriami dotyczącymi anomalii w pracy naszego mózgu. Każdy narząd ludzkiego ciała może czasem pracować w odmienny sposób – np. serce może zacząć bić szybciej niż zwykle. Podobne zakłócenia pojawiają się także w przypadku mózgu. My nie zwracamy na nie uwagi, za to chory, który ma podwyższony poziom dopaminy w niektórych obszarach mózgu, będzie doszukiwał się w tym jakiegoś głębszego sensu.

Jan Stradowski: Czy może to doprowadzić do objawienia religijnego? Jeśli tak, to przecież można uznać, że święci i prorocy cierpieli na zaburzenia psychiczne.

Prof. Andrzej Kokoszka: – Psychiatria może odnosić się do fenomenu świętości tylko pośrednio. Jeżeli założymy, że dusza człowieka jest niematerialna i nie ma związku z działaniem mózgu, to nie podlega ona analizie naukowej.

Jan Stradowski: Ale przecież psychiatrom zdarza się współpracować z Kościołem?

Prof. Andrzej Kokoszka: – Owszem, np. w przypadku opętań. Katoliccy egzorcyści konsultują się z psychiatrami, zanim poddadzą kogoś egzorcyzmom. Chodzi o to, by wykluczyć chorobę psychiczną u opętanego. Niestety ja sam nigdy nie zostałem zaproszony na taką konsultację, choć od wielu lat wysyłam sygnały, że jestem tym bardzo zainteresowany. Chciałbym na własne oczy zobaczyć choć jeden przypadek opętania. Widziałem kiedyś – za pośrednictwem kamery wideo – jedynie człowieka, który został wcześniej poddany egzorcyzmom przez przeora jednego ze znanych zakonów.

Jan Stradowski: I wyglądał na uzdrowionego?

Prof. Andrzej Kokoszka: – Odbyło się to podczas seminarium psychiatryczno-teologicznego w Krakowie. Ani ja, ani żaden z moich kolegów nie mieliśmy wątpliwości – ten człowiek cierpiał na zaburzenia psychiczne.

Jan Stradowski: Czy to oznacza, że egzorcyzmy nie są skuteczne?

Prof. Andrzej Kokoszka: – Oczywiście mogą być skuteczne, jeśli założymy, że dotyczą problemu czyjejś duszy. Ale jeśli podda się im osobę cierpiącą na chorobę psychiczną, mogą tylko zaszkodzić i to bardziej niż terapie alternatywne czy cudotwórcy. Nasz pacjent słyszy dziwne głosy, więc mówimy mu, że to choroba i konieczne jest leczenie. Jednak rodzina zabiera go do egzorcysty, więc jest tylko utwierdzany w przekonaniu, że opętał go duch nieczysty. To mści się, gdy pacjent wraca do nas po nieskutecznych egzorcyzmach. Schizofrenia to choroba, która bardzo często trwa całe życie i wymaga regularnego przyjmowania leków. Jeśli chory nie ma do nas zaufania, może przerwać terapię.

Jan Stradowski: Wróćmy do świętości. Czy możliwe jest, by chory na schizofrenię został świętym?

Prof. Andrzej Kokoszka: – Teoretycznie tak. Jeden epizod psychozy może trwać kilka dni, tygodni czy miesięcy. Potem jednak stan chorego się poprawia i może on funkcjonować normalnie. Z badań wynika, że na stany psychotyczne przypada kilkanaście procent życia pacjenta. W ciągu całej reszty, czyli ponad 80 proc., może on przecież mieć dojrzały kontakt z Bogiem i może być osobą świętą.

Jan Stradowski: Ale czy w praktyce taki człowiek ma szansę na zostanie świętym?

Prof. Andrzej Kokoszka: – Mam wrażenie, że nie. Stosunek Kościoła do chorych psychicznie bywa dość bezwzględny. Jeśli okaże się, że młody kleryk miał kiedyś epizod psychotyczny, to nie ma szans na otrzymanie święceń. W wątpliwych przypadkach zasięga się opinii psychiatry – mój znajomy był takim konsultantem. Myślę, że podobnie może być w przypadku potencjalnego świętego.

Jan Stradowski: Wyniesienie na ołtarze chorego psychicznie mogłoby zaszkodzić wizerunkowi Kościoła?

Prof. Andrzej Kokoszka: – Ktoś mógłby potem wyciągnąć historię choroby świętego i na tej podstawie podać w wątpliwość sam fenomen świętości.

Jan Stradowski: A nie da się go wytłumaczyć np. odmienną budową mózgu?

Prof. Andrzej Kokoszka: – Są badania wykazujące, że u osób doświadczających stanów mistycznych czy déja vu częściej występują niewielkie anomalie w budowie płata skroniowego. Na zdjęciach wykonanych techniką pozytonowej tomografi emisyjnej (PET) można zaobserwować większą aktywność pewnych części mózgu. Ale co z tego? Takie zjawiska o niczym nie przesądzają.

Jan Stradowski: To w jaki sposób można odróżnić świętego od chorego?

Prof. Andrzej Kokoszka: – Dla psychiatry nie powinno to być nic trudnego. Najważniejsze jest, czy człowiek potrafi dobrze funkcjonować w społeczeństwie. Weźmy dla przykładu osoby poszukujące UFO. Póki jest to zwykła pasja, nie ma problemu. Gdy jednak wiara w kosmitów staje się ideą nadwartościową, przysłaniającą wszystko inne, gdy człowiek zaczyna zaniedbywać pracę, rodzinę, siebie samego – to już jest choroba. Dla nas nie jest problemem oddzielenie urojeń od przekonań. Natomiast problemem naukowym związanym ze świętością mogą być cuda – nadprzyrodzone, niewyjaśnialne zjawiska.

Jan Stradowski: Zetknął się Pan z czymś takim? Czy w psychiatrii zdarzają się cudowne uzdrowienia?

Prof. Andrzej Kokoszka: – Niestety wygląda to tak samo jak kwestia mojego zainteresowania opętaniem. Nie widziałem dotąd ani jednego cudu, choć bardzo bym chciał. Kiedyś zdarzyło się, że pacjentka cierpiąca na psychozę porwała różaniec i potem widziała na swych dłoniach krew. Po rozmowie z księdzem nastąpiła u niej poprawa, ale tylko na dwa dni. Być może wyznanie wszystkiego osobie duchownej sprawiło, że spadł jej poziom lęku. Ale nie zmieniło to obrazu choroby.

Przypadek bł. Hildegardy

Podobno Hildegarda z Bingen (1098-1179) miała wizje już jako trzylatka, ale otwarcie zaczęła o nich mówić dopiero w wieku 42 lat, gdy jej pozycja – jako
przeoryszy konwentu benedyktynek – była na tyle wysoka, by nie musiała obawiać się oskarżeń o herezję. Twierdziła, że wielokrotnie słyszała „głos boży” i
oglądała na własne oczy chwałę niebieską: zastępy aniołów, mury nieziemskiego miasta czy różne odmiany „Żywego Światła”. Ilustracje powstałe na podstawie
tych wizji można do dziś podziwiać w jej dziełach „Scito vias Domini” (Usłysz Pana) i „Liber Divinorum Operum” (Księga dzieł bożych). „Po uważnym zbadaniu
tych relacji i obrazów nie mamy wątpliwości co do ich natury – były z całą pewnością migrenowe. (...) Nasza dosłowna interpretacja wyjaśnia, że było to
wrażenie światła przy drażnieniu dróg wzrokowych” – pisze znany neurolog dr Oliver Sacks.

Wszyscy nieświęci

Oto"...korowód niesamowitych straszydeł,
które jako «świętych» czci i podziwia chory świat
(...) Wystarczy przyjrzeć się galerii świętych,
których ta epoka [średniowiecze] sporo stworzyła.
Sami zboczeńcy"


Jan Stachniuk

W 386 r. w Mediolanie odnaleziono dwa szkielety pokryte czerwonym barwnikiem. Św. Ambroży, ówczesny biskup Mediolanu, orzekł, że są to szczątki ś.ś. Gerwazego i Protazego, rzekomych świętych męczenników z okresu prześladowania Nerona, "jeszcze pokrytych krwią, którą ich kaźń roztoczyła". Sklasyfikowano to jako cud. W rzeczywistości owym czerwonym barwnikiem była ochra, używana w celtyckich obrządkach kultu zmarłych, a para męczenników okazała się być celtyckimi zmarłymi.

Św. Tekla(jej święto obchodzi się 23 września). Tekla nigdy nie istniała, duchowny azjatycki, który z pobożności wymyślił tę postać tłumaczył się później, że uczynił to z miłości do Pawła, później jednak Ojcowie Kościoła posługiwali się całkiem poważnie opowieścią o św. Tekli i dopiero dekret papieski z VI w. potępił tę biografię. Co najciekawsze — nie przeszkodziło to zupełnie dalszemu eksploatowaniu kultu jej osoby. Oto jej historia: "Tekla słuchała Pawła wygłaszającego kazanie w Ikonium i nawróciła się. Istotnym elementem jej nawrócenia było zerwanie z narzeczonym, ze względu na potrzebę zachowania czystości, gdyż Paweł „obrzydzał młodzieńcom kobiety, a pannom mężczyzn", głosząc w kazaniach, że „w przeciwnym razie nie ma dla was zmartwychwstania, chyba że pozostaniecie w czystości i nie splamicie ciała swego". Wściekły narzeczony spowodował aresztowanie Pawła. Pawła następnie wygnano, a biedną Teklę skazano na śmierć przez spalenie. Ale cudowny deszcz i cudowny grad uwolniły ją. Spotkała Pawła ponownie i pojechała z nim do Antiochii. Tu zakochał się w niej niejaki Aleksander, którego jednak nie wysłuchała. Skazano ją na walkę ze zwierzętami. W trakcie przygotowań do niej przywiązano ją do dzikiej lwicy, ale Tekla usiadła na niej, a lwica lizała jej nogi. W czasie właściwej walki wypuszczono na nią mnóstwo różnych straszliwych zwierząt, a lwica jak przystało na lwicę, obroniła ją przed niedźwiedziem i lwem. Następnie Tekla wskoczyła do wody, która przypadkiem znajdowała się w pobliżu; skacząc do niej ochrzciła się sama, a foki pływające w wodzie nie mogły jej pożreć, gdyż wszystkie nagle zdechły. Wypuszczono przeciwko niej jeszcze więcej zwierząt, ale wszystkie usnęły. „I przywiązano ją nogami między dwa byki, a pod ich organa płciowe podłożono rozpalone żelaza, aby bardziej rozjuszone zabiły ją". Jak widać, pobożna fantazja nie była dozwolona dla młodzieży, w dodatku Tekla była jeszcze naga. Wreszcie została oczywiście uratowana i uwolniona. Znowu spotkała Pawła. Z jego polecenia głosiła następnie Słowo Boże. Około 100 roku w wieku dziewięćdziesięciu lat miała w Seleucji umrzeć spokojną śmiercią ze starości. Wielu ojców Kościoła nazywało ją „apostołką". Nad grobem tej kobiety rodem z baśni zbudowano potem bazylikę, która stała się miejscem tłumnie odwiedzanym przez pielgrzymów. Według współczesnych źródeł, dokonało się tam 31 cudów. Dla większego jeszcze upamiętnienia jej cesarz Zenon zlecił postawienie tam także drugiego kościoła. W Konstantynopolu istniały nawet cztery kościoły imienia Tekli. Świątynia św. Tekli istniała też opodal Jerozolimy, a na Cyprze nazwano jej imieniem pięć wiosek. Relikwie tej świętej znajdują się w wielu miejscach Europy"

Św. Hipolit, święty (ok. 170-235), kapłan, kronikarz i apologeta, tworzący w języku greckim; brał udział w sporach doktrynalnych w Kościele, był w opozycji do 3 papieży, wbrew władzom kościelnym uznał się za biskupa gminy schizmatyckiej w Rzymie; 205 zesłany przez cessarza Maksyminusa I Traka na Sardynię, gdzie pojednał się z papieżem Poncjanem; po śmierci uznany za męczennika. "Urojono sobie, że włóczono go końmi jak Hipolita, syna Tezeusza. Starożytni Rzymianie nigdy nie znali takiej kaźni i jedynie samo podobieństwo imion dało powód do zmyślenia tej baśni."

Św. Wawrzyniec (?-258?), kult Wawrzyńca rozpowszechniony od IV w., głównie na Zachodzie; w średniowieczu jeden z najpopularniejszych świętych, patron ubogich, piekarzy, kucharzy, bibliotekarzy, chronił od pożarów i reumatyzmu; na wzór kraty, stanowiącej atrybut Wawrzyńca, miano rozplanować zespół arch. w Escorialu. Prefekt rzymski, który chciał zagarnąć pieniądze chrześcijan, zamówił dla krnąbrnego diakona olbrzymi ruszt u kowala na którym miał być przyszły święty pieczony. Najważniejszy urzędnik rzymski miał być obecny w czasie wypieku świętego. Wawrzyniec będąc pieczonym miał ponadto strofować swych katów: "Dośc już upieczony ten bok: ukraj go, zjedz, już gotowy; teraz weź się do drugiego" Tak żałosnej bzdury nie warto komentować.

Św. Grzegorz Cudotwórca (?-ok. 270), teolog i egzegeta; ojciec Kościoła; uczeń Orygenesa w Cezarei; od 238 biskup Pontu. "Nocą Grzegorz ujrzał starca posłanego przez Boga, a przy nim niewiastę jaśniejącą światłem. Niewiasta była Najświętszą Dziewicą, a starzec był świętym Janem Ewangelistą. Święty Jan podyktował mu Skład Apostolski, który święty Grzegorz poszedł głosić. Dążąc do Nowej Cezarei przechodził obok świątyni, gdzie czyniono wróżby. Deszcz zmusił go spędzić w niej noc. Nakreślił tam parokrotnie znak krzyża. Nazajutrz wielki ofiarnik świątyni zdumiał się, że demony, które mu przedtem odpowiadały, nie chciały już stawiać wróżb. Wezwał je; diabły przybyły, aby mu powiedzieć, że już się więcej nie zjawią. Powiadomiły go, że już nie mogą mieszkać w tej świątyni, albowiem Grzegorz spędził tu noc i nakreślił znaki krzyża. Ofiarnik kazał schwytać Grzegorza, który mu odpowiedział: „Mogę wypędzić demony, skąd zechcę, i kazać im wstąpić, dokąd mi się spodoba." ­"Uczyń tedy — powiedział ofiarnik — aby wróciły do mej świątyni." Naonczas Grzegorz udarł mały skrawek ze zwoju, który trzymał w ręce i skreślił na nim te słowa: „Grzegorz do Szatana: Rozkazuję ci powrócić do tej świątyni." Położono bilecik na ołtarzu. Demony posłuchały i owego dnia, jak zwykle, wydawały wyrocznie, po czym, jak wiadomo, tego poniechały. Zdarzenia te przytacza święty Grzegorz Nysseński w swym żywocie świętego Grzegorza Cudotwórcy". Owych bluźnierstw Grzegorz dopuścił się w czasach prześladowania Cypriana, jednak nie spadł mu za to włos z głowy.

Św. Agata (III w.) Według legend chrześcijańskich była męczenniczką nad którą pastwił się zakochany w niej Quintian. Ponieważ jednak wybranka jego nie chciała wyrzec się wiary w Jezusa z Nazaretu strorturował ją wielce obcinając nawet obie piersi, w wyniku czego Agata zmarła. Atrybutami świętej są piersi, które niczym wyśmienite danie dla rzeczywistego oblubieńca Chrystusa trzyma w misie.

Św. Polieukt. Zginął jako bandzior, gdyż wpadł do rzymskiej świątyni, w której właśnie składano ofiary bogom za zwycięstwo odniesione przez cesarza Decjusza, naubliżał kapłanom rzymskim, poczem zdemolował ołtarze i posągi. Czy taki chuligański wybryk o znamionach prowokacji politycznej mógł być tolerowany przez jakiekolwiek państwo?

Św. Teodot. Miał następującą przygodę z dziewicami: „w mieście Ancyrze było siedem dziewic chrześcijańskich, z których każda liczyła około siedemdziesięciu lat, i że z wyroku gubernatora Teodekta miały przejść przez ręce młodych ludzi z miasta, ale ponieważ, jak wskazywał rozsądek, dziewice te oszczędzono, Teodekt zmusił je, aby całkiem nago służyły w misteriach Diany, na których przecież nikt nie występował bez kwefu. Święty Teodot, który wprawdzie był szynkarzem, ale to nie zmniejszało jego żarliwości, modlił się gorąco do Boga, aby dał umrzeć tym świętym pannom, co czynił w obawie, że ulegną pokusie. Bóg wysłuchał go; gubernator kazał przywiązać każdej z dziewic kamień do szyi i rzucić je do jeziora. Ukazały się natychmiast Teodorowi i prosiły go, aby nie dozwolił, iżby ciała ich zostały zjedzone przez ryby. Tak brzmiały ich własne słowa."

Św. Roman. „Wrzucono go do ognia, mówi Euzebiusz, a obecni przy tym Żydzi urągali Jezusowi Chrystusowi, że pozwala palić swych wyznawców, gdy tymczasem Bóg wyciągnął Sydracha, Misacha i Abdenaga z ognistego pieca. Zaledwie to powiedzieli, a już święty Roman zstąpił tryumfalnie ze stosu. Cesarz rozkazał, aby mu darowano, i powiedział do sędziego, że nie chce mieć żadnego zatargu z Bogiem. Niesłychane to słowa w ustach Dioklecjana! Wbrew pobłażliwości cesarza sędzia kazał uciąć język świętemu Romanowi, a chociaż miał katów, polecił dokonać tej operacji lekarzowi. Młody Roman, który urodził się jąkałą, mówił płynnie, odkąd ucięto mu język. Lekarz dostał naganę, aby więc pokazać, że operacja została dokonana według zasad sztuki, pochwycił przechodnia i uciął mu język dokładnie tak samo, jak uciął go świętemu Romanowi, na skutek czego przechodzień umarł natychmiast, albowiem — dorzuca uczenie autor ­ a n a t o m i a n a s p o uc z a , ż e c z ł o w i e k b e z j ę z y k a n i e z d o ł a ł b yż y ć. Doprawdy, jeśli to sam Euzebiusz napisał podobne banialuki, jeśli nie dorzucono ich do jego pism, to czyż można polegać na jego Historii?"

Św. Jerzy (III/IV w.). Według chrześcijańskiej legendy oficer rzymski z Kapadocji, który poniósł śmierć męczeńską za wiarę w Diospolis w Palestynie; od VI w. otoczony wielkim kultem na Bliskim Wschodzie, przeniesionym w okresie wypraw krzyżowych do Europy; jeden z głównych patronów rycerstwa europejskiego (liczne zakony orderowe jego imienia, m.in. Order Podwiązki), a także Wielkiej Brytanii (krzyż świętego Jerzego na fladze), Portugalii, Litwy, Rosji oraz skautingu. Biskup Jerzy w rzeczywistości zajmował się dostawą żywności dla wojska rzymskiego, bo wtedy wpływy od wiernych nie były tak wielkie jak w kilka wieków później. Robił przy tym wielkie malwersacje i był największym oszustem tamtych czasów. Za to został skazany na śmierć przez sąd i stracony w 303 r. Ogłoszono go potem wielkim świętym męczennikiem i został patronem żołnierzy, a później głównym patronem Anglii (1222 r.) i Portugalii. Znany pogromca smoków.

Św. Barbara (III/IV w.?), wg podań więziona w Nikomedii w wieży i zabita 306 przez ojca za wyznawanie chrześcijaństwa; czczona jako obrończyni przed nagłą śmiercią, patronka górników, także artylerzystów i budowniczych; święto 4 grudnia (na Śląsku — Barbórka); popularna w sztuce, często przedstawiana z kielichem i hostią, również z wieżą i mieczem. Jak podaje Kwiat świętych, „ojciec jej kazał zrobić w łaźni dwa okna; w jego nieobecności Barbara kazała dorobić trzecie na cześć Trójcy Świętej. Koniuszkiem palca nakreśliła znak krzyża na marmurowych kolumnach, a znak ten wrył się w nie głęboko. Rozgniewany ojciec pobiegł za nią z mieczem w ręce, ale umknęła poprzez górę, która otwarła się dla niej. Ojciec objechał górę i pochwycił córkę. Wychłostano ją obnażywszy zupełnie, ale Bóg okrył ją białym obłokiem. W końcu ojciec uciął jej głowę."

Św. Marcin z Tours (316-397) rozpoczął na zachodzie regularne akcje burzenia świątyń i bałwanów pogańskich oraz wycinania świętych gajów. Dzięki nadzwyczajnej gorliwości w tym procederze (połączonym z profanowaniem ołtarzy i wizerunków pogańskich bóstw), wkrótce z jego diecezji zniknęły wszystkie świątynie pogańskie. W dowód zasług Francuzi uczynili go swym patronem.

Św. Hieronim ze Strydonu, (ok. 347 — 429), teolog i egzegeta; ojciec i doktor Kościoła; pochodził z Ilirii; po pobycie na Wschodzie sekretarz papieża Damazego I, który zlecił mu pracę nad poprawieniem łacińskich przekładów Biblii; po licznych podróżach osiadł jako mnich w Betlejem, gdzie 390-395 dokonał nowego łacińskiego przekładu ksiąg hebrajskich i ulepszył przekłady z greki; nowy przekład, zwany Wulgatą, był powszechnie używany w Kościele katolickim od średniowiecza do XX w.; Hieronim brał również udział w polemikach dotyczących poglądów Orygenesa, początkowo jako jego zwolennik, następnie jako zdecydowany przeciwnik, polemizował też z pelagianizmem, patron biblistów. W ikonografii przedstawiany w stroju kardynalskim z Biblią i lwem, symbolizującym jego charakter. Rozdrażniony przez Wigilancjusza, który zwalczał kult relikwii, stwierdził, że kary doczesne są niezbędne, aby ratować winnych od ognia piekielnego.

Św. Cyryl Aleksandryjski (?-444), teolog; ojciec i doktor Kościoła; kształcił się prawdopodobnie w Aleksandrii, następnie był mnichem, a od 412 patriarchą Aleksandrii, z której usunął nowacjan i Żydów; podburzył motłoch do zamordowania uczonej Hypatii, która została przez dziki tłum chrześcijan ukamienowana i rozszarpana na ulicach Aleksandrii w 415 r.

Św. Szymon Słupnik Starszy(ok. 390-459) — stworzył cały kierunek ascetyczny tzw. stylitów, tak o nim pisał Piotr Skarga: "A gdy inni poszcząc trzeciego dnia jedli, on sam raz tylko w tydzień jadł, i uplotłszy sobie gruby łańcuch z palmowego liścia, ściągnął mocno swoje lędźwie, tak, iż rany na ciele się poczyniły, z których gdy jeden towarzysz płynącą krew obaczył pytał: skąd ta krew? on milczał… I sfukał go starszy, upominając i prosząc by tego okrucieństwa nad sobą nie czynił, posłuchał w tym, iż łańcuch on zdjął; ale żeby rany one leczyć dał, na to go nikt namówić nie mógł… A rozmnażając sobie cnót świętych bogactwa umyślił przykładem Mojżesza i Eliasza post czterdziestodniowy, nic nie jedząc pościć… Prosił tedy niejakiego Bassa… aby go zamurować na dni czterdzieści kazał, nic ku jedzeniu nie dając… Od onego czasu… przez dwadzieścia ośm lat co rok tak pościł w wielki post, nie jedząc, ani pijąc przez dni czterdzieści… potem na wierzch jednej góry wstąpił i tam łańcuchem się żelaznym… za nogę przykuwał… około żelaza u nóg była skóra kosmata aby ciała żelazo nie żarło: w tej skórze pluskiew się wiele namnożyło, których on mogąc zbyć, nie chciał… słup sobie wysoko postawił, na którym we dnie i nocy przemieszkiwał, komórkę sobie na nim na dwa łokcie wybudowawszy, w której przez trzydzieści lat przetrwał… Ustawicznie się modlił, we dnie i w nocy, najwięcej stojąc… Jedną nogę staniem tak zepsował, iż z niej ropa ustawicznie płynęła, a on ból modlitwy mu nie psował..."

Św. Bernard. "Przez ciągłe posty, czuwania i niewygody, tak dalece miał osłabione zdrowie, że nie mógł trawić żadnego pożywniejszego pokarmu i wnet po wzięciu wyrzucał… Resztę czasu przepędzał na modlitwie, czytaniu i rozmyślaniu… Zwykł on mawiać do tych, którzy przybywali w celu wstąpienia do klasztoru: »Jeżeli chcecie żyć z nami życiem wewnętrznym, zostawcie ciała, które ze świata przynosicie, za drzwiami tego progu: dusze same niech tu wchodzą, bo ciało nic nie pomaga«"

Św. Małgorzata. Królewna węgierska, opisana z zachwytem przez wielu pobożnych pisarzy; Skarga pisał o niej tak: "Szaty jej podlejsze były nad inne i grubsze. Płótna żadnego nie używała. Przez cały wielki post nigdy się nie przewłóczyła i innych też czasów bardzo rzadko, robactwu się nie bardzo sprzeciwiając, dla którego czasem inne jej się strzegły siostry, które gdy mówiły jej, aby wyprać szaty dała, odpowiedziała im: Niech ciało moje dla Pana mego, Jezusa Chrystusa robacy jedzą. Siedem lat mając, włosiennicę nosić poczęła… Miała do tego obręcz żelazną na ciele, którą ściskała się, a na noc pas ze skóry jeżowej. Prosiła czasem, aby jej ramiona wiązano powrozami konopnymi, które by się w ciało wpiły, a mękę zadawały; w trzewikach niejakie goździki miała, które by ją chodzącą dolegały…"

Św. Ferdynand III Kastylijski. Król Kastylii zmarły w 1252 r., był, jak powiadają, człowiekiem głębokiej wiary, ufundował wiele biskupstw, kościołów i katedr, co według papieża Klemensa X, który kanonizował króla ponad czterysta lat po jego zgonie, wyczerpywało wszystkie znamiona człowieka świętego. Ksiądz Stanisław Musiał zauważył jeszcze, że "był tak pokorny, iż własnoręcznie nosił szczapy drewna na stosy, na których palono heretyków"

Św. Angela z Folingo (1248-1309) piła wodę po myciu trędowatych ,,nigdy nie piłam z taką rozkoszą" mówiła. Pewnego razu,,Kawałek strupiastej skóry trędowatego utknął mi w gardle. Zamiast go wypluć, zadałam sobie wiele wysiłku, żeby go przełknąć i udało mi się. Miałam wrażenie, że przyjęłam komunię. Nigdy nie potrafię wyrazić rozkoszy, jaka mnie ogarnęła.''

Św. Piotr Męczennik — Włoch, morderca, zginął w 1365 r.

Św. Katarzyna ze Sieny (ok. 1347-1380), włoska mistyczka i stygmatyczka, tercjarka dominikańska; doktor Kościoła; orędowniczka idei krucjaty, w 1939 ogłoszona patronką Włoch. Biczowała się trzy razy na dziennie: raz za grzechy swoje, drugi raz: za grzechy cudze, trzeci raz za grzechy umarłych. Zaręczyła się w ekstazie z Jezusem (utrzymywała, że dostała od niego nawet ślubny pierścień), twierdziła, że zdarzało się jej pić mleko z piersi Maryi. Odegrała znaczącą rolę polityczną. Tak pisze o niej Rajmund z Kapui (jej spowiednik): "Byłem świadkiem jak została przekształcona w mężczyznę z małą bródką, a ta postać w którą została nagle przemieniona, była postacią samego Jezusa Chrystusa". A tak Piotr Skarga, dla zbudowania i zachęcenia wiernych do naśladownictwa w swych Żywotach świętych: "Żelaznego na gołym ciele pasa używała. Trzykroć się na dzień żelaznym łańcuszkiem, na wzór św. Dominika biczowała, tak, że krew z ramion ściekała na nogi... Chcąc jednak matka niecojej przerwać on ostry żywot, wzięła ją ze sobą do cieplic; lecz ona tam w gorącą wodę siarczystą, czego nie widziała matka, kładła się i więcej ucierpiała, aniżeli od wszystkiego biczowania…". Kanonizowana w 1461 r., stała się jedną z najpopularniejszych świętych doby Renesansu włoskiego, który poświęcił jej dziesiątki arcydzieł.

Bł. Dorota z Mątowów (1347-94), mistyczka; córka kolonistów holenderskich; w 1393 r. na własne życzenie została zamurowana w celi przy katedrze w Kwidzyniu.

Św. Jan Kanty — patron Uniwersytetu Jagiellońskiego, Jan z Kęt (1390-1473), filozof, teolog; w 1767 kanonizowany; 1421-29 kierował szkołą bożogrobców w Miechowie; od 1429 profesor filozofii, a następnie teologii Akademii Krakowskiej; relikwie Jana Kantego spoczywają w konfesji w krakowskim kościele akademickim Św. Anny (wzniesionym po jego beatyfikacji 1680). W XVIII wieku, skutkiem pokłosia walk z jezuitami (którzy chcieli zlikwidować Akademię Krakowską), władze uniwersytetu uznały, że uczelnia powinna mieć swojego świętego patrona. Zapewne w celu lepszej na przyszłość protekcji przed zakusami duchowieństwa. Któż mógł się nadawać? Oczywiście Jan Kanty — profesor. Rozpoczęły się starania o kanonizację. Ciągnęły się bardzo długo i kosztowały majątek. Wreszcie Trybunał Kanonizacyjny zażądał jeszcze dodatkowych pism Jana Kantego, świadczących o jego świętości (tzn. spolegliwości względem Kościoła). Wysłano je czem prędzej do Rzymu. I tu nastąpiła katastrofa — okazało się, że pretendent nie dość, że nie jest świętym, to jeszcze okrutny zeń heretyk. Dlaczego? Wywiedziono z nadesłanych pism, że Kanty był zwolennikiem koncyliaryzmu. Niestrudzeni profesorowie znowu wysupłali pieniądze, opłacili sowicie adwokata w Rzymie, który im doradził, żeby Senat napisał do Trybunału Kanonizacyjnego wyjaśnienie, że zaszła pomyłka, iż wysłano pismo ...innego Jana. Tak też zrobiono. Nowe „pisma" Jana ukazywały go gorącym zwolennikiem wszechwładności papieża. W ten właśnie sposób Jan Kanty został świętym uniwersyteckim. Symboliczna była procesja kanonizacyjna, która maszerowała, kiedy w Krakowie stały już obce wojska — "Uniwersytet traci majątek, żeby kanonizować swojego profesora, a jednocześnie Rzeczpospolita przestaje istnieć."(Aleksander Krawczuk)

Św. Kazimierz Jagiellończyk (1458-1484). Jako trzecie dziecko króla Kazimierza IV Jagiellończyka i Elżbiety Austriaczki nie mógł zostać królem, został więc świętym. Jego jedyne zasługi jako świętego polegały na tym, że odmawiał posłuszeństwa rozkazom ojca (m.in. unikając walki). Z tej to przyczyny jego grób zasłynął po śmierci licznymi cudami, co niezawodnie dowiedziono w procesie kanonizacyjnym czterdzieści lat po jego zgonie.

Św. Pedro Arbules — Hiszpan, morderca, okrutny inkwizytor, zginął w 1485 r. Kanonizowany w 1867 r. przez Piusa IX, jako rodzaj wyzwania rzuconego przeciwko wszelkim postępowym siłom. W roku 2000 inny papież — Jan Paweł II, uczynił to samo — kanonizując Piusa IX

Św. Teresa. Jak pisze o niej Reinach: była to "młoda, przystojna wdowa, pani Guyon, która zechciała zostać francuską świętą Teresą". Odrzucona przez Kościół w swoim czasie pozyskała jednak wielu zwolenników, w tym biskupa Fénelona, ów "wychowawca dzieci królewskich zabrał się do kochania Boga w towarzystwie pani Guyon. (...) "Dziwnem było, że został uwiedziony przez kobietę z objawieniami, z proroctwami i z galimatjasem, która dusiała się od łaski wewnętrznej, którą trzeba było rozsznurowywać i która się opróżniała (jak to mówiła) z nadmiaru obfitości łaski, żeby nią napuchło ciało wybrańca, siedzącego obok niej" Fénelon poradził pani Guyon roztaczała swe pisma orzeczeniu Bousseta, biskupa z Meaux. Ten je potępił, i dama obiecała już nie dogmatyzować. (...) Mimo swej obietnicy pani Guyon wcale nie milczała; król kazał ją wtedy zamknąć w Viecennes (...) umarła w zapomnieniu w 1717 po 15 latach odosobnienia koło Blois. Wiek i samotność uśmierzyły nerwy tej uczciwej kobiety rozstrojonej, „która poślubiła Jezusa Chrystusa w jednej ze swych ekstaz i od tego czasu nie modliła się już do świętych, mówiąc, że pani domu nie powinna się zwracać z prośbami do służby"

Św. Alfons de Liguori (1696-1787). Założyciel zgromadzenia redemptorystów (rydzykowej konfraterni — przyp.), kanonizowany w 1839, a w 1871 r. ogłoszony doktorem Kościoła. Jego obłudna i podstępna "Teologia moralna" cieszy się w Kościele katolickim największym wzięciem orazuznaniem, i obowiązuje jako jedyne i niemal nieomylne źródło zasad moralności teologicznej. Kościół w uznaniu wartości oraz przydatności tego dzieła, uznał go za „świętego". Najbardziej kompromitują autora "Teologii moralnej" jego aktakanonizacyjne, które opowiadają o nim m.in., że"spowiadał się kilka razy dziennie… Ażeby uniknąć pochwał, udawał ograniczonego, głupiego i tępego..." (sic!). On z pewnością nie musiał udawać…! Dalej czytamy o tym „świętym":"Nie wypił kropli wody, nie spytawszy się uprzednioswego spowiednika. Przez trzy dni w tygodniu żył tylko wodą i chlebem, tak, że ledwo trzymał się na nogach; z rybyjadł tylko głowę. Podczas posiłków zawieszał sobie kamień u szyi siedząc na ziemi w otoczeniu kotów. Gdy pewnego piątku z powodu choroby podanoku kurczę, przemienił je znakiem krzyża w morską rybę. Biczował się tak straszliwie, że krew się z niego lała jak z zarżniętego cielęcia, i tak się przy tym uszkodził, że przez całe życie kulał. Nosił on pas z ostrymi kolcami i łańcuch z haczykami na gołym ciele. Skrzynia z nahajkami i biczami stała pod jego łóżkiem". Ten arcypobożny dewiant, swoje masochistyczne upodobania dedykował Bogu, i pod pretekstem pokuty oraz umartwiania, uprawiał wyuzdaną formę zaspakajania chorych popędów. Jeszcze słów kilka o tym katolickim „moraliście" napisał redemptorysta, Dilgskron:"Duszę jego męczyły nieraz straszliwe pokusy. Nie raz czuł on pokusę do próżności, to do zarozumiałości, to do podejrzliwości. Nie raz napadała nań niewiara; nie było grzechu, któryby go nie kusił, (sic!) a nawet dopadały go zmysłowość i lubieżność, chociaż był on zupełnie uwiędły, zmartwiały, podobniejszy do trupa niż do człowieka. Mam lat 88, tak on się skarżył, a ogień mojej młodości dotychczas nie wygasł." Na podstawie przytoczonej tu charakterystyki osobowości, psycholog bardzo dokładnie określiłby dokładne „image" tego zasłużonego dla Kościoła, dewianta-moralisty… U Liguori’ego obsesja stosunku płciowego była nie do zatarcia, i tak mocno wryta w świadomość, że poruszał w swoim podręczniku moralności wręcz absurdalne kwestie z tym związane. Oto pierwsze lepsze, które mam przed sobą:"Co się tyczy świętych miejsc, zapytuję się: czy spółkowanie małżonków w kościele, jeżeli odbywa się tajemnie, jest świętokradztwem?" Albo:"Zachodzi pytanie, czy lubieżne chwyty w kościele są profanacją?", lub "Czy stosunek płciowy w usta jest innym rodzajem grzechu?". Myślę, że starczy tych przykładów „moralnych" kwestii, i nie będę przytaczał rozważań, które snuje Liguoriw odniesieniu do poruszonych zagadnień.

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Teresa z Lisieux, Mała Teresa (1873-97) francuska karmelitanka bosa, mistyczka; doktor Kościoła; kanonizowana 1925; od 1888 zakonnica w karmelu w Lisieux (Normandia); patronka Francji i misji katolickich; oprócz Antoniego Padewskiego najpopularniejsza święta Kościoła katolickiego, przedstawiana z bukietem róż w dłoniach. W swej autobiografii napisała m.in. "A przede wszystkim życzyłabym sobie zostać męczennicą! Męczeństwo! Było to marzenie mojej młodości i to marzenie w mojej malutkiej karmelitańskiej celi przybierało na sile. Nie tęsknię do jednej odmiany męczeństwa. Żądam dla siebie wszystkich. Podobnie jak Ty… mój boski Oblubieńcu, chciałabym być chłostana i ukrzyżowana… Tak, jak uczyniono to św. Bartłomiejowi, chciałabym, aby obdarto mnie ze skóry; a podobnie jak uczyniono to ze św. Janem, chciałabym zostać zatopiona we wrzącym oleju; jak św. Ignacy Antiocheński chciałabym zostać rozszarpana przez zęby dzikich zwierząt — tak, bym została uznana za godną dostąpienia chleba Bożego. Wraz ze św. Agnieszką i św. Cecylią życzyłabym sobie położyć kark pod topór kata i wraz z Joanną d'Arc móc na płonącym stosie szeptać imię Jezusa". Jan Paweł II w 1997 r. uczynił z tej wariatki ...doktora Kościoła.

"Kościół rzymski czci mnogość świętych płci obojej, jak świętego Renata, św. Filomenę, św. Reginę, św. Koronę, których wadą jest to, że nigdy nie istnieli".Okazał się nie istnieć również św. Krzysztof.

Autor: Mariusz Agnosiewicz
Tytuł oryginalu: Poznaj swoich świętych
Źródło:
Racjonalista