poniedziałek, 14 grudnia 2009

Illuminati

















Małżeństwo doskonałe

– Nie zapomnę tej chwili do końca życia – mówi Wirtualnej Polsce Ryszard Giersz, który poślubił swojego partnera w pierwszym ślubie humanistycznym gejów. 25-letni mieszkaniec Wolina opowiada, jak wyglądała uroczystość i co czuł, kiedy wkładał ukochanemu obrączkę na palec.
Joanna Stanisławska: Jak wyglądała uroczystość?
Ryszard Giersz: - Ceremonia była bardzo piękna. Myślę, że piękniejsza niż niejeden ślub zawierany w Urzędzie Stanu Cywilnego, czy w kościele. Obecnie byli nasi najbliżsi, rodzice i świadkowie. Mogliśmy sami przygotować scenariusz ślubu, ułożyć przysięgę, a nawet wybrać muzykę. Złożyliśmy przysięgę takiej treści: „Ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Ślubuję Ci, szacunek każdej doby, dbałość o nienaruszanie Twojej godności jako człowieka i mężczyzny, oraz staranie, by otaczano szacunkiem naszą rodzinę. Ślubuję troszczyć się o Ciebie, otaczać opieką w każdy czas: w radości, smutku, zdrowiu i chorobie. Ślubuję Ci, iż dołożę wszelkich starań, by miłość nas łącząca rozkwitała na nowo każdego dnia”. Jeśli chodzi o muzykę zdecydowaliśmy się na tradycyjne „Ave Maria” na początku uroczystości zaślubin. W trakcie był również czytany fragment ze Starego Testamentu. Wzruszeni założyliśmy sobie obrączki. Na koniec wraz ze świadkami podpisaliśmy akt ślubu. Tradycyjnie goście obsypali nas ryżem i pieniążkami. Po ślubie odbyło się huczne wesele. Ślubu udzielił nam Mariusz Agnosiewicz, który zorganizował pierwszy ślub humanistyczny w Polsce w 2007 r.
Dlaczego zdecydował się pan z partnerem na tego rodzaju ślub?
- Takie „dowartościowanie” związku miało dla nas ogromne znaczenie. W Polsce nie udzielono by nam innego ślubu, związki partnerskie nie są usankcjonowane prawnie, w związku z tym żadna inna możliwość nie wchodziła w grę. A osoby homoseksualne, tak samo jak heteroseksualne, marzą o tym, żeby przeżyć coś tak wspaniałego jak ślub, wymienić się obrączkami, ukoronować swój związek. Z moim partnerem jesteśmy już razem 4 lata, myśleliśmy, o tym, żeby ten związek utrwalić, a ślub to największy dowód miłości. Chcieliśmy przeżyć tę uroczystość w ciszy i spokoju, w gronie rodzinnym, ale się nie udało, bo media bardzo nagłośniły tę sprawę. Jesteśmy trochę tym zszokowani, bo nie zrobiliśmy tego pod publikę, ale dla siebie.
Po tym, jak media nagłośniły sprawę ślubu, pojawiły się różnego rodzaju niepochlebne komentarze i zarzuty wobec pana i pańskiego partnera, m.in. ze strony Tomasza Terlikowskiego, który stwierdził, że to, co zrobiliście, to głupota, naigrywanie się z instytucji małżeństwa. Czy to było dla picu?
- Ze względu na tego typu ataki, zastanawialiśmy się, czy wystąpić w mediach, pokazać się publicznie. Stwierdziliśmy jednak, że musimy wytłumaczyć ludziom, że to nie była żadna zabawa. Dla nas to było wielkie przeżycie, którego nie zapomnimy do końca życia. Żałuję, że nie mogłem wziąć udziału w programie, w którym wystąpił pan Terlikowski i się jakoś obronić.
Jak poznał pan swojego obecnego męża?
- Poznaliśmy się cztery lata temu na imprezie u wspólnych znajomych. Byliśmy wtedy na saksach w Anglii. Po pół roku spotykania się, postanowiliśmy, że zamieszkamy razem, dobrze nam się układało, przyzwyczailiśmy się do siebie. Problem pojawił się, kiedy postanowiliśmy razem wrócić do Polski. Mój partner mieszkał w Szczecinie, ja w Wolinie, a być razem na odległość się nie da. Ze względu na moją mamę, postanowiliśmy zamieszkać razem z moją rodziną, w małej miejscowości i tam podjęliśmy pracę. Jesteśmy bardzo wdzięczni mamie, że nas zaakceptowała. Żyjemy jak małżeństwo heteryckie.
Jak na wiadomość o ślubie zareagowali mieszkańcy pana miejscowości?
- Niektórzy mieli żal, że nie poinformowaliśmy ich wcześniej o uroczystości. Większość mieszkańców jest zadowolona, że zdecydowaliśmy się na coś takiego. Stwierdzili, że to jest naturalne, że chcieliśmy wziąć ślub.
Wcześniej było o panu głośno w związku z precedensowym procesem. Oskarżył pan sąsiadkę, która pana obrażała używając słowa „pedał”, a sąd przyznał panu rację. Jak to było?
- Sąsiadka w sklepie, w którym cała ulica robiła zakupy, powiedziała przy klientach, że „pedał sobie przywiózł pedała”. Sklepikarka mi później opisała całe zdarzenie. Potem były wyzwiska „pedały idą”, „idzie ubrany jak pedał”, „idą, te pedały, się ruchać do parku”. To przechodziło ludzkie pojęcie! Zostaliśmy nawet obrzuceni kamieniami z okna sąsiadki. Poszliśmy więc ze skargą na policję, kazano nam założyć sprawę w sądzie. Zastanawialiśmy się, jak sąd do nas podejdzie, czy potraktuje nas jak normalnych obywateli, czy jako osoby homoseksualne. Okazało się, że nie kierował się stereotypami, uwierzyłem, że jest w Polsce sprawiedliwość. Teraz czekamy na decyzję sądu apelacyjnego, bo wyrok nie był prawomocny.
Wtedy po raz pierwszy się pan ujawnił. Spodziewał się pan takiego rozgłosu?
- To sąsiadka mnie zmusiła do ujawnienia się, musiałem pokazać twarz, choć tego nie chciałem. Na tę chwilę nie boję się już powiedzieć, że jestem gejem, że kocham inaczej, ale ta cała sprawa to był dla mnie ogromny stres. Zdecydowałem się na wystąpienie do sądu, bo każdy człowiek ma swoją godność, nie mogłem dłużej pozwalać na takie traktowanie swojej osoby.
Jak teraz wyglądają pana relację z sąsiadką, która pana obrażała?
- Tuż po wyroku pojawiły się różnego rodzaju komentarze i wyzwiska, ale ostatnio rzadko ją widuję, a jeśli już zdarzy się nam spotkać, to mijamy się bez słowa.
Po wyroku mówił pan, że spotkał się pan z dużą tolerancją w swojej miejscowości. Czy nadal mieszkańcy tak się do pana odnoszą?
- Obawiałem się, że będzie nam ciężko, brałem nawet pod uwagę wyjazd. Bałem się, że na naszych drzwiach pojawią się jakieś wyzwiska i obelgi. Tak się nie stało, ludzie, także ci starsi, podchodzi i gratulowali, życzyli nam powodzenia. Tak jest do chwili obecnej. Cieszymy się bardzo, że miejscowość jest tak mała, a tak tolerancyjna.
Czy w Polsce panuje tolerancja wobec osób homoseksualnych?
- W Polsce nie brakuje tolerancji, problem polega na tym, że ludzie boją się przyznawać do swoich prawdziwych poglądów. Kiedy okazuje się, że mają, np. sąsiada geja albo kogoś w rodzinie o odmiennej orientacji, to podchodzą do tego normalnie i akceptują tę osobę. Ludzie mało rozmawiają na temat homoseksualizmu. Potrzeba czasu, by się przełamali, pozbyli się uprzedzeń.
Czy sądzi pan, że w nieodległej przyszłości nastąpi przełom w kwestii związków partnerskich i dojdzie do ich prawnego usankcjonowania?
- Wielu homoseksualistów bardzo na to czeka, więc trzymam kciuki, żeby wkrótce do tego doszło. Może doczekamy się za 20 lat (śmiech). Sam bardzo bym chciał, by mój związek miał charakter prawny, bo wtedy uzyskałbym pewne szczególne uprawnienia związane z posiadaniem statusu osoby najbliższej, np. mógłbym odwiedzić męża w szpitalu, dziedziczyć po nim, czy chociażby pójść na pocztę i odebrać skierowany do niego list.
Czy żałuje pan tego całego zamieszania, jakie powstało wokół pana osoby, że wyrósł pan niemal na „bojownika o prawa gejowskie”, a przy okazji, że doszło do pańskiego coming-outu?
- Nie spodziewałem się takiego rozgłosu. Gdybym wiedział, że moje działania spotkają się z takim zainteresowaniem mediów, nie wiem czy bym się na nie zdecydował. Nie czułem wewnętrznej potrzeby publicznego ujawnienia się. Moi najbliżsi, czyli ci, którzy powinni wiedzieć, że jestem gejem, od dawna mieli tego świadomość. Ale może było mi pisane, żebym się ujawnił. Wierzę, że to wszystko nie stało się bez przyczyny i ostatecznie przyczyni się do zmiany w myśleniu o osobach o odmiennej orientacji seksualnej w Polsce.

PS. Chciałem zauważyć, że chłopcy z Wolina to nie pierwsza para, która zawarła homoślub w Polsce. Ja z moim ukochanym byliśmy pierwsi! Nasz ślub odbył się w Warszawie w dniu 17 października 2004 r. Uroczystość nagrywał Polsat (który wtargnął nieproszony). Do dzisiejszego dnia nie doczekałem się od Polsatu kopii nagrania, choć wielokrotnie o nią prosiłem. Na stronie Polsatu znalazłem jedynie te zdjęcia:

niedziela, 13 grudnia 2009

Annise Parker - nowa burmistrz Huston

Houston, czwarte co do wielkości miasto w USA, wybrało na swojego burmistrza 53-letnią lesbijkę. - Ten wybór zmienił świat lesbijek, gejów i biseksualistów - powiedziała nowa burmistrz Annise Parker. Wiem - dodała - jak wiele znaczy dla nas to zwycięstwo. Pani burmistrz wyraziła przekonanie, że jej wybór "zmieni na lepsze życie wszystkich mieszkańców Houston", a nie tylko gejów i lesbijek
Według mediów Parker jest pierwszą lesbijką niekryjącą swojej orientacji, która pokieruje amerykańską metropolią. Dotychczas burmistrzowie, otwarcie przyznający się do homoseksualizmu, są jedynie w mniejszych ośrodkach, jak Portland (stan Oregon), Providence (Rhode Island) czy Cambridge (Massachusetts).
Annise Parker, która we władzach miejskich piastowała już 12 stanowisk z wyboru, w trakcie kampanii wyborczej była atakowana z powodu swej seksualnej orientacji. Jednak jej bezpośredni przeciwnik dystansował sie od takich ataków. Jak podano w sobotę wieczorem, Parker, dotychczas miejski audytor, otrzymała 53 proc. głosów, jej rywal, afroamerykański prawnik, były prokurator miejski 61-letni Gene Locke - 47 proc. Jej wyraźne zwycięstwo jest tym bardziej godne uwagi, że Teksas uważany jest za stan bardzo konserwatywny. Houston, położone nad Zatoką Meksykańską, liczy 2,2 mln mieszkańców, natomiast region metropolitalny Houston-Galveston-Brazoria 5,8 mln. Jest głównym portem handlowym USA. W Houston istnieje m.in. ośrodek kontroli lotów kosmicznych.

O pingwinach jeszcze raz

Homoseksualne pingwiny z ogrodu zoologicznego w Republice Południowej Afryki, którym dano do odsiedzenia jajo odrzucone przez heteroseksualną parę, okazują się być świetnymi rodzicami - podaje serwis internetowy brytyjskiego tabloidu "The Sun"
Dwa samce, Guido i Molly (początkowo myślano, że jest to samica, stąd żeńskie imię), zaopiekowały się jajem, które zostało odrzucone przez naturalnych rodziców. Pięć miesięcy temu "dochowały się" pisklęcia. I jak zaznacza personel, ta niezwykła rodzina nie różni się niczym od innych.
- Młode jest silne i zdrowe, nie wykazuje żadnych oznak dezorientacji z powodu posiadania nieheteroseksualnych rodziców - powiedziała kurator ogrodu zoologicznego Siani Tinley cytowana przez "The Sun".
Co więcej, obaj ojcowie są bardzo opiekuńczy. - Są świetnymi rodzicami. Nie zauważamy żadnej różnicy między nimi a heteroseksualnymi rodzicami - powiedziała Tinley, dodając, że cała trójka tworzy "szczęśliwą rodzinę".
Podobna historia zdarzyła się w ZOO w Niemczech, gdzie para homoseksualnych pingwinów również odsiedziała odrzucone jajo. Światowy rozgłos zdobyła książeczka pt. "And Tango Makes Three", opowiadająca rzekomo autentyczną historię o dwóch zakochanych w sobie samcach pingwinów z nowojorskiego ZOO, które przez sześć lat tworzyły parę i wspólnie wychowały młode.

czwartek, 10 grudnia 2009

Rejestrowane związki partnerskie w Austrii

Austriacki parlament zdecydował dzisiaj o wprowadzeniu do prawa instytucji rejestrowanych związków partnerskich. Zalegalizowane homozwiązki będą jednak cieszyły się nieco mniejszą ilością praw niż heteroseksualne małżeństwa.
Rządząca koalicja wraz z dwoma parlamentarzystami partii Haidera Sojusz na Rzecz Przyszłości Austrii (BZÖ) oraz Partią Zielonych głosowały za ustalonym kompromisem. Prawicowa Partii Wolności (FPÖ) oraz 18 członków Sojuszu na Rzecz Przyszłości Austrii głosowało przeciw. Nowe prawo zacznie obowiązywać w dniu 1 stycznia 2010 r. Partnerzy otrzymają - jak w Niemczech - praktycznie wszystkie obowiązki małżeńskie, ale niestety nie wszystkie prawa. Gejowskie i lesbijskie pary nie będą mogły wspólnie zaadoptować dziecka, jak też jeden z partnerów nie będzie mógł zaadoptować dziecka drugiego z nich. Parom homoseksualnym odmówiono także rejestracji związku przed urzędnikiem stanu cywilnego. Zamiast tego będą musieli rejestrować związki w urzędach gmin, co krytycy ustawy porównują do rejestracji samochodu. Socjaldemokratyczna SPÖ z zadowoleniem przyjęła uchwalenie ustawy, ale dostrzega konieczność jej poprawy: "Cieszę się, że zostały uchwalona ustawa o rejestrowanych związkach partnerskich. Jest to krok w dobrym kierunku, ale nie ostatni", powiedziała minister Gabriele Heinisch-Hosek w Zgromadzeniu Narodowym. Przeciwko ustawie głosowało 18 z 20 parlamentarzystów partii Heidera, w tym jego kochanek Stefan Petzner, co jest prawdziwym szczytem zakłamania i hipokryzji z jego strony.

Niemieccy Zieloni zapowiadają dalszą walkę o zniesienie dyskryminujących związki partnerskie przepisów m.in. dotyczących braku możliwosci zawarcia związku w urzędzie stanu cywilnego.

Pamieć i zapomnienie

Mężczyzna, który w latach 70-tych w Hiszpanii został skazany na 3 miesiące więzienia za homoseksualizm otrzymał oficjalne przeprosiny od hiszpańskiego rządu. Antoni Ruiz, został uwięziony w wieku 17 lat, po tym dokonał coming outu przed swoimi rodzicami, którzy opowiedzieli o tym katolickiemu duchownemu, a ten doniósł na chłopaka lokalnym władzom. Mężczyzna w ubiegłym tygodniu otrzymał list z przeprosinami od hiszpańskiego ministra sprawiedliwości i odszkodowanie w wysokości 4000 euro. Jest pierwszym gejem, który otrzymał zadośćuczynienie za prześladowania na podstawie Ustawy o pamięci historycznej. Niniejsza ustawa została uchwalona w 2007 r. w celu uczczenia pamięci ofiar dyktatury generała Franco i dokonania zadośćuczynienia w postaci odszkodowań. W czasie rządów Franco za homoseksualizm na więzienie skazano 5000 homoseksualnych mężczyzn. Ruiz był jednym z tych gejów, którzy zostali uwięzieni po śmierci dyktatora. Karalność stosunków homoseksualnych została zniesiona w 1979 r.
We wrześniu również premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown publicznie przeprosił w imieniu władz brytyjskich za prześladowania wobec znanego matematyka Alana Turinga. Według statystyk prześladowanych przez władze za homoseksualizm w Wielkiej Brytanii zostało 100 tysięcy mężczyzn, jednakże nie doczekali się oni podobnych przeprosin. Doczekali się tego natomiast niemieccy geje, których pamięć została uczczona także w formie pomnika stojącego w Tiergarten. W pobliżu pomnika znajduje się tablica, na której w języku niemieckim i angielskim wyjaśniono historyczne tło i cel powstania pomnika:
„W nazistowskich Niemczech homoseksualizm był prześladowany w stopniu niespotykanym wcześniej w historii. W 1935 roku narodowi socjaliści wydali nakaz penalizacji wszelkich homoseksualnych kontaktów pomiędzy mężczyznami; przepisy dotyczące homoseksualnych zachowań w paragrafie 175 kodeksu karnego zostały znacząco rozszerzone i zaostrzone. Pocałunek był wystarczającym powodem do oskarżenia. Skazano ponad 50 000 osób. Na mocy paragrafu 175 karano umieszczeniem w więzieniu, w niektórych przypadkach kastracją. Tysiące mężczyzn wysłano do obozów koncentracyjnych, ponieważ byli gejami; wielu z nich poniosło tam śmierć. Umierali z głodu, chorób i znęcania się lub byli ofiarami zaplanowanych zabójstw.
Narodowi socjaliści zniszczyli społeczności gejów i lesbijek. Kobiecy homoseksualizm nie był prześladowany, z wyjątkiem zaanektowanej Austrii; narodowi socjaliści nie uznali go za tak groźny, jak męski. Jednakże lesbijki, które weszły w konflikt z reżimem, również były ofiarami represji. W nazistowskim reżimie geje i lesbijki żyli w strachu i pod stałą presją ukrywania własnej seksualności.
Przez wiele lat homoseksualne ofiary narodowego socjalizmu nie były ujmowane w publicznych upamiętnieniach – ani w RFN, ani w NRD. Zarówno w Zachodnich, jak i Wschodnich Niemczech homoseksualizm nadal był ścigany przez wiele lat. W RFN paragraf 175 pozostał w mocy bez żadnej poprawki do 1969 roku.
Z powodu swojej historii Niemcy są szczególnie odpowiedzialne za aktywne sprzeciwianie się naruszeniom praw człowieka gejów i lesbijek. W wielu częściach świata ludzie nadal są prześladowani z powodu swojej seksualności, homoseksualna miłość pozostaje nielegalna, a pocałunek może być niebezpieczny.
Pomnikiem tym Republika Federalna Niemiec zamierza uhonorować ofiary prześladowania i morderstw, utrzymać przy życiu wspomnienie tej niesprawiedliwości i stworzyć trwały symbol sprzeciwu wobec wrogości, nietolerancji i wykluczenia gejów i lesbijek.”

Nie wszędzie jednak dokonuje się postęp. Wciąż na mapie świata więcej jest miejsc, gdzie geje i lesbijski są prześladowani ze względu na swoją naturę. Nawet Europa nie jest całkowicie wolna od tego, czego przejawem jest niedawna ustawa parlamentu litewskiego zakazująca promocji homoseksualizmu. Zatrważające wieści nadeszły w bieżącym miesiącu z Ugandy, gdzie posłowie jeszcze w tym roku chcą przyjąć ustawę antyhomoseksualną - najbardziej restrykcyjną na świecie. Pierwsze czytanie projektu odbyło się w listopadzie. Projekt zgłosił poseł David Bahati z rządzącego Narodowego Ruchu Oporu, mającego w parlamencie zdecydowaną większość. Ustawę musi podpisać prezydent Yoweri Kaguta Museveni, ale również on nie powinien sprawiać kłopotów. Może sprzeciwić się jedynie szczegółom, by załagodzić oburzenie Zachodu.
- Homoseksualizm jest sprzeczny z wolą bożą - powtarza Museveni. Homoseksualizm już dziś jest w Ugandzie przestępstwem, za które grozi 14 lat więzienia. Według nowego prawa karą za homoseksualizm będzie dożywocie, zaś wyrokami śmierci karani będą uprawiający seks nosiciele HIV - a także dopisani przy okazji do projektu ustawy pedofile oraz osoby współżyjące z upośledzonymi.
Pięć lat więzienia grozić będzie za "rozpowszechnianie i promocję" homoseksualizmu, siedem lat - za występowanie w obronie praw homoseksualistów.
Nowe prawo nałoży na obywateli Ugandy obowiązek informowania policji o wszelkich przejawach homoseksualizmu. Za uchybienie temu obowiązkowi grozić będą trzy lata więzienia, także członkom rodzin gejów. Na siedem lat pójdzie do więzienia osoba, która wynajmie homoseksualiście dom lub mieszkanie. A gdy Ugandyjczycy dopuszczą się aktu homoseksualnego za granicą, rząd będzie występował o ich ekstradycję.
W ponad połowie krajów Afryki homoseksualizm jest przestępstwem. W Somalii, Mauretanii i niektórych częściach Nigerii, gdzie obowiązuje muzułmańskie prawo koraniczne, homoseksualiści są wieszani lub kamienowani. Nawet w krajach takich jak Gwinea czy Namibia, gdzie nie ma prawa ścigającego jednopłciowe stosunki, są one społecznie potępiane.
Jako wróg homoseksualistów zasłynął m.in. prezydent Zimbabwe Robert Mugabe, który stwierdził kiedyś, że homoseksualiści "są gorsi niż psy i świnie, są wybrykiem natury i obrazą godności ludzkiej".
Z całej Afryki tylko w RPA dozwolone są homoseksualne stosunki i związki. Decyzja południowoafrykańskich władz wywołała u sąsiadów zdumienie, a gazeta "Le Pays" z Burkina Faso zastanawiała się, czy RPA w ogóle można jeszcze uważać za kraj afrykański.
Pod względem wrogości do homoseksualizmu Uganda od lat zaliczała się do czołówki kontynentu. Wysforowała się na pierwsze miejsce pod rządami Museveniego, który zwrócił uwagę pastorów z konserwatywnych ewangelickich Kościołów z USA, którzy w latach 90. ruszyli do Afryki, by walczyć o dusze Afrykanów. Ich potężnym sojusznikiem okazał się prezydent George W. Bush i jego ministrowie, którzy rozdzielali amerykańską pomoc na walkę z AIDS w Afryce.
Kaznodzieje zza oceanu przestrzegali Afrykanów przed zachodnim liberalizmem i dekadencją, których wynaturzeniem było według nich zrównanie homoseksualistów w prawach z heteroseksualistami. W wyniku działalności ewangelickich Kościołów homoseksualistów z pomocy USA wykluczono.
W Afryce pastorzy znaleźli wielu wyznawców, szczególnie wśród politycznych przywódców takich jak Mugabe. Według prezydenta Zimbabwe homoseksualizm w ogóle przywlekli do Afryki biali kolonizatorzy. - I zostawmy go białym - podkreśla.
W Ugandzie kampanią przeciwko homoseksualistom kieruje minister ds. moralności James Nsaba Buturo, pobożny członek jednego z Kościołów ewangelickich. Ostrzega on obywateli przed upadkiem moralnym i próbuje zakazać kobietom noszenia krótkich spódniczek jako wodzących mężczyzn na pokuszenie.
Rok temu Buturo zaczął przekonywać, że homoseksualizm jest chorobą, groźną i zaraźliwą, ale dającą się wyleczyć, jeśli tylko ofiara podda się kuracji. Twierdzi, że sam opiekuje się sześcioma uzdrowionymi homoseksualistami.

- Homoseksualizm jest zagrożeniem dla ludzkiej cywilizacji. Kto będzie mieszkał w Ugandzie za 20 lat, jeśli wszyscy staniemy się homoseksualistami, którzy się nie rozmnażają, lecz werbują młodzież do swojego grona - mówi Buturo. - Nawet zwierzęta tak nie zachowują się tak jak oni.
Wiosną Buturo zorganizował w Kampali wielką konferencję o homoseksualizmie. Przybyli na nią m.in. pastorzy Scot Lively, Don Schmierer i Caleb Lee Brundidge z USA, a także miejscowy kaznodzieja Stephen Langa - wszyscy wyznający teorię, że homoseksualizm jest śmiertelną, lecz uleczalną chorobą. Na konferencji wielebny Langa zebrał tysiące podpisów pod petycją do władz, by zaostrzyć przepisy antygejowskie. I tak odpowiedni projekt trafił do parlamentu.
- Chodzi nam nie o zwalczanie, lecz o ratunek homoseksualistów, których miłujemy jako bliźnich - tłumaczy Langa. - Zachód, który przyzwala na homoseksualizm, wkrótce przekona się, jak bardzo jest groźny. My, tu w Afryce, wolimy żyć w szałasach, ale przyzwoicie, niż w drapaczach chmur wśród homoseksualistów.
ONZ, USA, Kanada, Wlk. Brytania i Szwecja zażądały wyrzucenia projektu do kosza. Kampali zapowiada jednak, że ustawa zostanie uchwalona, a owe naciski to przejaw neokolonializmu.
Kilka dni temu minister Buturo zapewnił w wywiadzie dla "Guardiana", że Uganda nie wyrzeknie się walki z homoseksualizmem nawet jeśli oznaczać to będzie utratę zachodniej pomocy. - Nasi przywódcy muszą zdecydować, czy słuchają głosu swego ludu, czy rozkazów z Nowego Jorku - mówi Buturo.

Czytając dzisiejszego poranka o tych zbrodniczych planach Ugandyjczyków ogarnęło mnie uczucie przerażenia, że przy milczeniu reszty świata dokonuje się bestialstwa na gejach i lesbijkach. Kolejny raz dzieje się to przy wsparciu religijnych szaleńców, w tym wypadku chrzecijańskich, co stanowi potwierdzenie zbrodniczosci totalitaryzmów religijnych. Ile świat jeszcze będzie przyglądał się bezczynnie tym zbrodniom? Oczekiwałbym jakieś reakcji także ze strony polskich władz i to nie tylko wobec Ugandy ale i innych państw, które dopuszczają się takich haniebnych czynów.


wtorek, 8 grudnia 2009

Pierwszy homoślub humanistyczny w Polsce

W dniu 5 grudnia 2009 r. w Szczecinie miał miejsce pierwszy ślub humanistyczny gejów. Uroczysta ceremonia, w której wzięły udział rodziny i znajomi pary młodej, odbyła się w trakcie V Festiwalu Racjonalistycznego. Był to piętnasty z kolei ślub humanistyczny w Polsce. Ślub prowadził Mariusz Agnosiewicz.

Ryszard Giersz, który w tę sobotę zawarł pierwszy gejowski ślub humanistyczny, kilka tygodni temu wygrał głośny proces „za pedała", w którym mieszkanka Wolina została skazana na zapłacenie grzywny za zniewagi pod ich adresem.

Obaj, wyraźnie wzruszeni tą wyjątkową dla nich chwilą, złożyli następującą przysięgę:

„Ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Ślubuję Ci, szacunek każdej doby, dbałość o nienaruszanie Twojej godności jako człowieka i mężczyzny, oraz staranie, by otaczano szacunkiem naszą rodzinę. Ślubuję troszczyć się o Ciebie, otaczać opieką w każdy czas: w radości, smutku, zdrowiu i chorobie. Ślubuję Ci, iż dołożę wszelkich starań, by miłość nas łącząca rozkwitała na nowo każdego dnia."

Po przysiędze młodzi wymienili się obrączkami i podpisali uroczysty akt ślubu.

Śluby humanistyczne są najdynamiczniej na świecie rozwijającą się formą ślubów, organizowanych przez organizacje humanistyczne na całym świecie. Opierają się na wartościach humanistycznych, takich jak wolność jednostki, równość kobiety i mężczyzny, empatia, zaufanie do ludzi, przyjaźń i współpraca, rozum jako wyraziciel wyjątkowości człowieka, afirmacja tolerancji i różnorodności, wezwanie do doskonalenia się człowieka, kult życia twórczego i etycznego, zaangażowanie społeczne.

Śluby humanistyczne udzielane są także parom homoseksualnym, w części krajów prawo cywilne sankcjonuje homoseksualne śluby humanistyczne.

W Polsce śluby humanistyczne zostały wprowadzone w grudniu 2007 r. Od tego czasu nieustannie rośnie ich popularność, a rezerwacje sięgają już 2011 roku. Pierwszy humanistyczny ślub lesbijek w Polsce odbył się 2 sierpnia 2008 r.
Gratulacje!

Yehonathan - Nifradnu Kach / יהונתן - נפרדנו כך

niedziela, 6 grudnia 2009

Queen of the week

Mój hit na mijający weekend. Bezapelacyjnie doskonała muza.

czwartek, 3 grudnia 2009

Wiktor Dynarski - Rodzina marki "Tęcza" czyli kolejny raz o promowaniu "związków i układów"

Cykliczne odwiedziny na "portalu poświęconym" przynoszą zwykle wiele ciekawych wiadomości ze świata środowisk (zwłaszcza organizacji) LGBT. I proszę nie odbierać powyższego zdania jako ironicznego, naprawdę, pod względem ilości newsów mniejszościowych jest to jeden z bardziej zaangażowanych polskich serwisów. Nie zdziwiłem się zatem, że także na rozpoczynający się właśnie II Festiwal Tęczowych Rodzin znalazło się trochę miejsca w postaci krótkiego, acz treściwego artykułu. Bogumił Łoziński - szef działu opinie tygodnika "Gość Niedzielny" - przedstawił swój pogląd na temat wspomnianej imprezy, nazywając ją "niekonstytucyjną". Ponieważ ostatnimi czasy, szczególnie w dyskusjach publicznych, rzuca się Konstytucją na prawo i lewo, postanowiłem skonfrontować wypowiedź pana Łozińskiego z rzeczywistym tekstem. Od razu pozwolę sobie zaznaczyć, że nie jestem, ani nie zamierzam być prawnikiem. Zajmuję się za to na co dzień kwestiami językowymi (czasami także logiką języka), dlatego z niemałą przyjemnością pozwalam sobie na krótką, nieco lingwistyczną (nie zawsze poważną, chcę to wyraźnie podkreślić) refleksję nad tekstem Ustawy Zasadniczej oraz nad pojęciem rodziny w oczach wspomnianego dziennikarza. I nie tylko. W wypowiedzi dla portalu Bogumił Łoziński stwierdza: "polska konstytucja jasno określa, że rodzina to związek kobiety i mężczyzny". Tymczasem Artykuł 18 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej brzmi następująco: Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej. Przyjrzymy się przez chwilę strukturze tego zdania. Tak naprawdę nie wynika z niego, czym jest małżeństwo. Owszem, istnieje możliwość widzenia go jako związku kobiety i mężczyzny, ale tylko w wypadku konieczności ochrony przez państwo. Kodeks rodzinny i opiekuńczy (Ustawa z dnia 25 lutego 1964 roku) w Artykule 1 § 1 stwierdza, co następuje: Małżeństwo zostaje zawarte, gdy mężczyzna i kobieta jednocześnie obecni złożą przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego oświadczenia, że wstępują ze sobą w związek. Prawo potwierdza - związek mężczyzny i kobiety to małżeństwo, jednak określa to dopiero odpowiednia ustawa, ponieważ Konstytucja jako taka nie daje (na poziomie językowym) odpowiedniej definicji i, co istotniejsze, nie utożsamia małżeństwa z rodziną, po prostu wymienia je wraz z innymi pojęciami związanymi z pokrewieństwem i powinowactwem (nawiasem mówiąc, prawo polskie nigdzie nie definiuje rodziny expressis verbis, robi to - i to jedynie do pewnego stopnia - prawo kanoniczne nieobowiązujące w Polsce). Oznacza to, że festiwal nie może być niekonstytucyjny, a przytoczone wyżej zdanie pana Łozińskiego wynika z błędnego odczytania tekstu Ustawy Zasadniczej. Na tym jednak mylna percepcja opiniotwórcy "Gościa Niedzielnego" się nie kończy. Nieco dalej dzieli się swoimi spostrzeżeniami na temat niezauważania i stygmatyzacji rodzin nietradycyjnych: "gdyby tak było, świat dawno by się skończył. Bo skąd inne związki niż małżeńskie miały by [tak w oryginale!] mieć potomstwo?".
Bakterie także brałyby ślub
Nie chciałem być złośliwy przy odpowiedzi na to pytanie, jednak po przeczytaniu aż chce się zacytować modny ostatnimi czasy komentarz z forum onet.pl: A gdzie byli rodzice?! Wyjaśniam zatem panu Łozińskiemu (choć powinna to była dawno temu zrobić za mnie chociażby szkoła) - małżeństwo nie jest niezbędne do posiadania dziecka. Gdyby tak faktycznie było nie istniałyby niechciane albo przypadkowe ciąże, ba... Gdyby małżeństwo stanowiło warunek biologicznie konieczny do reprodukcji, bakterie (rozpustnicy natury!) także brałyby śluby. I najwyraźniej w takiej wizji życia faktycznie je biorą (chyba zaczynam rozumieć ideę rysunku Andrzeja Krauzego, o który toczy się akcja Nasza Sprawa 2...), skoro świat jeszcze się nie skończył. Przez pana Łozińskiego przemawia także obawa o przyszłość rodziny jako takiej: "Wkrótce dojdzie do tego, że będą nas przekonywali o tym, że "rodziną" jest także związek człowieka z komputerem.". Nie wiem, kim są "oni", ale może urwę polemikę z tym cytatem stwierdzeniem podpartym rzeczywistością prawno-cywilną. Komputer - jako przedmiot - nie jest osobą fizyczną, nie posiada zdolności prawnej i jako taki nie podpada pod żadne regulacje, w tym także pod Kodeks prawa rodzinnego i opiekuńczego. Rozumiem, że można mieć obawy związane z postępującym rozwojem technologii i drżeć na samą myśl, że pewnego dnia pojawią się inteligentne maszyny, których obecność zmusi nas do przedefiniowania pojęcia "osoba", "człowiek" i "ludzkość", że zapanuje chaos, anarchia i wreszcie nastąpi koniec świata, ale, proszę, nie panikujmy.
Niespokojny wciąż dziennikarz "Gościa Niedzielnego" kontynuuje: "Od strony kulturowej można łatwo zaobserwować, że mamy do czynienia z silnym promowaniem nowych modeli związków i układów". Od kilku lat usilnie wnoszę o definiowanie pojęcia promocji jakichś postaw, bo jak dotąd kojarzy mi się ono jedynie z przecenami w tesco albo licytacjami na allegro. (Przedmiotem aukcji są nowe MARKOWE matki marki lesbos, zostaw pozytyw, to się odwdzięczę!). Z "nowymi modelami związków" też mam problem, bo z przeczytanego już tekstu wnioskuję, że każda rodzina bez ojca i matki to właśnie taki model. W takim razie muszę zasmucić pana Łozińskiego - nie są to już takie nowe modele, ich promocja odbywa się, chociażby przez lektury, już na poziomie edukacji szkolnej, gdy dzieci są najbardziej narażone na propagandę. "Lalka" może posłużyć za naganny przykład niebezpiecznego wpajania różnorodności. Bolesław Prus sportretował postać samotnej matki, Heleny Stawskiej, która śmie wychowywać córkę w homospołecznym środowisku, bez męskiego wzorca. Podobnie zresztą czyni Eliza Orzeszkowa w "Nad Niemnem" - Zygmunt Korczyński także wychowywał się bez ojca. Na szczęście obydwie pozycje ratuje jeszcze fakt ukazania nieszczęścia takich rodzin. Stawska cierpi biedę, zaś wdowa po Andrzeju nie może przebaczyć sobie, że brak ojca stworzył z jej syna niepatriotycznego, dekadenckiego potwora.
Tęczowe rodziny to także związki, w których przynajmniej jedna strona jest transseksualna
Zaślepiony lękiem przed nowościami autor notatki nie zauważył (powodem była zapewne ignorancja), że mianem "tęczowej rodziny" określa się także np. związki, w których przynajmniej jedna strona jest transseksualna. Może to oznaczać, o zgrozo!, małżeństwo po korekcie płci, co w rozumieniu prawa kanonicznego oznacza małżeństwo jednopłciowe! W dodatku w Polsce takie praktyki mają miejsce oficjalnie od lat siedemdziesiątych! Zemściło się to, oczywiście, na ówczesnej władzy w 1989 roku, gdy obalono komunizm. Co prawda stało się to dwie dekady później, jednak - jak mówi przysłowie - Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy. Z dalszych ciekawych spostrzeżeń: "działacze gejowscy doskonale zdają sobie sprawę, że homoseksualizm nie jest normą". Norma, norma... Cóż, ktoś mówi "ziemniaki", ktoś "kartofle", a zdarzają się i amatorzy "pyr" (niestety, w tym miejscu moja inwencja i znajomość regionalnych odmian polszczyzny się kończy). Ilu ludzi, tyle sposobów, ile ideologii, tyle norm. W ostatnim czasie chyba żadne inne pojęcie nie stało się tak mętne. Do powyższego cytatu dołączam jeszcze jeden postulat - potrafię rozumieć, że uczenie się na pamięć mniejszościowych nazw sprawia niektórym osobom trudność (w końcu to aż kilka słów!), ale dziennikarska rzetelność wymagałaby chociaż małej wzmianki o transpłciowych działaczach albo - jak nas uroczo ochrzczono - transpłciowcach.
"Nienormalne zaburzenia seksualne"
Obowiązkowe przeświadczenie o chorobliwej postaci homoseksualności zwerbalizowano następująco: "Nikt uczciwy intelektualnie nie przyzna przecież, że zaburzenie w sferze seksualnej jest normalne". O wykreśleniu z listy chorób przez Światową Organizację Zdrowia nie ma co nawet wspominać, przecież wiadomo (wiedzą to zwłaszcza osoby z kręgów polokatolickich), że stało się to w wyniku konspiracji. Nie pamiętam dokładniej jakiej, ale na pewno miało to związek z dziwnie pokierowanym głosowaniem. Albo z wielkimi majątkami. Wszystko jedno. Może inaczej - proszę wskazać mi jakąś klasyfikację chorób i zaburzeń, gdzie występowałaby homoseksualność. ICD-10 i DSM-IV, niestety, zawodzą w tym przypadku. Zarząd Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego wypowiedział się 30 czerwca 2006 roku w następujący sposób: "mniemanie o patologicznym charakterze homoseksualności okazało się niepoparte faktami naukowymi, lecz oparte na społecznych uprzedzeniach od wieków zakorzenionych w kulturze zachodniej". Jeśli w zarządzie tej instytucji nie zasiadają "uczciwi intelektualnie" ludzie, to w takim razie coś niedobrego musi dziać się ze światem.Pan Łoziński wspomina jeszcze, że "na podstawowym poziomie przeczy to fizjologii", tylko z kontekstu nie wynika, czy fizjologii przeczy homoseksualność, czy zdanie poprzedzające ten osąd. Nawet jeśli przyjmiemy tę bardziej prawdopodobną opcję, to nadal jesteśmy w kropce. Fizjologia to, jak wiemy, nauka o czynnościach życiowych i procesach zachodzących w żywych organizmach. Innymi słowy, topornie parafrazując stanowisko PTS, jeśli organizm geja lub lesbijki (wybaczcie, drodzy bracia biseksualiści i siostry biseksualistki) ma kłopoty z wydzielaniem soku żołądkowego, to nie ze względu na homoseksualność, ale inne czynniki, z orientacją seksualną zupełnie niezwiązane. Być może autorowi chodziło o niemożność uprawiania tradycyjnego, bożego heteroseksualnego stosunku (małżeńskiego). Być może. Na przyszłość warto zanotować, że pewne rzeczy należy nazywać po imieniu. Jeszcze o niszczących działaniach organizacji LGBTQI i zmianach w świadomości społecznej: "Próbuje się to robić za pomocą zmian w języku, na przykład poprzez manipulowanie pojęciem rodziny ". Otóż, nieustanne zmiany w języku sprawiają, że się on rozwija. Gdyby rozwój (albo ewolucja - nie chcę za bardzo straszyć) nie miał w ogóle miejsca, nadal używalibyśmy słów, znaczeń i składni rodem z "Bogurodzicy" i "Lamentu świętokrzyskiego". "Maciora" nadal byłaby matką, a słowo "kobieta" wciąż uznawano by za wulgarne. Nie mielibyśmy także nazw przedmiotów wynalezionych już po ostatecznym ukształtowaniu się nowoczesnego języka polskiego. Nie wnieślibyśmy ponadto (w trosce o społeczną akceptację) jeszcze w IX wieku obcych słów opisujących zjawiska i rzeczy związane z (również obcą i jeszcze do XIII wieku nie do końca akceptowaną) religią chrześcijańską. Żegnaj, "kościele", "biskupie", "chrzcie", żegnajcie wszystkie niepoliteistyczne artefakty! Niepokojącą częścią ostatniego już cytatu jest "pojęcie rodziny". Wspomniałem już o problemie definicji rodziny we współczesnym polskim prawie rodzinnym, które za pomocą zakresów uregulowań pomaga dookreślić, czym rodzina może być. Od 19 stycznia 1993 roku obowiązuje w Polsce Europejska Konwencja Praw Człowieka. Artykuł 8 tego dokumentu gwarantuje każdemu prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, zaś pojęcie "rodziny" wypracowano w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, co zakończyło się poniższymi ustaleniami: Zastosowanie Artykułu 8 Konwencji do innych niż wynikające z małżeństwa faktycznych "więzi rodzinnych" ma miejsce wówczas, gdy występują takie elementy jak: pokrewieństwo, wspólne zamieszkanie, istnienie związku między danymi osobami, łącznie z widocznym wzajemnym zainteresowaniem, przywiązaniem, zależnością. Życie rodzinne oznacza również więzi np. między dziadkami a wnukami, formą rodziny jest także wychowywanie dziecka przez samotnego rodzica, a przecież taki model nie należy do tradycyjnych wyobrażeń. Wypowiedź Bogumiła Łozińskiego sama wydaje się - zapożyczam określenie, bardzo mi się spodobało - "bałamuctwa intelektualnego". I to w pełnym, słownikowym znaczeniu tego słowa. Mianowicie: 1. wprowadza w błąd, 2. marnotrawi czas, 3. stara się pozyskać czyjeś względy. Pytanie tylko: czyje dokładnie?Na pewno nie moje.

wtorek, 1 grudnia 2009

Madrid

Stolica Hiszpanii wyznaczyła sobie nowy cel: władze Madrytu chcą, by miasto znalazło się w pierwszej piątce na liście najczęściej odwiedzanych miejsc przez gejów i lesbijki.

Urzędnicy Madrytu zaprezentowali swoje plany w ubiegłym tygodniu podczas konferencji w San Francisco. Madryt już obecnie jest jednym bejowskiej liderów turystyki gejowskiej w Europie. Odwiedza go około trzech milionów gejów i lesbijek rocznie. Madryt ma pokaźną ofertę skierowaną do homoseksualistów. W mieście jest ponad 500 przeróżnych punktów dla homoturystów – bary, hotele, restauracje, kawiarnie, kluby nocne itd. W mieście jest organizowanych ponad 350 imprez rekreacyjnych, kulturalnych i sportowych skierowanych do gejów i lesbijek. Brzmi imponująco, zwłaszcza w porównaniu z Warszawą.

Hiszpania obecnie jest chyba jednym z najbardziej postępowych, liberalnych i cywilizowanych państw świata. Prawo hiszpańskie gwarantuje zakaz dyskryminacji przez wzgląd na orientację seksualną w wielu dziedzinach życia w kodeksie karnym od 1995.
Hiszpania, jako trzeci kraj na świecie, w czerwcu 2005 roku (ustawa, podpisana przez króla Jana Karola I, weszła w życie od 3 lipca 2005), zalegalizowała prawdziwe małżeństwa homoseksualne, przyznając parom homoseksualnym identyczne prawa jakie mają pary heteroseksualne. Prawo to przyznało również możliwość adopcji dzieci przez pary tej samej płci. W ciągu pierwszego roku od wejścia ustawy w życie ok. 4,5 tys. par tej samej płci wzięło ślub.

Już kilka lat wcześniej (od 1998) większość hiszpańskich regionów zalegalizowało związki partnerskie, zarówno dla par hetero- jak i homoseksualnych, przyznając im część praw i obowiązków jak małżeństwa.
Hiszpania, uznaje również konkubinaty, w tym homoseksualne, przyznając takim parom od 1994 roku tylko kilka praw.

Według opublikowanego tuż przed zalegalizowaniem małżeństw homoseksualnych w kwietniu 2005 roku sondażu rządowego Centrum Badań Socjologicznych (Centro de Investigaciones Sociológicas) 66% Hiszpanów popierało legalizację małżeństw homoseksualnych. Inna ankieta, przeprowadzona przez "Instituto Opina" dzień przed wejściem w życie ustawy, wykazała, iż poparcie dla małżeństw jednopłciowych wynosiło 62,1%, a dla adopcji dzieci przez pary homoseksualne 49,1%. Jak pokazują badania opinii publicznej z 2007 i 2008 roku poparcie Hiszpanów dla małżeństw osób tej samej płci nie maleje. Według badania Społeczny Portret Hiszpanów opublikowanego w lipcu 2007 roku, małżeństwo homoseksualne popiera sześciu na dziesięciu obywateli Hiszpanii. Największe poparcie wyrażają osoby pomiędzy 15 a 34 rokiem życia (75%), mające wyższe wykształcenie (71%), niewierzące (75,5%) oraz o lewicowych i centro-lewicowych poglądach politycznych (71,9%). Ponadto według badania 44% obywateli hiszpańskich popiera możliwość adopcji dzieci przez pary homoseksualne; przeciw jest 42%. W innym badaniu ze stycznia 2008 roku przeprowadzonym przez Angus Reid Global Monitor, na pytanie Czy uważasz, że prawo, które zezwala zawierać małżeństwa homoseksualne powinno być zniesione? 74,5% respondentów odpowiedziało: nie, zaś 18,1%: tak.

Zapatero wielokrotnie wypowiadał się na temat małżeństw gejowskich i wyrażał stanowcze poparcie. Warto przypomnieć choćby dwie z nich:

„Rozszerzamy możliwość osiągnięcia szczęścia dla naszych sąsiadów, kolegów, przyjaciół i krewnych. Jednocześnie budujemy też bardziej przyzwoite społeczeństwo.”

„Zezwolenie osobom tej samej płci na wzięcie ślubu nie wyrządza szkody małżeństwu ani rodzinie. Przeciwnie, ci obywatele mają teraz możliwość zorganizowania swojego życia według małżeńskich i rodzinnych norm i wymogów. Nie ma zagrożenia wobec instytucji małżeństwa; wręcz przeciwnie, prawo to uznaje i ceni małżeństwo.
Świadomy, że pewni ludzie i instytucje zupełnie nie zgadzają się z tą zmianą prawną, chciałbym powiedzieć, że tak jak poprzedzające ją inne reformy prawa małżeńskiego, nie przyniesie ona złych rezultatów, a jej jedyną konsekwencją będzie uniknięcie bezsensownego cierpienia istot ludzkich. Społeczeństwo, które unika bezsensownego cierpienia swoich obywateli, jest społeczeństwem lepszym.
W każdym razie chciałbym wyrazić mój głęboki szacunek wobec tych ludzi i instytucji; chcę też prosić o taki sam szacunek wobec wszystkich, którzy popierają to prawo. Homoseksualistów, którzy tolerowali maltretowanie i obelgi przez wiele lat, proszę o wzmożenie odwagi, którą demonstrowali w walce o prawa obywatelskie, będącej przykładem wspaniałomyślności i radości połączonej z szacunkiem wobec wszystkich przekonań.”

Kiedy doczekamy się w Polsce polityka, który zdobędzie się na takie słowa?!

poniedziałek, 30 listopada 2009

Protect Every Kiss

Znaleźć coś pozytywnego w tragedii

- Krzyczeli "pedał!" i wybili mi zęby - mówi Łukasz. Do zdarzenia doszło w centrum stolicy, przy Metrze Centrum. Paru osiłków zaczepiło przechodzącego obok nich mężczyznę. Jeden z nich uderzył go w twarz. Sprawca został jednak zatrzymany przez... swoją ofiarę. - 25 listopada, około godz. 20 w samym centrum stolicy, przy Metrze Centrum, pobito geja - donosi czytelnik serwisu Alert24. Alertowicz powołuje się na stronę InnaStrona.pl, która jako pierwsza napisała o sprawie. - Zaczepili mnie jacyś ludzie, pytając, czy dorzucę im się do piwa czy coś takiego - relacjonuje Łukasz, ofiara pobicia. - Mijając ich, odmówiłem. Wtedy jeden z nich krzycząc "pedale!" walnął mnie w twarz tak mocno, że wybił mi dwa zęby - dodaje. Zbir rzucił się do ucieczki, jednak chłopak nie dał za wygraną i ruszył w pogoń. - Goniłem go, prawie dławiąc się krwią. W biegu udało mi się zadzwonić na policję - opowiada. Dzięki pomocy strażniczek miejskich oraz przypadkowego przechodnia, mężczyznę udało się złapać. Łukasz opowiada, że schwytany tłumaczył się przed policją, że "gejów przecież trzeba bić"."Sprawą zajmie się prokuratura" Przebieg zdarzenia potwierdził rzecznik prasowy Komendy Policji w Śródmieściu, Tomasz Oleszczuk. - Ofierze nie wybito zębów, choć prawdą jest, że chłopak został uderzony, a jego zęby zostały uszkodzone - tłumaczy. Chłopak po zdarzeniu trafił do szpitala, gdzie poddał się obdukcji. - Teraz prokuratura wystąpi do lekarzy o dokumentację, którą zbada biegły. Potem nastąpi kwalifikacja prawna czynu - dodaje rzecznik.
W całej historii jest jednak coś pozytywnego. To już kolejna sprawa, która znajdzie swój finał w sądzie, a sprawca zostanie ukarnany. Na szczęście mijają czasy, w których gejów bije się bezkarnie, a ofiary boją się zgłosić na policję. Może po tym etapie nadejdą czasy, kiedy w końcu będzie normalnie.

Prawo do unieszczęśliwiania

35-letnia Monika, mając już troje dzieci zdecydowała się urodzić dziecko dla swojej 34-letniej koleżanki. Sprawa wyszła na jaw w szpitalu, kiedy biologiczna matka podała dane drugiej kobiety i nie chciała pokazać swojego dokumentu tożsamości. Prokuratura Okręgowa w Łodzi postawiła biologicznej matce dziecka zarzut wyłudzenia poświadczenia nieprawdy w dokumentach medycznych oraz posługiwanie się dokumentem tożsamości innej osoby.- W przypadku koleżanki, która chciała zająć się wychowaniem dziecka i zostać jego matką w sensie prawnym, grozi jej kara pozbawienia wolności do lat trzech - powiedział Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury. Kobieta najprawdopodobniej odpowie za współudział w przestępstwie. Los noworodka, chłopca, rozstrzygnie się w ciągu kilku najbliższych tygodni. Na pewno jednak nie wróci do biologicznej matki, która utraciła już prawa rodzicielskie. Pozostanie więc na razie w domu dziecka.
Gdzie tu logika?! Nie wiem. Wszyscy mogli być ustatysfakcjonowani - matka biologiczna miałaby satysfakcję z pomocy koleżance, koleżanka cieszyłaby się rodzicielstwem, dziecko miałoby kochającą i szczęśliwą rodzinę. System prawny i obowiązujące przepisy sprawiły jednak , że wszyscy są teraz nieszczęśliwi. Matka biologiczna z wyrokiem, koleżanka z wyrokiem i niczemu niewinne dziecko także ukarane - zamiast cieszyć się dzieciństwem w rodzinie będzie dorastało w domu dziecka. Kiedy słyszę takie historie krew mnie zalewa.

niedziela, 29 listopada 2009

Piotr Gawlik - Elżbiety Radziszewskiej przypadek szczególny

Do tego, że Platforma Obywatelska nas nie lubi, zdążyłem się już przyzwyczaić. Nie pozwala mi o tym zapomnieć zwłaszcza wicemarszałek Niesiołowski, który co rusz, gdy trochę głośniej się robi o homoseksualistach, występuje w mediach i zieje ogniem w naszą stronę, niczym przed wiekami Smok Wawelski do pastuszków. Słysząc go, czuję się prawie jakbym słuchał „trzeciego bliźniaka”. No cóż, liberalna Platforma i radiomaryjny PiS nie zgadzają się absolutnie we wszystkim, ale w kwestii gejów i lesbijek wspólny język znaleźć potrafią. Niespodzianki się zdarzają...

I przełykam te obraźliwe epitety, jak gorzką tabletkę popijaną herbatą z cytryną. Jaki polityk, taki język i argumenty. W demokracji liczmy się, że czasem ktoś powie za dużo - bo mu wolno... podobno...

Z racji demokracji nie odmawiam PO i jej politykom prawa do nielubienia mnie. Wolę jasność sytuacji i dobrze, że mówią, co myślą. Ja mam długą pamięć, przyda się to przy wyborach!

Poruszyła mnie jednak wypowiedz pani Elżbiety Radziszewskiej, która na pytanie czy uważa, że powinno się zalegalizować związki osób tej samej płci odpowiedziała: „nie można mówić o tolerancji dla rzeczy nie akceptowalnych społecznie”. Gdyby ta pani była zwykła panią poseł, to wzniósłbym oczy do nieba, wziął głęboki wdech i wypuścił nosem powietrze – tak u mnie objawia się irytacja - łatwo poznać. Problem polega jednak na tym, że Radziszewska jest Pełnomocnikiem Rządu ds. Równego Traktowania. Do jej ustawowych obowiązków należy przeciwdziałanie jakiejkolwiek dyskryminacji, między innymi ze względu na orientację seksualną. I kto mi wytłumaczy, jak osoba, która nie ma wrażliwości, empatii i ewidentnie nie rozumie jednej z grup dyskryminowanych, którą ma chronić przed dyskryminacja, jest wstanie to robić? Może trzeba by Palikota zapytać? On też z PO, a tyle dla środowiska LGBT zrobił, że aż Hiacynta dostał, może on będzie wiedział?

Dla mnie fakt, że nie mam prawa do wspólnego rozliczania podatków z osobą, z którą jestem, żyję, prowadzę wspólny dom, jest dyskryminacją. Jest dyskryminacją to, że nie mogę uzyskać informacji o stanie zdrowia, osoby którą kocham. Jest dyskryminacją także to, że nie mogę dziedziczyć po moim partnerze, tak jak mogą małżonkowie. Jest dyskryminacja, że nie mogę w żaden sposób zalegalizować mojego związku!

Nie wiem jak po swojej wypowiedzi pani pełnomocnik może mnie jeszcze chronić przed dyskryminacją...

piątek, 27 listopada 2009

Adam Joseph - Finally



Tak na marginesie - Austria (w końcu!!!) wprowadza instytucję związków partnerskich dla gejów i lesbijek. Choć to nie to samo co instytucja małżeństwa to jednak ogromny krok na przód.

środa, 25 listopada 2009

Homoerotyzm i siatka

Może obalimy mit poznaniaka jako nudnego biznesmena albo mieszczucha bez polotu. Nasi czołowi prowokatorzy: Tomasz Wendland i Paweł Leszkowicz za kilka miesięcy wejdą do Muzeum Narodowego w Warszawie. Pierwszy opakuje gmach siatką, drugi - skupi się na wątkach homoerotycznych w sztuce.

Najpierw, już w marcu 2010, ze sztuką Azji wkroczy Wendland. Jego wystawa "Mediatorzy" będzie pierwszą ekspozycją sztuki współczesnej w warszawskim Muzeum Narodowym za czasów kadencji Piotra Piotrowskiego - też poznaniaka, profesora w Instytucie Historii Sztuki UAM. Wendland chce opakować gmach muzeum białą siatką z czerwonym napisem "Unreal", czcionka ma być identyczna jak w nazwie sieci supermartektów "Real". Opakowany gmach to tylko jeden element jego wystawy. Zasadniczym będzie budynek-galeria, zbudowany z kontenerów ułożonych w kształt litery U (taki kształt ma też MN) i postawiony na parkingu przed muzeum. W środku pokazane zostaną prace artystów m.in. z Chin, Japonii, Indonezji i Korei - w sumie 25 artystów. Na dachu kontenerów powstanie kawiarnia. Muzealny dziedziniec, dzielący kontenery od gmachu głównego, zamieni się natomiast w ruiny słowiańskiej świątyni. - To będzie mocna w wyrazie ekspozycja - zapowiada Wendland - dla Poznania szczególnie ważna, bo promująca II Mediations Biennale, które otworzy się w naszym mieście na początku września przyszłego roku. Tegoroczna impreza towarzyszyć będzie konferencji ASEM - spotkaniu ministrów kultury 43 krajów Europy i Azji. W czerwcu w salach MN otworzy się wystawa pt. "Ars homo erotica", pierwsza ekspozycja sztuki queer z Europy Środkowo-Wschodniej. W środowisku muzealników o tej ekspozycji zrobiło się już głośno zaraz po tym, jak Piotrowski ogłosił program Muzeum Narodowego na najbliższe dwa lata. Jej kuratorem jest Paweł Leszkowicz z Instytutu Historii Sztuki UAM, autor wielu opracowań naukowych i popularnych o sztuce gejowskiej i lesbijskiej, kurator głośnych swego czasu ekspozycji w Starym Browarze: "Miłość i demokracja", "Imperium zmysłów" oraz "GK Collection". Tym razem skupi się na wątkach homoerotycznych w sztuce dawnej i współczesnej. - Chcę zaprezentować około 200 dzieł sztuki, od antyku do XXI wieku: wazy greckie z przedstawieniami igrających młodzieńców, akty męskie wielkich mistrzów rzeźby i malarstwa, współczesną sztukę lesbijską i gejowską - mówi Leszkowicz. I dodaje: - Tak przekrojowej wystawy na temat homoerotyki nie zorganizowało jeszcze żadne muzeum na świecie, mimo że problematyka lesbijska i gejowska należy do kanonu wystawiennictwa światowego od 40 lat. Wystawa Leszkowicza to absolutna nowość w myśleniu o wystawach w warszawskim Muzeum Narodowym, które nastawione było dotąd raczej na wystawy historyczne. To jednocześnie czytelny sygnał, że ster tego muzeum przejął historyk XX wieku, doskonale zorientowany we współczesności. W 2011 roku sam przygotuje ekspozycję, którą muzeum chce się włączyć w spory i debaty współczesności. Wystawa "Demokracja" będzie mówiła o problemach sztuki i władzy w Europie Środkowej. Czy poznańskiemu desantowi, który swoimi projektami zmieni zapewne wizerunek Muzeum Narodowego w Warszawie, uda się też wprowadzić element twórczego szaleństwa do obrazu solidnego, oszczędnego, porządnego i nieco nudnego poznaniaka? Zobaczymy.

sobota, 21 listopada 2009

Elżbieta Radziszewska - Pełnomocnik ds. (nie)równego traktowania

Dzisiaj pełnomocnik rządu ds. równego traktowania Elżbieta Radziszewska powiedziała w Radiu Tok FM jasno dała do zrozumienia, że dyskryminacją ze względu na orientację seksualną nie zamierza się zajmować, a nawet jest przeciwna tolerancji wobec gejów i lesbijek. Oto fragment wywiadu:

E. R. - Pani mnie pyta o rzeczy, które są barwne, kontrowersyjne, a nie wszystkie z tych, o których jest mowa, do mnie należą.

TOK FM - Tak, bo to do pełnomocnika od równego traktowanie też należą kontrowersyjne rzeczy. Lewica złoży projekt legalizacji związków partnerskich, w tym homoseksualnych. I co mówi minister Radziszewska?

E. R. - Ja pamiętam sprzed 5 lat sytuację, kiedy lewica już, pani Jaruga-Nowacka, proponowała tę ustawę i lewica jej nie poparła, ona nigdy nie ujrzała światła dziennego i dzisiaj, podejrzewam, że będzie podobnie.

TOK FM - Ustawa nie ma szans?

E. R. - Pani Jaruga-Nowacka powiedziała zresztą: ona tej dyskusji jeszcze w swoim klubie nie przeprowadziła i nie wie, czy ta ustawa będzie. A po drugie: nie wiem, czy pani pamięta sprzed kilku miesięcy badania przeprowadzone wśród działaczy lewicy i tam ponad 60 procent aktywnych działaczy lewicy powiedziało...

TOK FM - Ale ja się nie pytam o działaczy lewicy, ja pytam, co mówi pani minister Elżbieta Radziszewska na ten temat.

E. R. - Ale ja pani mówię, że ustawa może wejść w życie wtedy, kiedy wnosi w życie wartości akceptowane społecznie. Nie może być tak, że mówimy o tolerancji dla skrajnej nietolerancji, ale również o tolerancji dla rzeczy nieakceptowalnych społecznie. Dzisiaj...

TOK FM - Czyli mówi pani stanowcze "nie"?

E. R. - Dzisiaj w Polsce nie ma przestrzeni ani społecznej, ani politycznej na uchwalenie ustawy o małżeństwach dotyczących osób homoseksualnych.

TOK FM - O związkach, związkach. Nie mówimy o małżeństwach, tylko o związkach.

E. R. - Zamiennie środowisko osób homoseksualnych używa obu sformułowań.

TOK FM - Czyli nie ma zgody.


Po wypowiedzi Pani Radziszewskiej można jedynie współczuć gejom, lesbijkom, kobietom i wszystkim Polakom, że mają takiego pełnomocnika rządu ds. równego traktowania. Mamy pełnomocnika powołanego do spraw zwalczania dyskryminacji, który popiera dyskryminację i dla ktorego związki homoseksualne są "nieakceptowalne". Mimo absurdalności tej sytuacji nie jest to jednak śmieszne. Jest to bardzo smutne i zatrważające! Dla mnie Pani Radziszewska jest nieakceptowalna, gdyż zapomniała o tym, że jest powołana do tego, by bronić równego statusu wszystkich Polaków, w tym gejów i lesbijek, bez względu na to, czy większość lub mniejszość popiera prawa homoseksualistów do legalizacji związków. Pani Radziszewska powinna stać na straży tego, by prawo gejów i lesbijek także w tej kwestii nie było łamane. To, że większość społeczeństwa jest homofobiczna nie zwalnia Pani Radziszewskiej z obowiązku zwalczania przejawów homofobii i działania na rzecz równouprawnienia osób homoseksualnych z heteroseksualnymi. Wręcz przeciwnie. To, że większość społeczeństwa przejawia w różnym stopniu homofobię powinno być powodem do podejmowania zmasowanych działań w celu wyeliminowania tych homofobicznych zachowań. Wypowiedzi Radziszewskiej to dla mnie skandal. Osoba, która postrzega działanie na rzecz równości i sprawiedliwości społecznej jako kontrowersyjne i popiera dyskryminację w żadnym wypadku nie powinna się znaleźć na stanowisku takim jak pełnomocnik rządu ds. równego traktowania. Dlatego należy zaprotestować przeciwko takiemu stanowi rzeczy. A można to zrobić wysyłając poniższy list na podane adresy:


Pani Elżbieta Radziszewska
Pełnomocnik rządu ds. równego traktowania
E-mail: bprt@kprm.gov.pl
Faks: (+48) 22 694 72 34

Do wiadomości
Pan Donald Tusk
Prezes Rady Ministrów, kontakt@kprm.gov.pl, faks (+48) 22 6252637

Pan Janusz Kochanowski
Rzecznik Praw Obywatelskich, rzecznik@rpo.gov.pl, faks (+48) 22 827 64 53


Szanowna Pani,

w związku z Pani wypowiedzią z dnia 21.11, dotyczącą związków partnerskich dla par jednopłciowych, pragnę przypomnieć, że do Pani obowiązków należy m. in. "przeciwdziałanie dyskryminacji ze względu na orientację seksualną". Polecam gorąco lekturę Pani strony internetowej oraz rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 22 kwietnia 2008 r. Znajdzie tam Pani obszerne informacje na temat zakresu Pani obowiązków.

Jako osoba homoseksualna jestem skrajne rozczarowany Pani dotychczasową działalnością w zakresie przeciwdziałania dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. Z moich informacji wynika, że w ciągu dwóch lat nie zrobiła Pani w tej kwestii zupełnie niczego. Dziś dowiedziałem się, że związki partnerskie par jednopłciowych są według Pani "nieakceptowalne". Zasugerowała Pani również, że osoby homoseksualne nie dostrzegają różnicy między małżeństwem a związkiem partnerskim. Informuję Panią, że w obu kwestiach nie ma Pani racji. Pani wypowiedzi są dowodem kompletnej nieznajomości problemów, z jakimi borykają się osoby homoseksualne w Polsce.

Domagam się natychmiastowego zwolnienia obejmowanego przez Panią stanowiska. Jestem przekonany, że powołanie Pani na piastowany obecnie urząd było tragiczną w skutkach pomyłką. Jako osoba homoseksualna domagam się od pełnomocnika rządu ds. równego traktowania pomocy a nie ataków. Pani tej pomocy nie jest mi w stanie zapewnić.

Z poważaniem

poniedziałek, 16 listopada 2009

Cut Homophobia













Katolicyzm - wzorzec braku moralności

Katolicka szarańcza szaleje nadal. Jej przywódcy są pozbawieni jakiejkolwiek moralności i ich obłęd się pogłębia niestety. Są na to dwa nowe dowody.

Pierwszy to wypowiedź biskupa Janusza Kalety, dla którego sama obecność homoseksualistów w Watykanie to "prowokacja”. Dał on ostatnio do zrozumienia, że homoseksualni turyści w Watykanie są niepożądani - nawet jeśli chcieliby się tylko modlić w Bazylice Świętego Piotra. Katolicki biskup Janusz Kaleta, w wywiadzie dla czasopisma turystycznego powiedział, że geje nie powinni mieć prawa przebywania w Watykanie, tak jak nie muzułmanie nie mogą zwiedzać meczetów. Cóż za wzorce!!! Tylko pogratulować. To wyraźnie wskazuje, że katolicy i muzułmanie są głęboko zaburzeni pod tym względem i ich choroba jest tak samo bardzo zaawansowana. Czasami można odnieść wrażenie, że katolickim hierarchom marzą się stosy, ściganie niewierzących i topienie czarownic. A najśmieszniejsze jest to, że Watykan – podobnie jak cały kościół katolicki - jest pełen zakamuflowanych, zakompleksionych pedałów. Chora ideologia katolicka niestety nie ułatwia im wyleczenia się ze swej homofobii i życia zgodnie ze swą naturą.

Drugi z nowych dowodów na to, że to katolicy są prawdziwą kulturą śmierci i zagrożeniem dla społeczeństw to szantaż ze strony hierarchów katolickich, którzy oświadczyli, że kościół katolicki w Dystrykcie Kolumbii zrezygnuje z pomocy osobom bezdomnym i ubogim w przypadku, gdy władze stanu zalegalizują cywilne małżeństwa homoseksualne. Rzeczywiście niesamowity akt miłosierdzia.

A dla tych, którym się mylnie wydaje, że tylko heterycy mogą być dobrymi wierzącymi dedykuje poniższy filmik.

Westerwelle vs Homofobia

Westerwelle nie spodziewa się żadnych problemów za granicą Minister spraw zagranicznych Niemiec Guido Westerwelle wypowiedział się ponownie w "Spiegel o swoim homoseksualizmie.
Niemiecki Minister Spraw Zagranicznych Guido Westerwelle (FDP) powiedział, że nie spodziewa się żadnych problemów w trakcie wizyt zagranicznych z powodu swojej orientacji seksualnej. Powiedział, że wcześniej przez wiele lat odbywał liczne wizyty zagraniczne jako lider partii i nie spotkał się z trudnościami z tego powodu, że jest gejem. Nie spodziewa się też ich teraz jako minister.
Na pytanie, czy nie spodziewa się problemów w kontaktach z krajami muzułmańskimi, odpowiedział: "Są kraje, gdzie kobiety są systematycznie prześladowane. Są kraje, gdzie kobiety są traktowane w sposób, który uznajemy za szokujący. Mimo to Niemcy wybrały kobietę na kanclerza”. Dodał, że byłoby to niemoralne, „gdybyśmy ograniczali naszą wolność dlatego, że inni jej nie podzielają”. Westerwelle powiedział, że fakt, iż żyje z drugim mężczyzną, nie ma żadnego znaczenia na jego polityczną karierę jest wyraz wielkiego postępu społecznego jaki dokonał się w Niemczech.

Dobrze byłoby, żeby homoseksualny minister spraw zagranicznych zajął się losem prześladowanych homoseksualistów w niektórych krajach, zwłaszcza państw Bliskiego Wschodu. Jest – niestety - ku temu teraz okazja. Media podały, że kolejny raz w Iranie zagrożonych egzekucją z powodu homoseksualizmu jest trzech niepełnoletnich chłopaków. Ilu mężczyzn jest każdego roku pozbawianych życia z tego powodu tego nawet nikt dokładnie nie wie. Szacuje się jednak, że skala mordów jest szokująca. I to w kraju, gdzie geje nie ujawniają się.


Zdjęcie z egzekucji 2 nastolatków w Iranie (2005 r.)

Piotr Pacewicz - Kościół przeciw tej tolerancji

Kościół odmawia gejom i lesbijkom prawa najważniejszego- do ich sposobu na bycie człowiekiemDziś, w Międzynarodowym Dniu Tolerancji, Olsztyn debatuje, czy jest miastem tolerancyjnym wobec mniejszości seksualnych. Mam nadzieję, że na spotkanie w olsztyńskiej "Gazeta Café" przyjdzie sporo gejów i lesbijek, że odważą się pokazać. Wszędzie na świecie właśnie masowy comning out (po naszemu "wyjście z szafy") zmieniał postawy. Coś się "heterykom" przestawia w głowie i w sercu, gdy się dowiadują, że ich kolega to gej, a sąsiadka jest lesbijką.Na razie większość Polaków - zapewne i w Olsztynie - jest zdezorientowana. Z jednej strony brzydko dyskryminować, ale z drugiej - lepiej, żeby ci geje i lesbijki siedzieli cicho.Innymi słowy, godzę się na twoją odmienność, pod warunkiem że o niej nie wiem.Ks. Jan Guzowski z Wydziału Teologii UWM, zapytany przez "Gazetę" w Olsztynie, idzie krok dalej: "Moim zdaniem należy się ujawniać i zgodnie z ewangelią żyć w prawdzie".Ale posłuchajmy tej zachęty dokładniej: "Sam homoseksualizm nie jest przestępstwem ani grzechem, a dopiero stosunki homoseksualne. Zresztą tak samo traktowane są pozamałżeńskie stosunki heteroseksualne". Zgodnie z katolicką nauką ksiądz toleruje więc geja czy lesbijkę, pod warunkiem że nie będą ze sobą sypiać. Dodaje porównanie ze zdradą małżeńską, co musi osoby homoseksualne szczególnie boleć, bo one zdradę przeżywają tak samo mocno jak osoby heteroseksualne. Jak zatem gej czy lesbijka mają się ujawnić? Roztropnie - to rada ks. Guzowskiego: "Bez tej roztropności osoba, która wyznaje prawdę o swojej orientacji, może spotkać się z szykanami czy zniesławieniem".Czyżby ks. Guzowskiego ruszyło ludzkie sumienie i chce osobę homoseksualną uchronić przed przykrościami? Niestety, nie o to chodzi."Chodzi o to, żeby się ujawnić, ale żeby nie było to widziane jako propagowanie homoseksualizmu, pokazywanie się, chwalenie się: patrzcie, jestem homoseksualistą" - ksiądz uruchamia wyobraźnię.I wraca do morderczego argumentu: "Przecież osoby heteroseksualne raczej nie chwalą się związkami pozamałżeńskimi". Na koniec powtarza rytualnie: "Seksualność to sfera intymna. Kiedy zaczynamy głośno o niej opowiadać, przestaje taka być".To zwykła nieprawda. O seksualności można głośno opowiadać nawet w Kościele - przykładem są książki ks. Ksawerego Knotza o rozkoszach małżeńskiego seksu. Ale to seksualność dobra - hetero. Inna to po prostu grzech i do piekła z nimi.Ogólnoświatowa Deklaracja Zasady Tolerancji z 1995 r. brzmi: "Tolerancja to szacunek, akceptacja i uznanie bogactwa różnorodności kultur na świecie, naszych form wyrazu i sposobów na bycie człowiekiem". To jest hasło na dzisiejszy dzień tolerancji. Mowa Kościoła katolickiego, nawet w wersji soft ks. Guzowskiego, w takich ramach się nie mieści. Bo Kościół odmawia gejom i lesbijkom właśnie tego najważniejszego prawa - do ich sposobu na bycie człowiekiem.

Tęczowe rodziny lepsze niż hetero

Para kobiet sprawdza się lepiej w roli rodziców niż tradycyjne pary - donosi "The Sunday Times". Gazeta powołuje się na badania Stephena Scotta z National Academy for Parenting Practitioners (państwowa placówka, zajmująca się edukacją w sprawach związanych z wychowywaniem dzieci). Profesor Scott twierdzi, że dzieci, które miały dwie mamy, lepiej radzą sobie w dorosłym życiu i wykazują większy zapał i zdecydowanie w walce o sprawiedliwość społeczną. Eksperci z zespołu profesora Scotta podkreślają, że dorastanie pod opieką dwóch kobiet nie ma wpływu na orientację seksualną dziecka.Do podobnych wniosków doszli naukowcy z London University oraz Clark University w Massachusetts. Według nich nie ma dowodów na to, że dzieci wychowywane przez dwie lesbijki są w jakikolwiek sposób poszkodowane. Okazuje się natomiast, że dziewczynki, które dorastały pod opieką dwóch kobiet, bardzo dobrze sprawdzają się w tradycyjnie "męskich" zawodach jak prawnik, czy lekarz.
A co z parą ojców? Myślę, że też sprawdzają się rewelacyjnie. Wystarczy poobesrwować na blogu tęczową rodzinkę ze Stanów Zjednoczonych.

niedziela, 15 listopada 2009

sobota, 14 listopada 2009