czwartek, 12 listopada 2009
Robert Biedroń - Nie straszmy homorodzicielstwem
Wybranowski, nieprzypadkowo były dziennikarz „Naszego Dziennika”, zagrał na jednym z najbardziej odrażających stereotypów. Już sam tytuł „Homoseksualista szuka dzieci w Internecie” ma implikować sugestię, że gej to pedofil. Takimi tytułami opatruje się bowiem wiadomości o zboczeńcach, nigdy zaś o pełnych miłości heteroseksualnych parach, które zmagają się z trudnościami adopcyjnymi. Gej, według Wybranowskiego, nie może mieć instynktu ojcowskiego. Może co najwyżej kupić dziecko przez Internet, tak jak kupuje się zabawkę, by się nią pobawić, wykorzystać, a później porzucić.
Wzmocnieniem wiarygodności tekstu jest osoba Arkadiusza Karskiego – do czasu publikacji anonimowego mieszkańca dalekiego Budapesztu, ale dzięki Wybranowskiemu „aktywisty ruchu gejowskiego”. Nazwanie nieznanego Karskiego aktywistą gejowskim z pewnością podnosi rangę skandalu i sprawia, że jego „niecne” zamiary przeniesione zostają na cały ruch.
Dla Wybranowskiego fakt, że do takiego przysposobienia dziecka wzywa gej, jest przesłanką, że sprawa dotyczy tylko gejów. A przecież deklarację, że jest się biologicznym ojcem, może złożyć każdy mężczyzna – bez względu na orientację seksualną. Artykuł został jednak tak zbudowany, by zasugerować, że z takich przepisów korzystają (jeśli w ogóle korzystają) tylko geje.
Wybranowski poruszył jednak nie tylko fałszywy i wciąż funkcjonujący wśród nierzetelnych dziennikarzy stereotyp „geja pedofila”, ale także problem adopcji i wychowywania dzieci przez pary i samotne osoby homoseksualne. To kwestia warta uwagi, ale nie w atmosferze tabloidowego newsa.
Najważniejszą sprawą jest to, że, czy tego chce redakcja „Rzeczpospolitej” czy nie, dzieci są w Polsce wychowywane w homoseksualnych rodzinach. Według szacunków z ostatniego raportu Kampanii przeciw Homofobii i Lambdy Warszawa takich dzieci jest kilkadziesiąt tysięcy. Pochodzą one najczęściej z wcześniejszych, heteroseksualnych związków, sztucznego zapłodnienia lub adopcji. Znam wiele takich rodzin. Nigdy jednak nie słyszałem, aby którakolwiek przysposobiła dziecko w sposób opisany przez Wybranowskiego. Nie ma bowiem takiej potrzeby, bo jeśli osoba homoseksualna chce wychowywać dziecko, może to po prostu zrobić legalnie.
Osoby homoseksualne, także w Polsce, mają takie same prawo do wychowywania dzieci jak osoby heteroseksualne. Tak mówi polskie prawo. Podkreślił to w styczniu 2008 r. także Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu w orzeczeniu E.B. przeciwko Francji. E.B. była przedszkolanką chcącą adoptować dziecko. Od 1990 r. żyła w związku z inną kobietą, o czym wspomniała w podaniu adopcyjnym. I choć francuskie prawo zezwala osobom samotnym adoptować dzieci, to lokalne władze odrzuciły wniosek. Tłumaczyły to „brakiem ojcowskiego wizerunku” w związku kobiety oraz „niejednoznaczną” postawą partnerki E.B. wobec adopcji. W uzasadnieniu urzędnicy wspomnieli, że muszą brać pod uwagę potrzeby i interes adoptowanego dziecka. Trybunał w Strasburgu uznał jednak decyzję sądów francuskich za dyskryminację.
Badania prowadzone w związkach hetero- i homoseksualnych pokazują wyraźnie, że nie ma różnic w rozwoju psychofizycznym dzieci w nich wychowywanych. Prestiżowe Amerykańskie Towarzystwo Psychoanalityczne podkreśliło w 2002 roku, że „podstawą rozważań o szeroko rozumianym wychowywaniu dzieci powinno być dobro dziecka. Zgromadzone dowody potwierdzają tezę, że w interesie dziecka leży przede wszystkim zapewnienie mu odpowiedniej opieki ze strony zaangażowanych i kompetentnie wypełniających swą rolę rodziców. (…) Zarówno osoby jak i pary homoseksualne mogą wypełniać swe zadania rodzicielskie tak samo dobrze jak heteroseksualne”. A Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne dodaje, że „nie ma naukowych podstaw do wnioskowania, że lesbijki i geje są niezdolni do pełnienia obowiązków rodzicielskich. Przeciwnie, wyniki badań wskazują, że rodzice homoseksualni tak samo jak heteroseksualni dążą do zapewnienia swoim dzieciom przyjaznej i zdrowej atmosfery”.
I właśnie dlatego, na podstawie doświadczeń życiowych, badań naukowych oraz w celu zapewnienia dzieciom bezpieczeństwa, coraz większa liczba krajów na świecie reguluje kwestie rodzicielstwa osób homoseksualnych. W Belgii postulat adopcji dzieci przez pary homoseksualne wsparty został przez krajowy UNICEF, ONZ-owską agendę ds. dzieci. W wielu innych krajach trwają prace nad odpowiednimi regulacjami.
Instynkt rodzicielski nie jest w żadnej mierze zależny od naszej orientacji. Geje i lesbijki mają takie same potrzeby i prawo do posiadania dzieci jak osoby heteroseksualne. W przeciwieństwie do wielu par heteroseksualnych pary homoseksualne nie mają dzieci przypadkowo. Decyzja o wychowywaniu dziecka w takim związku jest podejmowana świadomie i odpowiedzialnie, nie ma mowy o wpadce. Jest odpowiedzialność i determinacja. Bo wychowanie dziecka w homoseksualnej rodzinie w naszym społeczeństwie wymaga wyjątkowej dojrzałości.
Takie pary tworzą też rodziny, które w Polsce stanowią znaczny odsetek gospodarstw domowych. Tradycyjna rodzina heteroseksualna złożona z kobiety i mężczyzny oraz dzieci wcale nie jest tak powszechna, jak nam się wydaje. Według Narodowego Spisu Powszechnego takich rodzin jest w naszym kraju tylko 55 proc. Czy pozostałe 45 proc., a wśród nich rodziny homoseksualne, to patologia? Znany aktor Michał Sieczkowski opowiedział niedawno czasopismu „Replika”, że jest gejem i ma dziecko. A przecież jest gejem. Moja przyjaciółka Mirka również wychowuje ze swoją partnerką syna. Czy należy im odebrać te dzieci? Wyznacznikiem zdrowej rodziny nie jest jej kompozycja płciowa, ale miłość, opieka, partnerstwo… Wartości te są uniwersalne – wynikają głównie z naszej osobowości, mniej z faktu bycia kobietą czy mężczyzną, osobą hetero- czy homoseksualną.
Dzisiaj w domach dziecka jest ponad 80 tysięcy wychowanków. Procedury adopcyjne są nieludzkie i archaiczne. Czy w interesie nas wszystkich nie leży uregulowanie tej kwestii? Czy dla dobra dziecka nie powinniśmy zastanowić się nad możliwością adopcji dzieci przez pary homoseksualne, które otoczą dziecko taką samą opieką i miłością jak pary heteroseksualne? Czy nienawiść wobec osób homoseksualnych tak bardzo przesłania oczy katolickim działaczom, że nie widzą już dobra dziecka?
Straszenie społeczeństwa homorodzicielstwem podgrzewa atmosferę nienawiści nie tylko wobec osób homoseksualnych, ale także wychowywanych przez nich dzieci. Jednym z argumentów przeciwko wychowywaniu dzieci przez pary homoseksualne jest ewentualność dyskryminacji i nietolerancji wobec takiego dziecka. Działa jak straszak – nie wychowujcie dzieci, bo my, heteroseksualiści, je rozszarpiemy. Czy na tym ma polegać chrześcijańskie dbanie o dobro dziecka?
W sprawę opisaną przez „Rzeczpospolitą” zaangażowała się policja oraz rzecznik praw obywatelskich. Narodowa histeria z udziałem mediów, organów ścigania oraz dr. Kochanowskiego świadczy, że potrzebna jest nam wszystkim rzetelna edukacja o osobach homoseksualnych. Tylko ona może pozbawić nas fałszywych stereotypów i uprzedzeń.
Stan histerii może pozbawić zdolności racjonalnego myślenia. Łatwo wtedy zapomnieć o kwestii najważniejszej – dobru dziecka. Geje, lesbijki i osoby biseksualne w Polsce wychowywały, wychowują i wychowywać będą dzieci. Nikt i nic nie jest w stanie tego ograniczyć. Dlatego dla dobra samych dzieci należy uregulować ich status w homoseksualnych rodzinach.
Lepiej nic nie pisać i nic nie mówić niż się ośmieszać
Kwestie wychowywania dzieci przez gejów były też tematem rozmowy Moniki Olejnik z Grzegorzem Napieralskim. Napieralski kolejny raz kompromituje się jako lewicowiec, jako polityk i jako człowiek. A miał być polskim Zapatero.
No i jeszcze jedna bulwersująca rzecz – wczorajsza wypowiedź Lecha Kaczyńskiego, który wczoraj z okazji Święta Niepodległości pokazał gdzie ma obywateli Polski o światopoglądzie ateistycznym. Szokuje mnie, że podczas święta wszystkich Polaków prezydent mówił o tym, że tzw. katolicyzm może być jedynym światopoglądem zasługującym na uznanie. Jest to bulwersujące i obrażające w stosunku do rzeszy obywateli, którzy wyznają inne światopoglądy. Wstyd, wstyd, wstyd…
poniedziałek, 9 listopada 2009
Tęczowe barwy szczęścia
W „Barwach szczęścia” od jakiegoś czasu wątek gejowski. Władek i Maciek to sympatyczna para. Obaj młodzi, mili, wykształceni, rodzinni. Wszystko pięknie, wręcz cudownie. Kiedy jednak zajrzymy na stronę serialu okazuje się, że aktorzy grający w serialu, jak też sami serialowi bohaterowie, chyba nie do końca są w temacie, a deklarowana przez aktorów oraz bohaterów akceptacja jest iluzoryczna. Na stronie serialu można posłuchać, co o granych przez siebie postaciach mają do powiedzenia aktorzy grający Władka, Maćka i Różę, matkę Władka. O ile Tomasz Mycan (serialowy Maciek) mówi dość sensownie to Przemysław Stippa (serialowy Władek) już mniej, to w przypadku Anny Gornostaj (serialowa Róża) wieje już totalną ściemą. Ponieważ do Mycana nie mam się o co przyczepić dlatego skupię się na aktorach grających Władka i Różę. Dwójka ta stara się w swych wypowiedziach lukrować swoich bohaterów, że tak ach i och. Kiedy jednak prześledzimy to co mówią, to się okazuje coś zupełnie odwrotnego. Otóż już w pierwszym zdaniu Przemysława Stippa wychodzi na jaw, co o granej przez siebie postaci rzeczywiście myśli. Niby pięknie i bajecznie, ale między wierszami Przemysław Stipp dociera informacja, że z jego bohaterem coś jednak nie heloł. Stipp mówi bowiem: „Władek to pogodny facet mimo sytuacji w której się znajduje”. Niby pięknie – pogodny facet. Ale – mimo sytuacji w której się znajduje. Czyli co?! Chodzi o to, że jest pogodny mimo, że jest gejem? Czy też o to, że jest pogodny mimo tego, że spotyka się z brakiem akceptacji? Mam nadzieję, że aktor nie miał na myśli pierwszego przypadku. Zakładałby bowiem wówczas absurdalnie, że gej nie może być pogodny i powinien być smutny z powodu swojego gejostwa. Chcę wierzyć, że chodzi o brak akceptacji, choć i to wytłumaczenie do mnie nie przemawia. Kiedy jednak słucham dalej Stippa to wiara moja maleje. Stipp mówi bowiem, że jego postać obawiała się, że rodzice „mogą mieć problemy z zaakceptowaniem jego wyboru życiowego”. Kwestia „wyboru życiowego” pojawia się w wypowiedzi aktora jeszcze kilkakrotnie. A ja się pytam: jakiego wyboru?! Mówienie o wyborze jest co najmniej śmieszne. Oczywistym jest, że to nie jest tak, że mężczyzna budzi się pewnego dnia, spogląda w lustro i decyduje, że od teraz będzie gejem. I nie zdecyduje o tym ani w jednej chwili przed lustrem, ani w ciągu tygodnia, ani miesiąca, ani roku, ani nawet lat, bo w ogóle nie jest w stanie o tym decydować. Zadecydowała już o tym Natura. I mężczyzna nie ma już nic do powiedzenia, ani heteroseksualny ani homoseksualny. Ktoś powiedziałbym, że czepiam się drobiazgów, ale te drobiazgi są istotne i ktoś, kto gra geja powinien o takich rzeczach wiedzieć. Dalej Stipp mówi o miłości bohatera do rodziców i o tym, że bohater nie będzie mógł swojej matce dać wnuków. O wnukach, a raczej o braku wnuków jako życiowej tragedii Róży, mówi Anna Gornostaj. A ja znowu pytam: czemu syn gej ma nie dać wnuków? Może tak samo dać wnuki jak heteroseksualny syn. Jeśli bohater będzie chciał mieć dzieci to znajdzie sposób i je będzie miał, chyba że jest bezpłodny. Aktorka zakłada jednak z góry, że gej dzieci nie ma i mieć nie będzie. Ale to już zupełnie inna bajka. Anna Gornostaj mówi dalej, że jej bohaterka „wymyśliła sobie, że to będzie wspaniałe życie otoczone wianuszkiem cudownej, wspaniałej rodziny”. Zastanawiam się, czy to sobie wymyśliła rzeczywiście serialowi bohaterka, czy też aktorka ją grająca. Odnoszę dziwne wrażenie, że jednak aktorka. Ale nie to jest nawet najistotniejsze. Zdumiewa mnie bowiem najbardziej idiotyczne założenie, że życie z synem gejem i jego partnerem życiowym nie mieści się w ramach pojęcia „szczęśliwej rodziny”. Anna Gornostaj z miną świętej dziewicy i przyklejonym uśmiechem opowiada jak to jej bohaterka walczy z sobą samą i zastanawia się jak scenarzyści „rozwiążą ten problem”. Ja proponuję – nie czekaj na scenarzystów, idź ograniczona kobieto na łąkę upleść sobie jakiś wianuszek i nie wracaj już na plan filmowy.Najrozsądniej z trójki aktorów wypowiadał się Tomasz Mycan. To co mówił warto zacytować: „Błędem jest postrzeganie związków homoseksualnych tylko przez pryzmat seksualności. My chcemy pokazać normalną parę, która chce normalnie żyć, która chce normalnie funkcjonować w społeczeństwie, normalnie pracować, normalnie robić zakupy itd., itd. Szybko nie da się zmienić mentalności ludzi i potrzeba na to czasu, ale jeśli znajdą się osoby, które po obejrzeniu takiego serialu czy takiego wątku zrewidują swoje poglądy to chwała za to.” I niech to ostatnie zdanie robi za puentę. Myślę, że to ważne by pokazywano nas gejów i nasze związki w telewizji. Poza tym wątek homoseksualny z Władkiem i Maćkiem jest jednak na tle tego co serwuje nam polska telewizja – mimo swojego łopatologizmu – naprawdę ciekawy i warty kontynuacji. Jak na razie to raczej drugi plan, ale kto wie, jak wątek ten rozwinie się w przyszłości. Myślę, że warto wziąć udział w głosowaniu na ulubiony odcinek kulis i zagłosować na wątek z Władkiem i Maćkiem. Nie rozumiem tylko, dlaczego został on zatytułowany „Władek i Maciej: kochać inaczej?” Ani ja ani żaden inny gej nie kochamy inaczej. Kochamy tak samo jak wszyscy. Kochamy tak jak heteroseksualni mężczyźni, jak lesbijki i jak heteroseksualne kobiety. A heteroseksualne kobiety, lesbijki i heteroseksualni mężczyźni kochają tak samo jak my geje. Widać nie tylko widzów należałoby edukować, ale także twórców serialu. Mimo tego dziwnego tytułu warto zagłosować. Może dzięki temu wątek nabierze na znaczeniu.
Karta Praw Podstawowych
Tekst Karty Praw Podstawowych przygotował specjalnie powołany w tym celu Konwent składający się z przedstawicieli rządów państw członkowskich, instytucji wspólnotowych a także parlamentów krajowych. KPP została uroczyście proklamowana przez Radę, Komisję i Parlament Europejski w 2000 r. w Nicei. Nie jest jednak dokumentem prawnie wiążącym, nie może zatem być bezpośrednim źródłem praw dla jednostki.
Karta składa się z dwóch generalnych grup postanowień. Pierwsza grupa stanowi katalog praw, zasad i aspiracji w dziedzinie ochrony praw człowieka UE. Druga grupa to tzw. przepisy pomostowe (lub horyzontalne) uściślające zakres zastosowania KPP. Zakres praw chronionych w KPP jest szeroki, a ich charakter różnorodny. Karta kompiluje zarówno prawa zawarte w innych dokumentach międzynarodowych, jak np. w EKPCz, Paktach Praw Człowieka, Europejskiej Karcie Socjalnej, a także prawa wynikające z tradycji konstytucyjnej państw członkowskich. Formułuje także nowe prawa jak zakaz praktyk eugenicznych, zakaz czerpania zysków z ciała ludzkiego jako takiego i jego części, zakaz klonowania w celach reprodukcyjnych, prawa osób starszych, prawa dotyczące ochrony konsumenta, ochrony środowiska. Wprowadza też nowe formuły jak prawa solidarnościowe, prawo do dobrej administracji. W tym sensie KPP stanowi najbardziej nowoczesny katalog praw podstawowych.
Prawa podstawowe zawarte w KPP nie są jednak jednolicie sformułowane, mają też różne źródła, determinuje to sposób ich powoływania, a tym samym ich skutek prawny. Część to dobrze utrwalone prawa podstawowe, które mogą być lub są stosowane przez ETS jako zasady ogólne prawa UE na podstawie obecnego art. 6 ust. 2 TUE. UE szanuje bowiem prawa zawarte w EKPCz lub wynikające ze wspólnej konstytucyjnej tradycji państw członkowskich. Pomijając wymierne korzyści płynące z posiadania przez UE katalogu praw podstawowych, nadanie Karcie prawnie wiążącego charakteru ma zatem znaczenie dla części postanowień KPP, dla tych praw, zasad czy aspiracji, które nie są objęte formułą obecnego art. 6 ust. 2 TUE. (…)
2.2.2. Inkorporacja KPP do prawa pierwotnego – Mandat z 2007 r.
Pierwszy akapit nowego art. 6 TUE nadaje KPP charakter prawnie wiążący. Przepis ten stwierdza, że UE uznaje prawa, wolności i zasady określone w KPP, która ma taką samą rangę prawną jak Traktaty. Zgodnie z Mandatem, KPP ma również zawierać odesłanie do tego przepisu TUE (stąd mowa o odesłaniu krzyżowym). Odesłanie zawarte w art. 6 TUE odsyła do Karty jak została uzgodniona w 2004 r., a nie w wersji z 2000 r., i określa zakres jej stosowania.
Z punktu widzenia prawnego skutek tego zabiegu jest identyczny jak projektowany poprzednio, gdy zgodnie z art. I-9 ust. 1 TK Karta miała jako część druga Traktatu również stać się prawnie wiążąca. Różnica ta wydaje się mieć jednie wymiar polityczny i symboliczny, i o to, jak można sądzić, głównie chodziło. Traktat nie może robić wrażenia konstytucji, usunięto z niego zatem wszelką tego typu symbolikę, w tym i "rozdział" dotyczący praw i wolności obywatelskich, charakterystyczny przecież głównie dla konstytucji.
Zgoda państw członkowskich wyrażona w Mandacie dotycząca nadania Karcie charakteru prawnie wiążącego, stanowi ważny etap w rozwoju UE. Posunięcie to wzmacnia w istotny sposób ochronę praw fundamentalnych. Jest ważne dla obywateli. Będą oni bowiem mogli powołując się bezpośrednio na Kartę (w tych przypadkach, w których tworzy ona prawa bezpośrednio skuteczne) i dochodzić swoich praw opartych na prawie UE przed sądami UE (w tym zatem i sądami krajowymi). Szereg z tych praw stanowi powtórzenie praw zawartych w EKPCz czy w konstytucjach państw członkowskich, a więc i tak mogły być powoływane przez jednostkę. Niemniej teraz w KPP prawa te są z pewnością „bardziej widoczne” i przez to łatwiej będzie się na nie powoływać. Karta ma dla jednostki znaczenie gwarancyjne. Praw nie będzie trzeba poszukiwać w innych źródłach, ich źródłem dla ETS będzie Karta. (…)
2.2.3. Wzmocnienie postanowień pomostowych (horyzontalnych) KPP
Od początku głównym problemem katalogu praw fundamentalnych chronionych w UE był problem zakresu jego zastosowania związany z obawami zbyt dużego wpływu tego katalogu na prawo wewnętrzne. W rezultacie do Karty wprowadzono szereg przepisów określających w mniej lub bardziej jasny sposób zakres jej stosowania. Są to art. 51-54 zebrane w rozdziale VII KPP, w TK tytuł VII: „Postanowienia ogólne dotyczące wykładni i stosowania Karty”, art. II-111 do II-114. Stanowią one podstawowe gwarancje dla państw członkowskich, że wprowadzenie katalogu praw podstawowych nie będzie oznaczało poszerzenia kompetencji UE w sposób niechciany przez państwa członkowskie, a więc z naruszeniem kompetencji państw członkowskich. Przepisy te zostały wzmocnione w 2004 r., jak można sądzić w dużej mierze pod wpływem nacisków i obaw wyrażanych przez Zjednoczone Królestwo, gdy KPP stała się częścią drugą Traktatu konstytucyjnego. Przepisy te zostaną utrzymane. W nowym art. 6 TUE znajdzie się wyraźne odesłanie do tych przepisów. Karta będzie interpretowana i stosowana zgodnie z tymi postanowieniami (nowy art. 6 ust. 1 TUE).
Mandat wzmacnia przepisy horyzontalne Karty dodatkowymi gwarancjami. Robi to na dwa sposoby – poprzez dodanie podobnych gwarancji do tekstu Traktatu o Unii Europejskiej – w ogólnym przepisie dotyczącym praw fundamentalnych oraz w specjalnej deklaracji Konferencji, która ma zostać dołączona jako dokument okołotraktatowy (najprawdopodobniej do Aktu końcowego Konferencji).
Nowe gwarancje dla państw członkowskich ograniczające kompetencje UE znajdą się w:
1. nowym art. 6 TUE – powtórzono w nim w bardziej generalnej formule art. II-111 ust. 2 TK: "postanowienia Karty nie rozszerzają kompetencji Unii określonych w Traktatach";
2. deklaracji, która ma zostać dołączona do Traktatów. W Brukseli uzgodniono dołączenie do Traktatów specjalnej deklaracji Konferencji. W tej Deklaracji Konferencja stwierdza, że Karta, która ma moc prawnie wiążącą potwierdza prawa zawarte w EKPCz i wynikające z konstytucyjnej tradycji państw członkowskich oraz że Karta nie rozciąga zakresu zastosowania prawa Unii poza kompetencje Unii ani nie ustanawia żadnych nowych kompetencji lub zadań dla Unii, nie modyfikuje kompetencji i zadań określonych w Traktatach. Z punktu widzenia prawnego, wobec wiążącego charakteru KPP, deklaracja taka nie ma większego znaczenia (z wyjątkiem interpretacyjnego). Powtarza ona bowiem art. II-111 ust. 2, a także to co implicite wynika z art. II-112 – Karta potwierdza prawa zawarte w EKPCz i wynikające z konstytucyjnej tradycji państw członkowskich. Ma ona wyraźnie jednak "dodaną" wartość polityczną i służyć może uśmierzeniu niepokojów niektórych delegacji. Niewątpliwie problem jest przez to bardziej wyraźny;
3. nowym art. 6 TUE – dodano w nim także stwierdzenie, że prawa, wolności i zasady zawarte w Karcie interpretowane są zgodnie z ogólnymi postanowieniami tytułu VII Karty dotyczącymi jej interpretacji i stosowania (a więc zgodnie z postanowieniami pomostowymi) z uwzględnieniem wyjaśnień, o których w Karcie mowa, i które określają źródła tych postanowień. W KPP z kolei, do Wyjaśnień odnosi się art. II-112 ust. 7, który stwierdza, że Wyjaśnienia są "należycie uwzględniane przez sądy".
Mandat wprowadza zatem system podwójnych gwarancji. Ograniczenia zakresu działania praw określonych w Karcie znajdują się zarówno w KPP jak i nowym Traktacie o UE i niewiążącej prawnie deklaracji. Skoro Karta ma taką samą moc wiążącą jak Traktat, chodziło zatem przede wszystkim o to, aby były one bardziej widoczne. (…)
3. KPP i Protokół brytyjski
Wydaje się, że wszelkie zawiłości w KPP i w przyszłym Traktacie związane z podziałem na prawa i zasady, czy Wyjaśnieniami i ich charakterem prawnym, czy wielokrotne zastrzeżenia nienaruszania kompetencji UE określonych w Traktatach są rezultatem głównie obaw, czy wręcz sprzeciwów brytyjskich wobec Karty. Pomimo podwójnych gwarancji i w KPP i w Traktacie o UE, a także w Deklaracji, w Brukseli Brytyjczycy wynegocjowali specjalny Protokół mający z założenia zastosowanie tylko do Zjednoczonego Królestwa, i wyjaśnienie pewnych aspektów stosowania Karty w stosunku do Zjednoczonego Królestwa. Dwie delegacje zastrzegły sobie prawo przyłączenia się do tego Protokołu. Była to delegacja polska i irlandzka.
Protokół nawiązuje do zawiłości związanych z charakterem i ze stosowaniem Karty, tj. przede wszystkim z jednej strony podziałem na prawa i zasady, postanowienia dotyczące praw obywatelskich i praw politycznych oraz prawa ekonomiczne i socjalne, z drugiej, charakterem Karty jako dokumentu, który miał uczynić prawa jedynie "bardziej widocznymi" nie tworząc nowych praw lub zasad, dokumentu odzwierciedlającego prawa istniejące w EKPCz lub wynikające z konstytucyjnej tradycji państw członkowskich. Zgodnie z Preambułą Protokołu, jego celem nie było jednak wyłączenie działania Karty w stosunku do Zjednoczonego Królestwa. Preambuła stwierdza wyraźnie, iż Protokół ma na celu:
"sprecyzować zastosowanie Karty w stosunku do aktów prawnych i działania administracyjnego Zjednoczonego Królestwa oraz możliwość rozpoznawania na podstawie postanowień Karty spraw w drodze sądowej w Zjednoczonym Królestwie" (podkreśl. AW)
Dalej Preambuła potwierdza, że "zawarte w niniejszym Protokole odwołania do funkcjonowania konkretnych postanowień karty pozostają ściśle bez uszczerbku dla funkcjonowania innych postanowień Karty".
Protokół składa się z dwóch postanowień. Art. 1 Protokołu stwierdza:
"1. Karta nie rozszerza możliwości (extend the ability – podkreśl., i dodane AW – również dalej) Trybunału Sprawiedliwości ani żadnego sądu i trybunału Zjednoczonego Królestwa do uznania, że akty prawne, rozporządzenia lub przepisy administracyjne, praktyki lub działania Zjednoczonego Królestwa są niezgodne z podstawowymi prawami, wolnościami i zasadami, które są w niej potwierdzone.
2. W szczególności i w celu uniknięcia wątpliwości nic, co zawarte jest w [tytule IV] Karty nie stanowi uzasadnionych (justiciable) praw mających zastosowanie do Zjednoczonego Królestwa, z wyjątkiem zakresu takich praw przewidzianego przez Zjednoczone Królestwo w prawie krajowym.
Kontrola ETS rozciąga się zgodnie i z orzecznictwem ETS, i z KPP na dwa obszary: na działania instytucji UE oraz na działania państw członkowskich (czyli na akty prawne, rozporządzenia lub przepisy administracyjne, praktyki lub działania Zjednoczonego Królestwa), w zakresie, w jakim wdrażają one prawo Unii (art. II-111 ust. 1). Ten zakres kontroli pozostaje aktualny. Zgodnie z Protokołem (literalnie), Karta nie rozszerza kompetencji Trybunału Sprawiedliwości lub żadnego innego sądu brytyjskiego do stwierdzenia, że prawo brytyjskie, praktyki lub działania UK są niezgodne z potwierdzonymi przez Kartę prawami podstawowymi. Nie użyto określenia, że Karta nie rozciąga kompetencji na ten obszar. Bo dalej czytamy, że szczególnie prawa i zasady zawarte w rozdziale KPP zatytułowanym „Solidarność” są prawami jurydycznymi, ale tylko w zakresie przewidzianym przez Zjednoczone Królestwo w prawie krajowym. „W zakresie, w jakim dane postanowienie Karty odnosi się do krajowych aktów prawnych i praktyk, ma ono zastosowanie w Zjednoczonym Królestwie wyłącznie w takim zakresie, w jakim prawa lub zasady zawarte w tym postanowieniu są uznawane w prawie lub praktykach Zjednoczonego Królestwa” (art. 2 Protokołu). Nie oznacza to jednak, że ETS czy sądy krajowe te kompetencje, które posiadały utraciły na mocy Protokołu (prawa podstawowe są nadal chronione jako zasady ogólne prawa UE).
Co do zasad zawartych w obecnym Tytule IV KPP „Solidarność”, Protokół stwierdza, że nie tworzą one postanowień "jurydycznych" (justiciable), co wydaje się, przetłumaczono na język polski niezbyt ściśle jako "uzasadnionych". W angielskim języku prawniczym "justiciable" oznacza, że postanowienie może być powoływane w sądzie jako podstawa prawa jednostki, ma więc charakter jurydyczny. Innymi słowy, Protokół ma gwarantować, że ww. prawa będą mogły być powoływane, o ile zostały "dookreślone" w prawie krajowym (implementowane do prawa krajowego), i w takim zakresie, w jakim funkcjonują w prawie krajowym.
Protokół wydaje się jeszcze raz odnosić do tych samych problemów, których dotyczyły przeróżne "zastrzeżenia" i odesłania czynione w różnych miejscach nowego Traktatu. Pod tym względem nie wnosi on wiele nowego. Art. 1 Protokołu stwierdza, że Karta nie rozszerza kompetencji ETS (UE), co wcześniej zawarto w samej Karcie i co ma znaleźć się w zmienionym art. 6 TUE. W naszym przekonaniu, Protokół stanowi inną nieco wersję postanowienia Karty, tj. art. II-112 ust. 5 TK. (…)
Gdy chodzi o prawa zawarte w tytule IV "Solidarność", przykładowo art. II-87 – "Pracownikom i ich przedstawicielom należy zagwarantować, na właściwych poziomach, informację i konsultację we właściwym czasie, w przypadkach i na warunkach przewidzianych w prawie Unii oraz ustawodawstwach i praktykach krajowych" – skutek Protokołu wydaje się być taki, że jednostka mogłaby się powołać na prawo do informacji i konsultacji, w zakresie w jakim nie jest ono uregulowane w prawie UE, tylko w granicach ustalonego standardu krajowego. Karta nie rozszerza rozumienia tego prawa. Podobnie – art. II-88 stwierdzający, że pracownicy i pracodawcy, lub ich odpowiednie organizacje, mają, zgodnie z prawem Unii oraz ustawodawstwami i praktykami krajowymi, prawo do negocjowania i zawierania układów zbiorowych pracy na odpowiednich poziomach oraz do podejmowania, w przypadku konfliktu interesów, działań zbiorowych, w tym strajku w obronie swoich interesów. Protokół, w naszej opinii, będzie miał taki skutek, że w braku regulacji w prawie Unii, prawo do strajku przysługiwać będzie tak jak zostało uregulowane w prawie krajowym. Karta nie przyznaje bezpośrednio skutecznego, szerokiego prawa do strajku. Inaczej jest w przypadku art. II-89, "Każdy ma prawo dostępu do bezpłatnej służby pośrednictwa pracy". Język tego postanowienia Karty jest inny i zrodzi ono prawo jurydyczne (zaskarżalne i bezpośrednio skuteczne).
Jeśli Protokół czytać w ten sposób, stanowi on tylko dodatkowe zabezpieczenie, że prawo UE będzie szanowało standardy krajowe. Ponadto, co sugerują niektóre komentarze, zastrzeżenie brytyjskie może wiązać się, ze szczególną charakterystyką prawa brytyjskiego jako prawa common law, w którym nie ma pisanej konstytucji, i w którym prawa stają się jurydycznymi po potwierdzeniu ich przez Parlament.
Protokół przedstawiony został jednak przez T. Blaira nieco inaczej. Na konferencji prasowej oceniającej wyniki szczytu w Brukseli, Blair mówił, o uzyskaniu całkowitej jasności, że Karta nie będzie miała charakteru jurydycznego (nie będzie justiciable) ani nie zmieni prawa brytyjskiego (was not going to be justiciable in British courts or alter British law). Rzecznik polskiego MSZ, a następnie prezydent i premier, a także polska prasa przedstawiały Protokół jako zapewniający wyłączenie stosowania KPP w stosunku do Zjednoczonego Królestwa. Justiciability (zaskarżalność) pewnych postanowień Karty (Protokół nie mówi o wszystkich postanowieniach Karty jako niejurydycznych) lub jej brak to jednak co innego niż obowiązywanie Karty. Karta będzie z pewnością wiązać Zjednoczone Królestwo, choć ETS będzie być może uważniej formułował wyroki w stosunku do tego państwa. Skądinąd trudno przypuszczać, żeby Protokół wyłączył w przyszłości jurysdykcję ETS w sprawie takiej jak np. obecnie rozpatrywana przez ETS – C 438/05 The International Transport Workers’ Federation The Finnish Seamen’s Union przeciwko Viking Line ABP i OÜ Viking Line Eesti dotycząca m.in. praw socjalnych, prawa do działań zbiorowych. Ostatecznie więc zawiłości konstrukcji prawnej Protokołu będzie musiał rozstrzygać Trybunał. Wydaje się również wątpliwe by Trybunał uznał za "niejurydyczne" w stosunku do Zjednoczonego Królestwa te postanowienia Karty, których zakres jest dobrze wyjaśniony w orzecznictwie ETS, zwłaszcza jeśli opierają się one na EKPCz.
Polska zastrzegła sobie prawo przyłączenia się do brytyjskiego Protokołu, rozumiejąc ten Protokół jako wyłączający ewentualnie obowiązywanie Karty w stosunku do Polski ("Na szczycie w Brukseli polski rząd zastrzegł sobie możliwość decyzji, że unijna Karta Praw Podstawowych nie będzie u nas obowiązywać"). Jeśli Polska przyłączy się do Protokołu, Karta będzie w Polsce obowiązywać, choć skuteczność niektórych jej postanowień może być nieco mniejsza niż w przypadku jej bezpośredniego stosowania. Raczej jednak wypływać to będzie z ogromnej niepewności co do znaczenia prawnego i skutków Protokołu w odmiennych warunkach prawa polskiego, aniżeli skutków Protokołu. Z drugiej strony, wziąwszy pod uwagę, że chodzi tylko o część "nowych" praw czy zasad zawartych w Karcie, i że Polska związana jest EKPCz i ma szeroki konstytucyjny katalog praw i wolności, oraz inny system stosowania prawa, Protokół w przypadku Polski wydaje się niegroźny i mało skuteczny.
Jeśli jednak intencją Polski jest wyłączenie działania Karty w ogóle w stosunku do Polski, krok ten należy uznać za co najmniej kuriozalny i nieuzasadniony. Karta Praw Podstawowych ma duże znaczenie symboliczne, wzmacnia aksjologię UE poprzez danie jednostce dobrego katalogu praw podstawowych, które jej przysługują ilekroć korzysta z prawa UE lub prawa krajowego implementującego prawo UE. Pozbawianie obywateli polskich korzystania z tego katalogu – zwłaszcza że polska Konstytucja gwarantuje większość z tych praw, w tym prawa socjalne – nie jest niczym uzasadnione.
4. Polskie obiekcje wobec KPP – kwestie moralności i obyczajności – zakaz dyskryminacji ze względu na orientację seksualną
Polska zastrzegła sobie prawo przyłączenia się do brytyjskiego Protokołu, ale polskie obiekcje wobec KPP wiążą się, nie tyle ze sprawami pracowniczymi czy sprawami natury socjalnej, lecz z obawą przed możliwością narzucania polskiemu prawu standardów moralnych, zwłaszcza bezwzględnego zakazu dyskryminacji, który obejmuje dyskryminację z uwagi na orientację seksualną. W tym samym celu, Polska zgłosiła deklarację już do Traktatu akcesyjnego, była to deklaracja nr 39 dotycząca moralności publicznej. Obecnie, podczas szczytu w Brukseli w czerwcu 2007 r. Polska złożyła (…) typową, jednostronną deklarację o charakterze interpretacyjnym.
Jej wartość może być oceniana w świetle prawa zwyczajowego odzwierciedlonego w Konwencji wiedeńskiej o prawie traktatów z 1969 r. (nie wszystkie bowiem państwa członkowskie UE są stronami Konwencji). Z punktu widzenia prawnego wartość jednostronnej deklaracji, deklaracji nie popartej przez inne państwa, jest jednak niewielka. Nie jest to zastrzeżenie, które mogłoby wywoływać skutki prawne o charakterze wyłączającym. Deklaracja ta nie może również rozstrzygać kwestii interpretacyjnych, może być jedynie uwzględniana jako jeden z elementów w procesie interpretacyjnym. (Może mieć znaczenie jako pewien rodzaj sygnału, przede wszystkim dla ETS, na temat stopnia wrażliwości Polski na pewne kwestie. Nie jest to jednak zbyt wiele.) Nie jest ona zatem w stanie zastrzec określonych kompetencji dla Polski, ani zmodyfikować czy wpłynąć na zobowiązania Polski wynikające z Traktatu. Takie jednostronne deklaracje mają głównie znaczenie polityczne, i to jak się wydaje, większą wagę polityczną wewnątrz kraju niż dla stosunków zewnętrznych.
Głównym jednak problemem, jak można sądzić, jest obawa, że KPP ograniczy swobodę przyjmowania "regulacji krajowych w zakresie moralności publicznej", a także czy możemy się bać rozszerzania kompetencji ETS. Czy zatem wartości, jakie niesie ze sobą przyjęcie katalogu praw podstawowych, "poświęcenie" KPP, warte jest obrony „polskiej moralności” – w stosunku do równości, eutanazji, godności? Czy można jej bronić innymi środkami, mniej ograniczającymi prawa jednostek? Nasuwa się także pytanie czy w ogóle da się obecnie uniknąć niewkraczania w kompetencje ”zastrzeżone” dla państwa?
UE oparta jest na zasadzie kompetencji przyznanych i obecnie nie ma kompetencji do przyjmowania aktów np. harmonizujących regulacje dotyczące aborcji, małżeństwa, prawa rodzinnego itp. Ma natomiast kompetencje np. do przyjmowania regulacji zwalczających m.in. dyskryminację ze względu na orientację seksualną, np. w oparciu o art. 13 TWE przyjęła Dyrektywę Rady 2000/78/WE z dnia 27 listopada 2000 r. ustanawiającą ogólne warunki ramowe równego traktowania w zakresie zatrudnienia i pracy. Rozszerzenie kompetencji dokonuje się drogą traktatu zmieniającego, co w oczywisty sposób wymaga akceptacji (ratyfikacji) państwa członkowskiego. Interesujące jest, że Mandat przewiduje wprowadzenie jednak kompetencji UE do regulowania prawa rodzinnego mającego implikacje transgraniczne (art. II-269). Takie rozszerzenie nie odbędzie się bez zgody Polski. Co więcej, wychodząc jakby naprzeciw trudnościom sygnalizowanym przez Polskę, Mandat proponuje nową formę procedury legislacyjnej – w której możliwy jest sprzeciw parlamentu krajowego. Procedura ta włącza więc w proces legislacyjny jeszcze jednego, ważnego, uczestnika.
Nie da się natomiast uniknąć "dotykania" przez prawo kwestii moralnych. Pewne regulacje wspólnotowe, a nawet regulacje II i III filaru mogą dotykać w różny sposób tzw. kwestii moralnych, ich stosowanie zatem może być związane z takimi kwestiami. Np. akt z III filaru UE, Decyzja ramowa dotycząca ENA, opierająca się m.in. na poszanowaniu praw podstawowych stanowi, że należy odmówić wydania jednostki, jeśli istnieją uzasadnione powody, aby przypuszczać, na podstawach obiektywnych, że nakaz aresztowania został wydany w celu ścigania, ukarania lub przesądzenia pozycji jednostki na podstawie m.in. płci tej osoby lub jej orientacji seksualnej. Innym przykładem jest jeden z najbardziej kontrowersyjnych aktów wspólnotowych, Dyrektywa 98/44/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 6 lipca 1998 r. w sprawie ochrony prawnej wynalazków biotechnologicznych, która dotyczy m.in. opatentowania sekwencji genu ludzkiego jako wynalazku.
W prawie UE istnieją mechanizmy kontrolne pozwalające zakwestionować zgodność prawa z prawami podstawowymi. Polska może korzystać z takich mechanizmów, tak jak np. Holandia w sprawie C-377/98 Holandia v. Parlament, która podniosła wątpliwość czy „moralne” jest patentowanie wynalazków dotyczących komórek ludzkich (genów).
ETS udowodnił swoim orzecznictwem, że na poziomie prawa wspólnotowego nie chroni wcale standardu maksymalnego danego prawa podstawowego, lecz standard, który może być zaakceptowany przez wszystkie państwa, czy rozsądnie uzasadniony w danym momencie. Zmniejsza to groźbę „narzucania standardu”. UE określa swój standard ochrony konkretnego prawa podstawowego uwzględniając wiele różnych czynników, w tym standard EKPC, czy inne zobowiązania międzynarodowe państw członkowskich. Jednocześnie fakt istnienia standardu wspólnotowego nie stoi na przeszkodzie przyjęcia wyższych standardów ochrony przez prawo krajowe.
Przypomnijmy orzeczenia Grogan i Omega. (…) W sprawie C-159/90 SPUC przeciwko Grogan ETS nie narzucił ani standardu irlandzkiego innym państwom, ani nie stwierdził, że surowe, antyaborcyjne prawo Irlandii jest sprzeczne z prawem wspólnotowym. ETS uniknął rozstrzygania w tak wrażliwym przedmiocie. Gdyby przyjął podejście maksymalistyczne, godząc się ze stanowiskiem Irlandii, standardem wspólnotowym byłby zakaz aborcji. Trybunał narzuciłby w ten sposób innym państwom dopuszczającym w pewnych przypadkach aborcję wysoki standard, prowadziłoby to do dyktatu konstytucji jednego państwa wobec innych (zakaz aborcji uregulowany był w konstytucji irlandzkiej), a w konsekwencji do konfliktów politycznych. (…)
W sprawie C-36/02 Omega Trybunał stwierdził wyraźnie, że godność ludzka jest chroniona przez prawo wspólnotowe. Nie narzucił jednak żadnego wspólnotowego standardu. Wrażliwość bowiem na kwestie moralne może być różna w różnych społeczeństwa. Tak jak w tym przypadku, ocena czy gra polegająca na zabijaniu godzi w godność ludzką, może być różna w Niemczech, Zjednoczonym Królestwie i w Polsce. Trybunał "pozwolił" zarówno na produkowanie gry w Zjednoczonym Królestwie, jak i na zakazanie jej udostępniania na laserdromie w Niemczech. "Pozwolił" w ten sposób również Polsce na swobodną ocenę.
Polskie obiekcje zasadzają się częściowo chyba na niezrozumieniu zasad ochrony praw człowieka. Nieprawdą jest w szczególności, że Karta Praw Podstawowych niezwykle szeroko normuje np. zasadę niedyskryminacji (chcemy wyłączyć stosowanie ogólnej zasady niedyskryminacji). Pomijamy fakt oczywisty, że zasada równości, której pochodną jest zakaz niedyskryminacji stanowi współcześnie fundament państwa prawa czy demokracji, aksjologiczną podstawę także UE. UE oparta jest na tej ogólnej zasadzie, czemu daje wyraz i w Preambule do TUE jak i w art. 6 ust. 1. W TWE unormowano np. zakaz dyskryminacji ze względu na przynależność państwową (art. 12 TWE), płeć (art. 141 TWE) itd., włączono przepis kompetencyjny - art. 13 TWE. ETS wielokrotnie odwoływał się do ogólnej zasady niedyskryminacji. KPP ją tylko potwierdza: w art. II-80 Równość wobec prawa: "Wszyscy są równi wobec prawa”, w art. II-81 " Niedyskryminacja". (…)
Zakazując wszelkiej dyskryminacji KPP wylicza przykładowo (używa bowiem określenia w szczególności) niektóre podstawy dyskryminacyjne. To wyliczenie uwzględnia np. wiek czy orientację seksualną. Uwzględnia zatem, do pewnego stopnia, nowe zjawiska nierówności społecznej, czego nie czyniły wyraźnie starsze dokumenty. Przypomnijmy, że KPP to dokument z 2000 r., EKPCz to umowa z 1950 r., Pakty Praw Człowieka (PPCz) to umowa z 1966 r. Nie oznacza to, że EKPCz czy PPCz nie zakazują obecnie dyskryminacji ze względu na orientację seksualną czy wiek. Formuła obu tych aktów prawnych wiążących Polskę jest równie szeroka. (…)
W 1994 r. w sprawie Toonen przeciwko Australii Komitet odpowiadając na pytanie czy orientacja seksualna może być uważana za "inny status" dla celów art. 26 zauważył, że ten sam problem powstaje na gruncie art. 2 ust. 1 Paktów, który zobowiązuje państwa strony do przestrzegania i zapewnienia stosowania Paktów wobec wszystkich jednostek znajdujących się na ich terytorium lub pod ich jurysdykcją bez jakiejkolwiek różnicy ze względu rasę, kolor, płeć, język (wyliczenie podobne do art. 26) "lub inny status", i że odniesienie do "płci" w artykułach 2 ust. 1 i 26 obejmuje orientację seksualną.
Mylne jest także wyobrażenie, że wyłączenie KPP ochroni Polskę przed rozstrzyganiem drażliwych kwestii moralnych poza naszym podwórkiem. Australia/Tasmania w sprawie Toonen być może też sądziła, że ocena kodeksu karnego nie należy do Komitetu Praw Człowieka. Sprawa ta jest bardzo pouczająca, chociaż rozpatrywana była głównie w świetle art. 17 Paktów Praw Obywatelskich i Politycznych – prawa do prywatności. Oto kilka jej szczegółów. W 1992 r. N. Toonen, działacz grupy na rzecz praw homoseksualistów, obywatel Australii mieszkający w Hobart na Tasmanii (jeden z 6 stanów Australii) zwrócił się do Komitetu Praw Człowieka ze skargą twierdząc, że jest ofiarą naruszenia przez Australię m.in. art. 26 Paktów. Kwestionował on dwa postanowienia kodeksu karnego Tasmanii, Sekcje 122(a) i 123, które kryminalizowały różne formy kontaktów seksualnych między mężczyznami, włączając w to wszelkie formy kontaktów seksualnych odbywanych w miejscach prywatnych między zgadzającymi się na te kontakty dorosłymi mężczyznami.
Władze Tasmanii usprawiedliwiały swoje prawo odwołując się do ochrony zdrowia publicznego i moralności, gdyż jego celem było częściowo zapobieganie szerzeniu się HIV/AIDS. Tasmania twierdziła przy tym, że kwestie moralne stanowią sprawę zastrzeżoną dla regulacji krajowej. Komitet ten argument odrzucił, gdyż otworzyłoby to "drzwi do wyłączenia spod kontroli Komitetu potencjalnie dużej liczby ustaw ingerujących w prywatność". Komitet co prawda uwzględnił także inne szczególne okoliczności tego przypadku, np. fakt, że w całej Australii, z wyjątkiem tylko Tasmanii ustawy kryminalizujące praktyki homoseksualne zostały uchylone, w Tasmanii podnoszą się coraz częściej głosy, że przepisy kodeksu powinny zostać także uchylone, ponadto nie są one w praktyce stosowane, a więc nie są niezbędne dla ochrony moralności w Tasmanii. (…)
Sprawy związane z niedyskryminacją mogą być rozpatrywane w świetle innych praw podstawowych również przez Trybunał w Strasburgu (niezależnie od kontroli ETS). Sprawa taka jak Karner przeciwko Austrii (skarga no. 40016/98) mogłaby "przydarzyć się" także Polsce. W sprawie chodziło o prawo osoby pozostającej w związku homoseksualnym w Austrii (do dalszego mieszkania w wynajmowanym przez partnera lokalu po jego śmierci, ściśle o prawo do dziedziczenia prawa do wynajmowanego lokalu). Sąd austriacki zinterpretował pojęcie zawarte w ustawie austriackiej – "partnera życiowego" – odwołując się do znaczenia tego pojęcia w momencie przyjmowania prawa austriackiego. Stwierdził zatem, że nie obejmuje ono osób tej samej płci. Głosami 6 do 1 ETPCz uznał, że Austria naruszyła art. 14 EKPC, czyli zakaz dyskryminacji, w związku z art. 8 (prawo do poszanowania mieszkania). ETPCz powtórzył przy tym, że dla usprawiedliwienia odmiennego traktowania jednostki ze względu na jej orientację seksualną, niezbędne jest wskazanie "szczególnie ważnych powodów". Austria podnosiła, że celem ustawy była ochrona tradycyjnej rodziny. Trybunał stwierdził, że co do zasady mógłby przyjąć takie uzasadnienie, jako "ważkie i uprawnione".
Ale w tym przypadku, jest to raczej cel abstrakcyjny, który mógłby być zrealizowany wieloma środkami. Gdy swoboda uznania umawiających się stron jest wąska, tak jak w tym przypadku, zasada proporcjonalności między zastosowanym środkiem i celem, który ma on osiągnąć, wymaga nie tylko by środek był odpowiedni dla zrealizowania celu. Trzeba także udowodnić, że aby ten cel osiągnąć, konieczne było wyłączenie par homoseksualnych z zakresu ustawy. Rząd nie przedstawił, zdaniem Trybunału, żadnych przekonywujących argumentów w tym względzie (par. 40-41).
Polska nie jest zatem w stanie uchronić się przed zajmowaniem się problemami dyskryminacji przez Komitet Praw Człowieka czy Trybunał w Strasburgu nawet jeśli odrzuci "szeroką zasadę niedyskryminacji" w Karcie Praw Podstawowych. Nie uniknie się tego typu wkraczania w sferę moralności, nie jest to już bowiem całkowicie „sfera zastrzeżona do kompetencji krajowej”. Przed tego typu wpływem nie jest zatem w stanie zabezpieczyć Polski nie tylko wyłączenie przepisu KPP dotyczącego zakazu dyskryminacji, bo najczęściej łamane jest wraz z zakazem dyskryminacji także inne prawo jednostki, ale i nawet wyłączenie stosowania całej Karty. Polska musiałaby bowiem wypowiedzieć zarówno PPC jak i EKPC, a to jest postulatem absurdalnym. (…)
niedziela, 8 listopada 2009
Eva Brunne
- Wykorzystam swą pozycję z korzyścią dla tych, którzy są bezbronni - zapowiada ordynowana. 55-letnią pastor Evę Brunne sztokholmscy luteranie wybrali na biskupa jeszcze w maju. Pokonała kilkudziesięcioma głosami pastora Hansa Ulfvebranda. W niedzielę stanie się oficjalnie pierwszym biskupem-lesbijką na świecie, przejmując diecezję sztokholmską po idącej na emeryturę biskup Caroline Krook.
Pani biskup kościelną karierę zaczęła w 1978 r. Od kilku lat żyje w zaakceptowanym przez szwedzki Kościół luterański związku z inną kobietą-kapłanem Gunillą Linden. Mają trzyletniego synka.
W październiku władze szwedzkiego Kościoła luterańskiego zgodziły się na udzielanie ślubów homoseksualnych w kościołach. Taką samą decyzję podjęli ostatnio również szwedzcy Babtyści.

Between Love & Goodbye
Amerykański mit
3 listopada 2009 w stanie Maine odbyło się referendum na temat odebrania osobom homoseksualnym prawa do małżeństw. Co prawda gubernator Maine John Baldacci podpisał w maju tego roku ustawę która zalegalizowała małżeństwa osób tej samej płci, lecz nie weszła ona formalnie w życie, a jej przeciwnicy zebrali 100 tysięcy podpisów pod wnioskiem o stanowe referendum w tej sprawie
W głosowaniu uczestniczyło blisko 60 proc. mieszkańców stanu. 52,8 proc. wyborców odpowiedziało "tak" na pytanie "Czy chcesz aby odrzucono nowe prawa które umożliwia parom tej samej płci zawieranie związków małżeńskich, a osobom indywidualnym i grupom religijnym daje prawo do odmowy udzielania tego typu ślubów?", przeciw było 47,2 proc. mieszkańców Maine.
To totalne skurwysyństwo samemu cieszyć się pełnią praw i odbierać tę możliwość innym. Przypomina mi to III Rzeszę. Hitler do władzy też doszedł w drodze wyborów. Tak jak Niemcy w latach 30 XX w. tak dziś mieszkańcy Maine nie zdali egzaminu z człowieczeństwa. Poza tym, uważam, że oddawanie spraw równouprawnienia i sprawiedliwości, czy też ogólniej praw człowieka, głosowaniu jest dla mnie nieporozumieniem. Nikt bowiem nie powinien mieć prawa do dyskryminowania innych ludzi i do decydowania o odebraniu innym obywatelom praw, z których sam korzysta. To co się wydarzyło w Maine to pomiatanie godnością drugiego człowieka. Szkoda, że tak się stało. Ciekaw jestem jak czuliby się ci którrzy głosowali za odebraniem gejom i lesbijkom praw do małżeństwa, gdyby to o ich małżeństwach decydowano w referendum i tą drogą zabroniono im zakładać rodziny. Na pocieszenie zostaje wiadomość ze stanu Waszyngton, gdzie - także w referendum - zdecydowano o tym, że związki partnerskie zawierane przez gejów i lesbijki będą traktowane na równi z małżeństwami.
Cała kampania, jaka toczyła się wokół referendum w Maine, a wcześniej w Kalifornii, utwierdza mniew przekonaniu, że Amerykanie nie są najmądrzejszym narodem. Są narodem w swej masie głupim i zacofanym. I pomyśleć, że mogą oni decydować w referendach o szczęściu innych ludzi, odzierać ludzi z godności i odbierać im prawo do zakładania rodzin.
A poniżej jeszcze jeden ciekawy filmik tego samego autorstwa. Księżulo skompromitował się całkowicie.
piątek, 6 listopada 2009
Gówno, kwiatki i krzyże
"Należy podkreślić, że – identycznie jak sama w sobie heteroseksualność – również homoseksualność per se nie implikuje żadnej szczególnej predyspozycji do zakazanego prawem wykorzystywania seksualnego dzieci.
Polskie Towarzystwo Seksuologiczne wzywa zdrowotne organizacje naukowe oraz wszystkich indywidualnych psychologów, psychiatrów i innych specjalistów w zakresie zdrowia psychicznego do podjęcia działań polegających na dementowaniu skojarzenia między homoseksualnością a pedofilią."
czwartek, 5 listopada 2009
środa, 4 listopada 2009
Wojciech Szot - Geje i lesbijki wychodzą z szaf
W tym roku, po raz pierwszy na większą skalę, również polscy geje i lesbijki postanowili uczcić ten dzień między innymi poprzez akcję Wyjdź z szafy razem z nami, której rezultaty można obejrzeć na blogu comingout.blox.pl.
Historia coming outu
Obecnie polskim gejom, lesbijkom, osobom biseksualnym i transpłciowym (w skrócie osobom LGBT) coraz łatwiej przychodzi wychodzenie z ukrycia (angielski termin coming out jest tłumaczony zarówno jako "wychodzenie z szafy", jak i "ujawnianie się", będę się wymiennie posługiwał tymi określeniami) - ujawniający się celebryci, postacie gejów i lesbijek w popularnych filmach i serialach, a do tego działalność organizacji wspierających osoby nieheteronormatywne sprawiły, że dużo osób decyduje się powiedzieć o sobie rodzicom, przyjaciołom, kolegom w pracy. Żyjemy dzięki temu w wyjątkowej epoce, choć wielu pewnie zaskoczy fakt, że już w XIX wieku idea coming outów była dyskutowana publicznie. W 1869 roku Karl Heinrich Ulrichs mówił o tym, że geje i lesbijki powinni mówić o swojej orientacji, gdyż dzięki ludziom znającym osoby homoseksualne (wtedy używano raczej terminu uranita, od niemieckiego Urning) zwiększy się dla nich społeczna akceptacja. Do tego stanowiska Ulrichs doszedł po tym, jak w 1857 roku stracił pracę radcy prawnego sądu w Hildesheim (ówcześnie królestwo Hanoweru).
Kolejny z pierwszych działaczy "homofilnych" Magnus Hirschfeld w swoim niezwykłym jak na początek XX wieku dziele Die Homosexualität des Mannes und des Weibes również pisał, że dzięki powszechnej jawności osoby homoseksualne będą miały szansę zmienić niekorzystne dla siebie zapisy prawne (Hirschfeld przez lata walczył z zakazującym stosunków homoseksualnych niemieckim paragrafem 175). Działo się to w czasach, gdy stosunki homoseksualne, głównie męsko-męskie, były surowo zabronione w większości zachodnich krajów. Jednak dopiero powstanie w Stanach Zjednoczonych stowarzyszenia Mattachine Society w latach 50., które wielokrotnie nawoływało do ujawniania odmiennej orientacji seksualnej, sprawiło, że coming out stał się jednym z najważniejszych terminów w słowniku gejów i lesbijek.
Jednak jeszcze w tych samych latach pięćdziesiątych słynnego matematyka, twórcę podwalin informatyki Alana Turinga poddano "terapii" hormonalnej po tym, jak ujawnił swoją orientację seksualną. Historia zaczęła się niewinnie - Turing w grudniu 1951 roku poznał 19-letniego Arnolda Murraya. Kilka tygodni później zamieszkali razem. Arnold na nieszczęście dla Turinga pochwalił się tym koledze, który następnie włamał się do mieszkania młodej pary. Gdy Turing zgłosił sprawę na policji, Arnold zorientował się, kto mógł być sprawcą, i podzielił się tymi podejrzeniami z Turingiem. Ten udał się kolejny raz na komisariat, by uzupełnić swoje zeznania. Policjanci wypytali o charakter relacji między nim a Murrayem. Turing wyjawił im całą prawdę, zapominając chyba, że za stosunki homoseksualne groziło w ówczesnej Anglii nawet kilkanaście lat więzienia. Obu natychmiast aresztowano. Turing stracił pracę w Centrali Łączności Rządowej, a sąd zamienił karę więzienia na hormonalną terapię konwersyjną, która miała przerabiać gejów na osoby heteroseksualne. Aplikowanie Turingowi testosteronu spowodowało u niego m.in. powiększenie się piersi. Psychicznie wyniszczony przez terapię Turing popełnił samobójstwo w czerwcu 1954 roku. Dopiero po 55 latach od tego wydarzenia Gordon Brown, premier Wielkiej Brytanii, publicznie przeprosił wszystkich, którzy zostali poddani takiej terapii w majestacie prawa. Powiedział przy tej okazji: Jestem dumny, że te ponure czasy już minęły i że przez ostatnie kilkanaście lat rząd zrobił tak wiele, by ułatwić życie społeczności LGBT. Uznanie Alana Turinga za jedną z najtragiczniejszych ofiar homofobii jest następnym krokiem w stronę równości i sprawiedliwości.
Tak kiedyś wyglądały skutki ujawniania się. Obecnie proces emancypacji przyspieszył i coraz więcej osób homoseksualnych ujawnia swoją orientację psychoseksualną.
Po co się ujawniają?
Dlaczego jednak geje i lesbijki w ogóle chcą się ujawniać? Często słyszy się zarzut, że przecież heteroseksualiści nie podchodzą do ludzi i nie mówią: "jestem hetero". I zapewne większość gejów i lesbijek też tego nigdy nie chciała, ale w wielu codziennych sytuacjach słyszą np.: "list dla pana kolegi", "przyjaciółka kupiła gazetę". A ten "kolega" czy "przyjaciółka" to partner/partnerka od wielu lat. Sytuacja taka nie jest komfortowa, męczy i nic dziwnego, że człowiek czasem nie wytrzyma i powie - "żaden kolega, a po prostu mój chłopak". I coming out dokonany. Choć oczywiście nie jest to takie proste - dorastając wśród homofobicznych docinków w szkołach, gdzie "pedał" jest najgorszym przezwiskiem, wielu gejów i lesbijek uczy się, że najbezpieczniej ukryć się w szafie i nigdy z niej nie wychodzić.
Powodów do wyjścia z szafy może być wiele - zwłaszcza osobistych. Badania (amerykańskie) pokazują, że wyjście z szafy poprawia kondycję zdrowia psychicznego. W pracach Landa i Bybee (2007) dowiedziono, że dorastanie w akceptującym i tolerancyjnym otoczeniu zmniejsza kłopoty z samoakceptacją, dzięki czemu rzadziej w przyszłości występują zaburzenia, takie jak na przykład obżarstwo czy bulimia. To, jak dorastamy, rzutuje w dużej mierze na nasze zachowania w przyszłości, z tego też powodu na sytuacje stresogenne i chorobotwórcze najbardziej narażone są młode osoby homoseksualne. Jak podkreśla Jane Bybee (2009), osoba dorosła sama kreuje swoje otoczenie - pracę, znajomych, miejsce zamieszkania - dzięki czemu łatwiej jest jej uniknąć warunków stresogennych (czyli - w tym przypadku - po prostu homofobicznych). W artykule zamieszczonym w American Journal of Community Psychology (2009) Rosario wraz z zespołem przytacza wyniki wielu badań, które wskazują, że samobójstwa czy myśli samobójcze są do 4 razy częstsze u młodzieży homoseksualnej niż heteroseksualnej. Dlatego też tak ważne jest pomaganie osobom młodym, które przeważnie nie mają wpływu na zmianę otoczenia i często muszą dorastać w miejscach wybitnie homofobicznych. Konsekwencją tego jest też znany wszystkim fakt migracji osób homoseksualnych do dużych miast w momencie uzyskania pełnoletności - w "anonimowej" i multikulturowej aglomeracji istnieje większa możliwość wyrażania siebie bez strachu i poczucia winy.
Właśnie wstyd, strach i poczucie winy według wielu badań są doświadczane przez osoby homoseksualne - łatwo to zrozumieć w polskim społeczeństwie, gdzie ponad 40 procent respondentów CBOSu zakazałoby seksu w związkach homoseksualnych. W badaniu przeprowadzonym przez Bybee i innych (2009) grupę homoseksualnych mężczyzn podzielono na sześć typów - od pozostających w szafie po najbardziej jawnych. Podczas badań okazało się, że osoby żyjące jawnie i będące zintegrowane nie tylko z innymi gejami i lesbijkami, ale też heteroseksualną większością, nie miały poczucia winy oraz nie odczuwały strachu ani winy z powodu swojej orientacji psychoseksualnej. To kolejny przykład na to, że "ujawnianie się" w coraz to nowych okolicznościach jest dla gejów i lesbijek rodzajem lekarstwa, które udanie rozwiązuje niejeden problem.
Prowadzone od lat badania pokazują, że jawność to jedyna droga do tego, by heteroseksualne społeczeństwo uznało osoby homo- i biseksualne za równe sobie i zrozumiało, że nietolerancja czy nierówność wobec prawa to faktyczne problemy, które trzeba rozwiązać jak najszybciej. Renomowany Instytut Gallupa w badaniu z maja 2009 roku, pokazał, że spośród osób, które znają gejów i lesbijki, aż 49 procent z nich jest za wprowadzeniem instytucji małżeństw jednopłciowych. Wśród osób niemających homoseksualnych znajomych tylko 27 procent było za wyrównaniem statusu związków homoseksualnych z heteroseksualnymi. Podobnie aż 88 procent osób z pierwszej grupy czuło się komfortowo w towarzystwie osoby homoseksualnej, w drugiej grupie komfortowo czułoby się jedynie 64 procent osób.
Wyniki amerykańskie, nawet te z grupy nieznającej żadnego geja czy lesbijki, w polskich realiach uznane mogłyby być za zadowalające. W maju ubiegłego roku w badaniu CBOS okazało się, że aż 83 procent pytanych nie znało żadnego geja ani lesbijki (znajomość potwierdziło jedynie 15 procent respondentów). To wielka różnica chociażby w porównaniu do naszych sąsiadów z Czech, gdzie w 2005 roku tylko 50 procent obywateli deklarowało, że nie zna żadnego geja czy lesbijki. W tym samym badaniu w pytaniu: Czy jesteś za prawnym uregulowaniem związków homoseksualnych?, mecz Polska-Czechy zakończył się wynikiem 42:62. Za to wśród badanych, którzy znali osoby homoseksualne, padł remis: 67:67 procent. W 2008 roku akceptacja dla instytucjonalizacji związków jednopłciowych w grupie znającej gejów i lesbijki wyniosła w Polsce aż 70 procent. Co najbardziej zaskakujące, miedzy rokiem 2005 a 2008 deklarowana znajomość homoseksualistów praktycznie się nie zmieniła (a nawet spadła o jeden procent, czyli w granicach błędu statystycznego).
Polskie i zagraniczne wyniki badań opinii publicznej potwierdzają hipotezę kontaktu (contact hypothesis) sformułowaną w 1954 roku przez wybitnego psychologa Gordona Allporta, który twierdził, że kontakt między ludźmi o jednakowym statusie podparty dążeniem do wspólnego celu (może być nim na przykład wspólnie wykonywana praca) redukuje uprzedzenia wobec - do tej pory nieakceptowanych - cech posiadanych przez partnera/partnerkę. Teoria rozwinięta przez Pettigrew (1986) została udowodniona w badaniach profesora psychologii z Univeristy of Columbia, Gregory'ego Hereka (1987, 1996, 2000), który na podstawie swoich kilkakrotnie powtarzanych badań doszedł do wniosku, że im częściej osoby heteroseksualne kontaktują się z gejami i lesbijkami w rożnych kontekstach, tym mniejsze są ich uprzedzenia wobec osób homoseksualnych. Podobny wniosek, autorstwa dr. Michała Wenzela, możemy przeczytać w podsumowaniu badań CBOSu:
Znajomi gejów lub lesbijek mają zupełnie inny stosunek do homoseksualizmu i homoseksualistów niż pozostali: zdecydowanie częściej akceptują prawa dla tej grupy, są bardziej tolerancyjni. Nie można jednak stwierdzić, że to doświadczenie kontaktu wpłynęło na poglądy. Może być odwrotnie: geje i lesbijki prawdopodobnie są bardziej skłonni ujawniać swoją tożsamość w środowiskach, w których znajdują akceptację i zrozumienie. Są to przede wszystkim kręgi ludzi wykształconych, żyjących w największych miastach.
Tak więc to właśnie geje, lesbijki, osoby biseksualne oraz transpłciowe mają moc dokonywania zmian w społeczeństwie. Jeśli nie dadzą się poznać, ich postulaty nie zostaną zrealizowane. Dlatego właśnie z okazji Dnia Wychodzenia z Szafy na blogu comingout.blox.pl po raz kolejny osoby LGBT postanowiły wyjść z szafy, by zachęcać do życia w prawdzie z własnymi przekonaniami i uczuciami. W myśl słów Harveya Milka: Chciałbym zobaczyć każdego geja-prawnika, geja-architekta ujawnionym, niech powstaną i pozwolą światu się o nich dowiedzieć. To zrobi więcej dla zniesienia uprzedzeń w krótkim czasie niż ktokolwiek może sobie wyobrazić.
Głośnie coming outy polskich gejów i lesbijek:
Izabela Filipiak, pisarka, felietonistka - ujawniła się w 1998 roku w programie telewizyjnym Małgorzaty Domagalik "Tabu", a następnie biorąc udział wraz ze swoją partnerką w sesji zdjęciowej magazynu "Viva!".
Jacek Poniedziałek, aktor - w 2005 r. wyznał oficjalnie na łamach gazety "Fakt", że jest gejem.
Tomasz Raczek, krytyk filmowy, publicysta, wydawca - w październiku 2007 r. ujawnił, iż jest gejem i żyje w długoletnim związku z pisarzem i dziennikarzem Marcinem Szczygielskim.
Krystian Lupa, reżyser teatralny, pedagog, pisarz, scenograf - po raz pierwszy publicznie o swoim homoseksualizmie powiedział w rozmowie z Łukaszem Maciejewskim dla miesięcznika "Machina" w 2007 roku.
Michał Piróg, tancerz, choreograf, prezenter, aktor - publicznie ujawnił, że jest gejem, w październiku 2007 r.
Znani polscy geje, lesbijki i osoby biseksualne:
Maria Konopnicka, Zofia Nałkowska, Maria Dąbrowska, Wanda Landowska, Narcyza Żmichowska, Maria Rodziewiczówna, Karol Szymanowski, Jarosław Iwaszkiewicz, Witold Gombrowicz, Jerzy Waldorff, Miron Białoszewski, Jerzy Nasierowski, Konstanty "Kot" Jeleński, Julian Stryjkowski, Jerzy Zawieyski, Jan Lechoń
Geje do muzeum, Pięta do lecznicy
wtorek, 3 listopada 2009
Arkadiusz Karski - Bzdury i bzdurki na temat męskiego heteroseksualizmu
W takim razie zboczeniem jest heteroseksualność, jeśli heteroseksualista zakochuje się w kobiecie, o której nie wie, że jest lesbijką.
„Narządy płciowe mężczyzny i kobiety pasują do siebie.”
Gdyby pasowały, to by nie było problemów z przedwczesnym wytryskiem, znalezieniem punktu G, oziębłością i najważniejsze: gdyby penis pasował do waginy, toby kobieta szczytowała za każdym razem jednocześnie z mężczyzną i niepotrzebna by była gra wstępna i udawanie orgazmu.
„Gdyby nie hetero, toby gejów nie było na świecie.”
Jest dokładnie na odwrót: gdyby nie my, to was by nie było! Przez pierwsze trzy miliardy lat ewolucji nie istniało bowiem rozmnażanie płciowe i podział na płcie, czyli HETERO nie istnieli - byliśmy SAMI! Podział na dwie płcie, a tym samym rozmnażanie płciowe i heterość pojawiły się zaledwie półtora miliarda lat temu.Poza tym gdyby nie istniało HOMO; to byś nie wiedział, że jesteś HETERO, nie?
„Prawne uznanie homomałżeństw stanowi zagrożenie dla heteromałżeństw.”
Nieprawda. 2009.08.08 zawarłem związek małżeński (czyli wyszedłem za mąż). Żaden urząd stanu cywilnego w Polsce nie zarejestrował w tym dniu mniejszej liczby heteromałżeństw, niż przeciętna. Żaden sąd nie orzekł w owym strasznym dniu więcej rozwodów, niż zazwyczaj. Małżeństwa hetero nie rozpadają się ot tak, ponieważ polski obywatel ma męża.
„My, hetero, stanowimy większość.”
Nieprawda. Stuprocentowych hetero jest tyle, co stuprocentowych homo: kilka, kilkanaście procent. Cała reszta miała w życiu rozmaite fantazje i doświadczenia raz homo-, raz heteroerotyczne. Z tego punktu widzenia większość stanowią osoby biseksualne. Natomiast w liczbach bezwzględnych w społeczeństwie polskim więcej jest kobiet niż mężczyzn, i więcej gejów niż lesbijek. Zatem osób czujących pociąg do mężczyzn jest więcej, niż osób czujących pociąg do kobiet. Geje należą do osiemnastomilionowej większości osób czujących pociąg seksualny do mężczyzn. Osób zainteresowanych kobietami jest siedemnaście milionów.
„Możemy i powinniśmy się starać, żeby nasze dzieci wyrosły na heteroseksualne.”
Nieprawda. Nie możemy na to wpłynąć: orientacja seksualna naszych dzieci nie zależy od naszej decyzji. Prędzej im wpoimy kompleksy niż wybraną seksualność.
A nawet załóżmy, że można dziecko wychować na homo lub hetero. Jak dokonać wyboru?! Rzut monetą: reszka - wychowam na geja, orzeł - na hetero?! A jeśli rodzice są odmiennego zdania, jedno chce córkę lesbijkę i syna hetero, drugie na odwrót? Chyba lepiej, że nie mają wpływu.
„Homo może mnie uwieść, a to zaszkodzi mojej męskości.”
Ręce opadają! Naprawdę aż tak się boisz o swoją męskość? Czyżby była aż tak wątpliwa?Bez obaw, nawet jeśli się zabawisz z gejem (lub on z tobą), pozostaniesz mężczyzną. Każdy hetero ma czasem potrzeby homoerotyczne. Jeśli dasz im upust, to nie będzie cię to więcej gnębić.
„Heteroseksualiści nie urządzają parad.”
Nieprawda. W Rio osoby heteronormatywne urządzają orgie na ulicach, i to na oczach dzieci.
„Gdyby nie hetero, życie by wymarło.”
Śmiechu warte! Hetero istnieje, odkąd istnieje rozmnażanie płciowe, czyli od półtora miliarda lat. Wcześniej tego nie było! Życie trwa nie tylko dzięki temu, że ktoś płodzi, ale także dzięki temu, że ktoś wychowuje.
„Heteroseksualiści nie obnoszą się ze swoją seksualnością.”
Nieprawda. Heteroseksualność jest wszechobecna. Podkreślasz ją, gdy wspominasz swoją żonę, randkę itp. Dlatego aby w interesie rozwoju emocjonalnego młodzieży przywrócić zdrową równowagę, muszę stosować na lekcji francuskiego czytanki, gdzie co trzeci bohater jest homo. Dlaczego tak trzeba? Otóż wyobraź sobie, że uczeń wchodzi ze świata, gdzie widuje i zna gejów i lesbijki, do budynku szkoły, gdzie o ich istnieniu się nie wspomina, a nawet koledzy z klasy się ukrywają. Toż to schizofrenia.
„Dzieci, jakie płodzę, wychowuję w rodzinie, gdzie mają ojca i matkę.”
Statystycznie jest to nieprawda. W skali europejskiej przeważają bowiem następujące typy rodzin:
-dziecko lub dzieci mające nie rodziców, lecz osobno ojca i matkę po rozwodzie;
-dziecko lub dzieci mieszkające na zmianę u ojca i matki, którzy nigdy nie żyli razem;
-dziecko lub dzieci wychowywane przez samotną matkę;
dziecko lub dzieci wychowywane przez samotnego ojca;
-dziecko mające ojca i matkę:
-ojciec wychowuje nieswoje potomstwo, nie wiedząc o tym,
-dziecko wychowuje matka sprowadzającą mężczyzn i ojciec „pracujący na noc”,
-dziecko wychowuje matka i ojczym,
-dziecko wychowuje ojciec i macocha,
-dziecko wychowuje starsze rodzeństwo, gdy rodzice trzeźwieją, itp.
- dziecko lub dzieci wychowywane przez dwóch ojców;
-wiele dzieci wychowywanych przez ojca i kilka matek w rodzinie poligamicznej;
-dziecko lub dzieci wychowywane przez dwie matki;
-dziecko lub dzieci wychowywane przez matkę z babką;
-dziecko „wychowywane” w domu dziecka; itd.
Tworzysz jeden z wielu modeli, i nie jest powiedziane, że najlepszy. Od dwudziestu już lat model rodziny: mąż plus żona plus dzieci nie jest punktem odniesienia. Nawet nie stanowi większości.
No i oczywiście z tego, że „masz” dzieci, nie wynika, że wychowujesz, więc jesteś jeszcze bardziej w mniejszości. Nie zapominaj, że hetero płodzą więcej dzieci, niż wychowują, podczas gdy geje troszczą się o więcej dzieci, niż spłodzili.
„Heteroseksualni mężczyźni prowadzą ascetyczne życie płciowe, pierwszy stosunek mają w noc poślubną, i jedną partnerkę przez całe życie, z którą współżyją tylko w dni płodne.”
Nieprawda. Heteroseksualiści to są normalni ludzie. Seks prócz prokreacji istnieje po to, aby dawać radość (na jeden akt rodzenia przypada kilka tysięcy aktów seksualnych). Niektórzy wprawdzie unikają kontaktów seksualnych, ale typowy przedstawiciel nie różni się od geja: kilka prób, zanim znajdziemy właściwą połówkę.
„Mogę się stać homo w wyniku agresywnych kampanii antyhomofobicznych.”
Prawda. Nie masz szans. Nie musisz czytać tej strony do końca - jutro rano obudzisz się HOMO! Jeszcze dziś leć do apteki po wazelinę.
Nieprawda. Do zapobiegania ciąży służą środki służące do zapobiegania ciąży. Seks analny uprawiają heteroseksualiści dla przyjemności i mniej więcej równie często, co homo, i nie zawsze mężczyzna jest aktywny, a kobieta pasywna - czasem jest na odwrót.
Zresztą bzdurą jest redukowanie heteroseksualności do takich czy innych technik seksualnych. W stosunkach międzyludzkich, a w szczególności w małżeństwie chodzi o coś więcej. Dwunastolatek, który jeszcze nie doświadczył erekcji, dojrzały mężczyzna prowadzący regularne życie płciowe czy siedemdziesięciolatek, dla którego seks jest ledwo wspomnieniem - wszyscy oni są w jednakowym stopniu „zorientowani”.
Byłem gejem jako pięciolatek, jestem gejem i będę nim nadal, kiedy starość zgasi moje libido.
„Życie bezpłodnego hetero jest bez wartości. ”
Nieprawda, Jest to najokrutniejsze ze stwierdzeń padających z ust tych, którzy człowieczeństwo sprowadzają do reprodukcji. Człowiek nie jest drożdżem, żeby się jedynie rozmnażał!!! Dotyczy to osób, które z przyczyn biologicznych nie mogą mieć własnych dzieci: bezpłodne pary hetero- lub homoseksualne, osoby starsze i niepełnosprawne. Wszyscy oni są pełnoprawnymi członkami społeczeństwa, a dziecko mogą adoptować i wychować (przypominam, że nie istnieje żadna przeszkoda prawna, aby gej adoptował dziecko jako osoba samotna - w Polsce kilkadziesiąt tysięcy dzieci jest wychowywanych przez gejów i lesbijki, a na świecie oficjalnie liczby wyrażają się w dziesiątkach milionów). Rozmnażaniu służy prokreacja między dwoma dojrzałymi osobnikami, ale zdarza się, że nie mogą mieć potomstwa. Społeczeństwo zaradziło temu, wymyślając adopcję. Jeśli przyjmę i wychowam dziecko spłodzone i porzucone przez hetero, to bez wątpienia przyczyniam się w większym niż oni stopniu do przedłużenia gatunku. Nadmienię, że do prokreacji małżeństwo nie jest konieczne (ludzie doczytajcie sobie, skąd się biorą dzieci, bo na pewno nie z ustawy ani z decyzji kierownika USC!), ono jest potrzebne, aby łatwiej było wychowywać dzieci (niekoniecznie swoje!), i aby żyło się raźniej, i po to powstało.
„Należy odbierać dzieci samotnym rodzicom (przy rozwodzie, po śmierci małżonka) pod pozorem zapewnienia im należytych wzorców męskich i żeńskich.”
Nie! Samotna kobieta lub samotny mężczyzna potrafi być prawie tak samo dobrym rodzicem, jak dwie kobiety lub dwaj mężczyźni.
„Prącie i jądra stanowią jedyną sferę erogenną mężczyzny.”
Nieprawda. Kluczową rolę w orgazmie u każdej kobiety i każdego mężczyzny odgrywa zwieracz, który się rytmicznie skurcza i rozkurcza wraz z innymi mięśniami podbrzusza. Szukanie dodatkowej przyjemności przez pobudzanie odbytu (a właściwie poprzez niego podstawy prącia i prostaty) jest techniką seksualną bez związku z taką czy inną orientacją (tzn. zarówno geje, jak i hetero mogą się zaspokajać drogą analną, i obaj mogą się bez tego obywać).
Seks analny a problemy z utrzymaniem stolca na starość.
Mężczyźni uprawiający pasywnie seks analny, zarówno homo, jak i hetero mają zwieracz wzmocniony regularnym masażem, dokrwiony i lepiej unerwiony. Dlatego problemy retencyjne ich dotyczą w wiele mniejszym stopniu. Nie jest natomiast w świetle badań naukowych prawdą, że dzięki seksowi analnemu zmniejsza się ryzyko raka prostaty (ponoć).
Nieprawda. O ile wielokrotnie zasypiałaś na klacie swojego faceta, o tyle pozycji odwrotnej nie próbowaliście: zagniótłby Cię. Dwaj mężczyźni są do siebie lepiej dopasowani anatomicznie, niż mężczyzna do kobiety. W dodatku wszystko, co robią, jest symetryczne, podczas gdy kobieta nie ma możliwości odwzajemnienia się facetowi.
„Naturalnym przeznaczeniem prącia jest seks waginalny.”
Nieprawda. Jedynym dopuszczalnym przeznaczeniem prącia jest oddawanie moczu, bo przecież to jest cewka moczowa, a na niej resztki moczu, śluz i zarazki, dlatego inne użycia są obrzydliwe i powinny być karalne.
„Rodzina to mąż, żona i dzieci.”
Bravo! Właśnie pozbawiłeś statusu rodziny siedemdziesiąt procent rodzin w Europie.
Już obecnie połowa dzieci rodzi się w związkach nieformalnych. Te, których rodzice byli oficjalnym małżeństwem w chwili urodzin, rozwiedli się w połowie przypadków, zanim skończyło 18 lat. Dalej: przeciętne dziecko jest jedynakiem (dokładniej ma 1,4 sztuk rodzeństwa, a to jest za mało, aby mówić o dzieciach w liczbie mnogiej).
Sytuacja w Polsce nie odbiega wiele od średniej europejskiej. Na przykład tyle samo dzieci ma jednego rodzica, ponieważ drugi zginął w wypadku. Prawie tyle samo małżeństw się rozpada, tyle tylko że nie biorą oficjalnie rozwodu, który jest maksymalnie utrudniony w naszym kraju.
Rzepę wciąż jebie
Problem w tym, że autor artykułu z Rzeczpospolitej myli się pisząc, że polskie przepisy „uniemożliwiają przyznanie dziecka pod opiekę osobom o orientacji homoseksualnej”. Nie ma przepisów ani procedur, które zabraniają adopcji dzieci przez gejów i lesbijki. Geje i lesbijki – zgodnie z przepisami – mogą w Polsce legalnie adoptować dziecko, ale nie jako para. Adopcja w Polsce jest możliwa jedynie przez jedną osobę w takim wypadku. Rzeczpospolita stara się więc wprowadzić w błąd swoich czytelników. Prawo do adopcji dzieci przez gejów i lesbijki potwierdził także Europejski Trybunał Praw Człowieka w 2008 r. Wydał on wówczas wyrok w sprawie Emmanuelle B. przeciwko Francji. Emmanuelle B, czterdziestokilkuletnia francuska 46, od 1990 żyje w stałym związku z kobietą. W 1998 złożyła dokumenty w ramach procedury adopcyjnej – przez kolejne cztery lata otrzymywała decyzje odmowne. GW pisze o decyzjach sądów: „Tłumaczyły to "brakiem ojcowskiego wizerunku" w związku kobiety oraz "niejednoznaczną" postawą partnerki E.B. wobec adopcji”. Fakt, Emmanuelle B. złożyła wniosek jako osoba niezamężna (przecież jest niezamężna!), jednak prawo jak najbardziej przewiduje możliwość adopcji w takim przypadku.
Trybunał w swym wyroku orzekł: „Powołując się na Europejską Konwencję Praw Człowieka, która zakazuje wszelkich form dyskryminacji i nakazuje poszanowanie życia prywatnego i rodzinnego, dziesięciu z siedemnastu sędziów Trybunału stwierdziło: Francja nie miała prawa odrzucić prośby E.B. ze względu na jej orientację seksualną. Podkreślili też, że było to kluczowe kryterium odmowy. I Trybunał zasądził 24,5 tys. euro odszkodowania dla 45-letniej E.B.”
Sprawa Emmanuelle B. jasno wskazuje, że także w Polsce adoptować mogą osoby stanu wolnego, a więc także geje i lesbijki. Nie ma znaczenia czy są oni w związku czy też nie - geje i lesbijki żyjący w parach też są w Polsce oficjalnie stanu wolnego. Tym samym, nie ma żadnych prawnych przeszkód przed adopcją w wykonaniu geja czy lesbijki. Przedstawiciel biura prasowego Rady Europy w swym oświadczeniu powiedział m.in., że „Orzeczenie Trybunału mówi, że w krajach, w których dozwolona jest adopcja przez osoby niezamężne, nie wolno odrzucać ich podań na podstawie orientacji seksualnej wnioskujących. Oczywiście wtorkowa decyzja dotyczy tylko tych państw, które ratyfikowały Europejską Konwencję Praw Człowieka” . Polska jak najbardziej jest stroną Konwencji.
Poza tym jest wiele innych sposobów, by geje i lesbijki mieli dzieci. Wystarczy, że gej pozna w tym celu kobietę, która urodzi jego dziecko lub lesbijka pozna mężczyznę, którego nasienie zostanie wykorzystane do zapłodnienia. Często para gejów i para lesbijek decydują się na wspólne posiadanie dzieci. Adopcja dzieci przez homoseksualistów to tylko niewielki odsetek wśród przypadków homorodzicielstwa. Czy autor artykułu naprawdę jest tak ograniczony, że nie dostrzega tego?!
Rzeczpospolita próbuje przekonywać, że przypadek geja-ojca to jakieś niebezpieczne i zagrażające heteroseksualnej rodzinie dziwo. A ja - patrząc chociażby na swoich znajomych - wiem, że to nie jest prawdą. Jeden z moich znajomych ma syna i córkę, drugi dwóch synów, trzeci syna… Są oni dobrymi ojcami, troszczą się o swoje mniejsze i większe pociechy, kochają je i zaspokajają wszystkie potrzeby, zarówno materialne jak i emocjonalne, i to w stopniu większym od przeciętnej występującej u heteroojców.















