wtorek, 9 lutego 2010

Kiss-in

Jak informuje serwis Laicitepositive.fr, francuskie tęczowe środowiska od kilku tygodni przygotowują się do mocnej prowokacji. 14 lutego o godzinie 14 planują urządzić sobie pod katedrami w Paryżu i Metzu akcję o nazwie "Kiss-in".
Na czym ona polega? Otóż geje i spółka zbierają się tłumnie w umówionym miejscu, gdzie na sygnał gwizdka organizatora zaczynają namiętnie całować się i obściskiwać. Zajmują się tym przez co najmniej pięć minut.

Będzie to już piąta taka manifestacja. Pierwsze odbyła 7 czerwca 2009 roku, również w Paryżu. Jaki cel przyświeca tęczowym aktywistom organizującym "Kiss-in" Odpowiedzialny za zbliżającą się akcję Arthur Vauthier tłumaczy:
To sposób na upomnienie Kościoła. Na zadanie pytania o miłość i małżeństwo gejów czy lesbijek.

Nie ukrywam, że bardzo podoba mi sie pomysł. Choć nie wszystkim. Portal Pardon widzi w tym zbędną prowokację. Również części polskich gejów akcja nie spodobała się, co można zauważyć w komentarzach pod newsem na Gay.pl. Ktoś o pseudo "Łysy" napisał nawet, że twórcy akcji "sami dają argumenty homofobom, a potem się dziwią że nas nie lubią". Dla mnie takie teksty są całkowicie absurdalne. Homofobia ma to do siebie, że osobom na nią cierpiącym nie potrzeba powodu do tego, by nienawidzieć gejów i lesbijek. Taka jest istota homofobii. Poza tym, gdyby to były pary hetero to wszyscy by pisali jaki to cudowny sposob uczczenia walentynek. Ponieważ robią tę akcję geje i lesbijki to od razu znajdują się głosy, że to prowokacja. Nie wiem czemu pocałunki mają być argumentem dla nienawiści albo prowokacją? A co w tym prowokacyjnego? Nic. Mi nie przeszkadzaja pary hetero, które się publicznie całują. Uważam to nawet za bardzo sympatycze. Pary takie nie wywołują u mnie ani nienawiści w stosunku do nich, ani nie skutkują heterofobią. Gdyby tak było to oznaczałoby to, że coś złego dzieje się z moją psychiką i to ja mam problem a nie okazujące sobie miłość osoby. Identycznie jest z homofobami, to oni cierpią na problemy natury psychologicznej, a nie całujący się geje i lesbijki. Przyczyna problemów homofobów nie leży w okazywaniu sobie uczuć przez homoseksulistów ale w psychice samych homofobów. Nie jest przecież normalnym to, że pocałunek dwóch osób wywołuje u kogoś negatywne, agresywne uczucia. Pozytywne uczucia powinny wywoływać pozytywne reakcje. Jeśli jest inaczej to jest patologia. Nie rozumiem też dlaczego niektórym kojarzy się ta akcja od razu z seksem. Internauta o pseudo "Abram" w komentarzu na wspomnianym wyżej portalu Gay.pl nazywa ten happening nie tylko prowokacją ale nawet seks-prowokacją. Czemu dzieje się u wielu osób tak, że gdy widzą całującą się parę heteroseksulną to kojarzy im się to z miłością, podczas gdy widok całującej się pary homoseksulnej z seksem. Mam wrażenie, że niestety niewiele zmieniło się w Polsce w kwestii pojmowanie homoseksulizmu od czasów Iwaszkiewicza. W wydanym obecnie II tomie Dzienników pisze on z goryczą o niezrozumieniu i wulgaryzacji miłości homoseksualnej następująco: "Jakież szczęście, że mogłem mu dać tyle i że on mógł mi dać tyle. Dancingi w Tivoli i ucieczka wśród gasnących lampionów - jakież to piękne. I nikt tego nie rozumie, tej radości i tego szczęścia. Wszyscy myślą, że to polega na rżnięciu w dupę!". Był wówczas 7 stycznia 1958 r. Mimo upływu ponad pół wieku wciąż istnieją ludzie, którzy uczucia sprowadzają do ruchania. Tym smutniejsze to jest, że są wśród nich także homoseksualiści.











Gdyby taka akcja odbywała się w Warszawie to chętnie sam wziąłbym w niej udział z moim mężczyzną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz